×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.

Starsza pani z dziecięcym wózkiem wypchanym klamotami energicznie podążała wprost do drzwi „świątyni mamony”. Taka osoba w środku to jak satanista w kościele. Okazało się jednak, że pani zmierzała tylko do kosza na śmieci stojącego nieopodal wejścia. Chwilę potem przeglądała jego zawartość w poszukiwaniu czegoś wartościowego.

Ta scenka obyczajowa ukazuje jedną z milionów cichych bohaterów „polskich przemian ustrojowych”.

Za komuny ludzie żyli skromnie, ale była praca i jakie takie warunki egzystencji dla wszystkich. Co się zmieniło po roku 1989? Sedno podjętych zmian można pokazać poprzez uproszczony model. Rozważmy sto osób, z których każda ma dochód 2tys / miesiąc. Wystarczy dokonać zmiany rozkładu tych dochodów, aby u wielu osób uzyskać odczucie poprawy:

Jeśli do tego dodamy koszty finansowe, które częściowo są dochodem tych co „na górze” (reszta idzie za granicę), to dysproporcje jeszcze bardziej się pogłębią. Kolejnym czynnikiem, który należy uwzględnić są podatki. Ich efektem są inwestycje w infrastrukturę, które znów najwięcej korzyści przynoszą ludziom dobrze usytuowanym:

Jeśli dodatkowo uwzględnimy kryterium geograficzne, to mamy efekt niesamowitego awansu i kwitnącej gospodarki: Warszawa najbogatszym regionem w UE. Nie ma w tym żadnych czarów.

Najbardziej interesująca jest w tym odpowiedź na pytanie, jak dokonano selekcji na tych, którzy będą bogaci i tych, którzy zostaną ograbieni. Legendy mówią o podziale między pracowitych i zaradnych oraz leniwych i gnuśnych. Jak było naprawdę?

Jeden z aspektów transformacji ujawnia Rafał Woś („Wolny rynek to wyrok śmierci dla przedsiębiorców? Oto przemilczana historia transformacji”):

Tak, właśnie oni! Ludzie przedsiębiorczy, którzy około 1989 r. postanowili wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce. Albo byli po prostu wysadzonymi z siodła pracownikami sektora publicznego lub zwolnionymi z pracy robotnikami wykwalifikowanymi. W Polsce duża część tych bohaterskich ludzi interesu postanowiła szukać szczęścia w handlu detalicznym. A więc tym sektorze, w którym istniały ogromne, niezaspokojone potrzeby konsumpcyjne nagromadzone przez lata socjalistycznej gospodarki niedoboru. W migawkach używanych do ilustrowania historii polskiej transformacji ten rój protokapitalistów zawsze jest chętnie pokazywany. Straganiarze handlujący z łóżek polowych w centrach polskich miast mają być żywym dowodem, że Polacy „kupili” plan Balcerowicza i zafundowane im przemiany. Mało kto zdaje sobie sprawę, że tych przedsiębiorców czekało już wkrótce niemal masowe unicestwienie. Nie mniej „efektowne” niż tak często przywoływany przykład pracowników PGR-ów.

Oczywiście można te wszystkie problemy skomentować tak samo, jak komentowana była fala bankructw i pospiesznych prywatyzacji rodzimego przemysłu u progu III RP: „Tak chciał rynek”.

Takie tłumaczenie ma jednak pewną istotną wadę. Opiera się na założeniu, że przegrani zostali pokonani w wyścigu sprawiedliwym. A więc takim, w którym wszyscy uczestnicy mieli równe szanse. Tymczasem tak nie było.

 

Jak sprawić, aby w demokratycznym państwie większość ludzi zgodziła się pełnić rolę pariasów? Przede wszystkim to nie może być wynik zwykłej grabieży, ale zastosowania odpowiednich mechanizmów ekonomicznych. Przy pomocy propagandy da się ludziom wmówić, że te mechanizmy są nieuchronne. Liberałowie opanowali to do perfekcji. Przy okazji niszczy się ludzi w w okrutny sposób. Tym którzy tracą na zmianach gospodarczych wmawia się, że to skutek ich nieudolności. Że stanowią tylko obciążenie dla społeczeństwa. A obecnie dodatkowo – żeby ich całkowicie pognębić - odbiera im się dzieci, na których wychowanie ich „nie stać”. Nic więc dziwnego, że wielu z nich nie wytrzymuje presji i popełnia samobójstwo.

Z drugiej strony hoduje się pokolenie małych s*synków, którym się wmawia, że ludzie nie myślący według liberalnych regułek to podłe komuchy, zagrażające naszej przyszłości. Każda niezależna myśl jest tłamszona przez hordy tych bezmyślnych zwyrodnialców. Kilka przykładów takich komentarzy do cytowanego wyżej artykułu:

Co to za bzdury są? Bełkot, pomieszanie z poplątaniem! Co z działaniem wolnego rynku ma wypchnięcie handlowców spod PKiN - człowieku zadaj pytanie sobie, kto to zrobił. […]

gazeta prawna udostepnia łamy komuchowi, czy wam zupełnie o...o??

Totalne bzdury, od razu widać, że autor nie miał zbyt dużo styczności z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą oraz sam żadnej nie prowadził.

Na koniec inna scenka rodzajowa. Prezes jednego z największych banków tłumaczy gdzieś na peryferiach kraju swoim pracownikom, dlaczego zarabiają w okolicy minimum gwarantowanego przez państwo. Mówi, że on też chciałby więcej zarabiać, bo właśnie dom buduje... Jego zarobki nie są tajne – można je znaleźć w gazecie. To dużo ponad 100 (słownie: sto) zarobków kasjerki. Jeśli komuś ta wypowiedź nie wystarczy, aby dokonać oceny kompetencji tego człowieka, to może pomocna będzie informacja, że niedługo potem jego bank zmienił właściciela i w miejsce kilkuset milionów zysku w bilansie otwarcia pojawiło się blisko 1,5mld straty.

Opisana na wstępie kobieta pozostanie anonimowa. Ale to jedna z milionów cichych bohaterów. Oczywiście obydwa opisane przypadki (prezes i kobieta) to skrajności. Jednak polskie przemiany nie były efektem dynamicznego rozwoju, ale poświęcenia (o czym otwarcie mówili reformatorzy – vide słynne „zaciskanie pasa”). To że zostali do tego bohaterstwa zmuszeni, nie zmienia faktu, że to dzięki nim Balcerowicz i inni „reformatorzy” mogą prężyć piersi do orderów. Bo w to, że to działalność wspomnianego prezesa banku (czyli budowa domu) i jemu podobnych miała kluczowe znaczenie, to chyba nawet liberałowie nie wierzą.

Jerzy Wawro, 12-10-2014