Zestawienie pierwszej i drugiej tury wyborów samorządowych robi wrażenie! Nie dość, że błyskawicznie podano wyniki, to jeszcze zgadzają się one bardzo dobrze z sondażami, a ilość nieważnych głosów jest pomijalne. I tylko zawistni malkontenci mogą insynuować, że chodzi o pokazanie bezsensu projektu OpenPKW, który mógłby wyjąć z rąk waadzy proces liczenia głosów.

 

Samo postawienie takiego pytania wywołuje wściekłość nadwiślańskich autorytetów (co samo w sobie jest podejrzane). Fałszowanie wyborów to jednak coś innego, niż fałszowanie wyników liczenia głosów (co udowodnić trudno). Gdyby na przykład wprowadzono zasadę, że ważne są tylko głosy oddane przy użyciu zielonego długopisu, a poinformowano o tym jedynie zwolenników jednej partii, to byłoby sfałszowanie wyników, czy nie? Czyli w tym wypadku nie liczy się jedynie fałszerstwo dokumentów, ale każde działanie zmierzające do uzyskania wyników nie odzwierciedlających woli wyborców.

Nie ulega wątpliwości, że takie działania były prowadzone. Wiele osób zostało wprowadzonych w błąd informacją o sposobie głosowania. I nie zmienią tego obecne wyjaśnienia, że „karta” może mieć formę broszurki. Jeśli do tego dodać dość niezwykłe okoliczności, w których zniknął zapis o konieczności analizy głosów nieważnych, to przesłanki do przeanalizowania sprawy są wystarczające. Zamiast tego mamy kolejny raz ujadanie „autorytetów”. W ciągu tych 25 lat zdarzyło się bardzo wiele rzeczy nie do uwierzenia (jak na przykład zlecenie zabicia dziennikarza przez „szanowanego biznesmena” powiązanego z władzą) i niebywałych zbiegów okoliczności. Można wierzyć w „szczęśliwe losowanie, które zdarza się nadzwyczaj często (na przykład losowania w mistrzostwach świata prawie zawsze gwarantujące gospodarzom, że najgroźniejszych przeciwników spotkają najszybciej w półfinale). Ale to nie znaczy, że tak ma być w przypadku wyborów. Nawet krytyczne artykuły w „zaprzyjaźnionych mediach” krajowych i zagranicznych należy traktować z rezerwą – bo to może być „osłona medialna”.

 Fronda poświęca się ostatnio głównie tropieniu putinowskiej „piątej kolumny”. Ksiądz Issakowicz-Zalewski uważa, że należy im się za to nagroda „hieny roku” (z braku „nagród” za obsesyjność).

Poziom tego tropienia ilustruje dobrze informacja: No to już wiemy w jakim celu PKW gościła Przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej Federacji Rosyjskiej Władimira Czurowa u siebie w siedzibie w dniach 14-16 czerwca 2012 roku.

Na tej samej stronie można znaleźć notkę o innym podejrzanym – Kubusiu Puchatku: „Część tuszyńskich radnych zaprotestowała przeciwko nazwaniu placu zabaw dla dzieci imieniem Kubusia Puchatka, bo bohater bajek... nie ma majtek. Zaproponowali za to, by plac nazwać imieniem Misia Uszatka, bo to przecież w tuszyńskim Semaforze powstała bajka o jego przygodach. Radni podkreślali ponadto, że Miś Uszatek ma majtki. I dodawali, że tak naprawdę nie wiadomo, jakiej płci jest Kubuś Puchatek, bo ten przecież w okolicach genitaliów nic nie ma”.

Naprawdę nikt nie dostrzega pozytywnych aspektów tych wyborów? Jest ich wiele. Zwróćmy uwagę na kilka spośród nich:

 

1. Zgodnie z planem odbyły się testy beta nowego systemu informatycznego. Ponoć Polacy to jednak nie jest "naród idiotów”, więc chyba powinni zdawać sobie sprawę, że w tych testach uczestniczyli? Testy zakończyły się pomyślnie i w dniu dzisiejszym system już działa poprawnie. Choć może jednak nie wszyscy Polacy należą do ludzi bystrych  – bo już słychać głosy, by zbudowany tak dużym nakładem kosztów system wyrzucić. To nie jest prawda, że system był tani. Doliczyć trzeba intensywną pracę testerów w ostatnich dniach (ich wynagrodzenie jest ryczałtowe i obciąża koszty wyborów).

 Gazeta Polska Codziennie wykryła szpiona. Prezes Unizeto – spółki ważnej z punktu widzenia bezpieczeństwa danych - okazał się konsulem honorowym Rosji. To żadna tajemnica, ale nagle zapanowała doktryna, że przyjaciel naszego wroga musi być także naszym wrogiem....

Reakcja polityków PiS na te wieści jest kuriozalna:

Udział funkcjonariusza dyplomacji rosyjskiej w życiu gospodarczym Polski w taki sposób, że spółka, której jest prezesem, uczestniczy w przedsięwzięciach dotyczących bezpieczeństwa kraju, jest skandalem – mówi poseł PiS‐u Piotr Naimski. – Używanie honorowego konsula rosyjskiego do tego typu działań na terenie Polski pokazuje, że Rosja postanowiła wyjść z ukrycia ze swoim wpływem na naszą gospodarkę i bezpieczeństwo. Do tej pory wydawało się, że mamy w kraju jedynie „ukrytą partię rosyjską” – dodaje.

Konsul honorowy, to osoba która angażuje się społecznie na rzecz rozwoju współpracy dwóch krajów – między innymi służąc pomocą turystom. Nie jest więc to więc „funkcjonariusz dyplomacji” i w żaden sposób nie jest podległy obcemu państwu. Piotr Naimski z kolei też nie jest drugorzędnym politykiem (był między innymi szefem UOP) i nie można jego wypowiedzi ocenić jako zwykłego wygłupu.

Spółka UNIZETO wydała oświadczenie, w którym broni swojego „dobrego imienia”. Dwa dni później spółka potwierdziła cofnięcie w roku 2009 certyfikatu bezpieczeństwa przemysłowego.

W USA dwie pielęgniarki, które miały styczność z chorym, zaraziły się wirusem ebola. Podobno tym wirusem można się zarazić tylko poprzez styczność z płynami z organizmu chorego. Z uwagi na dużą śmiertelność (70%) i straszny przebieg choroby (system odpornościowy próbując zniszczyć wrusa niszczy organizm, często prowadząc do krwotoków), przy jego leczeniu podejmowane są nadzwyczajne środki ostrożności. W Afryce może być o to trudno. Ale w specjalistycznej klinice w USA? Czemu więc aż dwie pielęgniarki zachorowały? Pierwsza z nich podobno już wraca do zdrowia. Choroba jest więc uleczalna. Ale godzina leczenia kosztuje w USA 1000 dolarów. Łatwo policzyć, że wirus może prawie każdego zniszczyć finansowo. Kto za to zapłaci? Skomplikowany system ubezpieczeń na pewno w jakimś stopniu chroni pielęgniarki. Duże pieniądza (25 milionów dolarów) przekazał na walkę z wirusem Mark Zuckerberg – prezes Facebooka. Ale i tak może to pomóc w leczeniu co najwyżej kilkuset osób. Bardzo wątpliwe przy tym, aby ta pomoc trafiła wprost do Afryki.

 

Od dawna bardzo krytycznie w sprawie eboli wypowiada się dr Jaśkowski, krytyk ochrony polegającej na szczepieniach. Zwraca on uwagę między innymi na opatentowanie wirusa przez USA. Jego zdaniem oznacza to, że „bez zgody Rządu USA żadna firma na świecie, żaden kraj, nie może ani opracować testów na te wirusy, ani rozpocząć nawet badań nad lekarstwem na wywoływaną przez nie chorobę”. Rosjanie nie za bardzo przejmują się amerykańskimi patentami (ten przypadek pokazuje, że system patentowy jest bardziej chory, niż zarażeni ebolą – niestety chyba nie jest to choroba śmiertelna).. Ogłosili, że w kilka miesięcy dostarczą szczepionki na wirusa. Jeśli wyszukiwarce Google zadamy pytanie „rosja ebola”, uzyskamy niesamowity obraz polskich mediów („Rosja wymyśliła szczepionkę”, obok z tego samego dnia „Rosja bliska wymyślenia ...”, „Rosja obiecuje szczepionki” itd...). Wiele osób podejrzewa, że nie tylko Rosjanie mają szczepionki. Jednak ich wprowadzenie nie jest ekonomicznie opłacalne. W obecnym stadium rozpowszechnienia choroby, miałoby sens zaszczepienie personelu szpitali, które opiekują się chorymi. To góra kilka tysięcy osób. Gdyby udało się rozpowszechnić wirusa tak, aby dało się uzasadnić powszechne szczepienia – wtedy można liczyć na sprzedaż co najmniej kilkuset milionów szczepionek. Różnica zasadnicza. Czy takie podejrzenia są uzasadnione? Nie ulega żadnej wątpliwości, że koncerny farmaceutyczne i chemiczne są zdolne do takich kalkulacji, a nawet do ludobójstwa. Przecież potęga Monsanto została zbudowana na takiej właśnie zbrodni.

 

 

 

Państwo islamskie ISIS stanowi wielki problem i zagrożenie dla całego świata. Dlatego Iran (nazywany przez Amerykanów od lat państwem „bandyckim”) chciałby porozumieć się z Wielkim Szatanem (tak z kolei określane są w Iranie Stany Zjednoczone). Mówił o tym przedstawiciel Iranu w ONZ. Odpowiedź Obamy była twarda: USA ma najlepszą armię na świecie i poradzą sobie z każdym problemem. Nad Wisłą zostało to przez niektórych odczytane jako deklaracja wsparcia ze strony Wielkiego Brata (jakby kupa kamieni miała jakieś szczególne znaczenie geopolityczne). Iran odpowiedział oskarżeniami pod adresem USA. Irański minister twierdzi, że nie USA traktuje zagrożenia z należytą powagą i przypomniał, że to USA uzbroiły dżihadystów.

Na razie Iran wspiera więc po cichu rząd w Iraku i irackich Kurdów.

Dlaczego USA nie chcą porozumienia, które nie tylko pomogłoby zlikwidować ISIS, ale mogło ustabilizować sytuację w całym regionie? Odpowiedź nasuwa się sama: bo USA nie chcą stabilizacji. Dlaczego? Wyjaśnia to wpływowy dyplomata amerykański, żydowskiego pochodzenia, Henry Kissinger: Iran jest większym problemem niż ISIS. I patrząc z perspektywy Izraela pewnie ma rację. Niezależnie od tego, kto rządził, rządzi czy będzie rządził w USA dwa filary amerykańskiej polityki pozostają niezmienne: punkt widzenia Izraela jest punktem widzenia USA, a interes banków jest interesem Amerykanów.

Kto więc będzie walczył z ISIS? Bill O'Reilly z Fox News twierdzi, że Kissinger popiera od wielu lat "pomysł ogólnoświatowej antyterrorystycznej armii opłacanej przez koalicję narodów pod nadzorem Kongresu".

Co prawda polska premiera twierdzi, że chciałaby unikać zagrożeń zamykając się w domu z dziećmi, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że to tylko trochę niezdarne przełożenie słupków sondaży na język polityki. Po wyborach (i to niezależnie który z buldogów wygra) Polacy mogę się zapewne szykować na czynną walkę z terroryzmem.....

Jak mówi Amerykański dyplomata: przed Polską otwiera się wielka szansa....

Poprzez NWO (New World Order) rozumie się obecnie najczęściej plany kształtowania świata przez elity i w interesie elit. Jest to realizowane w sposób niedemokratyczny, z udziałem organizacji o utajnionym działaniu – takich jak Komisja Trójstronna i Grupa Bilderberg.

Tymczasem w najnowszym numerze The Economist twierdzi, że to Chiny budują nowy porządek świata.

Narzędziem budowy „pax sinica” ma być Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO), tworzona przez grupę sześciu państw: Chiny, Kazachstan, Kirgistan, Rosja, Tadżykistan i Uzbekistan. Do organizacji przystąpią prawdopodobnie Indie, Pakistan i Iran (o ile dojdzie do zniesienia sankcji) a w dalszej kolejności Mongolia. Plany takie ustalono w dniach 11 i 12 września Duszanbe, stolicy Tadżykistanu – na 14-tym dorocznym spotkaniu grupy.

Autor artykułu zauważa, że termin spotkania zbiegł się ze szczytem NATO w Walii. Była to więc okazja dla publicystów chińskich i rosyjskich do krytyki „pozostałości zimnej wojny” i ukazania SCO jako alternatywy. Ta grupa bowiem – w przeciwieństwie do NATO jest luźnym powiązaniem, nie nakładającym na poszczególne kraje żadnych obowiązków. SCO to partnerstwo bez wskazywania potencjalnych przeciwników.  To jednak niezupełnie jest prawdą, gdyż organizacja jest skierowana przeciwko trzem "siłom zła": terroryzmom, separatyzmom i ekstremizmem. Wszyscy członkowie SCO widzą zagrożenie ze strony islamskiego ekstremizmu. W Duszanbe prezydent Chin mówił wprost, że SCO powinna "skupiać się na zwalczaniu religijnego fanatyzmu i terroryzmu internetowego". Chiny mają ostatnio problem z mniejszością muzułmańską Ujgurów, którzy wspierają państwo islamskie (ISIS) w Iraku i Syrii.

Z punktu widzenia interesów USA SCO jest groźne z innego, niż współpraca wojskowa powodu. Pozycja USA w Azji opiera się na porozumieniach dwustronnych z poszczególnymi państwami. Budowanie różnych organizacji – takich jak SCO czy BRIC (Chiny, Brazylia, Rosja, Indie i Republiki Południowej Afryki) powoduje powstawanie potencjalnie o wiele silniejszego partnera. USA nie należy do żadnej z tych organizacji. A próba dołączenia do SCO jako obserwatora została odrzucona. Chiny to nie tylko wyzwanie istniejący porządek świata.

W konkluzji Autor stwierdza, że Chiny nie tylko krytykują istniejący porządek świata, ale powoli tworzą zręby nowego.

 System polityczny w Polsce opiera się na sojuszu partii władzy z mediami i łże-elitą. Afera podsłuchowa uderza w podstawy tego systemu: burzy fałszywy obraz rzeczywistości, na którym opiera się władza. W tym sensie Donald Tusk ma rację – to jest atak na nasze państwo. Skuteczność tego ataku pokazuje, jak słabe jest państwo (jednym ze skutków afery jest ułatwienie współpracy Rosji i Niemiec bez naszego udziału). Słabość ta jest potwierdzeniem tezy, że nie da się niczego trwałego zbudować na kłamstwie.

Obecny system informacyjny ma szereg wad:

  1. Słabnące media tradycyjne są coraz silniej uzależnione od reklam. Władzę mają więc ci, którzy dysponują odpowiednim funduszem na reklamę. Dobrym przykładem realizacji przywilejów władzy jest grabież miliardów w ramach „prywatyzacji emerytur” (osłona informacyjna OFE była perfekcyjna).

  2. Brak rzetelnej wiedzy uniemożliwia skuteczne rządzenie państwem. Z okazji 25 lat początków transformacji mamy spór między wyznawcami Wielkiego Sukcesu i tymi, którzy dostrzegają patologie transformacji. Ale tego nawet nie można nazwać debatą – i to nie tylko dlatego, że wyznawcy Wielkiego Sukcesu starają się nie dopuścić drugiej strony do głosu. Debata o przeszłości powinna skupiać się na popełnionych błędach – bo tylko wtedy można uzyskać użyteczne wnioski. O to czy był sukces można się najwyżej kłócić.

  3. Znacząca część działań realizowanych w sferze publicznej jest chroniona przed społecznym osądem. Skuteczność tej ochrony prowadzi do coraz większego poczucia bezkarności rządzących i coraz większego poczucia wyobcowania wśród rządzonych. Otwiera także duże pole do różnych wpływów (w tym szantażu) dla tych, którzy dysponują rzetelną informacją (w tym obcych wywiadów).

  4. Alternatywa, która rodzi się w oparciu o internet nie jest wcale odkrywaniem prawdy, ale budowaniem lustrzanego odbicia kłamstwa. Popularność zyskują wiadomości sensacyjne. A sensację wzbudza każda informacja podważająca oficjalną wersję zdarzeń. Nie zawsze jednak jest to sensowne. Na przykład budowane są w ten sposób mity o wykorzystaniu emisji nowych banknotów do „druku pustego pieniądza”. Tymczasem w obecnym systemie finansowym operacja drukowania banknotów ma charakter techniczny. Służy bankowi centralnemu do realizacji jego zadań tak, jak młotek murarzowi. Nadzorując pracę murarza interesujemy się tym, co on robi, a nie tym, jakich narzędzi używa. Tak samo w przypadku banku centralnego bardziej istotne jest to, jaką prowadzi on politykę pieniężną, a nie to jakie banknoty emituje.

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” sporo miejsca poświęcono podsłuchanym rozmowom Jana Kulczyka. Autorzy artykułów sugerują, że podsłuchy mogą być dziełem Rosjan, a nawet, że Jan Kulczyk był głównym celem tej akcji. Jednym z możliwych zleceniodawców ma być prezes rosyjskiej firmy Acron, który czuje się oszukany w związku z próbą przejęcia Tarnowskich Azotów. Polscy sprzedawczykowie (Kwaśniewski, Bielecki, Tamborski) obiecywali mu, że będzie mógł kupić polską firmę, ale gdy podjął działania w tym kierunku, zostało to potraktowane jako próba wrogiego przejęcia Azotów. Według tygodnika przejęcie Ciechu i udział w prywatyzacji GPW ma być „rekompensatą” za to niepowodzenie. Zaś haki na Tamborskiego i Kulczyka mają pomóc w negocjacjach.

Nie można wykluczyć takiej teorii spiskowej. Jednak równie dobrze podsłuchanie Jana Kulczyka mogło być przypadkiem. Co nie znaczy, że te taśmy nie są „wybuchowe”. Media informowały, że naczelny „Wprost” przed pierwszą publikacją usiłował się spotkać z ministrem Sienkiewiczem, ale ten odmówił. Czy taka propozycja została wysłana także do Kulczyka? Czy dlatego nie wiadomo, gdzie są taśmy?

 Pierwsze wystąpienie Janusza Korwina-Mikke w Parlamencie Europejskim zostało nagłośnione przez media i jego zwolenników. Niestety jest to wydarzenie, które tylko tym góruje nad babą-chłopem z poprzedniego rozdania, że jest bardziej medialne. To przemówienie było jedynie kolejnym felietonem – tyle że tym razem w formie mówionej. Istnieje zasadnicza różnica między rolą polityka i rolą felietonisty. Waga słów polityka jest większa. Należy więc dostosować kategoryczność stwierdzeń do siły posiadanych dowodów. Janusz Korwin-Mikke zdążył wygłosić hipotezę, że celem zwolenników globalnego ocieplenia jest zerowy wzrost gospodarczy w Europie. Postulując wsadzanie ich za to do więzień powinien mieć jakieś dowody w sensie procesowym. Jednak chyba nikt się tego nie spodziewa.

To wystąpienie nasuwa refleksję nad użytecznością brzytwy Ockhama w polityce. W najbardziej lapidarnym ujęciu ta zasada brzmi: najprostsze rozwiązania są najlepsze. Nie należy więc budować złożonych hipotez, jeśli brak silnego uzasadnienia, a istnieje prostsze rozwiązanie. Co w tym wypadku jest prostsze: ludzka chciwość, która działa nieukierunkowana, czy ukryty cel utrudniający zaspokojenie tej chciwości?

Używanie brzytwy Ockhama w miejsce popularnej krytyki „spiskowej teorii dziejów” ma wiele zalet. Przede wszystkim jest mniej emocjonalne. Często pozwala także zauważyć, że krytycy „spiskowej teorii dziejów” sami grzeszą metodologiczną rozwiązłością.

W sferze społecznej ciągle mamy do czynienia z niejawnymi działaniami, nie podlegającymi osądowi moralnemu. W naszej „globalnej wiosce” działania te są coraz bardziej niebezpieczne. Socjopaci zarządzający miliardowymi funduszami są gotowi doprowadzać do nędzy całe narody, bo przecież „chciwość jest cnotą”. Poplątane umysły szpiegów wzmocnione przez współczesną technikę i socjologię inicjują działania skutkujące ogromem przemocy i nieszczęść. Słabnąca pozycja demokratycznych rządów sprawia, że społeczeństwa są poddawane praniu mózgów o jakim nawet Orwellowi się nie śniło.

 

Normalny człowiek widząc ogrom nieszczęść na Ukrainie, w Syrii lub Iraku, nie jest w stanie uwierzyć w to, że to może być część jakiegoś chorego planu. Ale przecież spiskowcy nie są i nigdy nie byli „normalnymi ludźmi”.

Twierdzenie, że spotkało się dwóch ludzi zatroskanych różnymi przejawami życia w Polsce najtrafniej skomentował Marek Magierowski:

Niestety szanse na to, że mafia straci panowanie w kraju są niewielkie. Między innymi z powodu słabości opozycji.

W sobotę zebrał się Komitet Polityczny PiS. Zaczął jak zwykle Prezes:

- Sytuacja jest poważna – Donald dał nam czas do poniedziałku - musimy coś wymyślić.
- To może wysłać jak zwykle Antka? – rzucił ktoś z sali.
- A cóż to da? Antek powie, że to niebywałe i wiele osób się z nim zgodzi. Tym się nie da „przykryć” takiej dyskusji. Trzeba z tego za wszelką cenę zrobić sprawę polityczną.
- To akurat nie jest trudne. Oskarżymy Tuska, że wziął pieniądze z NBP na finansowanie kampanii wyborczej.
- Dobre! Kto pójdzie?
- Bartosz Kownacki - jest młody i wygadany, na pewno zrobi to dobrze.

Powyższy dialog to niestety żart. Występ pana Bartosza – niestety nie (minuta 14).

 

Na rok przed wyborami do PE i dwa lata przed wyborami parlamentarnymi, minister rządu Tuska zwrócił się do prezesa NBP o pomoc w uratowaniu finansów publicznych. Na nagraniach nie ma informacji w jaki sposób NBP miałby wspomóc rząd. Hipoteza, że chodziło o likwidację OFE nie wydaje się prawdziwa. Sytuacja była bowiem wówczas „podbramkowa” i potrzebne były działania natychmiastowe. Efekt OFE działa zaś z opóźnieniem. A poza tym – decyzja o likwidacji OFE została podjęta wcześniej. Prawdopodobnie negocjacje dotyczyły przekazania zysku NBP rządowi. Nie wyklucza to oczywiście możliwości, że ujawnienie taśm może być zemstą finansjery za likwidację OFE. Tylko 1% ubezpieczonych zdecydowało się dotąd nie przechodzić do ZUS. Gra zaś idzie o miliardy. Jednak Istnieje jednak jeszcze inna hipoteza – może to być fragment większej gry w skali globalnej.

Aby to pojąć, trzeba najpierw zrozumieć co jest na tych taśmach.

 Rozpoczęła się coroczna konferencja grupy Bilderberg. W komentarzu The Idependent zwrócono uwagę na paradoks dyskusji o prywatności w tym chroniącym tajności gronie. Skryty charakter konferencji Bilderberg uzasadnia podejrzenia, że są one wykorzystywane do kształtowania globalnej polityki, poza demokratyczną kontrolą. Między innymi pomysł wprowadzenia waluty euro  zrodził się ponoć na jednym z takich spotkań w latach dziewięćdziesiątych.
Po tym jak w zeszłym roku zaczęto się głośno domagać wyjaśnień od polityków, co robią w tym gronie, nastąpiło pewne otwarcie. W tym roku opublikowano pełną listę uczestników oraz tematykę obrad:

  • Czy ożywienie gospodarcze odbywa się w sposób zrównoważony?

  • Kto zapłaci za skutki demograficznej zapaści

  • Czy istnieje coś takiego jak ochrona prywatności?

  • Jakie jest powiązanie służb specjalnych przy dzieleniu się informacjami wywiadowczymi

  • Wielkie zmiany technologii i miejsca pracy

  • Przyszłość demokracji i pułapka klasy średniej

  • Perspektywy polityczne i gospodarcze Chin

  • Nowa architektura Bliskiego Wschodu

  • Ukraina

  • Co dalej z Europą?

 Zakrojona na szeroką skalę akcja PiS „Uczciwe wybory” pozwoliła ujawnić słabości obecnego systemu liczenia głosów. Brakuje jasnych zapisów dotyczących sytuacji, gdy dane nie są od razu wprowadzane do systemu informatycznego. Zaletą tego systemu jest sprawdzenie protokołu pod względem rachunkowym i sygnalizacja pomyłek. Co jednak zrobić, gdy protokół został upubliczniony (wywieszony na drzwiach), a przy wprowadzaniu do systemu stwierdzono błędy rachunkowe? Prawdopodobnie obawa przed taką sytuacją stała się przyczyną nieprawidłowości, ujawnionych na filmie nakręconym przez jednego z wyborców:

https://www.youtube.com/watch?v=LYK0pJpS7PU

Należy z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość i stanowczo nakazać komisji postępowanie zgodnie z prawem. Należy także szczegółowo opisać postępowanie w razie ujawnienia błędów w trakcie wprowadzania danych po wywieszeniu protokołu.

Amerykańskiej agencji szpiegowskiej NSA utrudnia życie rozwój nowoczesnej kryptografii. Nic więc dziwnego, że ta dziedzina stała się jednym z ważnych obszarów szpiegowskich działań. Kluczowe znaczenie dla kryptografii ma algorytm RSA. Aby zrozumieć ten problem, potrzebne jest wyjaśnienie pewnych elementarnych pojęć z dziedziny kryptografii.

Klasyczne szyfrowanie polegało na użyciu pewnego „klucza”. Najprostszy przykład: szyfrowanie liczb polega na dodaniu do niej 10, a deszyfracja na odjęciu 10. Liczba 10 jest w tym przykładzie kluczem. Bardziej złożonym przykładem jest szyfrowanie asymetryczne. Używa się w nim pary kluczy. Jeden służy do zaszyfrowania, a drugi do odszyfrowania. Na przykład możemy stosować jako algorytm szyfrowania operację dodawania, a parą kluczy jest liczba i jej odwrotność (w powyższym przykładzie 10 i -10). Ta zmiana (z jednego na dwa klucze) wydaje się nie wnosić niczego nowego. Jednak w praktyce tworzymy takie pary kluczy, by posiadając jeden z nich, nie można było łatwo wyliczyć jaki jest drugi klucz z pary.

Teorie spisku pojawiają się, gdy brakuje pełnej informacji o procesach, których skutki obserwujemy. Na przykład wiele decyzji na styku polityki i gospodarki jest podejmowanych pod przykrywką „tajemnicy handlowej”. Widząc ich absurdalność, możemy się domyślać, że albo chodzi o spisek, albo decyzje podejmował jakiś głupek. Najbardziej skrajnym przykładem tego typu była próba sprzedaży przez rząd Hanny Suchockiej KGHM za kwotę 400 mln USD. Czy nasza dyplomatka wygląda na idiotkę? Nie. Może więc jednak ta transakcja była przygotowana w wyniku spisku?

W dyskusjach polityków określenie „spiskowa teoria dziejów” ma zawsze charakter kpiny i zastępuje brak merytorycznych argumentów. Ci sami ludzie, którzy używają takich erystycznych chwytów nie wzdrygają się jednak przed snuciem spiskowej wizji dziejów, gdy im to pasuje. Obecnie wszystkie media głównego nurtu oraz zdecydowana większość polityków z zapałem snuje wizję rosyjskiego spisku, nie zadając sobie trudu jej konfrontacji z rzeczywistością. Bo to wymagałoby wzięcia pod uwagę stanowisk głównych aktorów dramatu i wtedy okazałoby się, że oskarżenia Rosjan pod adresem naszego Wielkiego Brata zza oceanu o destabilizację Ukrainy są tak samo dobrze (a może lepiej) uzasadnione, jak oskarżenia Amerykanów formułowane pod adresem Putina.

 

Komentarz do trwających negocjacji w sprawie „wolnego handlu”: Mówienie o "teoriach spiskowych" nie było tak popularne, gdy trwały prace nad ACTA. Po prostu wówczas niewiele mediów interesowało się międzynarodowymi umowami handlowymi. Teraz jest inaczej, bo najważniejsze media poznały ACTA i rozumieją, że "następca ACTA" to może być równie ważny temat. To opinia Marcina Maja z portalu di.com.pl, który śledzi negocjacje starając się unikać posądzeń o uleganie „spiskowej teorii dziejów”. Problem w tym, że słowo „spisek” jest w tym przypadku bardzo adekwatne i doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego mielibyśmy go unikać. Spiskowcy kryją swe zamiary. Dlatego traktaty zostaną ujawnione dopiero po podpisaniu.

Z przecieków dowiadujemy się, że negocjacje dotyczą różnic w ochronie praw autorskich i praw patentowych. W tym ochrony praw do odmian roślin oraz ochrony tajemnic handlowych. W połączeniu z ideą suwerenności korporacji, te prawa będą służyć do zyskiwania przez nie przewagi nad państwami. Propagandyści mówią o setkach miliardów zysków dla obu stron. Czy to znaczy, że Amerykanie pomogą nam wykonać działania takiej wartości, których nie potrafimy zrobić sami? I odwrotnie – Europejczycy pospieszą na ratunek Stanom Zjednoczonym? Oczywiście, że nie. Więc o jakich zyskach jest mowa? Zapewne o zyskach korporacji. A kto za nie zapłaci? Czy nie należy się obawiać, że zostanie przehandlowana nasza wolność, suwerenność polityczna i w końcu własność?

W Turcji wojsko próbowało przejąć władzę. „Puczyści zajęli studia publicznej telewizji TRT, a także prywatnej stacji CNN Turk. W sobotę rano zostali jednak aresztowani przez siły wierne rządowi i stacje wznowiły nadawanie.

Lotnisko im. Ataturka w Stambule zostało wczoraj wieczorem zamknięte, ale w sobotę rano napłynęły informacje, że sytuacja powoli wraca do normy. Natomiast agencja żeglugowa GAC podała, że władze tureckie zamknęły w sobotę rano cieśninę Bosfor dla ruchu tankowców "z powodów bezpieczeństwa”.

Turcja jest państwem kluczowym w grze o nowy porządek świata i bardzo trudno jest zaakceptować pogląd, że moment zamachu stanu w tym kraju jest przypadkowy. Korzystając z wojny w Syrii, Turcja próbowała rozprawić się z Kurdami. Na tym tle doszło do konfliktów z UE i terrorystycznych zamachów w samej Turcji. Turcja była też oskarżana – głównie przez Rosjan - o wspieranie Państwa Islamskiego. Bez wątpienia Turcja była ważna dla finansowania Daesch. To skutkowało napiętymi stosunkami z Rosją - spotęgowanymi zestrzeleniem rosyjskiego samolotu. Jednak ostatnimi czasy Państwo Islamskie zaczyna przegrywać, a Turcja gra na wielu fortepianach – starając się ugrać jak najwięcej. Dlatego doszło do resetu w stosunkach turecko-rosyjskich. Z kolei w Warszawie – przy okazji szczytu NATO doszło do długiej rozmowy między przywódcami Turcji i Niemiec. Rozmowa ta miała na celu unormowanie relacji między tymi krajami po niewybrednych atakach na Erdogana i uchwale Bundestagu nazywających ludobójstwem mord na Ormianch.

Turcja zdaje sobie sprawę z tego, że staje się państwem kluczowym – nie tylko ze względu na rolę łagodzeniu kryzysu migracyjnego w Europie. Wiele wskazuje na to, że USA traci najważniejszego sojusznika w regionie – czyli Arabię Saudyjską. Knowania Arabów z Chinami mogą skutkować dalszym nadwyrężaniem pozycji petrodolara (kontrakty handlowe na ropę mogą być rozliczane w juanach). W USA właśnie ujawniono ostatni rozdział raportu z roku 2002 dotyczącego zamachu na WTC 11 września 2001 roku. Utajnienie tego raportu miało prawdopodobnie związek z tym, że wskazywał on na aktywny udział Arabii Saudyjskiej w przygotowaniu zamachu. Nie chodzi tylko o pochodzenie zamachowców. Po przylocie do USA niektórzy z nich kontaktowali się z osobami pracującymi dla rządu Arabii Saudyjskiej. Ambasador tego kraju po opublikowaniu raportu wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że ani rząd saudyjski, ani żadna osoba działająca w imieniu rządu Arabii Saudyjskiej nie udzielali żadnego wsparcia ani zachęty dla tych ataków. Powołał się przy tym na „długoletnią przyjaźń” Arabii z USA.

W niedzielę Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne z Iranem – w reakcji na atak na saudyjską ambasadę w Teheranie, do którego z kolei doszło po egzekucji szyickiego duchownego Nimra al-Nimra (i kilkudziesięciu innych osób) wykonanej przez Saudów.

Dlaczego w obecnej napiętej sytuacji w regionie Arabia Saudyjska zdecydowała się na taki krok?

Polityka Arabii Saudyjskiej najwyraźniej zmierza do zajęcia pozycji lokalnego mocarstwa. Dysponując ogromnymi zasobami ropy naftowej o niskich kosztach wydobycia, Arabowie mają decydujący wpływ na poziom cen tego surowca. Obecna wojna cenowa toczy się więc co najmniej przy ich aprobacie. Jeśli jednak ich celem miała być eliminacja dostawców ropy o większych kosztach (głównie z łupków), to ta strategia może się nie powieść. Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że oparty wyłącznie na ropie budżet nie wytrzyma długotrwałej wojny cenowej i są w stanie przeczekać okres niskich cen.

Arabia Suadyjska to także jeden z największych klientów korporacji zbrojeniowych (głównie amerykańskich). Pojawiają się nawet doniesienia o próbach zakupu broni atomowej od Pakistanu. Najnowsze umowy – zawarte tuż przed masową egzekucją „terrorystów” - zawarte między USA i Arabią Saudyjskią to $24 mln dla Raytheon Company, $12 mln dla „Advanced Electronics” oraz milionowy kontrakt z Boeingiem na broń laserową powietrze-ziemia. Amerykańska broń jest używana w Jemenie, gdzie dochodzi do ataków na ludność cywilną i szpitale. Przeciw sprzedaży Saudom broni protestują organizacje międzynarodowe. Jednak saudyjskie petrodolary pozwalają także finansować PR w USA – łącznie z „Clinton Foundation”. Sam Prezydent Obama bywa określany jako przyjaciel władcy Arabii Saudyjskiej. Jak dotąd nie zdobył się on na potępienie masowych egzekucji (mętne oświadczenie wydał jedynie rzecznik Departamentu Stanu).

John Wight – komentator rt.com oraz BBC określa Arabię Saudyjską mianem potwora stworzonego przez Zachód. Twierdzi on, że między Iranem i Arabią może dojść do wojny. Od kilku lat oba kraje były de facto w stanie zimnej wojny, związanej z konfliktem między sunnicką i szyicką odmianą islamu. Iran należy do krajów w których dominuje islam szyicki, a Arabią rządzą sunnici. USA prowadzi politykę równowagi, co w praktyce prowadzi do ciągłej destabilizacji. Aby zrozumieć amerykańską politykę w regionie i geopolityczne znaczenie tego religijnego konfliktu – trzeba sięgnąć do czasów, gdy w bliskowschodnim kotle mieszał Zbigniew Brzeziński:

Pisząc o interwencji Rosji w Syrii Zbigniew Brzeziński porównuje sytuację z początkiem I Wojny Światowej: Pojedyncze akty przemocy skutkowały ruchami wojsk bez ogólnych wytycznych strategicznych i przejrzystych celów. A przecież USA mają jasny cel strategiczny: usunąć prezydenta Asada.

Tak na marginesie warto wiedzieć dlaczego według Amerykanów Asad jest wrogiem ludzkości. Głównie dlatego, że według Amerykanów użył broni chemicznej przeciw ludności cywilnej. Zbrodnia ta nastąpiła wkrótce po tym, gdy Obama zapowiedział, że użycie broni chemicznej byłoby pretekstem do ich interwencji. Dlatego zachodzi podejrzenie (jasno formułowane przez Rosjan), że to syryjska opozycja wykonała „akcję pod obcą flagą”. Inaczej twierdziły wszystkie organizacje międzynarodowe (choć śledztwo ONZ nie wykazało sprawców). Znany dziennikarz śledczy Seymour Hersh twierdził, że za ataku dokonała opozycja syryjska, wspierana przez służby specjalne Turcji. Jego rewelacje zostały uznane za wątpliwe, a New Yorker oraz Washington Post odmówiły ich publikacji. Zarzucono mu korzystanie z anonimowych źródeł. Tymczasem użycie przez Al Kaidę broni chemicznej potwierdza amerykański dokument wywiadowczy. Za tą wersją wydarzeń świadczy także szereg innych dowodów. Rosyjskie media publikują opinie ekspertów, którzy dodatkowo twierdzą, że to musiało odbywać się za wiedzą CIA. Użycie broni chemicznej przeciw ludności cywilnej rzeczywiście wyglądało wówczas jak prośba o amerykańską interwencję i trudno przypuszczać, aby Assad był aż tak głupi. Amerykański senat przyjął ustawę pozwalającą Obamie na zbrojną interwencję. Jednak głównie dzięki negocjacji Rosji udało się tej interwencji uniknąć. Rosjanie doprowadzili do porozumienia z prezydentem Syrii, który wyrzekł się broni chemicznej, godząc się na jej zniszczenie. Zapobiegło to amerykańskiej interwencji. Zamiast tego USA zaczęło zbroić różne grupy przeciwników Asada, przyczyniając się do do powstania państwa islamskiego oraz krwawej wojny domowej.

Do tej historii nawiązuje Brzeziński - ubolewając, że zamiast przyłączyć się do działań USA, powstrzymujących się od zbrojnej interwencji, Rosja wysłała tam swoje wojska.

Kilka dni temu Prezydent Duda apelował o to, by konflikty rozwiązywać zgodnie z prawem międzynarodowym. Zgodnie z tymże prawem Rosja zaangażowała się w konflikt w Syrii, wspierając siły rządowe.

Problem w tym, że głównym celem Rosji w Syrii jest wsparcie sił prezydenta Syrii Baszara al-Asada w „walce z terroryzmem”. Siły rządowe są natomiast atakowane przez trzy generacje „opozycjonistów” wyhodowanych przez USA: Al-Kaidę, Państwo Islamskie i syryjską „opozycję demokratyczną”. Dwa pierwsze są obecnie wrogami USA i ich niszczenie zostanie przyjęte ze zadowoleniem. W trzecim przypadku Waszyngton będzie „poważnie zaniepokojony”. Francuskie władze twierdzą, że Rosjanie bombardowali tych trzecich. Rosja zaprzecza tym doniesieniom, traktując je jako medialną wojnę, a Amerykanie mówią, że jeszcze nie zdołali się zorientować co się dzieje. Telewizja Fox News już wietrzy konflikt USA z Rosją – twierdząc, że Rosjanie kazali się wynosić Amerykanom z Syrii. Jednak wygląda to na fakt medialny, który byłby na rękę „jastrzębiom z Waszyngtonu”, których tubą jest Fox News.

O tym, że działania Rosji są uzgodnione z USA świadczy wypowiedź Minister Schetyny (chyba nikt go nie podejrzewa o samodzielność?). Polski minister wyraził nadzieję, że zbrojne zaangażowanie sił Federacji Rosyjskiej w Syrii przyczyni się do szybszego rozwiązania wewnętrznego konfliktu w tym kraju. Schetyna powiedział, że bez zaangażowania Rosji nie może być mowy o przełamaniu sytuacji. Przystąpienie do bombardowań to sygnał, że nie będzie spokoju w tej części świata, jeśli nie sprawa Syrii nie zostanie rozwiązana. - Z tego wynika, że być może jest szansa na to, byśmy mogli mówić, że wspólnie wszyscy chcemy rozwiązać problem syryjski, bo bez rozwiązania tej sytuacji nie będzie porządku i nie będzie szansy na przywrócenie porządku w tej części świata, i w ogóle w świecie.

Do polskiej opinii publicznej zaczyna docierać prosty fakt, że to polityka destabilizacji regionu jest główną przyczyną obecnego najazdu uchodźców na Europę. Gazety nadal pomijają udział USA w tych wydarzeniach, a komentarze są starannie moderowane pod tym kątem. Jednak ludzie nie mają aż tak krótkiej pamięci. Wspomina się przede wszystkim wojny w Iraku i Afganistanie. Te wojny doprowadziły do rozkwitu terroryzmu. Stworzyły okoliczności, w których łatwo o broń i zdesperowanych, pełnych nienawiści ludzi. Jednak obecna wojna cywilizacji – choć proklamowana przez Busha, rozgorzała na dobre dopiero w czasach Obamy. Procesy, które doprowadziły do powstania tej fali uchodźców zostały zapoczątkowane przez „arabską wiosnę”. Dlatego warto sobie uświadomić jakie czynniki doprowadziły do tej rewolty w szeregu państw Afryki Północnej.

Barack Obama przejdzie do historii jako ten, który rozbroił „irańską bombę atomową”. Choć naturalny cel tej bomby – Izrael jest innego zdania. Zdaniem premiera Netanjahu "Iran będzie miał teraz ułatwione zadanie w uzyskaniu broni jądrowej. Wiele ograniczeń, które miały temu zapobiec zostanie teraz zniesionych".

Innym ciekawym aspektem zakończonych właśnie negocjacji, był udział w nich Rosji. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, który uczestniczył w finale rozmów, zapowiedział, że zapowiedział, że Rosja będzie sprowadzać z Iranu nisko wzbogacony uran w zamian za uran naturalny. Weźmie też udział w przebudowie zakładów w Fordo, aby mogły produkować stabilne izotopy wykorzystywane w przemyśle i do celów medycznych.

Wygląda więc na to, że Rosja wróciła do roli partnera USA. Barack Obama ujawnił właśnie, że kilka tygodni temu rozmawiał telefonicznie z prezydentem Rosji Putinem, na temat Syrii. Dni prezydenta Baszara al-Asada zdają się być policzone. Istnieje niebezpieczeństwo, że Syria znajdzie się pod panowaniem islamistów. Kończący swoją kadencję Barack Obama nie chce być zapamiętany jako ten, który wyhodował Państwo Islamskie (ISIS).

Zdjęcie (źródło) zrobiono w Syrii na początku 2014 roku.

USA prowadzą rozmowy z Iranem. Zarówno prezydent Iranu - Hassan Rohani, jak i Barack Obama są zainteresowani osiągnięciem porozumienia. Podano już nawet wstępną datę: 31 marca. Negocjacje prowadzi wiceprezydent Kerry.

Porozumieniu z USA sprzeciwia się duchowy przywódca Iranu, Chamenei. Uważa on, że możliwe jest wyłącznie porozumienie w kwestii zbrojeń jądrowych. Według niego Iran nie powinien ustępować przed naciskami zachodu. Gdy tłum zaczął skandować „śmierć Ameryce”, hChamenei odparł: "Oczywiście, że tak - śmierć Ameryce, bo Ameryka jest pierwotnym źródłem tych nacisków. […] Ich celem jest podburzanie ludzi przeciwko systemowi, Polityką Ameryki jest wywoływanie niepokojów”.

Sytuację komplikuje zwycięstwo Benjamina Netanjahu i jego Likudu w Izraelskich wyborach. Netanjahu stanowczo przeciwstawia się porozumieniu z Iranem i posunął się nawet do krytykowania polityki Obamy przed Kongresem USA. Oskarżył też Obamę o uprawianie polityki rozbijania społeczeństwa w Izraelu (czyli akurat w tym zgadza się z Chameneim).Niezależnie od tego, ile było w tych oskarżeniach prawdy, Izrael po wyborach jest rozbity jak nigdy dotąd.

Dla liberałów (nazywanych przez prawicę „lewactwem”) Netanjahu to rasista i krwawy neandertalczyk. Izraelczycy bez wątpienia wybrali ścieżkę wojny. Mogą przy tym liczyć na wsparcie amerykańskich Republikanów. Już zapowiedzieli oni, że storpedują ewentualne porozumienie z Iranem. Kerry ma bez wątpienia rację, że działania Republikanów podważają zaufanie do USA. Jeśli oni wygrają najbliższe wybory prezydenckie, wszystko może się zmienić. Jednak w Polsce ufności do Wielkiej Ameryki nic i nigdy nie jest w stanie zmienić.

Lewicowa partia Syriza wygrała wybory w Grecji, obiecując koniec polityki zaciskania pasa. Może to oznaczać konfrontację z Niemcami. Niemiecki sposób na kryzys w strefie euro polegał na tym, by upierać się przy zaciskaniu pasa i reformach strukturalnych, aby ograniczyć przyszłe wydatki publiczne na emerytury i pensje, by uelastycznić rynki pracy i zwiększyć wydajność – wszystko to w zamian za pożyczki ratunkowe. Od wybuchu kryzysu główni ich odbiorcy – Grecja, Irlandia, Hiszpania i Portugalia – stosują niemiecką receptę.

Wybory w Grecji nie budzą większych emocji. Wszyscy wydają się być przygotowani do wielkiego zwrotu w polityce gospodarczej (tak na marginesie warto odnotować opinię niejakiego Winieckiego, zwanego profesorem, która jest świadectwem marnej jakości kadr u steru polskiej gospodarki). Co się zmieniło od czasu, gdy w Grecji upatrywano zagrożenia dla bytu Europy?

Obama rozpoczął ataki bombowe na Syrię. Niektóre media poinformowały także, że według Rosjan jest to atak na suwerenne państwo (choć zdawać by się mogło, że to fakt oczywisty, którego nikt nie musi potwierdzać). Krytycyzm Rosjan bierze się z ich oceny polityki USA na Bliskim Wschodzie. Ta polityka wygląda na szaleństwo, a może być częścią jakiegoś ukrytego planu. Rosjanie nie są w swych podejrzeniach odosobnieni, a ten plan nie musi być pilnie strzeżony – skoro ambasador Obamy w ONZ Samantha Power powiedziała [...], że prawdziwym celem walki z ISIS jest obalenie al-Assada i syryjskiego rządu.
Na ciekawe aspekty tego bombardowania (brak reakcji obrony przeciwlotniczej) zwraca uwagę Max Kolonko: http://www.youtube.com/watch?v=3dmgf5oLU9o

Żydzi są wściekli na Amerykanów za potwierdzenie tego, że to oni dokonali nalotu na syryjskie cele militarne. Pretekstem była obawa, że Syryjczycy przekażą swą broń (rakiety przeciwlotnicze) terrorystom. Jeśli Izrael uważa, że zrobił dobrze, to po co te tajemnice? Może dlatego, że reszta świata nie rozumie zasad etyki, zbudowanej na zamiarach domniemanych?