Angielski termin oznaczający zdrowy rozsądek „common sense” można też przetłumaczyć jako wspólne odczucie. Rozsądnym jest bowiem zazwyczaj akceptować takie informacje, które nie budzą u nikogo wątpliwości. Strony każdego sporu mogą oprzeć się na takiej wspólnej podstawie, wyznaczanej przez zdrowy rozsądek. Gdy to jest niemożliwe – podział musi pozostać trwałym.

Zdrowego rozsądku zabrakło w sprawie katastrofy smoleńskiej. Być może ktoś zadbał o to, by tak właśnie się stało. Wznowiono śledztwo obejmujące między innymi sprawę fałszywej notatki o strzałach w Smoleńsku. Wiemy też, że służby prowadziły czynności operacyjne pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu.

Nie można się dziwić emocjom, jakie towarzyszyły osobom, których bliscy i znajomi zginęli. Te emocje nadal są żywe. Emocjonalne było wczorajsze przemówienie Prezydenta Dudy, który jednak zaapelował o to, by wznieść się ponadto i przynajmniej zdobyć się na wzajemny szacunek. W imię chrześcijańskich wartości. Jednak te wartości w Polsce nie są już niestety uważane za zdroworozsądkowe. Dla niektórych polityków nie są tak oczywiste, że nie ma sensu ich negować. Co zatem pozostaje? Zazwyczaj akceptujemy obraz świata przedstawiany nam przez autorytety naukowe. Niestety w przypadku katastrofy smoleńskiej to także nie jest możliwe – i to z dwóch powodów.

1. Polska nauka jest już tak zdegenerowana, że bez trudu można znaleźć naukowca popierającego każdą bzdurę i nie cofającego się przed kłamstwem. Wczorajsza prezentacja komisji Berczyńskiego robi wrażenie sprawozdania z bardzo solidnej roboty. Alternatywny do dotychczasowych ustaleń scenariusz wydarzeń został przedstawiony na filmie pokazującym komputerowe symulacje i eksperymenty. Ale jedynie słuszna telewizja znalazła naukowca, według którego to czyste fantasy. Zazwyczaj w nauce posługujemy się argumentami naukowymi. Na to jednak nie ma co liczyć.

 

2. Dlatego bardziej od takich opinii podważają wiarygodność ustaleń komisji wypowiedzi jej członków. Na filmie możemy podziwiać solidną robotę – komputerowe poskładanie samolotu z elementów. Tymczasem dowiadujemy się, że komisja dopiero wybiera się do Smoleńska, by dokonać inwentaryzacji wraku. Skąd więc wzięto dane do tej symulacji?

 

Przedstawiony scenariusz został na tyle uwiarygodniony, że warto wziąć go pod uwagę. Jednak na obecnym etapie dochodzenia nie można przesądzić tego, czy jest on prawdziwy. Zwracał na to redaktor Lisicki w TVP Info. Został jednak „zakrzyczany” przez dwoje dziennikarzy, którzy każdego kto nie przyjmuje ich wersji wydarzeń oskarżają o brak wiedzy lub złą wolę: Anitę Gargas i Tomasza Sakiewicza. Ta dwójka dziennikarzy przeciwstawia się całemu „przemysłowi pogardy” po drugiej stronie. Jednak taka postawa jedynie uprawomocnia „front walki z religią smoleńską”.

 

Jest bardzo prawdopodobne, że polityczne kalkulacje przesądziły o tym, że scenariusz przedstawiony wczoraj przez komisję Berczyńskiego został z góry odrzucony w 2010 roku. Dlatego rozsądnym jest badanie takich wątków. Wyjaśnić trzeba wszystko – kto i za co jest odpowiedzialny. Redaktor Lisicki słusznie jednak mówi – że przyjęcie jako „udowodnionej” wersji zamachu powinno zamknąć dochodzenie, a tego nikt nie postuluje. Czemu więc wczorajsza prezentacja nie została potraktowana jako uzupełnienie wcześniejszych ustaleń, a jej zanegowanie? Czemu wyklucza się winę pilotów, którzy ewidentnie złamali przepisy? Z drugiej strony – dlaczego zamiast rzeczowej dyskusji mamy nasilenie kpin i obelg? Najwyraźniej w Smoleńsku zginął zdrowy rozsądek.

zob. też relację z wczorajszych obchodów

Plan „Odpowiedzialnego rozwoju” realizowany przez PiS jest bez wątpienia zgodny z zasadą zrównoważonego rozwoju. Zasada ta jest obecna w naszej konstytucji (art 5): „[Rzeczpospolita Polska] zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”. Mocnym wsparciem dla idei zrównoważonego rozwoju jest encyklika Papieża Franciszka Laudato Si, w której czytamy między innymi: „Naglące wyzwanie ochrony naszego wspólnego domu obejmuje troskę o zjednoczenie całej rodziny ludzkiej w dążeniu do zrównoważonego i zintegrowanego rozwoju, ponieważ wiemy, że wszystko może się zmienić. Stwórca nas nie opuszcza, nigdy nie cofa się w swoim planie miłości, nie żałuje, że nas stworzył. Ludzkość jest jeszcze zdolna do współpracy w budowaniu naszego wspólnego domu. Pragnę wyrazić uznanie, dodać otuchy i podziękować wszystkim, którzy angażują się na rzecz ochrony naszego wspólnego domu. Na szczególną wdzięczność zasługują ci, którzy energicznie zmagają się z dramatycznymi konsekwencjami degradacji środowiska w życiu najbiedniejszych na świecie”. Na ten temat odbyła się w Sejmie międzynarodowa konferencja, którą wsparł Prezydent Duda: „Zrównoważony rozwój w świetle encykliki >>Laudato Si<<” odnosi się do kilku fundamentalnych zagadnień. Za ich wspólny mianownik uważam ideę dobra wspólnego, wszak postulat zrównoważonego rozwoju oznacza m. in. prymat interesów całego społeczeństwa nad interesami podmiotów gospodarczych, nastawionych na maksymalizację zysków”.

Biorąc powyższe pod uwagę, może być zaskoczeniem to, że w podsumowaniu minionego tygodnia w TV Trwam idea zrównoważonego rozwoju została użyta dla wsparcia tezy: PiS i PO to jedno zło.

Prezydent Donald Trump jak dotąd nie zdołał zrealizować swych wyborczych zapowiedzi. Co prawda nie sprawdziły się przewidywania, że porażka w sprawie Obamacare będzie początkiem załamania trendów, ale coraz częściej słychać głosy, że amerykańskie „głębokie państwo” (deep state) jest zbyt silne i Trump musi się mu podporządkować.

Koncepcja „głębokiego państwa” zakłada, że skoordynowane działania różnych instytucji pozwalają na kształtowanie pewnych politycznych pryncypiów niezależnie od tego, kto wygrywa demokratyczne wybory. Niestety jednym z tych pryncypiów w USA jest agresywna polityka mocarstwowa. Zapowiedzią zwycięstwa „głębokiego państwa” była dymisja Michaela Flynna, który podobno knuł coś z Rosjanami. Pełnym triumfem jest natomiast ponowne uruchomienie imperialnej machiny wojennej. Wystrzelenie kilkudziesięciu pocisków wartych blisko 100mln USD na bazę lotniczą w Syrii rozważane jest w wielu różnych aspektach. Oczywiście „rynki zareagowały” - między innymi wzrostem cen ropy. Państwa zachodu (w tym Polska) przyjęły za pewnik, że tym razem „dowody” amerykańskiego wywiadu na atak chemiczny ze strony rządu Syrii są pewne i wyraziły pełne poparcie dla działań USA. Trump poszedł znacznie dalej niż kiedyś Bush w Iraku – bo nawet nie starał się zyskać międzynarodowego poparcia. Tymczasem w sytuacji, gdy wojna domowa w Syrii zbliża się do zwycięskiego dla sił rządowych finału – użycie przez nie broni chemicznej wydaje się tak głupie, że aż nie do uwierzenia. Oczywiście Rosja i Iran stanowczo się sprzeciwiają sprzecznym z prawem międzynarodowym działaniom. Idąc za ciosem Trump wysłał flotę okrętów wojennych w stronę Półwyspu Koreanskiego.

Nie ma zatem mowy o próbie deeskalacji konfliktów. Wręcz przeciwnie – świat wygląda tak, jak miał wyglądać po wygranych przez Clinton wyborach. Czyli zamiast negocjatorów przemawiają karabiny. Co gorsza – w różnych uczonych analizach znów zupełnie znika szary człowiek. Zarówno Syryjczyk, który nie może zaznać pokoju, jak i Amerykanin – pragnący powrotu do wielkości opartej na wartościach i wewnętrznej sile, a nie na agresji. Nic dziwnego, że ze strony zwolenników Trumpa odzywają się głosy rozczarowania. Zaczynają dostrzegać, że banksterka i globalizm są silniejsze od głosu wyborców.

Można się zastanawiać, czy sytuacja byłaby inna, gdyby elity stały za swoim Prezydentem. Nie można toczyć walki ze wszystkimi. Może Trump znalazł się w sytuacji przymusowej? Mimo dużego podobieństwa między Polską i USA (vide komentarz Wojciecha Cejrowskiego), w tej materii pojawiają się istotne różnice. Pierwszą jest to, że polskie władze bardziej muszą się obawiać „przyjaciół” z UE, niż wewnętrznego „głębokiego państwa” (w tym kontekście znienawidzony Minister Macierewicz może być mężem opatrznościowym). Drugą kwestią są osobowe cechy przywódców. Tu nie chodzi nawet o możliwości pozakulisowych wpływów w oparciu o jakieś grzeszki (prawdziwym kuriozum jest atak na Prezydenta Dudę z wypominaniem mu codziennej rodzinnej modlitwy). W trudnej sytuacji, ataków medialnych, totalnej krytyki ze strony „autorytetów” i prób zanegowania demokratycznych wyborów trzeba mieć wewnętrzną siłę i determinację, by „robić swoje”. Niezmiernie ważne jest to, na czym ta wewnętrzna siła się opiera. W przypadku polskich władz jest to konserwatywne przywiązanie do chrześcijańskich wartości. Ono z jednej strony daje pewność w działaniu (podejmowaniu decyzji) a z drugiej – unikaniu konfrontacji tam, gdzie jest to możliwe. Czyżby Polacy doczekali się przywództwa lepszego niż USA?

Minęła 12 rocznica śmierci Jana Pawła II. Jak co roku podkreślano miłość Polaków do Niego. Nie brakło także zapewnień, że w Jego nauczaniu znajdują się bezcenne wskazania jak kształtować nasze życie społeczne. Jednak starannie omija się dwa ważne elementy tego nauczania: ekonomię (Społeczne Nauczanie Kościoła) i naukę. Nawet w gazetach poświęconych gospodarce dominują wspomnienia – bez najmniejszej refleksji nad tym dlaczego wbrew Konstytucji w Polsce do 2015 roku dominował gospodarczy liberalizm (nawet katoliccy politycy deklarowali, że są konserwatywno-liberalni). O próbie przywrócenia łączności między poznaniem religijnym i naukowym chyba nie warto nawet wspominać. Póki na uniwersytetach dominuje ukształtowana przez komunistów „profesura” - nie ma tam miejsca na nic poza lewackimi mitami.

Główny nurt wspomnień obejmuje prawie wyłącznie kwestie moralnego życia. Czasem w formie narodowego wyrzutu sumienia (to dotyczy raczej anonimowych blogów, niż „głównego nurtu”). Jeden z komentatorów pisze: ”Kiedy byłem młody i gniewny, stałem w 1979 r. ... ponad 37 lat temu, kupa czasu… w tłumie na Placu Zwycięstwa w Warszawie i czułem ciarki na plecach, kiedy młody, energiczny polski papież wołał głosem jak dzwon: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Nastrój był taki, że nikt by się nie zdziwił gdyby otworzyły się niebiosa i grom z jasnego nieba podpalił gmach Centralnego Zarządu Polityczno-Wychowawczego Ludowego Wojska Polskiego za papieskimi plecami.

A potem, już na emigracji, patrzyłem bezsilnie w ekrany, gdzie coraz starszy, coraz bardziej zgarbiony i siwy papież zaklinał rodaków, prosił, groził, tłumaczył, błagał o odnowę moralną, płakał, chrypł. Zaś Polacy wysłuchiwali go z szacunkiem, po czym czynili znak krzyża, odwracali się dupą do ołtarza i szli dalej kraść, cudzołożyć, mówić fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu i głosować na postkomunistów”
.

Jednak ten głos jest chyba zbyt krytyczny. Każdy rekolekcjonista wie, że gdy pojawia się dobro, natychmiast nasila się także zło. Jawna walka dobra ze złem jaką obserwujemy obecnie w życiu społecznym jest więc nie do uniknięcia. Oznacza wyzwanie do męstwa i wytrwałości.

Sąd Rejonowy dla Łodzi Widzewa uznał, że drukarz odmawiający wykonania usługi dla organizacji LGBT jest winny: „Sąd uznał także, że osoba gotowa do świadczenia usługi nie ma prawa do wyboru swych klientów. Dodał również, że sumienie i wartości nie oznaczają, że można odmówić wykonania usługi”. To uzasadnienie zawiera także dodatkowe przesłanie, które musimy sami odszyfrować: brak rozumu nie oznacza, że nie można zostać sędzią!

Sąd powołał się na art. 38 Kodeksu Wykroczeń, który brzmi: „Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”.

Każdy normalny człowiek czytając to rozumie, że powyższy zapis dotyczy obowiązku świadczenia usług, który nie wynika z samego faktu prowadzenia działalności gospodarczej. Obowiązek taki może wynikać z umowy albo przepisów prawa. Taka sytuacja byłaby na przykład, gdyby wspomniany drukarz wynajmował lokal w atrakcyjnym miejscu od miasta, a w warunkach umowy miał zapisany obowiązek świadczenia usług każdemu kto się zgłosi. Bardziej realnym przykładem może być umowa z firmą sprzątającą osiedle. Nie może ona odmówić sprzątania jakiejś klatki tylko z powodu tego, że coś jej w tej klatce nie pasuje. Można też przywołać przykład monopoli.

Rozciąganie tego przepisu na zwykłe działania rynkowe to naprawdę szczyt idiotyzmu. Z odmowami wykonania usługi spotykamy się często. Jest nawet takie powiedzenie: prawdziwy biznes zaczynasz wtedy, gdy odmówisz pierwszemu klientowi.

Inna rzecz, że przywołany przepis też formułował jakiś prawnik. Co w świetle prawa miałoby oznaczać „zajmowanie się zawodowo wykonywaniem usługi”? Czy na przykład prostytutka zajmuje się zawodowo usługami seksualnymi i musi obsłużyć każdego chętnego? Na szczęście sędzia zajmuje się wydawaniem wyroków amatorsko – choć więc jego pozycja w społeczeństwie jest zbliżona do prostytutki – nie musi się obawiać nadmiaru klientów ;-)