Myślenie strategiczne ułatwia ocenę sytuacji, wprowadzając proste kategorie. Takie myślenie zwalnia ze stałego wysiłku analizy. Może to prowadzić do bezmyślności: zamiast myślenia stosujemy przetwarzanie informacji według ustalonego klucza politycznego.

Z drugiej strony zmiany następują w długim terminie i nie możemy funkcjonować wyłącznie w oparciu o bieżącą ocenę zjawisk. Niezbędna jest więc przezorność, czyli myślenie perspektywiczne.

Stosujemy teorie uogólniające, które są pewnym uproszczonym obrazem rzeczywistości. Pozwalają one na organizację wiedzy i ułatwiają całościowy ogląd sytuacji. W tym uproszczeniu kryje się niebezpieczeństwo przejścia od przezorności do bezmyślności.

Jak sobie poradzić z wyznaczeniem granic między przezornością i bezmyślnością?

1. Wrażliwość poznawcza.

Przezorność polega na korzystaniu z siatki pojęciowej, ale przy jednoczesnym zachowaniu elastyczności. Bezmyślność zaczyna się w momencie poznawczego zamknięcia. Prościej jest nie patrzeć na rzeczywistość, tylko kierować się uproszczonymi schematami przyswojonej teorii.

Człowiek przezorny powinien posiadać "wrażliwość poznawczą", która pozwala mu podjąć wysiłek stworzenia osobnej kategorii, gdy nowa sytuacja wykracza poza znane mu schematy.

2. Narzędzie a nie cel.

Myślenie perspektywiczne traktuje ideologie i strategie polityczne jako narzędzia ułatwiające orientację. Nie wolno całkowicie im podporządkować swojego myślenia. Grozi to bowiem ślepym działaniem pozbawionym refleksji. Człowiek owładnięty całkowicie pragnieniami dążenia do celu staje się podatnym na manipulację.

3. Mechanizm samousprawiedliwienia.

Bezmyślność, czyli mechaniczne przetwarzanie informacji według klucza, często wiąże się z intelektualnym konformizmem i ucieczką od odpowiedzialności. Umysł ludzki ma skłonność do pracy w taki sposób, aby podsuwać człowiekowi wyjście najkorzystniejsze dla niego w danej sytuacji. Człowiek często nie zdaje sobie sprawy, że jego umysł dokonuje selekcji przesłanek i argumentacji, aby przygotować grunt pod najwygodniejszą decyzję.

4. Test prawdy i osobistego poświęcenia.

W historii Polski nie brak przykładów osób, które były tak głęboko oddane głoszonym ideom, że oddały za nie życie. To skłania do tezy, że nie tylko fakty i twarde dane stanowią o prawdziwości teorii, ale także świadectwo osób, które oceniamy jako prawe, a które są gotowe zaświadczyć o słuszności głoszonych teorii własnym poświęceniem.

 

Reasumując granica między przezornością a bezmyślnością przebiega w miejscu krytycyzmu i odpowiedzialności intelektualnej. Przezorność to ciągły dialog między wypracowanym schematem strategicznym a zmieniającą się rzeczywistością, przy zachowaniu moralnej czujności. Bezmyślność to ideologiczne zaślepienie – stan, w którym odrzucamy niewygodne fakty, a zamiast analizować poglądy oponenta, traktujemy go po prostu jak wroga lub heretyka.

 

Bezmyślność polskiej polityki

Czy biorąc pod uwagę powyższe kryterium, można w polskiej polityce znaleźć osoby, które nie zachowują się bezmyślnie? Wydaje się to bardzo wątpliwe.

Przeanalizujmy pod tym kątem kilka bieżących sytuacji:

1) Historycy na podstawie swoich badań historycznych stwierdzają, że Rosja jest naszym trwałym i długoterminowym wrogiem. Pod tą tezę kształtuje się strategię polityczną. W efekcie może się zdarzyć (i raczej zdarzy się na pewno), że nasi sojusznicy ogłoszą z Rosją kolejny "reset", a my zostaniemy między młotem a kowadłem. Na dodatek Rosja może wziąć wzór z Iranu i nie mogąc zniszczyć Ukrainy zacząć atakować Polskę (co będzie im łatwo uzasadnić z uwagi na szlaki dostaw wojskowych).

2) Stratedzy obmyślają sobie historyjkę, która traktuje geopolitykę jak grę w szachy. Potem według tej strategii wieszczą jakieś wojny albo konflikty i snują plany wojenne w ogóle nie przejmując się ludźmi. Na przykład: jeśli Rosja w nas uderzy, to w odwecie mamy spalić 100km ich kraju licząc od granicy.

W obu powyższych przypadkach tworzone są mechanizmy, którym osoby muszą się podporządkować - dobrowolnie (wskutek prowojennej propagandy) albo na siłę (w imię "obrony Ojczyzny").

3) W trakcie dyskusji „Quo vadis Polsko” (link w opisie) dowiedzieliśmy się, że wyczerpały się dwa "silniki napędowe" wzrostu: przedsiębiorczość Polaków i interwencjonizm państwowy. No i teraz trzeba znaleźć nowy "silnik" - czyli znowu jakieś ideologicznie motywowane działanie. Takich działań mieliśmy wiele (nie tylko dynamiczny rozwój przedsiębiorczości i interwencjonizm). Na przykład traktowanie Polski wschodniej jak wewnętrznej kolonii, wyprzedaż majątku, tania praca i ściąganie w ten sposób inwestycji, likwidacja rolnictwa i górnictwa (pauperyzacja tych grup społecznych to siłą rzeczy oszczędności finansowe), zapaść demograficzna (mniej dzieci na utrzymaniu). Widać też na horyzoncie kolejne: pogłębianie się demograficznej zapaści będzie napędzać rynek nieruchomości (mieszkania których nie ma komu zasiedlić będą trafiać na rynek, a emeryci staną przed presją odwrotnej hipoteki) .

Takie mechanizmy działają dokładnie tak jak opisywał Jan Paweł II: przez ludzi wymyślone, ale uzależniają społeczeństwa jakby były obiektywnymi prawami. Można więc stwierdzić ich fundamentalną sprzeczność z personalizmem chrześcijańskim.

4) Przeanalizujmy bieżącą sytuację polityczną w Polsce pod kątem odpowiedzialności i poświęcenia. Co polscy politycy są w stanie poświęcić na świadectwo prawdziwości głoszonych tez? Dobrym przykładem jest konflikt PO-PiS. Żadna ze stron nie jest w stanie wyrzec się wrogości (by nie rzec: nienawiści). Prezes Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarza, jak wielkim złem są rządy premiera Tuska. Chyba nie może jednak nie dostrzegać tego, że cały program Tuska sprowadza się do walki z PiS i nim osobiście. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację: prezes uznaje błędy partii, bierze je na siebie i odchodzi na emeryturę. Uwolniony od najcięższych zarzutów Morawiecki robi rebranding partii i pod hasłem „byle nie Tusk” proponuje prezesowi PSL premierostwo. Rząd Tuska upadłby natychmiast.

Wiem, ze nierealną, ale właśnie o tą nierealność mi chodzi. Twierdzą, jak wielkim złem jest rząd Tuska, ale nie są w stanie się poświęcić dla jego obalenia. Mało tego – nie są nawet w stanie zmienić choćby na jotę swojego postępowania, które jest tak skrajnie głupie, że niemożliwe, by ktoś z polityków tego nie dostrzegał. Jeśli Kaczyński nazywa Tuska niemieckim agentem, a potem spokojnie siada w ławie poselskiej i na tym koniec, to kto weźmie na poważnie jakiekolwiek inne jego oskarżenia?

 

Personalizm wobec strategii politycznych

Personalizm nie wyklucza strategii ani polityki, ale wyznacza im nieprzekraczalne granice. Z perspektywy personalistycznej polityka będąca przedłużeniem etyki powinna być zorientowana na realizację sprawiedliwości i dobra wspólnego, a osoba ludzka nie może być traktowana jako narzędzie. Tak więc:

1. Tworzenie strategii w oparciu o tezę, że dany naród (np. Rosja) jest "trwałym wrogiem", opiera się na determinizmie historycznym, który personalizm odrzuca. Żadna struktura ani warunki zewnętrzne nie determinują bowiem ludzkich zachowań w sposób jednoznaczny. Radykalny personalizm proponuje uznanie wroga za człowieka nam równego oraz uznanie jego ludzkiej wartości. Nie oznacza to braku sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, ale wyklucza ślepą nienawiść.

Bez tego pozostaje "logika siły", która charakteryzuje się prymitywną perspektywą, gdy oczywistym celem staje się wyeliminowania przeciwnika.

2. Traktowanie ludzi jako pionków na geopolitycznej szachownicy to przykład uprzedmiotowienia, który jest wprost potępiany przez personalizm. Wymuszanie na ludziach poświęcenia (przez propagandę lub siłę) w imię rzekomego "dobra państwa" to cecha systemów kolektywistycznych i totalitarnych, w których jednostka staje się jedynie "małym trybikiem w olbrzymiej maszynerii świata", działającą ze ślepą koniecznością.

3. Traktowanie zjawisk gospodarczych i demograficznych jako nadrzędnych sił, którym trzeba podporządkować grupy społeczne (np. rolników, mieszkańców prowincji, górników), to przejaw redukcjonizmu i determinizmu ekonomicznego. Katolicka Nauka Społeczna postuluje budowanie systemu opartego na dobru wspólnym, zasadzie solidaryzmu społecznego oraz pomocniczości (subsydiaryzmu). Jeśli strategia gospodarcza skupia się na produkcji, gromadzeniu kapitału, czy traktowaniu pracy jak towaru, człowiek staje się jedynie narzędziem do realizacji celów gospodarczych. Wskutek rozwoju technologii rodzi się nowy typ dyskryminacji: eliminacji z życia gospodarczego ludzi nie pasujących do wybranej strategii. Z tego powodu wiele osób traci sens życia, a część z nich kieruje swoją aktywność na zdobywanie zasiłków i innych form socjalnego wsparcia. W ten sposób niszczy się najbardziej konserwatywne środowiska, jakie tworzyła tradycyjna wieś, czy oparty na głębokim szacunku dla ciężkiej pracy Śląsk. Najbardziej chore w tym jest to, że gdy już pojawią się skutki zniszczenia – państwo jest gotowe łożyć wielkie fundusze dla naprawy tej sytuacji w kolektywistycznym i biurokratycznym działaniu. Dotyczy to na przykład ratowania wsi, która bez interwencji państwowej rozwijała się w sposób naturalny.

Po roku 1989 w Polsce zarówno media, jak i środowiska naukowe przyjęły jako zasadę negację opisanych powyżej personalistycznych zasad. W ich obronie nie stanęły też organizacje społeczne (w tym związki zawodowe) ani nawet Kościół Katolicki. Dlatego obecnie, gdy pojawiło się pierwsze pokolenie producento-konsumentów, przypominanie tych zasad wydaje się oderwanym od rzeczywistości bajaniem.

Fałszywe alternatywy

Świat ludzi wychowanych bez fundamentalnych wartości jest zbudowany w oparciu o fałszywe alternatywy. Zniechęca to ich przed próbą podważenia systemu. Jak bowiem dokonać wyboru między socjalną ochroną wszystkich ludzi, a wymogami produktywności? Albo między konsekwentną realizacją strategii politycznej a ciągłym konfliktem interesów?

Nie chcąc zaprzątać sobie głowy takimi dylematami, wynajmujemy zawodowców – czyli polityków. Wybieramy tych z nich, którzy twierdzą, że wiedzą jak sobie poradzić z problemami. To oczywiście oszustwo. Wystarczy popatrzeć na katalog dziwnych postaci, jakie Donald Tusk usadził u steru państwa, by się pozbyć jakichkolwiek wątpliwości. To zresztą bez znaczenia, póki nie wprowadzimy porządkującego wszystko systemu wartości. W obecnym rządzie chyba najwięcej tak zwanych „osiągnięć” ma całkowicie oddana lewackiej ideologii minister edukacji. Jednak chyba nie o taki system wartości, jak ona reprezentuje powinno nam chodzić.

Fałszywość dylematów przed jakimi stoimy jest łatwa do ujawnienia. Na przykład konflikty interesów zawsze będą występować, ale z tego nie wynika konieczność zastąpienia etyki przez podporządkowanie trwałej strategii. Wręcz przeciwnie. Pewne obszary decyzyjne są uwarunkowane interesami i obiektywnymi danymi. Większość jednak pozostaje nieznana. I w tym obszarze mamy wybór: podporządkowanie wydumanej strategii, czy etyce. Ja uważam, że etyka ma pierwszeństwo.

W zgodzie z Andrzejem Grzegorczykiem można to nazwać "realistycznym imperatywem działania". Podobną argumentację można znaleźć u prof. Sławomira Sowińskiego. Argumentuje on w sposób następujący1: Roztropność w perspektywie personalistycznej etyki politycznej to sprawność moralna, która w politycznym decydowaniu wydaje się kluczowa. W ujęciu chrześcijańskiego personalizmu istotną i celem politycznego działania (a więc i politycznego decydowania) jest bowiem roztropna troska o dobro wspólne.

Oczywiście zawsze można argumentować, że troska o struktury i instytucje jest tożsama z troską o dobro wspólne. Jednak wymiar etyczny nie jest dodawany do instytucji wtórnie. Osoba ludzka przystępuje do danej instytucji, aby realizować konkretny projekt osobisty i społeczny, co samo w sobie jest faktem etycznym. Mit "politycznej strategii" zakłada istnienie zbiorowej woli czy "podmiotu zbiorowego". Jednak to zawsze konkretny człowiek podejmuje decyzję, a ukrywanie się za "racją stanu" czy „przyjętą strategią” jest ucieczką od osobistej odpowiedzialności moralnej.

Jeśli jednak z historii można wydobyć jakieś wnioski, to ja bym postawił tezę, że nieetyczne struktury są nietrwałe - nawet jeśli mają doskonałą strategię rozwoju. Dlatego w rzeczywistości mamy wybór między budową trwałego państwa z uwzględnieniem zasad moralnych, albo realizacją amoralnych strategii, które prędzej lub później doprowadzą do katastrofy (różna może tylko być skala związanego z tym bólu).

 

Linki:

1https://wydawnictwo.ignatianum.edu.pl/sites/wydawnictwo/files/publikacje_pdf/etyka_polityczna_pl_net.pdf

Prezentacja powstała na podstawie artykułu:
https://youtu.be/kP3hHBXJlVk