Chyba większość ludzi słyszała o zielarkach, które przekazywały wiedzę z pokolenia na pokolenie. To część tradycji, którą można określić jako ludową kulturę zdrowotną. Obecnie jest ona uzupełniana o producentów suplementów ziołowych, doradców żywieniowych itp. We współczesnym społeczeństwie chyba powszechna jest opinia, że to jest tylko uzupełnienie oficjalnego systemu ochrony zdrowia i nikt nie traktuje zielarzy jak cudotwórców. Na przykład zmieniam leki na suplementy i zioła na ciśnienie, zmieniając jednocześnie tryb życia i obserwując jak to wpływa na ciśnienie krwi. Komu to przeszkadza?

Komuś na tyle przeszkadza, że zaatakował cały ten sektor gospodarki nowelizacją ustawy o prawach pacjenta, potocznie nazywanym "Lex szarlatan"1. Deklarowane cele są oczywiście szczytne: dobro pacjentów. Skutkiem ma być wyeliminowanie z rynku działalności polegającej na oferowaniu leczenia przez osoby bez kwalifikacji medycznych oraz promowaniu metod, które nie mają potwierdzenia naukowego.

 

Twoje zdrowie w rękach państwa?

 

Świadomość zdrowotna społeczeństw stale się poprawia. Natomiast rozwój internetu i sztucznej inteligencji sprawia, że mamy dogodne warunki dla rozwoju różnego rodzaju usług i porad osób zajmujących się zdrowiem. To jest korzystne, gdyż odciąża oficjalny system, pomaga w utrzymaniu i rozwoju wspomnianej wcześniej tradycji zdrowotnej i promuje holistyczne podejście do zdrowia. Oczywiście mogą się w tej masie rozwijać oszuści i szarlatani. Jednak temu można przeciwdziałać w inny sposób. Na przykład przez rozwój platform krytycznych – weryfikujących jakość usług. Tymczasem ustawa przeciw "szarlatanom" nie tylko niszczy te możliwości, ale wprost zagraża obywatelskim wolnościom. W miejsce "twoje zdrowie w twoich rękach" pojawia się totalitarne "twoje zdrowie w rękach państwa".

Nauka – religia - zabobon

Największe wątpliwości w tej ustawie budzi traktowanie nauki jako wyroczni. Niewątpliwe sukcesy farmacji są wykorzystywane do tworzenia czarno-białego obrazu: naukowe lub bezwartościowe. Tymczasem ani nauka nie jest krystalicznie czystym źródłem wiedzy, ani nie dysponuje wystarczającą wiedzą, by jednoznacznie rozstrzygać o tym co jest dobre lub złe. To bardzo dziwne, że ustawodawcy nie dostrzegają tego, że gdyby nauka była taką, jak oni ją opisują, to proces wdrażania nowych leków nie wymagałby wielu testów, zatwierdzeń itd... Do tego dochodzi wiele patologii nauki (z różnymi formami korupcji o których wiemy). Dlaczego więc na tak mizernym fundamencie buduje się system tak, jakby to była niewzruszona skała?

Państwo silne dla słabych i słabe dla silnych

 

Oczywiście ta ustawa nie uderzy w koncerny farmaceutyczne, które dzień w dzień zalewają przestrzeń publiczną reklamami, które nie tylko „nie mają potwierdzenia naukowego”, ale nawet przeczą zdrowemu rozsądkowi. To jest zresztą zgodne z nadrzędną zasadą, którą kiedyś ogłosił i konsekwentnie realizował Mateusz Morawiecki: państwo ma być silne dla słabych a słabe dla silnych (on chyba przez pomyłkę mówił odwrotnie, ale fakty dobitnie świadczą o tym, co miał na myśli).

Wskazywany przez krytyków argument o interesie "Big Pharma" jest często odrzucany jako spiskowa teoria dziejów2. Rzeczywiście, projekt ustawy jest odpowiedzią na postulaty środowisk medycznych (m.in. Naczelnej Rady Lekarskiej), a nie bezpośrednim efektem lobbingu korporacji. Jednak nie można ignorować faktu, że rynek alternatywnych terapii stanowi ogromny, wielomiliardowy biznes, a jego regulacja może przynieść wymierne korzyści podmiotom już zinstytucjonalizowanym.

Sponiewierana prawda

W tym kontekście bardzo ciekawym jest przypadek Profesor Cichosz – specjalistki do spraw technologii żywienia, która wystąpiła przeciw środowisku naukowemu, skorumpowanemu - jej zdaniem – przez korporacje. W Sejmie 29 kwietnia 2025 powiedziała opowiedziała ona o skali tej korupcji3:

„Ja miałam dwie takie propozycje. Zaczyna się od pół miliona plus fura za trzysta, czterysta tysięcy. Bo tak to działa. Koncerny na to stać.4"

Ujawniła też - jej zdaniem korupcyjne - kulisy wyciszenia w 2016 roku 15-tomowego opracowania naukowego „Żywność ekologiczna", zawierającym artykuły krytyczne w stosunku do GMO5. Padły konkretne nazwiska. I co? Cisza kompletna. Zaatakowano za to Panią Profesor na wszystkich możliwych forach i w mediach (tych, które nie wybrały strategii przemilczania). Przy pomocy całej kolekcji epitetów deprecjonuje się wszystkie jej tezy – choć przynajmniej nad niektórymi chyba warto by się zastanowić. Na przykład szokujący wzrost otyłości oraz chorób nowotworowych u dzieci trudno przypisać czemuś innemu, niż diecie6. Najciekawszy jest przegląd tych krytycznych głosów pod kątem wspomnianej wyżej sprawy korupcji oraz naukowej (?) cenzury – która jest wszak zabroniona w Konstytucji.

  • żadne krytyczne wobec profesor Cichosz źródło (Demagog, OKO.press, TVN24, abcZdrowie), nie podjęło tego wątku w ogóle, mimo że dociekliwie punktowały inne jej wypowiedzi.
  • Nie ma śladu, by którykolwiek dziennikarz zapytał ją wprost o nazwiska, dowody, datę, konkretne okoliczności tych „propozycji" – ani by ktokolwiek zażądał wyjaśnień od niej lub zgłosił to prokuraturze.
  • Nie śladu dziennikarskiego śledztwa w sprawie tej publikacji z 2016 roku.
  • Osoby wskazane jako winne korupcji nie zabrały głosu.

Dziesiątki tekstów punktujących jej tezy o soi czy tłuszczach, i praktycznie zero zainteresowania znacznie poważniejszymi zarzutami – zarówno ze strony obrońców „nauki", jak i ze strony śledczych czy prokuratury.

Po drugiej linii frontu

Osobą, która wprost została przez profesor Cichosz oskarżona, jest były rektor jej uczelni prof. Górecki. Jest on biotechnologiem roślin specjalizującym się m.in. w organizmach transgenicznych (GMO). Prowadził badania nad transgenicznymi pomidorami i tytoniem. To oznacza, że gdyby rzeczywiście doszło do zatrzymania publikacji krytycznej wobec GMO na jego polecenie, mielibyśmy do czynienia z bardzo wyrazistym, wiarygodnym motywem: konflikt interesu między własnym dorobkiem naukowym rektora a treścią kwestionowanej publikacji.

Historię kontrowersji wokół jego rektorskiej władzy jest o wiele bogatsza, niż tylko stosowanie cenzury:

  • W 2007 r. CBA wkroczyło na UWM i do Urzędu Miasta Olsztyna, zabezpieczając dokumenty w sprawie nieprawidłowości przy sprzedaży uczelnianych nieruchomości z okresu jego pierwszej kadencji (2006–2007).
  • W 2016 r. jego reelekcja na rektora wzbudziła kontrowersje — senat UWM zmniejszył liczbę elektorów z 400 do 120, co skrytykował sam ówczesny minister nauki Jarosław Gowin, sugerując możliwość nieważności wyborów.
  • Zatrudnił na stanowisku szefa Biura Kontroli Wewnętrznej byłego komendanta policji skompromitowanego aferą stosowania tortur wobec zatrzymanych — pracownicy uczelni odebrali to jako sygnał, że ma on „szukać haków" na krytyków rektora.

To wszystko wraz z wyraźnym, niezależnie weryfikowalnym motywem (własna specjalizacja w biotechnologii GMO) pasuje dokładnie do zarzutu stawianego przez Cichosz. Czy zatem jej relacje nie należałoby obiektywnie zbadać?

Jedną z osób mocno zaangażowanych w promowanie tego rozwiązania jest prof. Szuster-Ciesielska, której wiarygodność podważa jej spór z dr. Jackiem Grzegorzem Madejem. Zwrócił się on prywatnie do Szuster-Ciesielskiej o podanie źródeł jej wypowiedzi dotyczących szczepień HPV oraz prośbą o sprostowanie jej opinii. Nie otrzymawszy odpowiedzi skierował otwarty list7 do jej uczelni, w którym pisał m.in. "wirusolog-oszołom z tytułem profesora, tym razem pracownik Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, który nie ma najmniejszego problemu z rozpowszechnianiem jeszcze bardziej skandalicznie nieprawdziwych informacji.". O ile mi wiadomo – uczelnia nie zareagowała w żaden sposób (ani wobec Szuster-Cieleckiej ani Madeja). Gdy Szuster-Cielecka została powołana do zespołu zajmującego się dezinformacją medyczną, Madej zwrócił się do Rzecznika Praw Pacjenta, zwracając uwagę na paradoks:

„osoba, która wcześniej została pozwana/oskarżona o zniesławienie przez krytykowanego lekarza i której zarzut zakończył się umorzeniem, została później zaangażowana przez RPP właśnie do zajmowania się problemem dezinformacji medycznej”8.

W tym kontekście równie ważne jak dezinformacja są związki lekarzy i naukowców z firmami farmaceutycznymi. Pani profesor uważa, że taka współpraca „jest nie tylko powszechna, ale w praktyce niezbędna, jeśli chcemy mieć nowe leki, szczepionki i wyroby medyczne9. To oczywiście prawa. Jeśli jednak naukowiec prowadzi szkolenia ozdobiono logo producenta leków (w tym wypadku „Moderny”10) – to chyba nie jest postawa bezstronnego badacza.

 

Autorytet naukowy w służbie władzy

 

Niewątpliwe osiągnięcia nauki i techniki mogą być – i bywają – wykorzystywane dla dobra społeczeństw. Paradoksalnie te sukcesy są wykorzystywane do zmniejszenia oporu tychże społeczeństw przed inżynierią społeczną i zniewoleniem11. Już u początków Rewolucji Naukowo Technicznej autorzy słynnego „Raportu dla Klubu Rzymskiego” wskazywali dwie drogi rozwoju: dla dobra ludzkości lub przeciwko niej. Wydawało się wówczas, że te ostrzeżenia są traktowane poważnie i panuje wokół nich szeroki konsensus. Stało się inaczej. Warto to przypomnieć, gdyż obecnie dzięki AI ludzkość otrzymała drugą szansę. W moim głębokim przekonaniu jednym z najgorszych czynników hamujących prawdziwy postęp dla dobra ludzkości jest pato-nauka, której wspomniany wcześniej profesor jest egzemplifikacją.



Naukowa krytyka

Nauka jest trawiona przez wiele patologii. Byłoby jednak czymś absurdalnym, zajmować stanowisko anty-naukowe. Czym innym jest – naturalne w obecnej sytuacji – stwierdzenie, że skoro coś „naukowcy twierdzą”, to jest to bardzo podejrzane, a czym innym teza, że należy całkowicie odrzucić naukę jako jeden z fundamentów rozwoju.

Należy pilnie podjąć refleksję nad tym, co sprawia, że w nauce dominuje postawa „robienia kariery naukowej”. Zwłaszcza obecnie, gdy „punktoza” została całkowicie pozbawiona sensu przez sztuczną inteligencję. Odrębną kwestią jest finansowanie nauki. Sądzę, że zmniejszenie roli granów na rzecz finansowania z odpisów podatkowych od dochodów absolwentów miałoby duży wpływ na jakość kształcenia.

Na razie musimy sami szukać krytycznych głosów i konfrontować różne stanowiska (znowu: AI może być w tym pomocne).

Krytyczne glosy naukowców można znaleźć również wobec tezy, że medycyna oparta na dowodach (Evidence Based Medicine) – stanowi niepodważalną podstawę do rozstrzygania, co jest terapią wartościową, a co "szarlatanerią".

Filozofia i socjologia nauki od dawna wskazują na złożoność tego zagadnienia. Nauka nie jest monolitem, a jej rozwój nie ma charakteru prostego, kumulatywnego pochodzenia ku prawdzie. Jak zauważa prof. Mariusz Miąsko, "rozwój nauki od zawsze opierał się na wymianie argumentów i kwestionowaniu obowiązujących schematów"12. Historia obfituje w przykłady odkryć, które początkowo były odrzucane przez establishment naukowy. Dane i teorie naukowe są zawsze interpretowane przez konkretnych specjalistów, a ich sądy są – z definicji omylne13.

Co prawda – jak zauważyła mecenas Karolina Podsiadły14 podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia - sądy i prokuratura na co dzień oceniają, czy lekarz działał zgodnie z EBM15, czyli zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jednak właśnie ta praktyka pokazuje, że ocena zgodności z "aktualną wiedzą medyczną" jest procesem interpretacyjnym, złożonym i niepozbawionym ryzyka błędu, a nie prostym przepisem, możliwym do interpretacji przez urzędników.

Wskazany problem wpisuje się w szersze zjawisko opisywane przez filozofów polityki. Prof. Ania Zalewska z University of Leicester zwraca uwagę, że "w momencie, w którym autorytet zaczyna być nadużywany, zaczyna być siłą destrukcyjną i przestaje promować demokrację myśli. Autorytet niesie za sobą niebezpieczeństwo autokracji”16. Zamiast uznawać naukę za dynamiczny, pełen niepewności obszar ludzkiej działalności, traktuje się ją jako statyczny zbiór niepodważalnych faktów, który może służyć za dogmatyczne uzasadnienie dla polityki.

Françoise Baylis z Międzynarodowej Rady Naukowej argumentuje17, że w relacji nauka–polityka potrzebni są "dyplomaci naukowi", którzy ułatwiają dialog oparty na dowodach, uznając jednocześnie, że decyzje polityczne zależą bardziej od wartości niż od autorytetu naukowego. "Dyplomata naukowy" rozumie, że "cała nauka jest obciążona wartościami" i że "ekspertyza naukowa nie ma autorytetu przedpolitycznego". Tymczasem "Lex szarlatan" wydaje się konstruować świat, w którym państwo, posługując się autorytetem nauki, narzuca obywatelom jedną, słuszną wizję tego, co jest dla nich dobre. Dlatego przyjęte w ustawie założenia są szkodliwe także dla medycyny i – ogólnie – dla nauki.

Ryzyko tłumienia debaty i innowacji



Prof. Mariusz Miąsko18 alarmuje, że nowe regulacje mogą oddziaływać również na lekarzy posiadających pełne uprawnienia, którzy prezentują odmienne spojrzenie na kwestie medyczne. "Perspektywa dotkliwych sankcji może sprawić, że część lekarzy zrezygnuje z otwartego prezentowania własnych poglądów czy prowadzenia dyskusji na temat alternatywnych koncepcji terapeutycznych"19. To ryzyko jest szczególnie niepokojące, ponieważ – jak podkreśla profesor – procedury związane z wprowadzaniem innowacji są bardzo długie i kosztowne, co sprawia, że część potencjalnie wartościowych rozwiązań nigdy nie trafia do powszechnego zastosowania.

Obawa przed odpowiedzialnością może prowadzić do większej ostrożności lekarzy i ograniczać dostępność różnych sposobów terapii. W skrajnym przypadku może to hamować postęp medycyny, który zawsze opierał się na kwestionowaniu obowiązujących schematów.

Kultura zdrowotna a regulacja

 

Według danych WHO, Polska nie posiada krajowej polityki w zakresie medycyny tradycyjnej, komplementarnej i integracyjnej (TCIM), a regulacje dotyczą głównie produktów ziołowych20. W odróżnieniu od Niemiec, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii, gdzie wybrane terapie komplementarne są zintegrowane z systemem opieki zdrowotnej, Polska działa w sposób wyłącznie restrykcyjny.

W świetle wcześniejszych uwag, nie jest dziwnym, że wątek ochrony kultury zdrowotnej, bogatych tradycji zielarskich i ludowych praktyk zdrowotnych jest pomijany.

Tymczasem Globalna Strategia WHO dla Medycyny Tradycyjnej na lata 2025-2034, przyjęta jednogłośnie przez państwa członkowskie w maju 2025 roku, wzywa do integracji TCIM z systemami ochrony zdrowia w sposób oparty na dowodach, ale też szanujący kulturę zdrowotną21. Strategia uznaje "ogromną rolę wiedzy ludów rdzennych" i podkreśla "znaczenie ochrony ich praw". Polska regulacja, nie oferując żadnej ścieżki integracji dla tradycyjnych praktyk, działa w próżni systemowej, nie dostrzega ani nie chroni tradycyjnej kultury zdrowotnej. Do tej pory przynajmniej jej nie niszczyła. To jednak ponoć ma się zmienić.

 

Podsumowanie: między ochroną a kontrolą

 

"Lex szarlatan" to ustawa, która – chcąc chronić pacjentów przed szkodliwymi praktykami – ryzykuje wprowadzenie mechanizmów o charakterze nadmiernie kontrolnym i dogmatycznym. Opierając się na uproszczonym, wyidealizowanym obrazie nauki, regulacja ta:

  1. Ignoruje złożoność procesu naukowego, w tym jego omylność i ewolucyjny charakter.
  2. Nadużywa autorytetu nauki do legitymizacji władzy państwowej w sferze wyborów zdrowotnych obywateli.
  3. Nie dostrzega wartości kulturowej i tradycyjnej wiedzy zdrowotnej, zamiast jej integracji wybierając model restrykcyjny.
  4. Ryzykuje stłumienie debaty i innowacji medycznych, zniechęcając do poszukiwania alternatywnych rozwiązań.

Jak trafnie podsumowuje prof. Miąsko w cytowanej wcześniej wypowiedzi, "walka z oszustwami jest potrzebna, jednak przepisy powinny być skonstruowane w sposób precyzyjny i nie mogą prowadzić do ograniczania debaty naukowej”. Przyszłość ochrony zdrowia wymaga znalezienia równowagi pomiędzy bezpieczeństwem pacjentów a zachowaniem przestrzeni dla rozwoju nauki, swobodnej wymiany poglądów i poszanowania dla różnorodnych tradycji zdrowotnych.

Profesor Miąsko nie pomija także patologii medycyny akademickiej. Sądy lekarskie, jak zauważa w cytowanym wywiadzie, bywają inicjowane przez konflikty wewnątrz środowiska lub działania konkurencji, a nie przez samych pacjentów. Oznacza to, że mechanizmy odpowiedzialności zawodowej mogą być wykorzystywane w sporach pomiędzy przedstawicielami tego samego zawodu, co stawia pytanie o proporcjonalność i sposób stosowania nowych regulacji.

Petycja

W związku z tą ustawą została sformułowana petycja do Prezydenta z prośbą o weto22:

Link do petycji: https://www.petycjeonline.com/nie_dla_lex_szarlatan_petycja_do_prezydenta_rzeczypospolitej_polskiej

Poniżej podaję uzyskany dzięki AI skrót argumentów uwzględnionych w petycji, a nieobecnych w powyższym artykule:

 

1. Brak szerokiego konsensusu politycznego (232 za, 34 przeciw, 162 wstrzymujących się). Duża liczba wstrzymań zapewne wynika z dyscypliny partyjnej wśród politykierów.



2. Zbyt szerokie kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta (ostrzeżenia publiczne przed prawomocnym rozstrzygnięciem, uprawnienia zbliżone do prokuratorskich). To jeden z mocniejszych argumentów w petycji – dotyczy realnego mechanizmu prawnego (publiczne „naming and shaming" przed zakończeniem postępowania może nieodwracalnie zniszczyć reputację i biznes, nawet gdy zarzut później upadnie). Jest to znany problem konstytucyjny (domniemanie niewinności, prawo do obrony) i pojawia się w krytyce podobnych ustaw sektorowych (np. UOKiK).

3. Brak wykazania skali problemu (tylko 3 skargi na naturopatów wg MZ) i zarzut nieproporcjonalności. Petycja zaznacza, że dane „wymagają oficjalnego zweryfikowania" – to istotne zastrzeżenie, bo 3 skargi dotyczą wyłącznie formalnych zgłoszeń do jednej instytucji, a nie realnej skali szkód (wiele przypadków oszustw zdrowotnych nigdy nie trafia do żadnego rejestru, ofiary rzadko zgłaszają się formalnie ze wstydu lub braku wiedzy o procedurze).

4. Naruszenie zasady określoności prawa (nieostre pojęcia: „praktyka pseudomedyczna", „dezinformacja medyczna"). Klasyczny argument konstytucyjny (zasada nullum crimen sine lege certa / określoności przepisów sankcjonujących). Rzeczywiście, pojęcia takie jak „dezinformacja medyczna" bywają trudne do precyzyjnego zdefiniowania w oderwaniu od kontekstu.

5. Wysokość kar (do 1 mln zł). Fakt liczbowy sam w sobie neutralny, staje się problematyczny dopiero w połączeniu z argumentem nr 4 (nieostre przesłanki) – wysoka kara przy niejasnej podstawie prawnej rzeczywiście zwiększa ryzyko nadmiernej samocenzury małych podmiotów (sklep zielarski, indywidualny edukator), którym trudniej ponieść koszty błędnej interpretacji niż dużej firmie.

6. Niespójność klasyfikacji zawodowej państwa (naturopata, osteopata, zielarz-fitoterapeuta jako oficjalnie sklasyfikowane zawody). Obecność zawodu w klasyfikacji zawodów i specjalności (dokument statystyczny GUS) nie oznacza automatycznie uznania danej praktyki za zweryfikowaną naukowo ani nadania jej pełnej ochrony prawnej – klasyfikacja ta ma charakter opisowo-statystyczny, a nie licencyjny.



7. Konkretne skutki gospodarcze dla rolnictwa zielarskiego (Ministerstwo Rolnictwa, Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich). Petycja podaje konkretne instytucje i argumentuje z perspektywy rolniczo-przemysłowej.

8. Brak pełnej Oceny Skutków Regulacji (OSR). Argument proceduralny, dość formalny – braki w OSR są częstym zarzutem wobec wielu polskich ustaw (nie tylko tej), co świadczy o powszechnej praktyce legislacyjnej.

9. Konstruktywny postulat alternatywny: model jakości/certyfikacji/dialogu społecznego zamiast represji, wraz z formalnym wnioskiem o weto lub skierowanie do TK. Petycja explicite deklaruje „nie jesteśmy przeciwni regulacjom" i proponuje konkretną ścieżkę (certyfikacja kompetencji, jasne standardy, kontrola jakości).

1https://www.gov.pl/web/premier/projekt-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-prawach-pacjenta-i-rzeczniku-praw-pacjenta2 https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=2598 [2026-07-13]

2https://fakenews.pl/zdrowie/lex-szarlatan-nie-odbiera-wolnosci-wyboru-pacjentom-analiza/

3https://youtu.be/lcLIDiXZiFE?si=CiIL1jN9hl4aTdeW&t=1406

4Cytat za: https://pch24.pl/opinie/naukowcy-i-dziennikarze-kontra-propagandysci-juz-nauczylismy-sie-ich-odrozniac,695236

5Profesor Cichosz w sejmie: https://www.youtube.com/watch?v=yqCcBQ_C38A, Profesor Cichosz ujawnia skandaliczną cenzurę https://youtu.be/lcLIDiXZiFE?si=CiIL1jN9hl4aTdeW&t=1406 oraz mówi o kretynizmie i korupcji w nauce.

6Efektem wystąpienia w sejmie prof. Cichosz była petycja jednego z posłów opozycji: https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/interpelacja.xsp?typ=INT&nr=15909&view=null

 

7 https://kolposkopia.com/wp-content/uploads/2022/10/List-otwarty-do-Wladz-Uniwersytetu-M.-Curie-Sklodowskiej-w-sprawie-kompromitujacych-wypowiedzi-medilanych-profesor-Agnieszki-Szuster-Ciesielskiej.pdf

8Chodzi o sprawę opisaną tutaj: https://kolposkopia.com/agnieszka-szuster-ciesielska-oskarzona-o-znieslawienie/

9https://pl.linkedin.com/posts/agnieszkaszusterciesielska_cz%C4%99sto-antyszczepionkowcy-zarzucaj%C4%85-lekarzom-activity-7413164462666563584-3xQj

10https://pharmedio.pl/szczepienia-covid-19-aktualizacja-naukowa/

11Świetnie to podsumowano na kanale „Bez Cenzury” https://youtu.be/z5cIfpUz_Yk

12Prof. Mariusz Miąsko: https://kancelariaprawnaviggen.pl/prof-mariusz-miasko-alarmuje-ws-lex-szarlatan-to-moze-ograniczyc-niezaleznosc-lekarzy/ [2026-07-13]

13Zob. Popper, K. (1934). Logika odkrycia naukowego (ang. The Logic of Scientific Discovery). To stanowisko dzisiaj jest powszechnie akceptowane, bo opiera się nie tylko na spostrzeżeniach filozoficznych, ale codziennej praktyce pracy naukowej.

14https://prawniklekarza.pl/komisja-zdrowia-w-sprawie-lex-szarlatan-09-06-2026-r-spostrzezenia-mec-karoliny/ [2026-07-13]

15Evidence-Based Medicine (medycyna oparta na faktach)

16https://dzieje.pl/edukacja/prof-zalewska-uniwersytet-jest-zwierciadlem-spoleczenstwa

17https://council.science/blog/science-advocates-and-science-diplomats/

18Prof. Mariusz Miąsko dz.cyt.

19Prof. Mariusz Miąsko dz.cyt.

20https://www.researchgate.net/publication/365856127_Uwagi_na_temat_medycyny_komplementarnej_i_alternatywnej_w_prawie_polskim

21https://fundacjarakiety.pl/medycyna-tradycyjna-wpisana-w-strategie-who/

22https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-niezgodna-z-kierunkiem-who-kneblowanie-debaty-chca-weta-prez,nId,23511877