- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Zgodnie z przewidywaniami spekulanci giełdowi zareagowali na wyniki wyborów w USA, choć określenie „kontrakty na Wall Street nurkują” - to lekka przesada. Przynajmniej na razie. Zobaczymy co będzie się działo rano – gdy ruszą giełdy. Na razie zareagował indeks giełdy w Tokio, tracąc 5%.
Na pewno zmieni się sytuacja „frankowiczów”. Pytanie tylko na ile ta zmiana będzie trwała. Dyrektor Biura Strategii Rynkowych PKO BP Mariusz Adamiak przewidywał: „Raty frankowiczów mogą być trochę wyższe, chociaż nie sądzę, żeby ten efekt był dramatyczny dlatego, że Szwajcarzy na pewno nie będą stali z założonymi rękami. Na początku zwycięstwo Trumpa wywołałoby rodzaj szoku na rynkach finansowych i ucieczkę do bezpiecznych przystani, czyli m.in. do franka szwajcarskiego”.
aktualizacja:
Polskie szmatławce już zdążyły ogłosić, że „inwestorzy są przerażeni” („GW-no”) , a „perspektywa prezydentury Donalda Trumpa wstrząsa światowymi rynkami tak jak globalny kryzys finansowy z 2008 r”, gdy nagle trend się odwrócił. Pierwszy dzień nowej rzeczywistości zakończył się wzrostami na giełdach.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybory prezydenckie w USA
Amerykanie dziś decydują nie o tym, czy „Ameryka będzie znowu wielka” - to tylko wyborcze hasło. Zdecydują natomiast, czy będzie choć odrobinę przyzwoita.
Dyrektor FBI zapewnia, że Clinton nie zostaną postawione zarzuty, więc może być prezydentem.
W ubiegłym miesiącu rezerwista Bryan Nishimura, został skazany na dwa lata w zawieszeniu i $ 7,500 grzywny po tym jak przyznał się do usuwania materiałów niejawnych i kopiowanie ich na prywatne nośniki.
W ubiegłym roku, weteran Chief Petty przyznał się do przechowywania informacji niejawnych na niezabezpieczonej dysku w Wirginii. Otrzymał karę 60-dni w zawieszeniu i $ 10,000. White oświadczył, że informacja była dla celów szkoleniowych i że nie miał zamiaru z nikim się nią dzielić.
Ale Dyrektor FBI oświadcza, że takie same czyny w dużo większej skali Hillary Clinton mają ujść na sucho? To byłby ostateczny koniec mitu praworządności w USA.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybory prezydenckie w USA
Gdy kłamstwo zaczyna dominować w życiu publicznym, nie potrzeba generowanego przez komputery złudzenia, byśmy żyli w Matrixie. Można nawet powiedzieć, że internet pozwala odzyskać choć częściowo dotrzeć do prawdy o świecie, gdy tymczasem w tak zwanym realu jest to niemożliwe. W tak zwanym realu na przykład Polska łamie prawa człowieka, czego dowodem według ONZ ma być ustawa zabraniająca szkalowania polskiego narodu. W USA z kolei postrzegana rzeczywistość polega na wyborze między dwojgiem równie złych kandydatów na prezydenta.
Bardziej przenikliwi ludzie widzą to jednak inaczej. W wartym polecenia artykule Jacka Matysika na ten temat cytowany jest katolicki intelektualista Michael Novak, który mówi: „Jasnym jest, że Trump nie jest kandydatem, którego katolicy desygnowali by na swojego reprezentanta. Ale w polityce wybieramy prezydenta, nie świętego, biskupa, czy Papieża”.
Natomiast Clinton według niego jest kobietą, która kłamała, łamiąc prawo państwowe i ktoś inny trafiłby za to do więzienia. Jeśli chodzi o mnie, ja nie mogę głosować na kandydata tak sprzyjającego aborcji i sekularnej agendzie w przestrzeni moralnej i zagorzałego przeciwnika religijnych wolności.
Podstawowa różnica między kandydatami jest widoczna w ich zachowaniu. Bufonowaty Trump w swoim zadufaniu wydaje się całkiem naturalny. Jest po prostu niefajny. Dlaczego? Bo rzeczywistość nie jest lukrowana. Jest niefajna. Rozsądni ludzie widzą to także w Polsce. Fajny jest Wojciech Man, który ostatnio żalił się na „stęchliznę” która za sprawą PiS roznosi się po jego „Trójce”. Niefajni są za to Macierewicz z Kaczyńskim.
Wielu ludzi pragnie Matriksa, bo jest fajny. Rzeczywistość ich przeraża i chcieliby ją choć trochę uładzić. Dlatego niczego innego nie pragną bardziej, jak zepchnięcia w niebyt ludzi, którzy mogliby sielankowy obraz zburzyć. To dla nich nie warte zauważenia „bydło”. Oni chcą by było jak dawniej. Ich świat to kiczowaty obrazek okraszony wylewającym się z telewizora fałszem. Dla jego obrony są gotowi na każdą podłość – nawet zdradę własnej ojczyzny. Chociaż nie – o to chyba nie można ich oskarżać, bo ich ojczyzną jest Matrix.
Podobnie jest w USA – gdzie jeszcze trudniej zwykłym ludziom rozeznać gdzie prawda a gdzie fałsz. Nie wiadomo jak skończy się wyborcza batalia – ale już wiadomo kto ją przegrał: media. Ludzie zaczynają rozumieć, że to co one podają nie jest strumieniem informacji, ale ściekiem.
Zakłamane media, kochający matriks establishment, gotowi na wszystko bankierzy, a nawet ludzie nauki (którzy w USA nie są tak zdeprawowani jak w Polsce) zjednoczyli się w jednym celu: aby było jak dotąd. Dlatego Trump jest dla nich nie do przyjęcia.
Jak mówi autor podlinkowanego artykułu, szokujące dla amerykańskiej elity jest to, że Trump znalazł sposób na przebicie się przez ich grubą pajęczynę. Nowe media i indywidualny charakter Trumpa sprawiają, że dotąd stosowane środki przeciw niemu są nieskuteczne. Znamy przecież dobrze te „zatroskane głosy ekspertów”, to medialne dorabianie gęby, ten cały skowyt. U nas Prezydent jest nazywany marionetką Kaczyńskiego, a u nich Trump został marionetką Putina. Jednak trzeba przyznać, że w Polsce nawet w obliczu wyborczej klęski „elity” starały się zachować jakieś pozory (szambo wybiło dopiero po wyborach). W USA media nie mają już żadnych barier, żadnego wstydu a spreparowane ekspertyzy będą kiedyś badane w szkołach na zajęciach z propagandy. Na przykład straszą, że Trump chce wspierać bankierów w ich rozpasaniu, anulując ustawowe bariery. Tymczasem on chce wprowadzić inne regulacje w to miejsce. Przede wszystkim na nowo chce rozdzielnia bankowości inwestycyjnej i detalicznej. To właśnie odejście od ustawy Glassa Steagalla doprowadziło do światowego kryzysu finansowego. To jest jak osinowy kołek dla banksterki. Nic więc dziwnego, że wszystkie „siły postępu” zjednoczyły się we wspólnym froncie.
- Szczegóły
- Kategoria: Teoria spisku
W kończącej się kampanii wyborczej w USA bez wątpienia można wyróżnić dwa punkty zwrotne. Najpierw zainicjowana podsłuchaną rozmową kampania oskarżeń Trumpa o molestowanie kobiet. Później informacja FBI o znalezieniu tajnej korespondencji w laptopie oskarżonego o pedofilię, byłego męża współpracownicy Clinton.
Dlaczego jednak wątek obyczajowy nie jest eksploatowany i zdaje się nie wpływać na stan rywalizacji? Kluczem do wyjaśnienia tego fenomenu może być sprawa miliarder Jeffrey Epsteina.
Według pewnej spiskowej teorii – w Polsce propagowanej przez portal wolna-polska.pl, kandydaci na Prezydenta USA mogą być dobrani według podatności na potencjalny szantaż.
Jak na dobrą teorię spiskową przystało, nie zawiera ona kłamstw, a wątpliwości może budzić jedynie połączenie faktów:
1. Jeffrej Epstein organizował seksualne ekscesy dla swoich możnych gości (wśród których był brytyjski książę Andrzej). Został on skazany za pedofilię zaledwie na kilkanaście miesięcy więzienia. Prawdopodobnie „występy” jego gości były nagrywane.
2. Donald Trump został oskarżony o to, że wraz z Epsteinem zgwałcił 13-latkę. Jednak według jego prawników nawet dane adresowe skarżącej go dziewczyny okazały się dałszywe. Faktem jednak jest, że Trump należał do kręgu bliskich znajomych Epsteina. Temat zniknął, gdy Trump wspomniał o „Lolita Express”. Tak nazwano samolot Epsteina, którym woził gości na swoją prywatną wyspę. Atrakcją tej podróży było towarzystwo nieletnich dziewcząt.
3. Bill Clinton podróżował na wyspę 20 razy, ale tylko 5 razy towarzyszyła mu przysługująca mu ochrona. Ilość lotów początkowo zaniżano. To dość silne przesłanki dla podejrzeń co do celów podróży.
4. Szantaż związany z seksualnymi ekscesami zastosował wobec Clintona izraelski premier Netanyahu. Tak się dziwnie składa, że Epstein jest żydem – oskarżanym o współpracę z Mossadem.
Media głównego nurtu rozważają dwa powody desperackiego wystąpienia szefa FBI na finiszu kampanii: zaangażowanie polityczne, albo rezygnacje agentów oburzonych „zamiataniem sprawy pod dywan”. A może świat nie jest tak do końca zepsuty i w ocenie szefa FBI związki Clintona z pedofilską aferą są na tyle silne, że nowa para prezydencka rzeczywiście byłaby szantażowana?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Gdyby nie było Rzeplińskiego, trzeba by było go wymyślić. To jest przeciwnik na miarę naszych możliwości. W tej absurdalnej sprawie Premier Szydło potrafi pokazać, że jest „człowiekiem z jajami” (chyba jedynym w polskim rządzie). Powiedziała wreszcie jasno co myśli o KE: „nie wprowadzimy zaleceń niezgodnych z interesem Polski i jej obywateli”. W sprawie CETA już tej odwagi brakło. Rząd wszedł gładko w koleiny wyrzeźbione przez PO: to nie my, to nasi poprzednicy….. (coś koszmarnego).
Francuskie władze podjęły „ostre kontrole firm transportowych”, które mają na celu „wyeliminować Polaków, którzy w tamtejszym rynku przewozów mają 25-proc. Udział”. I co? W Polsce nie ma specjalistów od „ostrych kontroli”? Są. Bywało nawet tak, że z powodu pomyłki księgowej uznano księgi rachunkowe za nierzetelne, co skutkuje poważnymi konsekwencjami prawnymi. My mamy dużo więcej firm do „wyeliminowania”. Może nawet udałoby się odzyskać kontrolę nad zagrabioną infrastrukturą telekomunikacyjną (odpowiednie podatki od kabli w ziemi oraz zakaz łączenia funkcji operatora infrastruktury z dostawcą usług mogłyby pomóc). Francuzi bardzo by chcieli uchodzić za mocarstwo – ale bardziej pasuje tu określenie „chory człowiek Europy”. Obawy przed postawieniem się Niemcom czy USA można zrozumieć, ale nie „żabojadom”.
Nasz wojowniczy rząd nawet z jawnie antypolskimi mediami nie potrafi sobie poradzić. Ulubioną ich metodą w antypolskiej nagonce jest uogólniania nieprzychylnych Polsce wypowiedzi. Nie napiszą na przykład, że piśmie czeskiej „elity” pojawił się krytyczny artykuł, tylko że „Czesi krytykują rządy PiS'u w Polsce”. Gdy lewak z czeskiego TK wsparł swojego odpowiednika w Polsce, natychmiast zinterpretowano słowa, że czeski Sąd Konstytucyjny „stoi razem z polskim trybunałem po stronie rządów prawa” jako czeskie stanowisko. Z kolei wypowiedź Przewodniczącego Bundestagu przypisano całym „niemieckim elitom politycznym”. Nagminnie stosuje się przy tym podgrzewanie tematu nagłówkami w rodzaju „Berlin przerywa milczenie” (i traci cierpliwość wobec Polski). Gdy temat zejdzie z pierwszej strony jakoś dziwnie traci na „wyrazistości” (prawie każdykontrowersyjny tytuł na rp.pl jest zmieniany).
Wojowniczy minister Macierewicz zauważa: „Część mediów lobbuje za obcymi, a nie polskimi interesami”. No i co? Nikt nie widzi związku z tym, że te media nie mają polskich właścicieli? Nic się z tym nie da zrobić? Słowa, słowa, słowa…. O większego trudno zucha, Jak był Stefek Burczymucha….
Click the map to create your own at