- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Były prezydent USA, Jimmy Carter odniósł się niedawno do opinii, że USA są głównym podżegaczem wojennym, który „wszczyna konflikty zbrojne praktycznie z dowolnego powodu”.
Przypomniał przemówienie sekretarza stanu Johna Kerry’ego, który przekonywał, że w XXI wieku nie można tak po prostu najeżdżać na obcy kraj. Według Cartera to właśnie cały czas robi Waszyngton.
W tej opinii nie jest on odosobniony. Wielu polityków i dziennikarzy uważa, że agresywna polityka USA wiąże się z tłumieniem wolności wewnątrz kraju. Bardzo wątpliwe bowiem, by amerykańska opinia publiczna akceptowała politykę Waszyngtonu, gdyby była dobrze poinformowana i miała możliwość swobodnego wyrażania swych opinii. Prominentny polityk konserwatywny Mike Huckabee powiedział nawet, że czasami w Północnej Korei jest więcej wolności, niż w USA (zob. też: http://www.businessinsider.com/mike-huckabee-north-korea-2014-4).
Obecne władze od dawna są bardzo ostro krytykowane przez Paula Craiga Robertsa, którego zdaniem obecny zbrodniczy reżim w USA nie rządzi w interesie narodu, ale wielkiego kapitału, który dąży do zawładnięcia wszystkimi dobrami Ziemi.
- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Jednym z ważniejszych elementów bezkompromisowej krytyki liberalizmu, autorstwa Noama Chomsky'ego, jest porównanie socjalistycznej ochrony zdrowia z liberalnym systemem w USA. Potwierdzeniem trafności tej oceny jest zestawienie Bloomberga. Taka sama diagnoza zdaje się wynikać z tekstu „Zagłodzone dziecko”, który dzisiaj publikujemy. Efektywny system, który chronił przed takimi tragediami, był socjalistyczny. Zmiany, które spowodowały jego dysfunkcyjność mają charakter liberalny. Z pierwszym przypadku mamy władzę czuwającą nad rodzicami, w drugim zaś władzę wkraczającą dopiero gdy zostanie stwierdzone przestępstwo. W najlepszym razie – zgodnie z zasadą pomocniczości, system reaguje dopiero wówczas, gdy rodzice poproszą o pomoc. Jak uczy doświadczenie – o wiele za późno.
Zarówno tytuł niniejszego tekstu, jak i powyższy wstęp są celowo prowokacyjne. Mają sprowokować do myślenia. Źle by się jednak stało, gdyby jedynym efektem ludzkich tragedii było jedynie zaostrzenie sporu politycznego. Zgódźmy się zatem, że powyższy opis jest co do faktów poprawny. Zło socjalizmu nie polegało przecież na tym, że miał nieefektywną służbę zdrowia, tylko na tym, że utopijna wizja społeczeństwa musiała ulec degeneracji. Koncentracja władzy wymagałaby selekcji jednostek wybitnych, a to w partyjnej hierarchii było wykluczone. Liberalizm zwyciężył, gdyż ograniczał w naturalny sposób zasięg szkodliwości działań degeneratów i nieudaczników.
Głupotą, którą z zapałem uprawiamy od 25 lat jest jednak myślenie schematami: skoro socjalizm okazał się zły, to wszystko co było w socjalizmie także było złe. Może akurat system ochrony zdrowia należało zachować bez tych wszystkich bardziej lub mniej nieudanych reform?
Może akurat w tej dziedzinie warto by ograniczyć poziom istniejącej wolności, aby uniknąć takich tragedii?
Czytaj więcej: Dzieci nie umierają z głodu na próżno – to cena liberalnej wolności
- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Oglądałem dziś w telewizji program poświęcony dziecku, które w stanie skrajnego wyczerpania trafiło do szpitala. Rodzice zaniedbali chłopca w wyniku oddawania się uciechom związanym z nadużywaniem alkoholu. Sytuacja tragiczna i z wszech miar godna potępienia. Prowadzący usiłowali rozwiązać zagadkę jak w XXI wieku może dochodzić do takich sytuacji kiedy dysponujemy tyloma służbami, tyloma instytucjami dbającymi o moralny oraz prawny porządek rzeczy. Pierwszy zarzut został skierowany w kierunku pomocy społecznej. No tak, ale ta służba działa tylko na zgłoszenie, jest mechanizmem, który do pracy wymaga popchnięcia – zawiadomienia. Skoro rodzina nie wyróżniała się z tłumu to można tą służbę usprawiedliwić, że nie reagowała. Kolejna grupą zawodową jest automatycznie służba zdrowia. Ale i tu wpadamy w wir pułapek formalnych. Opieka nad dzieckiem rozpoczyna się z chwilą złożenia deklaracji do lekarza, pielęgniarki czy położnej POZ. Jeżeli rodzice tego nie dopełnią dziecko automatycznie nie zostanie nią objęte . Położna powinna „prowadzić” kobietę już w okresie ciąży, ale jeżeli pacjentka się do niej nie zgłosi wówczas system nie zadziała. Tutaj tylko operatywność położnej może spowodować, że taka opieka będzie mieć miejsce. W poprzednim systemie każdy pacjent obligatoryjnie należał do przychodni rejonowej, która z urzędu niejako posiadała cały zakres informacji medycznych na temat stanu zdrowia jego oraz całej rodziny. Jeżeli kobieta urodziła dziecko taka informacja z automatu trafiała do przychodni uruchamiając proces opieki. Nie było możliwości, by narodzone dziecko nie było doglądane przy okazji patronaży. Dziś ten mechanizm nie działa. Matka zabiera dziecko do domu, a położna czy pielęgniarka jeżeli nie uzyska od niej zgłoszenia nie ma pojęcia o tym fakcie. Nic więc dziwnego, że w rodzinach dysfunkcyjnych takie sytuacje jak omawiane w programie telewizyjnym mogą mieć miejsce.
Konkluzja.
Jeżeli można by kogokolwiek wskazać jako winnego tego stanu rzeczy to nie będą to pracownicy opieki społecznej ani służby zdrowia. Winny jest niewydolny system. Prawodawca ustalił procedury i przepisy, które sterują przebiegiem informacji. Należy wprowadzić zmiany w przepisach tak, aby narodzone dziecko z urzędu zostało objęte opieką, a nie dopiero po zgłoszeniu przez rodziców. Takie rozwiązanie przyniesie same korzyści, gdyż zagwarantuje, że wszelkie nieprawidłowości zostaną szybko wyłapane. Prewencyjność ustawy o ochronie danych osobowych doprowadziła nawet do sytuacji kiedy to ani położna, ani pielęgniarka nie uzyskają żadnej informacji na temat pacjentki czy jej narodzonego dziecka np w szpitalu bo wg ustawy to informacje prawnie chronione, a przecież kto jak nie te grupy zawodowe potrafi przewidzieć, że w tym środowisku mogą wystąpić problemy. Niestety ręce tych służb w tej sytuacji są związane, ale bardzo chętnie w przypadku problemów takich jak zagłodzonego chłopca telewizyjni dziennikarze ferują wyroki za niedopilnowanie obowiązków, wyraźnie wprowadzając w błąd opinie społeczną.
Marek Niedźwiecki
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Wielki Piątek. Czas się zatrzymał na chwilę. Możemy spojrzeć na nasze zabieganie z innej perspektywy. Leszek Kołakowski opisując teorię religii Mircea Eliade'go użył określenia "paraliż czasu". Nie chodzi tylko o to, że ludzie religijni żyją w rytm czasu świętego, który niekoniecznie jest czasem historycznym1. Sensem życia staje się to co co trwałe i niezmienne – a więc poza historycznym czasem. Szukającemu sensu życia człowiekowi grozi niebezpieczeństwo, gdy skonfrontuje swoją historyczną egzystencję z ponadczasowym sacrum. Zinstytucjonalizowane formy życia religijnego (Kościoły) stanowią zabezpieczenie przed całkowitym zatraceniem się.
Chrześcijaństwo jest pod tym względem religią wyjątkową. Dając nam przykazanie miłości, Chrystus pokazał, jak odnaleźć sens życia w czasie historycznym. W człowieku-osobie następuje integracja tych dwóch rzeczywistości: ponadczasowej świętości i naszej codzienności – w której napotykamy innych ludzi. Czyny stają się sposobem budowania własnej tożsamości i ścieżką ku Bogu.
Wielcy artyści potrafią ująć krótko to, z czym filozofowie mają problem. Tak jest i tym razem. Piękna piosenka Czesława Niemena ukazuje miłość między ludźmi. Może jednak także posłużyć jako objaśnienie fenomenu chrześcijaństwa:
Gdzieś obok nas, obok nas życia nurt,
Obok nas świateł blask, miasta rytm, gwar i szum.
Obok nas płynie tłum, obok nas tyle zmian
Niesie czas, dzieje się tyle spraw.
A my, jak we śnie, jak we śnie, jak we mgle,
Razem wciąż, sami wciąż, oczy twe, usta twe.
Ja i ty, tylko ty, na co nam świat, na co czas
To wszystko trwa obok, obok nas.
Wciąż obok nas, obok nas życia nurt,
Kocham twych oczu blask, pragnę wciąż twoich ust.
Ale spójrz, ale patrz, ile zmian wokół nas
Dzieje się tyle spraw, życie ma wiele barw.
Więc chodź póki czas z życia pić każdy haust,
Czerpać je, wdychać je, poznać trud, poznać gniew,
Szczęścia smak, walki smak, bo żaden cień, żaden blask
Nie może przejść obok, obok nas.
Nie może przejść obok, obok nas.
Takie – oparte na miłości bliźniego – zaangażowanie jest szczególnie potrzebne w dzisiejszych czasach. Terroryzm mediów sprawia, że zaczynamy postrzegać rzeczywistość przez pryzmat mechanizmów systemu. Giną nam z pola widzenia ludzie. Dlatego chrześcijański naród nie odczuwa dyskomfortu opowiadając się za organizowaniem igrzysk, zamiast zająć się głodującymi dziećmi. Z tego samego powodu nie przeszkadza nam, gdy media opisują sztuczny świat, w którym nie widzimy osób, ale przypisane im role. Nazwiska polityków to tylko etykiety.
Odzyskanie perspektywy personalistycznej jest najważniejszym zadaniem współczesnego społeczeństwa. Wszystkie inne problemy da się wówczas łatwo rozwiązać. Przekonanie to leży u podstaw projektu argumenty.net. Taki jest nasz cel i tego życzymy z okazji Wielkiej Nocy naszym czytelnikom.
Przypis:
1Wiktor Werner, Religia w czasie czy poza nim? Jeden z metodologicznych problemów historii religii. Historyka, T. XXIX, 1999, s. 69 – 78.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Google dąży do stworzenia super-państwa, nie podlegającego żadnym ograniczeniom prawnym ani demokratycznej kontroli. Tak uważa nie byle kto, tylko prezes niemieckiego wydawnictwa Axel Springer. Napisał o tym w liście do prezesa Google (list opublikowany w Frankfurter Allgemeine Zeitung został omówiony w największych mediach), wyznając wprost swoje obawy. Pisze o tym, że Google jest bardziej wścibskie niż Big Brother. I dalej inwestuje w nowe technologie, które mogą zwiększać to zagrożenie.