Buczenie posłów w trakcie orędzia Prezydenta Dudy nastąpiło ono po słowach: „Polacy tej naprawy potrzebują i to w wielu obszarach. To służba zdrowia, to codzienny poziom życia wielu rodzin, to dzieci, których wiele dzisiaj niedojada zwłaszcza na obszarach wiejskich. To oni potrzebują pomocy”.

Dlaczego posłowie PO zareagowali w tak chamski sposób właśnie w tym momencie? Czyżby Prezydent mówił nieprawdę? Według GUS 2,8 mln Polaków żyło w 2014 r. w skrajnym ubóstwie. W 2014 r. poniżej tego minimum egzystencji żyło ok. 11 proc. osób w gospodarstwach małżeństw z 3 dzieci oraz ok. 27 proc. osób w gospodarstwach małżeństw z 4 lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu. Zasięg ubóstwa skrajnego wśród dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia wyniósł ok. 10 proc, a osoby w tym wieku stanowiły prawie jedną trzecią populacji zagrożonej ubóstwem skrajnym.

Poseł Fedorowicz usprawiedliwia swoją partię: „Słuchali wszyscy w skupieniu. Byli wszyscy, w przeciwieństwie do poprzedniej inauguracji, gdzie nie było liderów PiS. Nie powinno się takich rzeczy w orędziu mówić. Obszary nędzy nie są za duże - taką mam nadzieję. Masa ludzi pracuje, by tego nie było. A głównie to są politycy. Źle się stało”.

Niestety to „usprawiedliwienie” jest bardziej niż wątpliwe. Według cytowanych danych GUS „Stopa ubóstwa skrajnego pozostała na tym samym poziomie (7,4 proc.)”.

Nieco więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie: http://www.polskabieda.com/

Można tam znaleźć przykład tego, nad czym pracują politycy wspomniani przez Fedorowicza:

 

Świat tonie w długach. Dynamicznie zadłuża się Europa (dług publiczny w Unii Europejskiej rósł w I kwartale 2015 r. w tempie 100 mld euro miesięcznie). Zadłużają się nawet Chińczycy: Żeby utrzymać wzrost PKB na poziomie akceptowalnym politycznie, chińscy oficjele pozwolili instytucjom finansowym pompować kredyt w gospodarkę. To zrobiło z Chińczyków jeden z najbardziej zadłużonych narodów spośród państw rozwijających się. Bańka długu na świecie musi w końcu pęknąć. I co wtedy? Nastąpi kryzys, jakiego jeszcze świat nie widział. Nie wiadomo co się wówczas zdarzy. Całkiem realne są masowe bankructwa banków (niektórzy komentatorzy uważają, że większość z nich już jest w stanie upadłości). Zbankrutować mogą Stany Zjednoczone. Prawdopodobny jest upadek dolara, co spowoduje utratę wartości zgromadzonych w nim oszczędności – co jeszcze pogłębi kryzys. Co dalej? Wojna? Ludzkość będzie chciała jej uniknąć. Dlatego kraje silne i bogate będą próbowały - jak długo się da – przenosić swoje kłopoty na słabszych.

Czy Polska w tej sytuacji będzie bezpieczna? Wbrew pozorom olbrzymi dług publiczny sam w sobie nie jest największym problemem – choć jego wielkość przeraża (w ciągu ostatnich 5 lat całkowite zobowiązania wzrosły z 3 do 4 bln PLN). Dzięki nadwyżce handlowej bylibyśmy w stanie przynajmniej obsłużyć na bieżąco ten dług. Jednak nasza gospodarka jest silnie zależna od „przerobu” w obcych fabrykach. Kichnięcie w Niemczech może spowodować trzęsienie Ziemi w Polsce. Najsłabszym ogniwem naszej gospodarki jest jednak system bankowy, nad którym nie mamy dostatecznej kontroli. Małym pocieszeniem są pozytywne wyniki stress-testów. Te testy nie przewidują aż takiej katastrofy, jaka może nastąpić. Bezpiecznymi są tylko te kraje, których gospodarka może zaspokajać potrzeby społeczeństwa bez względu na zewnętrzne okoliczności. Bliskie temu modelowi są Niemcy – zwłaszcza, jeśli uwzględnimy możliwość łatwego uzupełnienia gospodarki krajowej przez gospodarki krajów zależnych (jak Polska). Jest więc nadzieja, że Niemcy w razie problemów nam pomogą – oczywiście nie z dobroci serca i nie za darmo. Chcąc zachować suwerenność, Polska powinna już rozpocząć budowanie systemu odpornego na wstrząsy – którego zabrakło Grekom. Taki system musi przede wszystkim umożliwić funkcjonowanie społeczeństwa bez widzi-mi-się bankierów. Dlatego potrzebny jest alternatywny system rozliczeń.

Autor głośnej książki HITMAN – Wyznania Ekonomisty Od Brudnej Roboty, John Perkins objaśnia w dwie minuty jak działa współczesny świat.

Jego zdaniem „zabójcy gospodarczy” stworzyli pierwsze prawdziwie globalne imperium. Jest to imperium w dużym stopniu tajemnicze, budowane na wiele sposobów. Jednak najczęściej zaczyna się od zidentyfikowania kraju, który posiada zasoby, których globalne firmy potrzebują - takich jak ropa naftowa. Wówczas Bank Światowy lub Międzynarodowy Fundusz Walutowy „spieszą z pomocą” - dostarczając ogromny kredyt. Pieniędzy nie otrzymuje ten kraj, ale firmy, które budują infrastrukturę kraju. Jest to korzystne tylko dla bardzo bogatych, a nie zwykłych ludzi, którzy nie mają pieniędzy na korzystanie z tych dobrodziejstw. Dla nich pozostaje ogromny dług, niemożliwy do spłacenia. Następnie „zabójcy ekonomiczni” wracają i mówią: skoro nie możecie zapłacić długu, to macie nam dawać bardzo tanio ropę. ONZ głosuje jak im każą – więc pozwalają zbudować bazę wojskową do pilnowania interesu. Jeśli się nie uda, "Szakale" robią przewrót lub zabijają opornego przywódcę. Jeśli nie "Szakale", to interwencja wojskowa - jak to miało miejsce w Iraku.

Perkins uważa, że to nie są błędy kapitalizmu, ale tworzenie nowego rodzaju kapitalizmu rozwijającego się jak wirus. Ta zmutowana forma kapitalizmu, jest destrukcyjna. Tworzy świat całkowicie niestabilny, niezrównoważony, niesprawiedliwy i bardzo niebezpieczny.

Autor spotkał wielu "terrorystów", pisząc moją książkę, ale spotkał nikogo, dla kogo marzeniem było zostać terrorystą. To są zdesperowani ludzie.

Na podsumowanie filmu pojawia się teza: jeśli chcemy pozbyć się terroryzmu, usuńmy jego przyczyny - tego raka, który niszczy cały system. Nie możemy mieć bezpieczeństwa narodowego jeśli nie dostrzeżemy, że nasza planeta jest wspólnym domem nas wszystkich.

W Grecji rozwija się intensywnie wymiana barterowa (czyli towar za towar). Szczególnie na obszarach wiejskich i na wyspach. Ograniczenia w przepływie gotówki stanowiły silny bodziec rozwojowy tego typu wymiany. Dotyczy to także rozwoju platform internetowych. Powstała 2 lata temu tradenow.gr po wprowadzeniu kontroli kapitału podwoiła swoje obroty. Prezes firmy zarządzającej mówi, że wcześniej to oni musieli szukać chętnych. Teraz przedsiębiorcy zgłaszają się sami. Platforma ta umożliwia także barter wielostronny, dzięki wprowadzeniu waluty komplementarnej TPs (TRADE POINTS). Dzięki temu można na przykład sprzedać za punkty TPs skuter i kupić płacąc nimi w całości lub częściowo (reszta gotówką) zegarek oraz garnitur – za każdym razem od różnych kontrahentów.  

Minister Szczurek okazuje się godnym następcą swych poprzedników: Rostowskiego i Balcerowicza. Wszystkich trzech geniusz rozpiera tak bardzo, że nie poprzestawali na profesjonalnym wykonywaniu obowiązków. Minister Szczurek zasłynął do tej pory najbardziej tezą, że kwota wolna od podatku to fetysz”. Jednak zbliża się koniec kadencji, więc i aktywność ministra rośnie. Twierdzi on, że zweryfikował negatywnie plany PiS korzystając z „zaplecza w Ministerstwie Finansów, bo nie ma lepszego do tego rodzaju obliczeń”. Realizacja propozycji PiS będzie z pewnością silnym impulsem gospodarczym, którego nie można łatwo oszacować. Potrzebna byłaby symulacja uwzględniająca wpływy tych zmian na zachowania podatników, wielkość obrotów, ilość płacących podatki, szczelność systemu etc… Nawet dysponując takim modelem, moglibyśmy tylko ustalić parametry, przy jakich zmiany byłyby zgodne z oczekiwaniami. I takie informacje zapewne przekazałby minister, gdyby był profesjonalistą. Ale polska tradycja jest inna. Leszek Balcerowicz zwykł na początku transformacji mówić, jak to jego symulacje i obliczenia potwierdzają słuszność decyzji. Oczywiście żadnych symulacji nie było (gdyby były to chyba przez te lata zostałyby światu objawione)

Jeśli do tego dodać zaciekłą obronę banków przed „frankowiczami”. To chyba wystarczy, aby przejść do historii?Jednak nie! Jak śpiewał Wojciech Młynarski:

I już się prężą mózgów szeregi
i wzrok się pali,
i już widzimy, żeśmy kolegi
nie doceniali.

Po wystąpieniu w sprawie SKOK trudno będzie przecenić ministra Szczurka. Minister orzekł mianowicie, że SKOK-i są niewypłacalne i porównywał je do piramidy finansowej. Miejmy nadzieję, że SKOK'i postarają się o to, aby odpowiedni sąd docenił geniusz pana Szczurka.

 

Przeglądanie popularnych portali o profilu ekonomicznym jest zajęciem stresującym. Człowiek zastanawia się: kto wymyśla te tytuły, po co i dla kogo?

Oto bieżące tytuły z jednej tylko strony:

1. Jak uniknąć Grexitu? Ateny powinny pójść śladem Argentyny”:

Następstwem tego [zerwania ze sztywnym kursem peso do dolara] było rozbicie gospodarki.PKB skurczyło się o 15 proc., inflacja wzrosła o 40 proc., a finanse gospodarstw domowych i firm zostały okaleczone. Do dzisiaj kraj jest odcięty od międzynarodowych rynków kapitałowych.

Jednak z pomocą międzynarodowych instytucji latynoamerykańskiemu państwu udało się powrócić na ścieżkę wzrostu”.

Dalej jest trochę więcej rozsądku (może dlatego, że tekst jest przedrukiem, a nie pochodzi z produkcji rodzimych ekonomistów).

2. „Na własne życzenie tracimy kontrolę nad bezpieczeństwem finansowym”: jest to wierna kopia artykułu z www.obserwatorfinansowy.pl, poświęconemu nowym regulacjom dotyczącym grup bankowych. Poza tytułem. Oryginalny był za mało sensacyjny? Sam artykuł przedstawia interesujące informacje dotyczące kierunku zmian: „w Europie następuje równolegle kilka procesów związanych z konstytuowaniem unii bankowej i jej mechanizmów. Zręby prawne zostały już uchwalone w postaci rozporządzenia CRR mówiącego o adekwatności kapitałowej banków. Drugi fundament prawny to dyrektywa CRD IV, która wprowadza m.in. dodatkowe bufory kapitałowe dla banków i sposoby posługiwania się nimi przez nadzory makroostrożnościowe.

Trzeci – to uporządkowana upadłość i likwidacja banków, czyli mechanizmy resolution opisane i usankcjonowane w dyrektywie BRR, a zwłaszcza – co dla Polski najbardziej istotne ze względu na strukturę właścicielską naszego sektora – resolution wielkich grup działających w wielu krajach”.

Natomiast dywagacje na temat tego, dlaczego Polska nie uczestniczy w tych pracach są nie na miejscu. Chyba nie ma chętnych w UE do zbudowania takiej kolonii baksterskiej jak u nas?

3. Na deser nieocenieni eksperci od giełdy: „Politycy uderzyli w polską giełdę. WIG20 najniżej od 2012 roku”. Na czytanie szkoda czasu. Wystarczy wspomnieć, że w tym samym czasie, gdy WIG spadł o 0,24%, zarówno niemiecka giełda jak i amerykańska odnotowały spadki powyżej 1%. Tam także sięga długa ręka PiS'u?

Niemcy szantażem zmusili Polskę do przyjecia uchodźców z Afryki. Co uzyskaliśmy w zamian? Domniemaną zgodę na przedłuzenie embarga dla Rosji. Co jeszcze jesteśmy poświęcić dla kultywowania nienawiści do Rosjan? Chyba wszystko – wszak u nas uczucia najważniejsze. A według Witolda Modzelewskiego, na nasze decyzje rzutuje uczucie pogardy. „POGARDA mająca w swoim tle ukrywany STRACH. Aby się dowartościować, udowodnić sobie, że jesteśmy lepsi, bo „należymy do Zachodu” i „wolnego świata”, sięgamy po dość „oryginalny” zestaw środków w postaci piętnowania innych, którzy są od nas gorsi, kim moglibyśmy, przynajmniej w słowie, pomiatać”.

Tymczasem Niemcy kierują się pragmatyzmem i guzik ich obchodzą uczucia, albo i interesy Polski. Dlatego embargo – nie embargo - interesy robić trzeba: Międzynarodowa polityka sobie, a interesy państw i korporacji sobie. Mimo nałożonych na Rosję w związku z wojną na Ukrainie sankcji Gazprom ma poparcie zachodnich partnerów, w tym Niemiec, dla rozbudowy o dwie dodatkowe nitki Gazociągu Północnego – Nord Stream.

 

Chyba wszyscy ekonomiści są zgodni co do tego, że grecki kryzys najłatwiej rozwiązać wprowadzając drachmę zamiast euro. Dzięki własnej walucie państwo odzyska możliwość dostosowania polityki monetarnej do realiów krajowej gospodarki. Brzmi dobrze i nadaje się na hasło polityczne. Przynajmniej póki nie zechcemy zrozumieć co to dokładnie znaczy. Ekonomiści tego nie kryją, choć cała ich mądrość skupia się na sprzedaniu społeczeństwu złych rozwiązań jako wybawienia. Gdyby byli uczciwi, powiedzieliby wprost coś w rodzaju „musimy doprowadzić do nędzy jeszcze milion ludzi, aby ustabilizować sytuację”. Zamiast tego mówią o „konkurencyjności” (w przypadku Polski sprzedano nam balcerowiczowską mądrość o konieczności „zaciskania pasa”).

Jak wyglądałby scenariusz zdarzeń po wprowadzeniu drachmy? To jest dość łatwe do przewidzenia. Grecję często porównuje się z Argentyną, w której utrzymywany przez 10 lat sztywny kurs peso do dolara działał podobnie jak wspólna waluta w Grecji. Skończyło się to strasznym kryzysem, rozruchami (kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych) i koniecznością skokowej dewaluacji waluty oraz zerwania ze sztywnym kursem (1:1 wobec dolara). Wystarczyła zmiana polityki monetarnej, aby Argentyna wyszła z kryzysu? Chyba jednak nie do końca. Argentyna zaprzestała spłacania długów w roku 2002. Po kilku latach doprowadziła do jego redukcji, ale do dzisiaj jest gnębiona za przez amerykańskie „sępie fundusze” i amerykańskie sądy. Już po redukcji zadłużenia, w relacji do PKB dług przekraczał 100%. Po przywróceniu notowań na wolnym rynku kurs peso szybko spadł od 1,4 do 3,5 peso za dolara (obecnie na czarnym rynku kurs dochodzi do 13 peso za dolara). Inwestorzy w panice wycofali się z Argentyny Zbankrutowało tysiące przedsiębiorstw. W rok po rozpoczęciu reform prasa donosiła: Według najnowszych danych rządowych stan ubóstwa społeczeństwa osiągnął najwyższy poziom w historii. Prawie 60 procent mieszkańców Argentyny żyje obecnie na granicy lub poniżej granicy ubóstwa.W ciągu ostatniego roku żywność podrożała o 80-90 procent, a w niektórych przypadkach jeszcze więcej. Specjalne bony, które dano nam, bezrobotnym, całkowicie straciły wartość i praktycznie nic już nie można za nie kupić- mówią Argentyńczycy.

Mniej więcej tak właśnie wygląda „odzyskiwanie konkurencyjności” o którym mówią ekonomiści. Ich nie interesuje ani rosnąca nędza, ani groźba rewolucji (wprawa z jaką „zachód” zyskał w „szerzeniu demokracji” na całym świecie pozwala im spać spokojnie).

Do wyjątków należą publikacje, w których ekonomiści zastanawiają się nad możliwie bezbolesnym procesem powrotu do waluty narodowej. Do takich wyjątków należy wywiad ze Stefanem Kawalcem, który podaje przepis bezbolesne rozwiązanie strefy euro. Jego zdaniem należałoby rozpocząć od opuszczenia strefy euro przez najsilniejsze gospodarki (a więc na początek Niemcy). Spowodowałoby to dewaluację euro i dostosowanie jego kursu do nieco słabszych gospodarek, które skorzystałyby z okazji, aby także spokojnie wrócić do waluty krajowej.

Wygląda to rozsądnie – przynajmniej w teorii. Ale z ekonomistami jest niestety analogicznie jak ze społecznością w opowiadaniach Gogola, który w „Martwych duszach” pisał „jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”. Pasuje jak ulał – łącznie z tytułem książki. Euro jest realną alternatywą dla dolara (jako waluta rezerwowa). Likwidacja strefy euro spowodowałaby olbrzymie perturbacje finansowe związane z nagłą utratą wartości zgromadzonych w euro oszczędności.

Przyjęcie propozycji oddłużenia Grecji, wysuniętej przez MFW mogłoby być „otwarciem puszki Pandory”. Bowiem niewypłacalnych państw, które formalnie nie ogłosiły bankructwa jest ponad 20. Wśród krajów europejskich należą do nich Chorwacja, Cypr, Grecja, Irlandia, Macedonia, Czarnogóra, Portugalia, Hiszpania, Ukraina.

Najgorsze jest to, że to zadłużenie dynamicznie się zwiększa. Wyczyny naszego ministra finansów Rostowskiego nie są wyjątkowe. W ostatnich latach (począwszy od krytycznego 2012) dynamicznie rośnie dług w strefie Euro. W Hiszpanii z 69% do 98% PKB. We Włoszech od 116% do 132%. a we Francji z 85% do 95%.

Dynamicznie rośnie także zadłużenie państw poza Europą. Japonia i USA to obecnie najbardziej zadłużone kraje na świecie.

Nie za bardzo wiadomo co z tym zrobić. Apele do bogatych państw, aby pomogły uboższym trafiają w próżnię, bo te najbogatsze są też najbardziej zadłużone (w szczególności dotyczy to USA). Nasuwa się jedno rozwiązanie: uznać, że za sytuację częściowo odpowiadają wierzyciele i umorzyć część długów ich kosztem. To jednak nie jest takie proste, Państwowe obligacje składają się na majątek wielu banków, które z kolei na tej podstawie udzielają kredytów. Średnia dźwignia bankowa (a więc stosunek kredytów do kapitału) wynosi 26 do 1. Zmniejszenie wskutek umorzeń kapitału o 4% prowadziłoby do katastrofy w systemach bankowych (Deutsche Bank już jest na progu bankructwa).

Chwilowym załagodzeniem sytuacji jest wykup obligacji z rynku przez FED i EBC. O ile jednak takie działania w USA miały charakter czysto finansowy, to na przykładzie Grecji widać, że krytyczna sytuacja finansowa może być wykorzystywana politycznie. System finansowy stał się jedną z głównych przyczyn II Wojny Światowej. Szereg instytucji międzynarodowych powstałych po wojnie teoretycznie chroni nas przed powtórką z historii. Jeśli jednak będzie postępować polityczne uwikłanie tych instytucji (tak jak w przypadku EBC), a narody świata nie znajdą sposobu na reformę systemu finansowego, następny wojenny kataklizm na skalę globalną będzie nieuchronny.

Chiny ujawniły wielkość rezerw złota.

Dlaczego to jest ważne?

1. Wielkość rezerw złota w Chinach była owiana tajemnicą. Okazało się, że chińskie zapasy złota szybko rosną i wynoszą już 53310 tys. uncji (trojańskich). A ponieważ uncja czystego złota (fine troy ounces) to 31,1035 g, otrzymujemy 1658 ton złota. Jest to znaczący wzrost w stosunku do ostatnio podanych danych (w roku 2009). Podobnie szybko rosną rezerwy Rosji, która posiada około 1200 ton złota. Powszechna jest opinia, że wzrost rezerw złota to część strategii de-dolaryzacji (czyli detronizacji dolara jako głównej waluty rezerwowej). Jednak tego złota jest mniej, niż się spodziewano. Rezerwy USA wynoszą ponad 8133 ton. Chińskie rezerwy walutowe przekraczają wartość 3,5 biliona dolarów. Przy obecnych cenach złota wartość chińskich zapasów złota jest warte tylko około 60 mld USD.

 

2.

Ponieważ jednak Chiny starają się, aby juan został uznany przez MFW za walutę rezerwową, muszą uczynić swoje finanse bardziej przejrzystymi. Pewnie dlatego ujawniono te dane. Oznacza to jednak, że Chinom bardziej zależy na przyjęciu do „dobrego towarzystwa” (gdzie ich zresztą nie chcą), niż na zdetronizowaniu USA. Chińska gospodarka raczej upodabnia się do gospodarek zachodu, niż buduje alternatywę. Mniejsze niż sądzono rezerwy złota są tego dowodem. Pod tym względem Chiny to ważny, ale nie najważniejszy element światowej gospodarki:

 

Według Ministra Rolnictwa eksport żywności z Polski może wynieść w 2015 roku nawet 25mld euro. To bardzo dużo – więcej niż 10% polskiego eksportu:

[źródło rysunku]

Jeśli potraktujemy przemysł spożywczy łącznie – to okazuje się, że jest to jedna z największych pozycji w polskim eksporcie.

Na stały wzrost eksportu polskiej żywności wpływa wiele czynników. Wśród nich jest osłabienie złotówki, znaczący spadek wynagrodzeń w polskim przetwórstwie w stosunku do państw importerów (głównie Niemiec), wzrost globalnego rynku (wzrost ilości ludności), przyzwyczajenia żywieniowe polskich emigrantów.

Poważnym problemem polskiego rolnictwa jest dominacja kapitału zagranicznego w przetwórstwie. Według informacji Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych za rok 2013 „jedynie trzy z dziesięciu największych polskich firm spożywczych nie posiada wśród udziałowców kapitału zagranicznego. Skutki są takie, że ceny skupu mogą być zupełnie „z kapelusza”. Doświadczają tego właśnie producenci czarnej porzeczki: Firmy przetwórcze skupują czarną porzeczkę po 30-40 gr za kg, co pokrywa ok. 25 proc. kosztów produkcji; tłumaczą to brakiem zapotrzebowania. Krajowe Stowarzyszenie Plantatorów Czarnych Porzeczek (KSPCP) wzywa do zaprzestania zbiorów. Resort rolnictwa deklaruje pomoc. Polska jest największym na świecie producentem owoców czarnej porzeczki; produkujemy ok. 57 proc. porzeczek czarnych w skali Europy i blisko 53 proc. w świecie.

Problem nie jest nowy, a jedyną odpowiedzią rządu pozostaje zachęta do zrzeszania się. Jeśli to zrzeszanie nie obejmie przetwórstwa – problem nie zostanie rozwiązany. Widać wyraźnie, że rozpoznanie problemu przez inicjatorów klastrów wiejskich było bardzo trafne. Wówczas jednak politycy (w szczególności pan Szeinfeld) potraktowali sprawę zablokowania tej inicjatywy jako polską rację stanu.

Trwają „poszukiwania” pieniędzy dla Grecji. Według PAP sytuacja stanie się „dramatyczna” w poniedziałek. Dlaczego akurat wtedy? Bo Grecja ma spłacić część długu wobec EBC. Bank centralny „eurozony” może po prostu przepisać wirtualne zyski z greckich obligacji w pozycji „spłata”. Ale takie rozwiązanie stwarza poważny problem psychologiczny dla bankierów – bo oznacza rezygnację z zysku. A poza tym jest okazja, aby podeliberować, jaka ta Grecja może być kosztowna dla całej Unii Europejskiej. Zupełnie realnym wariantem (przynajmniej w teorii) jest obcięcie „funduszu spójności” w ramach „zrzucania się” na Grecję. W sklepach na terenie ZSRR w okresie stanu wojennego w Polsce były słoiki z napisami „na głodującą Polskę”. Efekt psychologiczny był podobny.

Za sprawą prezesa PZU wrócił pomysł na odkupienie od właścicieli części banków. Prezes Klesyk uważa, że banki od 6. do 20. miejsca nie mają szansy przetrwać. Chce kupić 2-4 mniejsze banki, aby stworzy duży podmiot bankowy.

Ten pomysł jednak kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Współczesna bankowość to hazard. Jednym z jej problemów jest granie oszczędnościami klientów. Dla branży ubezpieczeń jest to szczególnie niebezpieczne (zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z klasycznymi ubezpieczeniami na życie). To zaangażowanie w hazard nie jest widoczne w bilansach. Istnieje więc niebezpieczeństwo kupienia tykającej bomby.

Zbigniew Kuźmiuk zwraca uwagę na to, że szykuje się znaczne osłabienie rentowności sektora bankowego. Warto więc nieco poczekać z tymi zakupami.

De facto repolonizacja już się zaczęła, a udział obcego kapitału w polskiej bankowości maleje:

źródło: bankier.pl - na podstawie danych KNF

Ekonomiści często uprawiają gusła. Na podstawie wątpliwych skojarzeń budują łańcuchy przyczynowo skutkowe. Jednostkowe wydarzenia biorą za wystarczającą przesłankę objaśniającą. Prorokują przyszłość na podstawie przeszłości, nie troszcząc się o to, czy zostaną zachowane takie same uwarunkowania. Itd… itp… Można by ciągnąć tą listę, ilustrując ją wieloma przykładami.

Jednak nie należy stąd wysnuwać wniosku, że racjonalna ekonomia nie jest możliwa. Statystyka – często nadużywana i krytykowana – jednak opisuje wiele zjawisk dość dobrze. Reakcje ludzi można w dużym stopniu przewidzieć, a modele komputerowe pozwalają na sensowne symulacje. Dlatego przemyślane decyzje ekonomistów nawet w trudnych i nie sprzyjających warunkach mogą prowadzić do założonego celu.

Ostatnio w prasie głośno jest o dwóch takich przypadkach. Pierwszy dotyczy amerykańskiego systemu ubezpieczeń zdrowotnych „Obamacare”. Okazuje się, że wbrew krytykom – ilość ludzi bez ubezpieczenia zmniejsza się dokładnie tak jak przewidziano:

Drugi przykład dotyczy giełdy w Szanghaju. Działania chińskich władz spowodowały odwrócenie trendów i coś, co wyglądało na krach skończyło się wzrostami indeksu Shanghai Composite o około 10% w 2 dni.

375

Obydwa te przypadki pokazują, że polityka gospodarcza ma sens i może być skuteczna.

Wczoraj przez moment rubel staniał wobec dolara do poziomu ponad 57 RUB/USD. Zaraz potem wrócił do poziomu otwarcia, a nawet się wzmocnił. Ale ta chwila wystarczyła, by eksperci orzekli: „Rubel pada razem z Grecją”. Na dodatek ten chwilowy spadek według nich wynosił aż 7% (w rzeczywistości nieco ponad 3%). Rubel zachowuje się w miarę stabilnie i przez ostatni miesiąc dzienna zmiana kursu tylko kilka razy przekroczyła 1%. Jego wartość jest prawie taka jak miesiąc wcześniej -  i to pomimo spadku cen ropy! Co innego złoty, który podlega perturbacjom, a ostatnio coraz częściej tanieje. Frank szwajcarski na powrót kosztuje ponad 4 PLN.

 

Premier Kopacz ma rację: przejęcie władzy przez PiS może się w Polsce skończyć greckim scenariuszem. Jak to możliwe, skoro jesteśmy „tygrysem Europy”? Zabawmy się w political fiction.

Pod koniec roku bardzo prawdopodobne są perturbacje finansowe. Frank szwajcarski zapewne będzie powyżej 4 PLN (być może nawet sporo powyżej). Banki będą chciały przygotować się na walkę z zaostrzeniem przepisów regulujących ich funkcjonowanie. W skrajnym przypadku – gdy plany nowej władzy okażą się dla banków bardziej kosztowne niż mały „kryzys” - mogą one spróbować doprowadzić do nowych wyborów. Potrzebne jest do tego jakieś spektakularne wydarzenie. W Grecji nie trzeba było się wysilać, bo tam mamy spektakularny kryzys. W Polsce może nastąpić na przykład taka sekwencja zdarzeń:

  • demonstracje „frankowiczów” doprowadzają do rozpoczęcia prac nad przewalutowaniem kredytów z dużą stratą banków;

  • media całego świata robią wokół tej sprawy zadymę, starając się zasiać niepokój wśród inwestorów;

  • jakiś duży gracz inicjuje atak na polską walutę (ubiegłoroczny atak na rubla pokazuje, jakie są możliwości);

  • szybko będą malały rezerwy walutowe, a eksperci orzekają, że jedynym wyjściem jest znacząca, skokowa dewaluacja złotego;

  • w bankach pojawiają się kolejki ludzi, chcących zamienić swoje pieniądze na coś trwałego – zaczyna się szybki odpływ kapitału;

  • zaczną się problemy z płynnością

I tu już jesteśmy bardzo bliziutko Grecji. Kluczową rolę w tej sytuacji odgrywa bank centralny. W systemie rezerwy cząstkowej żaden bank nie ma pieniędzy na pokrycie wszystkich depozytów. W sytuacji wzmożonych wypłat nie ma innego wyjścia, jak zwrócić się do banku centralnego o pomoc w utrzymaniu płynności.

I wtedy właśnie NBP może doprowadzić do sytuacji analogicznej jak w Grecji. Wystarczy, że prezes Belka wyjdzie i powie: albo PiS rozpisze nowe wybory, albo zobaczycie g..., a nie swoje pieniądze.

Ten scenariusz jest mało prawdopodobny z jednego powodu: Polska dysponuje własnym bankiem centralnym i trudno sobie wyobrazić tak otwarty atak NBP na państwo. Co innego gdybyśmy weszli do strefy euro. EBC ma przećwiczone na Grecji przywoływanie opornych do porządku.  

Na chińskiej giełdzie od początku roku trwała niebywała hossa. Miliony chińczyków postanowiło ulokować na giełdzie swe oszczędności. Szacuje się, że zainwestowano tak nawet 10% oszczędności gospodarstw domowych wiele z tych inwestycji dokonano przy bardzo wysokich cenach akcji. Akcje były bardzo przewartościowane – więc nie należy się dziwić, że nastąpił krach. Spadek blisko 30% porównuje się do krachu w USA w roku 1929, który dał początek Wielkiemu Kryzysowi:

Rząd Chin postanowił interweniować, w celu ochrony oszczędności. Obrona giełdy przed krachem odbywa się na wielu frontach:

  1. Ludowy Bank Chin od niedzieli stymuluje zakupy akcji przez specjalne kredyty dla państwowych instytucji finansowych.

  2. Państwowy Fundusz Central Huijin Investment skupuje jednostki funduszy ETF (ich kurs jest odbiciem notowań wybranych indeksów) .

  3. 28 spółek postanowiło wstrzymać swoje oferty publiczne „ze względu na ostatnie fluktuacje na rynku akcji”

  4. 21 największych chińskich brokerów zdecydowało się powołać fundusz stabilizacyjny, z kapitałem 19 mld USD. Ich celem jest powrót indeksu giełdowego do poziomu ponad 4500 punktów.

  5. Podjęto też kroki celem ograniczenia spekulacji na spadek indeksu (tak zwana krótka sprzedaż).

Zdaniem ekspertów ustabilizowanie giełdy w ten sposób jest bardzo trudne z uwagi na dominację na niej drobnych inwestorów.

Warto przypomnieć, że podobna sytuacja miała miejsce w Polsce po pierwszej dużej prywatyzacji (Banku Śląskiego) z udziałem giełdy. Wówczas polski rząd również „interweniował” sprzedając duży pakiet posiadanych akcji. To zapoczątkowało krach, na którym tysiące drobnych inwestorów straciło swe oszczędności. Co kraj to obyczaj. Nie do końca ma więc rację ekspert BOŚ - pisząc, że „reakcja władz na gwałtowne spadki na giełdach w różnych państwach, nawet odmiennych kulturowo i z odmiennymi systemami politycznymi, wygląda całkiem podobnie”. 

W środę Bank Światowy [BŚ] opublikował raport na temat gospodarki Chin. Zawierał on krytykę chińskiego sektora finansowego. Jak skomentował to Bloomberg: Chodziło [..] o to, by rząd Chin wstrzymał wszystkie „przestrzelone” inwestycje, zapanował nad długiem w gospodarce i bankową szarą strefą. Bank Światowy dał w ten sposób do zrozumienia prezydentowi Xi, że ten powinien dostrzec gigantyczną bańkę na chińskim rynku. I że powinien uporządkować własne podwórko, zanim zabierze się za porządkowanie światowej gospodarki.

Już w piątek nastąpił raptowny zwrot akcji. Bank Światowy usunął krytyczną część raportu, stwierdzając, że nie została ona dostatecznie dopracowana. Nie ma jak autorytet:

- Dwa razy dwa? - Cztery! - Za dokładnie! - Pan spyta jeszcze raz ….

I taka instytucja decyduje o życiu miliardów mieszkańców naszego globu!

 

Biznes w Polsce jest postrzegany jako sztuka oszukiwania. Firmy doskonalą sztukę unikania podatków: spada nie tylko wartość odprowadzanego podatku dochodowego, lecz również procentowy udział tego podatku w stosunku do przychodów i zysku. Rodzimym przedsiębiorcom daleko przy tym do sprawności w tej dziedzinie firm z kapitałem zagranicznym.

W niektórych branżach oszustwa są traktowane jako normalny sposób działania. Szczególnie narażone na nie są osoby starsze, pamiętające czasy dominacji firm państwowych. Korzystają na tym banki, firmy pożyczkowe i telekomunikacyjne. Skutkiem jest bardzo niskie zaufanie do firm i instytucji. To z kolei zwiększa koszty działalności: Na odradzenie korzystania z produktów lub usług jakiejś firmy zdecydowało się aż 60 proc. badanych przez Fundację Obserwatorium Zarządzania. Podobnie jak w przypadku rekomendacji na decyzji odradzających zaważyły przede wszystkim takie czynniki, jak profesjonalizm i uczciwość firmy, jakość produktu lub usługi, jakość obsługi i cena.

Autentyczna scenka rodzajowa ilustrująca ten problem:

Pracownik firmy zajmującej się przyłączaniem do internetu na Podkarpaciu prosi właściciela posesji o zgodę na wejście na jego teren, aby móc rozwiesić światłowód na stojącym tam słupie. Starszy miły pan nie widzi żadnego problemu

– a wieszajcie sobie…

- dziękujemy – proszę jeszcze o podpis tu pod potwierdzeniem, że się Pan zgadza

W tym momencie miły pan zmienia się w furiata:

- ja oglądam telewizję i wiem czym w Polsce grozi podpisywanie dokumentów – niczego nie podpiszę – wynocha….

 

Staje się coraz bardziej prawdopodobne, że to PiS bedzie po wyborach partią rządzącą w Polsce. Wczoraj odbyła sie konwencja programowa tej partii. Spośród wyborczych obietnic jedną z najważniejszych jest obniżenie podatków poprzez podniesienie kwoty wolnej. Choć w wyborach stawia się amboitne cele, z programu wynika, że są one rozłożone na wiele lat.

Oto co proponują eksperci PiS w dziedzinie podatków:

  1. Powrót do niższych stawek VAT

  2. Zmiany w podatku dochodowym:

    • kwartalne zaliczki na podatek dochodowy

    • jednorazowa amortyzacja wydatków inwestycyjnych

    • w przypadku wydatków na badania naukowe i rozwój podatnik będzie mógł obniżyć podstawę opodatkowania o kwotę tych wydatków w podwójnej wysokości w momencie opatentowania lub wdrożenia wynalazku.

    • trzecia stawka w podatku PIT – 39% od dochodów powyżej 300 tys. zł rocznie, przy czym podatnik inwestujący, tworzący nowe miejsca pracy, będzie mógł uniknąć tej stawki, odliczając kwotę wydatków inwestycyjnych od podstawy opodatkowania.

    • wzrost kwoty wolnej co roku o jedną dziesiątą, tak długo aż dochód zwolniony nie osiągnie poziomu minimum egzystencji. Oznacza to podwojenie kwoty wolnej z 3091 zł rocznie do ok 6000 zł rocznie.

    • 15-procentowa stawka CIT dla mikroprzedsiębiorców zatrudniających co najmniej trzech pracowników na podstawie umowy o pracę za wynagrodzeniem równym średniej krajowej

  3. Podatek od instytucji finansowych

  4. Podatek od sklepów wielkopowierzchniowych

Podkategorie

Kótkie opisy wydarzeń, które mogą wskazywać na kierunki działań w gospodarce.

Kredyty we frankach