- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wzrost PKB w pierwszym kwartale wyniósł według GUS 3,5%. Jest to wynik lepszy, niż się spodziewano. W zgodnej opinii ekonomistów w dalszych miesiącach ma być jeszcze lepiej. Niedawne wizyty Kanclerz Merkel i Wiceprezydenta USA Johna Kerry'ego w Rosji wróżą ponowne ożywienie współpracy gospodarczej Niemiec z Rosją. Na zniesienie barier chroniących rynek rosyjski Polacy raczej nie mają co liczyć, ale wzrost gospodarczy głównego partnera handlowego Polski – Niemiec, na pewno będzie korzystny.
Komisja Europejska zarekomendowała zniesienie procedury nadmiernego deficytu dla Polski. Ostateczna decyzja będzie w czerwcu, ale po wchłonięciu przez budżet środków z OFE sytuacja jest na tyle dobra, że nie należy spodziewać się utrzymania tego restrykcyjnego mechanizmu.
Niekorzystną z punktu widzenia budżetu państwa jest informacja o bardzo niskiej ściągalności podatków. Zbigniew Kuźmiuk z PiS widzi w tym duże rezerwy, które mogą pomóc sfinansować program zmian proponowany przez Andrzeja Dudę: Największe problemy MFW dostrzega w płatnościach podatku VAT i podatku CIT.
Eksperci powołują się tutaj na dane pochodzące z Komisji Europejskiej według, których unikanie płacenia głównego źródła dochodów budżetowych czyli podatku VAT, wzrosło w Polsce z 18% potencjalnego poboru VAT w 2010 do 25% w 2012.
To oznacza, że wpływy z VAT w Polsce w 2012 roku były niższe, aż o 1/4 od tych, które powinny znaleźć się w budżecie państwa (dochody z tego tytułu wyniosły około 120, powinny wynieść około 160 mld zł, a więc były o 40 mld zł mniejsze).
Miejmy nadzieję, że politycy opozycyjni dostrzegają, jak ważne w tej sytuacji jest uproszczenie podatków. Skupienie się jedynie na większej „sprawności skarbówki” to woda na młyn tych, którzy straszą „siepaczami z PiS” (vide bezprecedensowe wystąpienie towarzysza Balcerowicza).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Bruksela chce nas uszczęśliwić tysiącami uchodźców z Afryki Północnej. Wśród nich zapewne będą także terroryści. Takim rozwiązaniom sprzeciwiają się Czesi oraz Węgrzy. Tymczasem uchodzący za przedstawicieli Polski w UE politycy już się zabrali za urabianie opinii społecznej: To bardzo trudny egzamin z europejskiej solidarności w kraju, który chciałby, by solidarność była jego marką. I który sam kiedyś tej solidarności oczekiwał - mówił Lewandowski. - Jako kraj nie możemy być w UE w ten prostacki sposób. Bo słyszę w Polsce te głosy: pieniądze dać, pracę dać, rynki eksportowe dać, ale odpowiedzialnością za problem uchodźców nie chcemy się dzielić - utyskiwał. - Oczywiście to nieprawda, chcemy się dzielić.
Do Polski przyjeżdżają tysiące Ukraińców. Nie słychać o jakichś problemach z tym związanych (poza powszechnie potępianymi incydentami). Nikogo nie prosimy o „rozdzielnik”, ani nawet o pomoc materialną. Mieszkańców zdestabilizowanych przez „zachód” państw niech wezmą sobie ci, którzy przyłożyli rękę do niszczenia ich krajów: Brytyjczycy i Francuzi. Chyba, że chcemy, aby ulice Warszawy wyglądały tak jak ulice Paryża:

- Szczegóły
- Kategoria: Polemiki
Prezentowanie kampanii wyborczej w konwencji walki, analiza nic nie wartych sondaży lub wróżenie „przepływu elektoratu” (a nawet jakichś rewolucji) można by pewnie uznać za niezłą rozrywkę. Tyle, że czasy mamy trudne i trzeba być chorym, aby urządzać sobie teraz takie igrzyska.
Jaki jest kandydat Komorowski każdy widzi. Pod filmem ilustrującym dobrze jego intelektualne możliwości ktoś napisał komentarz: „jak na takiego ... można głosować. To niepojęte”. Młody (zapewne) człowiek książek nie czyta, więc i pojąć nie może. Profesor Legutko doskonale objaśnił kto i dlaczego: w książce pod wymownym tytułem „Antykaczyzm”. Antykaczyzm to choroba roznoszona poprzez media. Młodzież telewizji nie ogląda, no i mamy „rewolucję”. Gdyby koniecznie chcieć przykładać polityczne kategorie do ich chęci normalnego życia, w warunkach na miarę XXI wieku, to należałoby to raczej nazwać „antyrewolucją”.
Oczywiście – jak w każdej zawierusze – nie brak chętnych to sterowania „przemianami”. Ostatni liberałowie zgromadzeni gdzieś w redakcji „Rzeczpospolitej” próbują zrobić reaktywację Balcerowicza: Niedawny sondaż w „Rzeczpospolitej”, w którym nikomu prawie nieznana partia Balcerowicza dostaje 11% jest ewidentną próbą wpływania na przyszły kształt sceny politycznej. Jak to się robi, żeby jeszcze nie istniejąc już być uwzględnionym w badaniu? Zapytajcie redakcji „Rzeczpospolitej”.
Miejmy nadzieję, że doczekamy dnia w którym upadnie ostatnia duża gazeta w Polsce.
Tak a'propos Balcerowicza: zgodnie z przewidywaniami rozpoczęła się wyprzedaż Ukrainy. Może by zrobić narodową ściepę i odkupić Lwów, gdy już będzie do kupienia? Wiem, wiem – to tylko żarty. Ukraińcy szybciej opchną go Putinowi. Ale przecież nie musimy kupować bezpośrednio. Uczmy się na własnych błędach – u nas przecież ćwiczy się sprzedaż „na słupa” ;-).
Odgadywanie przyszłości jest w obecnej sytuacji raczej pozbawione sensu. Pozostaje wiara w bożą opatrzność (tylko czy te resztki religii nas do tego uprawniają?) i/lub marzenia. Te jednak bywają niebezpieczne. Ja na przykład odkryłem ze zgrozą u siebie coś przerażającego: los polityków PO, a nawet szerzej - całej tej styropianowej elity absolutnie nic mnie nie obchodzi. Cieszyłbym się po prostu, gdyby któregoś ranka znikli. I o nic bym nie pytał. Rządy PO mają zaiste wielki walor edukacyjny. Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć jak to się stało, że kulturalne społeczeństwo niemieckie zaakceptowało eksterminację żydów. A przecież oni także nic nie chcieli wiedzieć. W dzisiejszych czasach łatwego przepływu informacji to nie do pomyślenia. Chociaż – gdyby wspomnianą „elitę” ktoś wysłał tam, gdzie ich miejsce: na Marsa – to naprawdę ktoś dociekałby, co tam się dzieje? Na szczęście jestem chrześcijaninem i muszę zwalczyć te natrętne myśli. Ale trzeba przyznać, że grzeszna natura czasem w człowieku bierze górę….
Jerzy Wawro
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Kandydat na Prezydenta Polski Andrzej Duda wygłosił ważne przemówienie, w którym jedną z naczelnych tez było: „Prezydent nie może kłamać”. To niestety wyklucza możliwość bycia kandydatem „Polski jasnej”. Bo dla naszej elyty – czymże bez kłamstwa byłby żywot? Chyba nie chcemy, aby z pytaniem „jak żyć?” zaczepiali przedstawicieli władzy eliciarze?
Na razie żyje im się znakomicie – zgodnie z hasłem: kłamaliśmy, kłamiemy i kłamać będziemy. W sztuce kłamstwa najbardziej biegła jest elita polskiej ekonomii. Nawiasem mówiąc - jeśli nauka ma być związana poszukiwaniem prawdy, to oni nie tylko nie są naukowcami, ale wręcz można by stwierdzić, że uprawiają anty-naukę.
Oto na przykład profesor Witold Orłowski objaśnia tej gorszej części społeczeństwa meandry ekonomii. Aby uzasadnić niskie wynagrodzenia w Polsce, zauważa że u nas PKB na głowę mieszkańca (czyli wszystko to, co kraj wytwarza) wynosi miesięcznie 3,7 tys. zł. Każdy przyzna, że 4tys/miesiąc przeciętnego wynagrodzenia wygląda w tej sytuacji imponująco! Te liczby są prawdziwe – można sprawdzić w danych Eurostatu. Porównanie polskich wynagrodzeń w ramach UE też nie wypada najgorzej. Drobna manipulacja polega na tym, że PKB na mieszkańca liczy się z uwzględnieniem wszystkich obywateli, a nie tylko pracujących. Gdyby chcieć porównać płace z PKB, to należałoby uwzględnić dochód całej rodziny. Na przykład PKB przypadający na 4 osobową rodzinę z jedną osobą pracującą przekracza 3-4 razy uzyskiwane wynagrodzenie. A to już imponujące nie jest.
Dalej ekonomista wyjaśnia: w Niemczech płace są wyższe nie dlatego, że ktoś tak zdecydował, ale dlatego, że PKB jest znacznie wyższy. Bez zwiększenia PKB nie da się zwiększyć płac. W Niemczech PKB na mieszkańca jest 3-4 razy wyższe niż w Polsce i takie są proporcje płacy minimalnej i płacy przeciętnej. A jednak mamy tu do czynienia z ordynarnym i wielowątkowym kłamstwem. Powyższa teza ekonomisty jest wręcz kompromitująca.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Lepiej siedzieć cicho i mieć opinię głupka, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości. Niestety strategia wyborcza oparta na unikaniu spontanicznych wypowiedzi wzięła w łeb i Bronisław Komorowski zaczął się wypowiadać…. To sobie pogada z ludźmi z suflerką na plecach…, innym razem na pytanie o to jak żyć za 2tys radzi: „należy zmienić pracę lub wziąć kredyt”. Prawdziwym kuriozum był atak na dziennikarza za pytania o WSI. W „zaprzyjaźnionej stacji” takie pytania? No to nic dziwnego, że się zdenerwował. Po tylu latach wkładania do głów wyborcom, że dopiero wyrok i to prawomocny pozwala (p)osądzić człowieka – Komorowski deprecjonuje przeciwnika na podstawie samego oskarżenia! Byle nie odpowiedzieć na pytanie.
Co robi Bronek, gdy nie rozmawia z wyborcami? Jak każdy łaskawy władca zastanawia się, co zrobić, aby ludzie byli zadowoleni. Wygląda na to, że przed wyborami jest gotów obiecać wszystko i nawet złożyć dowolną ilość projektów ustaw w sejmie…..
Chyba rzeczywiście miał on rację, mówiąc o tym, że kampania jest stanowczo zbyt długa. Dwa tygodnie takiej żenady to stanowczo zbyt długo ….