Po zajęciu koszar wojskowych w ręce separatystów wpadły między innymi nowoczesne systemy przeciwlotnicze. Prawdopodobnie przy użyciu jednego z nich zestrzelono wczoraj malezyjski samolot z blisko 300 osobami na pokładzie lecący z Amsterdamu. Padają oskarżenia pod adresem Putina, że to jego rakiety dokonały tego aktu barbarzyństwa.

Normalnie uzbrojenie przeciwlotnicze jest zintegrowane z całym systemem śledzenia ruchu powietrznego. Nie ma wówczas możliwości omyłkowego zestrzelenia samolotu. W rękach cywili taka broń jest jak naładowany rewolwer w ręku dziecka – nie wiadomo co się stanie. Tym bardziej zadziwiające jest, że nie zamknięto tego obszaru dla ruchu cywilnego.

Podsłuchane rozmowy między separatystami nie pozostawiają wątpliwości, że to oni zestrzelili samolot - prawdopodobnie sądząc, że to ukraiński samolot transportowy.

 

Bojownik: Jeżeli chodzi o ten samolot, w okolicach Śnieżnego-Thoreza. Okazało się, że jest to pasażerski. Spadł w rejonie Grabowa, tam jest kupa trupów, kobiet i dzieci. Teraz kozacy tam wszystko oglądają. [...]

Koricin: To znaczy, że szpiegów zawozili. Po ch..j latali, teraz tu wojnę mamy, k...wa.

 

Nie da się jednak wykluczyć tego, że wykonawcy wiedzieli co robią. To jest bowiem kolejny zadziwiający zbieg okoliczności. Podróż Putina do Ameryki Południowej, zakończona utworzeniem przez kraje BIRCS Nowego Banku Rozwoju, wręcz ośmiesza politykę izolowania Rosji. Następuje gwałtowne pogorszenie się relacji amerykańsko-niemieckich – w przeciwieństwie do zacieśniających się więzi niemiecko-rosyjskich. Głupie pogłoski o wysokich stanowiskach dla antyrosyjskich podżegaczy w Polsce to też może być element politycznej gry (łagodzący nagły zwrot w polityce niemieckiej). Wojna na Ukrainie nikomu nie jest już potrzebna. Jeden celny strzał i zmienia się wszystko. Nie można więc wykluczyć tego, że rzeczywiście prezydent Rosji o tej akcji wiedział lub ją nakazał. Tak samo zresztą jak jego odpowiednik po drugiej stronie globu, bandyta Obama - także jest do tego zdolny.

 

Tego samego dnia wojska izraelskie rozpoczęły inwazję lądową w Strefie Gazy. W tym przypadku także mamy zadziwiający zbieg okoliczności: zabicie chłopców żydowskich stało się pretekstem do gwałtownego zakończenia kolejnego "pokojowego procesu".

Słynny przed laty sprawozdawca sportowy Jan Ciszewski potrafił snuć opowieść o meczu luźno związaną z tym, co dzieje się na boisku. Podobnie wyglądają relacje z Ukrainy. Trwa tam ofensywa wojsk ukraińskich, które walczą z separatystami (w oficjalnej propagandzie: z terrorystami).

Działania te według Rosjan wyglądają następująco:

Trwa tam operacja wojskowa, rośnie liczba ofiar, niszczona jest infrastruktura cywilna.

A to wersja ukraińska:

W ciągu ostatniej doby pododdziały sił operacji antyterrorystycznej wyzwoliły cztery miasta obwodu donieckiego: Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwkę i Konstantynówkę. Nad budynkami rad miejskich podniesiono flagi państwowe Ukrainy.

I jeszcze do kompletu wersja separatystów:

Przewodniczący Rady Najwyższej Donieckiej Republiki Ludowej, Denis Puszilin, dnia 5 czerwca oskarżył Władimira Putina o zdradę i poprosił mieszkańców Sławiańska o przebaczenie. Taka informacja pojawiła się na Twitterze szefa Donieckiej Republiki Ludowej. „Co powiedzieć. Wlali w nas nadzieję. Zapewnili i porzucili. Piękne były słowa Władimira Putina o obronie narodu rosyjskiego i obronie Noworosji. Ale to były tylko słowa”.

 

Naprawdę dużą elastycznością umysłu muszą się wykazać czytelnicy czasopism o dłuższym cyklu wydawniczym. Na przykład opiniotwórczy tygodnik The Economists zastanawia się jak zachód powinien odpowiedzieć na rosyjską agresję. Dla cytowanych znawców tematu jest oczywiste, że jeśli siły ukraińskie będą zyskiwać przewagę nad rebeliantami, to Rosja musi się bardziej zaangażować – bo przecież Ameryka zawiesza poparcie dla rebeliantów Syrii (którzy stają się terrorystami dopiero po przekroczeniu granicy z Irakiem).

 W Berlinie odbyły się negocjacje szefów dyplomacji Niemiec, Rosji, Ukrainy i Francji. Niemieckie media podkreślają, że pierwszy raz takie spotkanie odbywa się bez Sikorskiego. Najwyraźniej Niemcy nie zamierzają udawać, że nic się nie stało.....

Außenministertreffen in Berlin 02.07.2014

 Spotkanie zakończyło się sukcesem – przywrócono na Ukrainie rozejm.

Fot.: dw.de. 

 W Brukseli podpisano gospodarcza część umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą. Media ekscytują się skrajną oceną jednego z doradców Putina: Myślę, że po podpisaniu umowy z UE, europejska opinia publiczna będzie zaskoczona, gdy ten nazistowski Frankenstein, który został stworzony przez unijnych biurokratów i kilku polityków, zapuka do drzwi krajów europejskich.

Istotniejsze jest to, co powiedział sam prezydent Rosji:

Antykonstytucyjny zamach stanu na Ukrainie i próby narzucenia sztucznego wyboru między Europą a Rosją popchnęły ukraińskie społeczeństwo do rozłamu i niezdrowej konfrontacji […]. Ukraińcy muszą wrócić na drogę pokoju, dialogu i zgody. Najważniejsze jest zapewnienie długofalowego zawieszenia broni, niezbędnego do przeprowadzenia rozmów między Kijowem a przedstawicielami południowo-wschodnich regionów.

Widać z tego, że nasza ocena sytuacji („silne związki gospodarcze Rosji z Ukrainą i Rosji z Niemcami sprawiają, że wewnętrzny konflikt na Ukrainie nikomu nie jest na rękę”) jest trafna, a być może nawet już doszło do jakichś wstępnych porozumień. Afera podsłuchowa w Polsce jest bardzo na rękę Rosji, gdyż łatwiej będzie marginalizować nasz kraj w tych negocjacjach. Naszą rolą pozostanie otwarcie rynku na ukraińskie zboże i węgiel, co uderzy zarówno w górnictwo, jak i rolnictwo.

Sytuacja na Ukrainie wydaje się stabilizować. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podjął kroki zmierzające do wygaszenia konfliktu zbrojnego. Rosja najwyraźniej uznała nowe władze na Ukrainie (wcześniejsze kontestowała jako nielegalne), a W. Putin poparł plan Poroszenki.

Co prawda wstrzymano dostawy gazu, ale Ukraina ma spore zapasy (ponad 10mld m3) i zakręcenie kurka jest jedynie swoistym argumentem w trwających negocjacjach. Podobnie jak wdrożenie przez ministerstwo gospodarki Niemiec kontroli umowy zawartej w marcu pomiędzy niemieckim koncernem energetycznym RWE a funduszem LetterOne rosyjskiego oligarchy Michaiła Fridmana oraz stanowisko KE w sprawie Gazociagu Poludniowego. Trwają przygotowania do kolejnej tury trójstronnych negocjacji w sprawie gazu (UE, Ukraina Rosja).

Z punktu widzenia strategicznego Rosja potrzebuje szerokiego przedpola, aby się bronić. Tymczasem kraje bałtyckie są już w NATO i jeśli Kreml straci Ukrainę, Zachód znajdzie się 500 mil od Moskwy.

To fragment wywiadu Jędrzeja Bieleckiego z amerykańskim analitykiem Georgem Friedmanem.

Z tego wywiadu można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków:

1. Rosjanie bardzo trafnie ocenili sytuację na Ukrainie (chodzi o osaczenie Rosji).

2. Polaków nikt nie traktuje poważnie. Na pewno nie Friedman, który wyplata na nasz użytek jakieś niestworzone brednie. Nasza malutka armia ma się bronić przed rosyjską potęgą 2-3 miesiące, aż dzielni Jankesi uznają, że ich biznes jest akurat w tym by nas bronić (bo przykład Ukrainy pokazuje, że biznes to biznes i nic pewnego). Aby sprostać, tym oczekiwaniom, musimy przeznaczyć dwa razy więcej pieniędzy na zbrojenia i kupić jeszcze więcej amerykańskiego złomu. No i trzeba przestać handlować z Niemcami, bo to się Amerykanom nie podoba.

3. Mentalność ludzi takich jak Friedman się nie zmienia z czasem. Jest on jak dobrze zakonserwowane wykopalisko z czasów zimnej wojny. Tylko niestety te zimnowojenne mamuty są nadal żywe i kształtują naszą rzeczywistość.

Jak wprowadzono w Polsce dobrobyt? Ludzie honoru spotkali się z wyselekcjonowaną przez siebie opozycją przy okrągłym stole i po trudnych negocjacjach wypracowano dobrobyt.

No więc Ukraińcy też zorganizowali swój okrągły stół. Rolę „odpowiedzialnej opozycji” przejęli przedstawiciele Partii Regionów. Ta nieodpowiedzialna to separatyści. Oni w tym samym czasie ogłosili w Doniecku, że ukonstytuowały się władze Donieckiej Republiki Ludowej.

Obrady okrągłego stołu w Kijowie, foto: PAP/EPA/ANDREW KRAVCHENKO / POOL 

Wiele wskazuje na to, że przebieg wydarzeń na Ukrainie nie jest dziełem zbiegu nieprzewidzianych okoliczności. Portal WikiLeaks ujawnił, że Amerykanie już w 2008r. zdawali sobie sprawę z konsekwencji prób zbliżenia Ukrainy do zachodu: mogłoby to doprowadzić do podziału kraju na dwie części, wojny domowej lub nawet sprowokować Rosję do zbrojnej interwencji.

Nawet USA nie jest w stanie przewidzieć wszystkich zdarzeń i ludzkich reakcji. Jednak działania instytucji raczej nie są przypadkowe.

Dokładnie według standardowego scenariusza postępuje MFW. Hrywna utraciła już 30% wartości rośnie inflacja, która w połowie roku powinna osiągnąć poziom (r/r) 10% (przy umiarkowanym wzroście płac). Rezerwy walutowe spadły o połowę. MFW przelał pierwsze 3 mld pożyczki.

Można by więc rzec, że pomimo wielu perturbacji, sytuacja rozwija się zgodnie z planem.

Jest rok 2008. W Polsce prezydent Lech Kaczyński w ciągłym sporze z premierem Donaldem Tuskiem. Wicepremierem i ministrem gospodarki jest Waldemar Pawlak. Na Ukrainie sytuacja bardzo podobna. Dwuwładza podzielonych bohaterów „Pomarańczowej Rewolucji. Premierem jest Julia Tymoszenko a prezydentem Wiktor Juszczenko. Ich spór dotyczący głównie relacji ukraińsko-rosyjskich opisał na swoim blogu Andrzej Szcześniak. Według niego negocjowane 2 października 2008 porozumienie było dla Ukrainy korzystne. Jednak te negocjacje wyglądały ze strony Rosjan mniej więcej tak: my wam sprzedajemy gaz po 180 dolarów za 1tys.m3, a wy dostarczyliście broń Gruzji? No to proponujemy cenę „rynkową”, czyli trzykrotnie wyższą. Tymoszenko wyraziła nadzieję, że to nie popsuje wzajemnych relacji, bo cena proponowana przez Gazprom byłaby szokiem dla ukraińskiej gospodarki. Zbliżała się zima, a nie uregulowane należności za gaz groziły wstrzymaniem dostaw.

Tego samego dnia (2X2008) zwolennikom Juszczenki udało się cofnąć ustawy ograniczające jego kompetencje. Zaczęły się oskarżenia Tymoszenko o sprzyjanie Moskwie. Dochodziło do gorszących awantur, których efekty Andrzej Szcześniak podsumowuje następująco: Tuż przed końcem roku, gdy jeden przelew i jedna podróż pani premier do Moskwy oszczędziłaby Europie potężnego kryzysu, wydarzyły się rzeczy, które uniemożliwiły porozumienie. Nagle prezes Naftogazu Oleg Dubina zniknął i odmówił współpracy z premier Tymoszenko. Nie dało się także przelać pieniędzy na konto Gazpromu.

Siła współczesnego państwa zależy od jego gospodarki. Dlatego gospodarka powinna mieć pierwszeństwo przed polityką. Tymczasem pomimo kolejnych klęsk, Polacy nie są w stanie zrozumieć tej prostej prawdy. Przed II Wojną Światową próbowali zastąpić braki przemysłowego zaplecza ulotkami propagandowymi i zapewnieniami sojuszników. Aż trudno w to uwierzyć, ale ten schemat jest znowu powielany. Naszym politykom i dziennikarzom wydaje się, że uczestniczą w jakiejś Wielkiej Grze, co można oceniać wyłącznie w kategoriach megalomańskich wygłupów. Podobnie z pomysłami stacjonowania w Polsce wojsk NATO. W obecnej sytuacji jest to tylko szukanie pretekstu dla Putina i powinno być zbadane przez jakiś trybunał (ewentualnie lekarza).

Żyjemy w czasach jawności. Politycy i spiskowcy nauczyli się żyć w erze internetu, a ludzie nauczyli się wierzyć w to co im się wmawia. Dlatego premier Tusk słusznie idzie w zaparte, w sprawie zdjęć z Putinem ze Smoleńska: insynuowanie, że ktoś tam miał uśmiech na twarzy jest tak obrzydliwe, że aż trudno to komentować. Nieważne, że na zdjęciu wyraźnie widać uśmieszek Putina. Ważny jest medialny przekaz, co zobaczyć powinniśmy!

 Zmieniły się w związku z tym także metody działania służb. Allen Weinstein, który był odpowiedzialny za organizowanie National Endowment for Democracy (NED) w administracji Reagana wyznał: "Wiele z tego, co robimy dzisiaj było wykonane potajemnie 25 lat temu przez CIA". W tych czasach CIA znalazł się pod ogniem krytyki za potajemnie przekupywanie polityków i tworzenie fałszywych organizacji promujących „społeczeństwo obywatelskie”.

Prezes MFW Christine Lagarde obawia się,że kryzys gospodarki Ukrainy może mieć tragiczne skutki dla regionu (to chyba jakiś inny region, bo nasi politycy uważają, że Polski to nie dotyczy). Według niej – kredyt, jaki dostał Janukowycz od Rosji powstrzymał ten kraj w marszu ku katastrofie. Wobec zmiany sytuacji geopolitycznej – Ukraina musi liczyć na pomoc „zachodu”.

Tymczasem sytuacja jest o wiele poważniejsza niż kilka miesięcy temu. Problemy ze sprzedażą obligacji, drastycznie zmniejszone rezerwy walutowe, rosnące ceny gazu, zła sytuacja geopolityczna odstraszająca inwestorów, rosnąca inflacja.  Oczekuje się, na koniec roku wyniesie 12%. Hrywna osłabiła się od stycznia o 27% i dalej słabnie.

 

MFW zgodził się udzielić Ukrainie kredytu między 14 a 18 mld dolarów. Łącznie Ukraina może otrzymać 27mld z różnych źródeł. Pomoc obiecali Bank Światowy. Rozważają możliwość pomocy Kanada , Japonia i Polska. Wejście MFW ma pozwolić na poprawę ratingów i odblokować możliwość sprzedaży obligacji.

 

Obecny premier, Arsenij Jaceniuk, obiecywał w czasach sporu o członkostwo w Unii Europejskiej, że po akcesji będą pięciokrotnie wyższe płace, oraz wyższe emerytury. Oczekiwania wobec „zachodu” są więc bardzo duże. Jednak międzynarodowa pomoc pomoże jedynie ustabilizować sytuację finansową państwa. Zyskają na tym kredytodawcy obecni (odzyskają pieniądze z ryzykownej inwestycji) i przyszli (obligacje ukraińskie dadzą wysoki zysk). Zapłaci za to społeczeństwo poprzez „trudne reformy”.

Najdziwniejsze z naszej perspektywy jest to, że polska opozycja tak krytyczna wobec polskiej transformacji nagle odczuła potrzebę jedności wobec Ukrainy.

Wydawało się, że z polską polityką wobec Ukrainy gorzej być nie może. Póki nie zabrał głosu Cimoszewicz: "Trzeba powiedzieć Jaceniukowi, że jeżeli będą z nami tak pogrywali, to polska opinia publiczna nie będzie tolerowała takiej, a nie innej polityki rządu". Polska „klasa” (w przedszkolu to chyba raczej „grupa”?) polityczna rzeczywiście żyje w jakimś wyimaginowanym świecie. W relacjach polaków mieszkających na Ukrainie przewija się motyw antypolskich ruchów. To jest w sumie dość zrozumiałe – tak po ludzku. Polacy potrafią się zachowywać z wyższością, a przynajmniej bez wyczucia, że to tak może być odbierane. Oni są dużo od nas biedniejsi i zwykła ludzka zazdrość może wpływać na ogląd sytuacji. Elity (miejmy nadzieję) rozumieją też, że ich kraj stał się obiektem brudnej gry „zachodu” z Rosją. Wobec „zachodu” powszechna jest postawa roszczeniowa (Unia przyjdzie i nam da). Wypowiedź Cimoszewicza wpisuje się w najgorsze stereotypy myślowe. Oczywiście żaden polski polityk nie powie, że „trzeba powiedzieć Merkel, żeby z nami nie pogrywała” (a pogrywa – i to jeszcze jak ;-)), ani nawet Putinowi (bo jeszcze się jakiś wirus pomoru jabłek znajdzie).

 

Rosyjscy eksperci:

Nastąpi dość gwałtowny wzrost taryf usług komunalnych, gazu i prądu. Z drugiej strony, należy się przyznać, że ta sytuacja, jaka istniała na Ukrainie w ciągu kilku ostatnich lat, gdy tych taryf w ogóle nie podnoszono, nie mogła trwać w nieskończoność. Pewne radykalne kroki były konieczne. MFW w zasadzie wysuwa dwa zasadnicze wymogi. Jeden z nich polega właśnie na wyeliminowaniu tak szeroko zakrojonych subsydiów cen nośników energii. Drugie żądanie dotyczy większej przejrzystości procesu budżetowego.

 

Reformy, proponowane obecnie przez ukraińskich ministrów, wywrą negatywny wpływ na sektor socjalny, gdyż w ten bądź inny sposób podważają one sytuację nie najbardziej zamożnych ludzi, w tym także ludzi, uzależnionych od dotacji państwowych, czy też emerytów. Biorąc pod uwagę ten fakt, że te posunięcia mają charakter dość drastyczny, a liczba ludzi uzależnionych od finansowania budżetowego jest na Ukrainie nader wielka, można zapowiadać spadek stopy życiowej ludności.

 

Najbardziej aktualnym lekiem dla gospodarki ukraińskiej jest bankructwo, gdyż pozwoli to na uczynienie obligacji ukraińskich dość atrakcyjnymi dla inwestycji. Drugim lekiem jest właśnie kredyt MFW. Jednak będzie on aktualny dopiero po bankructwie. W innym przypadku Ukraina pozostanie na zawsze zadłużona wobec MFW, w czym nie ma dla niej nic dobrego.

Trudna sytuacja polityczna Ukrainy może temu państwu wyjść na dobre. Obawy przed przeprowadzeniem „terapii szokowej” skłaniają do szukania „niestandardowych rozwiązań”: Standardowe zasady obowiązujące w przypadku programów ratunkowych, zmuszające rządy do ograniczenia wydatków, a obywateli do oszczędzania, nie mogą znaleźć tutaj zastosowania. Obecnie urzędowa korupcja ma jednak na Ukrainie tak endemiczny charakter, a przy tym jej rząd jest tak nieudolny, że ścisła kontrola MFW jest niezbędna.

UE i Ukraina

UE i Ukraina - źródło: ShutterStock 

Autor powyższego komentarza wychodzi jednak z założenia, że co się odwlecze, to nie uciecze: „Ukraina ostatecznie będzie musiała ponieść koszty reform. W tym momencie UE i USA muszą mieć jedynie pewność, że państwo otrzyma odpowiednią ilość środków by pozostać w jednym kawałku, dopóki nie wybierze stałego rządu”.

A może nowy „stały rząd” postawi dobro Ukraińców na pierwszym miejscu? Jako obszar ścierania się interesów „zachodu” i Rosji, Ukraina może mieć lepszą pozycję negocjacyjną przy układaniu się z obiema stronami. Musi jednak odzyskać podmiotowość i wybrać rozsądne władze (z czym chyba będzie najtrudniej). Może by wynająć Victora Orbana? ;-)

Obama wskazał na Polskę, jako „wzorzec sukcesu” dla Ukrainy! Czyżby to był klucz do serii pochlebnych artykułów o Polsce, które ukazały się w prasie światowej tuż przed ukraińskim kryzysem?

Komisarz Janusz Lewandowski zareagował na słowa Prezydenta USA natychmiast (musi go to uwierać – czyżby na starość odezwało się sumienie? ): „Obama pokazał prawdę o polskich losach”.

Prawda o polskim sukcesie. My – nowa potęga gospodarcza możemy być dumni: w samej Rosji działa pond 6tys polskich przedsiębiorstw, a na Ukrainie jeszcze kilkaset; mamy nadwyżkę w budżecie i każdy na świecie musi się z nami liczyć. Oj – sorry – to akurat o Niemcach. Ale my też jesteśmy potęga i już.

Jeśli już mowa o Niemczech w kontekście Ukrainy, to nawet w ich media zauważają, że wsparcie dla twardej polityki wobec Rosji ma jedynie charakter werbalny. Polityka polityką, a interesy robić trzeba. W Polsce w tym czasie partia rządząca chce ukaranie posła opozycji za posądzenie ministra, że rozmawia z Rosjanami. Co kraj to obyczaj.

Zaproponowane przez rząd antyspołeczne ustawy dają w pełni odpowiedź na pytanie kto wygrał rewolucję na Ukrainie. Jeśli poprzednia władza była "rodzinna", to obecna zasługuje na dumny epitet "oligarchiczna".

Cytat ten pochodzi z opublikowanego przez portal kresy.pl tłumaczenia komentarza ukraińskiego dziennikarza ekonomicznego Serhija Liameca.

Być może ukraiński dziennikarz ma rację. Trudno jednak nie tego, że sprzyjanie „zaradnym” jest wspólną cechą wszystkich państw postkomunistycznych.

Ilustracja obok pochodzi także z tego portalu. Ozdabia ona godny polecenia artykuł o wszystko mówiącym tytule „Ukraińska oligarchia: struktura i specyfika”. Artykuł pochodzi z lata 2012, a więc tym bardziej cenny, bo nie-okazjonalny.

Artykuł kończy się optymistycznym stwierdzeniem: „doświadczenie podobnych reorganizacji najlepszych zachodnich korporacji i mentalne właściwości Ukraińców świadczą o realnej możliwości stworzenia nowych polityczno-społecznych organizacji nieoligarchicznego typu w środowisku istniejących ukraińskich kontrelit”.

 

Na razie w praktyce nic z tego nie wychodzi :-(.

Nie tylko śmierć i podatki są na tym świecie pewne. Także konieczność przeprowadzenia „bolesnych reform” u każdego, kto zwróci się do MFW o pomoc. Ta pewność bardzo pomaga Rosjanom, którzy nie bez przyczyny uchodzą za najlepszych szachistów. Rozgrywka Putina wygląda na doskonale przygotowaną.

Działania Rosji są szokujące dla społeczeństw i polityków zachodu, gdyż kwestionują istniejący ład polityczno-gospodarczy, który zdaje się być podstawą stabilności. To jednak nie wystarczy by porównywać Putina do Hitlera, a tym bardziej – by uznawać go za szaleńca. Wręcz przeciwnie – wiele świadczy o tym, że działania Rosji są wyrachowane i dobrze przemyślane. Jeśli do tego dodamy bezwzględność i myślenie strategiczne – jest się czego obawiać.

Biały Dom i siedzibę MFW w Waszyngtonie dzieli tylko 3 przecznice (17-ta,18-ta i 19-ta). Przecznice te wyznaczają symboliczną linię frontu w zmaganiach o Krym.

Oderwanie Krymu od Ukrainy będzie miało olbrzymie znaczenie dla USA. Putin nie tylko podważył wiarygodność Stanów Zjednoczonych, które gwarantowały wszakże integralność terytorialną Ukrainy. Posługując się strategią tak podobną do działań USA w różnych zakątkach świata, zmusił polityków zachodu do hipokryzji, którą długo jeszcze będzie wykorzystywał.

Dlatego odzyskanie Krymu dla Ukrainy jest sprawą prestiżową. Problem w tym, że prawdopodobnie jedyna sensowna strategia została opisana w ostatnio przez The Economics („Asymmetric wars”). Według tego artykułu program ekonomicznego wsparcia Ukrainy (nowy Plan Marshalla), może doprowadzić do dobrowolnego powrotu Krymu do Ukrainy.

Problem w tym, że dobrobytu na Ukrainie nie da się osiągnąć, bez powstrzymania ekonomicznej agresji MFW. Recepty MFW zadziałają w tym kraju znacznie gorzej, niż w Polsce. U nas można było wytworzyć całkiem sporą grupę beneficjentów transformacji kosztem reszty. Na Ukrainie nie ma już za bardzo czego dzielić (chyba, że kosztem oligarchów).

Interesy USA i reprezentującego go (przynajmniej teoretycznie) Prezydenta są więc diametralnie różne od interesów MFW. Czyje racje zwyciężą?

Mitchell A. Orenstein – ten sam, który opisał nasze manipulacje z OFE - apeluje do MFW, by dali Ukrainie trochę oddechu:

Zamiast pomagać, snuje się plany narzucenia Ukrainie najbardziej restrykcyjnego pakietu oszczędnościowego, jaki kiedykolwiek widziała Europa Wschodnia. To nie jest dobry sposób na zdobycie głosów wyborców. Po spowodowanym przez Rosję chaosie Międzynarodowy Fundusz Walutowy zamierza sam wywołać na Ukrainie kolejne zawirowania. Najwyższy czas przypomnieć MFW, że priorytetem powinno być przywrócenie stabilności politycznej, a nie rzucanie koła ratunkowego w formie pospiesznych działań, co jest posunięciem kontrowersyjnym.

Użycie słowa „kontrowersyjny” jest w tym kontekście eufemizmem. Cóż bowiem kontrowersyjnego można się dopatrzeć w działaniach MFW? Ta sprawa jest od samego początku rozgrywana jakby według instrukcji. Nie ulega też wątpliwości, że tylko wola polityczna USA mogłaby przyczynić się do zmiany planu ekonomicznego zniewolenia Ukrainy.

 W tym kontekście bardzo intrygująca jest historia z ukraińskim złotem:

„William Kaye, były pracownik Goldman Sachs, obecnie menedżer funduszu hedgingowego, stwierdził że „to złoto jest warte ok. 1,5 do 2 mld dolarów. Mogłaby to być niezła zaliczka wobec 5 mld dolarów, jakie Stany Zjednoczone wydały już na destabilizację sytuacji na Ukrainie i wprowadzenie własnej niewybranej demokratycznie władzy, czym chwaliła się asystent sekretarza stanu, Victoria Nuland”.

Barack Obama obiecał premierowi Ukrainy, że jeśli Rosja nie zmieni kursu, to zapłaci. To całkiem prawdopodobne. Że zapłaci Ukraina – to już prawie pewne.

Ostatnie działania Putina są dla większości ludzi zachodu kompletnie niezrozumiałe. W zasadzie tylko jedna kwestia nie budzi wątpliwości: Putin chce odbudować rosyjskie imperium. Aby zrozumieć działania Putina, wystarczy więc zadać sobie pytanie jak skutecznie można dokonać upragnionego przez niego dzieła.

 

Twory sztuczne są kosztowne i nietrwałe. Rozwój ludzkości ma swoją dynamikę i wygrywają ci, którzy nadają impet rodzącym się procesom historycznym. ZSRR powstał właśnie w ten sposób. Wykorzystano reakcję ludzi skrzywdzonych przez dynamicznie rozwijający się kapitalizm oraz bunt przeciw tradycyjnemu porządkowi, w którym zwykły człowiek stawał się mięsem armatnim. Nie brakowało wówczas intelektualistów, którzy krytykując zastaną rzeczywistość, zastanawiali się nad możliwością jej zmiany. Dzięki temu wywołana rewolucja miała jasne podstawy ideologiczne i nie przerodziła się w anarchię.

 

Obecny kryzys nie ma się nijak do tego, co doświadczali ludzie w przeszłości, ale dla sytych społeczeństw zachodu subiektywnie może być równie bolesny. Rozwój internetu sprawia, że pełna fałszu oficjalna historia jest odrzucana. Ludzie mają dość arogancji „panów świata” nie liczących się z ofiarami swych knowań. Zaczynają odczuwać skutki nienasyconej chciwości bankierów. Tęsknią za trwałymi wartościami, niszczonymi przez liberałów i zboczeńców. Coraz silniejsza jest krytyka NWO. Coraz więcej informacji i refleksji pozwalających zbudować alternatywę.

Dla szarego człowieka tego typu informacje mogą co najwyżej zwiększać świadomość tego, co się w świecie dzieje. Człowiek potężny, mający ambitne cele i środki do ich osiągania będzie je traktował jak klocki do budowy zwycięskiej strategii.

Pierwsze wskaźniki postępu – oparte na zapytaniach wyszukiwarki Google:

 7 marca 2014:

16 marca 2014:

28 marca 2014:

Ukraiński premier deklaruje szybkie podpisanie porozumienia UE oraz zgodę na warunki MFW. W tym wypadku przysłowie „co nagle to po diable” jest jednak bardzo trafne. Choćby dlatego, że umowa z MFW ma pewne cechy cyrografu.

Człowiekowi w tarapatach często wydaje się, że sprawy mają się gorzej, niż widać to z boku. Zwłaszcza, gdy utwierdzają go w tym przekonaniu ci, którzy usiłują coś ugrać. Ukraińska gospodarka nie jest w sytuacji tragicznej. Zadłużenie wewnętrzne można ustabilizować dzięki inflacji, a wierzyciele zagraniczni zaczekają – nikt się nie odważy otwarcie dawać amunicji Putinowi.

Chwilowa słabość może być bronią. Niestety Arsenij Jaceniuk robi wrażenie tak samo zagubionego „dziecka we mgle”, jak Tadeusz Mazowiecki 25 lat temu :-(.

Co dalej? Europa deklaruje pomoc Ukrainie. Ten kraj dostanie OBIETNICĘ 11 mld euro. Pod warunkiem dokonania „bolesnych reform”. MFW wyłoży resztę (ok. $25mld).

Aby zrozumieć niebezpieczeństwo i perfidie „pomocy” jaką dostanie Ukraina, należy zadać pytanie o rolę tych pieniędzy.