- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Jedzą, piją, lulki palą.... To "Misiek” Kamiński się cieszy z rządowej posady. Na sali jest kilku znanych dziennikarzy. Bryluje jednak gospodarz Michał Kamiński. Opowiada wszystkim, jak dobre relacje łączą go z premier, jak swobodnie czuje się szefowa rządu w jego towarzystwie. – Mam piękny gabinet po Ostachowiczu – chwali się. Z jego słów można wywnioskować, że on i premier zostali przyjaciółmi.
Kto by się jednak czepiał takich szczegółów, naraża się na procesy wytoczone przez Misia. Miesiąc temu Misiek był lobbystą izraelskiej firmy wywiadowczej: „Aktywność Kamińskiego przy premier polskiego rządu może budzić wątpliwości, ale on sam zapewnia, że ma czyste ręce. – Nie mam żadnego konfliktu interesów, bo moja firma nie ma absolutnie żadnych interesów w Polsce – przekonuje w rozmowie z Faktem. W Radiu Zet zapewnia, że spotkania z premier dotyczą głównie spraw ukraińskich. A w rozmowie z Faktem dodaje, że nie gości na stałe w KPRM. – Własnego gabinetu nie mam, bo nie dostałem żadnej propozycji”.
Pani Premier Znana z Prawdomówności spostrzegła to niedopatrzenie i propozycję dostał. Nastąpiła więc „nieoczekiwana zmiana miejsc”.
Były już pracodawca nowego ministra też się cieszy:na wiadomość o tym, że Miś uplasował się w siedzibie polskiego rządu (KPRM) spółka PRISM STRATEGY GROUP opublikowała komunikat, w którym zapowiada rozwój swojej aktywności w Polsce.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - kredyty we frankach
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziennikarze opiniotwórczych gazet także dostąpili dobrodziejstwa kredytów denominowanych we frankach. W Warszawie odsetek osób z tak zwanego „pokolenia X” zadłużonych w tej walucie sięga 18,60%.
Dziwnie tak się zresztą składa, że powyższa mapa bardzo przypomina mapę obrazującą poparcie dla rządzącej „partii rozsądku”.
Nic więc dziwnego, że nagle miejsce liberalnych bredni w „Rzeczpospolitej” pojawia się teza, że to już sytuacja, gdy w gospodarkę wolnorynkową powinno się włączyć polskie państwo (redaktor Jabłoński zapewne jest na urlopie profilaktycznym, aby uniknąć zawału serca?). Miejsce zaś bałwochwalczych hołdów wobec Pierwszego Reformatora zajmuje hasło „Balcerowicz musi odejść”.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybór Ukrainy
Kiedyś Angela Merkel wyraziła ponoć opinię, że Putin stracił kontakt z rzeczywistością. Co w takim razie należałoby powiedzieć o prezydencie Ukrainy, który pokazał „twarde dowody, że rosyjska armia naruszyła suwerenność Ukrainy i jest na terenie tego kraju”. Były to rosyjskie paszporty zabrane osobom, zatrzymanym podczas walk w Donbasie!
Petro Poroszenko (Fot. ANDREAS GEBERT / PAP/EPA)
Raczej wątpliwe jest, by Poroszenko miał problemy ze zrozumieniem różnicy między zaangażowaniem armii, a zaangażowaniem pojedynczych obywateli (nawet jeśli są to żołnierze – na co dowodów nie przedstawiono). Po co on wygaduje takie idiotyzmy? Może po to, aby wiceprezydent USA mógł zażądać od Putina wyjścia z Ukrainy. Wygląda więc na to, że zapewniania Poroszenki o dążeniu do pokoju to zwykła ściema. Inaczej nie domagałby się dostaw broni i nie deklarował "pełnego i bezwarunkowego rozejmu" stawiając równocześnie konkretne warunki (opartych na ustaleniach z Mińska).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - grexit
Jeden z czołowych polityków rządzącej w Niemczech chadecji - Volker Kauder ostro skrytykował nowy rząd Grecji. Według niego „kanclerz Niemiec Angela Merkel i Niemcy wielokrotnie byli poniżani przez Greków”. „Należy o tym przypomnieć. Uratowaliśmy Greków przed ruiną. Nadszedł czas, by Grecy to uznali, zamiast skłócać państwa strefy euro” – zaznaczył polityk CDU.
Kauder wezwał szefa rządu w Atenach Aleksisa Ciprasa do tego, by kontynuował drogę reform. „Od początku mówiliśmy: Ściągnijcie podatki od bogatych! Do dziś tego nie zrobili. Chciałbym, by Cipras wreszcie się tym zajął. Dojenie bogatych to w końcu naturalne zachowanie dla lewicowego populisty”.
Poniższy rysunek pokazuje porównanie przebiegu kryzysu (wielkość PKB) w Grecji, której ponoć „pomagali” Niemcy i podobnego kryzysu w Argentynie, której nikt nie pomagał:
Może więc nie ma się czym chełpić panie Kauder? Skoro bierzecie to „na klatę”, to może raczej mówićo winie, niż zasługach?
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Przemówienie Andrzeja Dudy na konwencji wyborczej może zwiastować ważną zmianę w polskiej polityce. Do tej pory polityka ta była definiowana przez spór między czcicielami Ojczyzny skupionymi wokół Jarosława Kaczyńskiego a fajno-Polakami, których jednoczył strach przed PiS. Patrioci nawiązywali do tradycji jagiellońskiej, a fajno-Polakom wystarczała polityka „ciepłej wody w kranach”. Polityka fajno-Polaków zwyciężyła – pomimo tego, że w praktyce była realizacją rzeczpospolitej kolesi a w sferze ideologicznej podążała śladami Adama Michnika. PiS nie stanowił dla większości Polaków atrakcyjnej alternatywy.
Oczywistą alternatywą dla bezpłodnego sporu ciągnącego Polskę w niebyt jest tradycja Norwida i Jana Pawła II: „Ojczyzna jest to wielki - zbiorowy - Obowiązek”, obowiązujący „Ojczyznę dla człowieka” i „człowieka dla Ojczyzny”. Ojczyzna nie jest więc kimś w rodzaju bogini, której składamy ofiary z potu i krwi. „Zbiorowy obowiązek” dotyczy społeczeństwa zjednoczonego w trosce o swą wolność i swój byt.
Niesamowite jest to, że zwrot Andrzeja Dudy ku norwidowskiemu rozumieniu Ojczyzny został zupełnie zignorowany.
Przemówienie było bardzo dobre – pozbawione teoretyzowania. W prosty sposób zbiorowy obowiązek został przełożony na założenia programu politycznego przywódcy:
- Polska to polski naród.
- własne państwo oznacza własność obywateli,
- rolę polityka wyznacza codzienna praca prowadząca ku rozwiązywaniu problemów,
- praca ta musi odbywać się w poczuciu odpowiedzialności.