- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Kończąca się kampania wyborcza w Polsce była wyjątkowo gorąca. Niemrawy jej początek był typową licytacją kto zrobi Polakom lepiej za unijne pieniądze. Wszystko się zmieniło po informacjach o tym, że polski rząd współpracował z NSA przy podsłuchiwaniu Polaków. To rodzi zasadne podejrzenia, że łamane były (są?) nie tylko przepisy prawa, ale podstawowe normy wedle których państwa działają dla dobra swych obywateli. Opozycja zażądała swym zwyczajem komisji śledczej. Rozgorzała jednak także merytoryczna dyskusja na temat współpracy z USA – także w kontekście przygotowywanego traktatu o wolnym handlu. Nieoczekiwanie więc to właśnie współpraca UE-USA stała się głównym tematem zażartych dyskusji w kampanii. Dzięki temu masy wyborców uzyskały wiedzę na temat TTIP. Opozycja zażądała ujawnienia szczegółów negocjowanych zapisów oraz zapewnienia, że w Polsce ratyfikacja traktatu zostanie poprzedzona referendum. Dyskutowano także o FACTA. Euroentuzjaści wskazywali na to, że tylko działając razem Europa jest w stanie przeciwstawić się nachalności amerykańskich służb. Przedstawiciele mniejszych ugrupowań politycznych zwietrzyli szansę na wyróżnienie się i trafienie do znaczących grup wyborców. Zażądano nawet natychmiastowego wprowadzenia na zasadach wzajemności wiz dla Amerykanów. Gorące dyskusje biły rekordy popularności, a frekwencja wyborcza po raz pierwszy w wyborach do PE zapowiada się na poziomie co najmniej takim, jak w wyborach krajowych....
To oczywiście political fiction.
Przy pomocy przeglądarki Google nie udało się znaleźć wzmianki o skandalicznej działalności rządu Tuska w głównych mediach polskojęzycznych.
Nie brak natomiast obaw o niską frekwencję w wyborach. Czy to nie dziwne?
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Jaka jest różnica między demokratą a populistą? Jeśli demokrata zyskuje popularność wyrażając opinie, które nie podobają się mediom, staje się populistą. Dlatego brytyjski deputowany Nigel Farage nagle z barwnego eurosceptyka stał się dla mediów populistą.
W Polsce mieliśmy także takiego barwnego polityka. Był nim Andrzej Lepper. Jest jednak spora różnica w odbiorze tych dwóch osób przez Polaków. Farage od dłuższego czasu jest ulubieńcem polskich eurosceptyków. Natomiast Lepper nie cieszył się zbytnią estymą (kiedyś gówniażeria zorganizowała nawet akcję wiązania w wyszukiwarkach jego nazwiska ze słowem „idiota”).
Dlaczego?
Musi się to wiązać z jakimiś istotnymi różnicami.
Jakie to różnice?
1. Pierwsza jest prozaiczna (co nie znaczy, że nie istotna). Nigel Farage dobrze mówi po angielsku, zaś Andrzej Lepper chyba w ogóle nie znał tego języka.
2. Lepper występował przeciw okradaniu Polaków, a Farage wręcz przeciwnie (a przecież Polacy pasjami lubią być okradani). Występując przeciw opodatkowaniu banków (które wszakże doją nas niemiłosiernie) Farage proponuje opodatkowanie emisji CO2 (czyli zamiast bogatej Wielkiej Brytanii będzie podatki płacić biedna Polska). Jeśli ten polityk zyska na znaczeniu, to eurokraci na pewno przystaną na jego propozycje (wszakże już jeden taki precedens mieliśmy).
Można wskazać jeszcze jedną różnicę, ale ona wydaje się być mniejszego kalibru. Andrzej Lepper był typowym chłopem – z raczej tradycyjnym podejściem do relacji damsko - męskich. Farage natomiast jest zwolennikiem zboczeńców z LGBT. Ale to wyjaśnia jedynie dlaczego z popisów Farage bardziej cieszą się polscy liberalni konserwatyści.
Ostatnio Farage wypowiadający się za wyrzuceniem Polaków z wysp, zasłynął stwierdzeniem, że wolałby mieć sąsiada Niemca niż Polaka. To może mu troszeczkę zaszkodzić. Zupełnie niesłusznie – gdyż w chwili obecnej Niemka jest jego żoną. Więc uczynienie z niej sąsiadki byłoby sporą stratą dla relacji brytyjsko-niemieckich (które i tak tracą na sile z każdym nowym pokoleniem rządzącej w Wielkiej Brytanii niemieckiej dynastii, z uwagi na mieszane małżeństwa).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Sceny, jakie rozegrały się wczoraj pod siedzibą firmy McDonald's jako żywo przypominają protesty w socjalistycznej Francji:

żródło: http://www.businessinsider.com/mcdonalds-vacates-headquarters-2014-5
Niedawno McDonald's był podawany jako przykład firmy, której pracownicy są utrzymywani przez państwo. Ich zarobki są bowiem tak niskie, że mogą przeżyć jedynie dzięki kartkom żywnościowym otrzymywanym od państwa. Szefostwo firmy skomentowało to w ten sposób, że oni dają szansę ludziom o niskich kwalifikacjach, których praca nie jest wiele warta (na przykład młodzieży, która sobie w ten sposób dorabia). Jak widać pracownicy nie doceniają hojności swych dobrodziejów i żądają zwiększenia stawek do $15 za godzinę. Obecnie kształtują się one w okolicy płacy minimalnej, czyli $7,25 za godzinę.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Od wielu miesięcy w komentarzach ekonomistów na temat chińskiej gospodarki przewijają się obawy, że Chińczyków może czekać kryzys taki, jak w USA roku 2008. Rynek nieruchomości, stanowiący około 12,5% aktywności inwestycyjnej w Chinach, rzeczywiście przechodzi okres stagnacji. W pierwszych czterech miesiącach tego roku, ilość rozpoczętych inwestycji budowlanych spadła o 25 procent w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ilość sprzedanych domów spadła o 8,6 procent. Jest to efekt ograniczania bankowej szarej strefy.
Wczorajszy komentarz www.businessinsider.com rozwiewa te obawy. Porównanie z sytuacją w USA pokazuje, że obciążenie gospodarstw domowych w proporcji do dochodu rozporządzalnego jest w Chinach dużo niższe (lewy wykres). Także kredyty na inwestycje w nieruchomości stanowią dużo niższy odsetek całego zadłużenia (prawy wykres).
- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Początkom rewolucji naukowo-technicznej towarzyszyła refleksja nad wpływem technologii na społeczeństwa. Z perspektywy czasu ówczesne publikacje mogą budzić zdumienie – i to z dwóch powodów:
- Trafności przewidywań.
- Zupełnego ignorowania przez społeczeństwa.
Przewidywania
Warto zwrócić uwagę na dwie publikacje z początku lat 80-tych, które uzupełniają się nawzajem:
- Raport dla Klubu Rzymskiego pod tytułem "Mikroelektronika i Społeczeństwo. Na dobre czy na złe?".
- Encyklika Jana Pawła II LABOREM EXERCENS
Autorzy nie przewidzieli rozwoju kluczowych dla współczesności technologii: internetu i telefonii komórkowej. Nie poświęcili też zbyt wiele uwagi procesom gospodarczym (w tym skutkom globalizacji). Jednak pomimo tego podziw budzi przenikliwość autorów i trafność opisu rozwoju współczesnego społeczeństwa.
Wspólnym elementem obu dzieł jest personalistyczna wizja pracy ludzkiej. Autorzy zakładając niezbywalną godność człowieka analizują pojawiające się szanse i zagrożenia.
Wśród zagrożeń można wymienić zmniejszanie się udziału pracujących w społeczeństwie, utratę prywatności, pogłębianie nierówności społecznych, eskalację wyścigu zbrojeń z użyciem „inteligentnych” rodzajów uzbrojenia.
Pozytywne skutki rozwoju to humanizacja pracy, wzrost roli edukacji, oraz przedefiniowanie celów rozwoju: dobrobyt przestaje być utożsamiany ze stanem posiadania.
Aby uniknąć zagrożeń i wykorzystać szanse konieczny jest odpowiedni system wartości. Jan Paweł II krytykował „przyspieszony postęp cywilizacji jednostronnie materialnej, w której przywiązuje się wagę przede wszystkim do przedmiotowego wymiaru pracy, natomiast wymiar podmiotowy — to wszystko, co pozostaje w bezpośrednim lub pośrednim związku z samym podmiotem pracy — pozostaje na dalszym planie. W każdym takim wypadku, w każdej tego typu sytuacji społecznej zachodzi pomieszanie, a nawet wręcz odwrócenie porządku wyznaczonego po raz pierwszy już słowami Księgi Rodzaju; człowiek zostaje potraktowany jako narzędzie produkcji, podczas gdy powinien on — on jeden, bez względu na to, jaką pracę wypełnia — być traktowany jako jej sprawczy podmiot, a więc właściwy sprawca i twórca.
W raporcie Klubu Rzymskiego pojawiają się idee, które miały być lekarstwem na krytykowany w encyklice ekonomizm: rozwój usług związanych z jakością życia, idea uczenia się przez całe życie, zmiana charakteru pracy na bardziej twórczy (decentralizacja, indywidualizacja, 'zajęcie zamiast pracy').
Czytaj więcej: Proroctwo, które spełnia się na naszych oczach
