- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Każda branża wymaga obok kumulowania wiedzy i doświadczenia wytwarza pewien styl bycia. Na przykład drogowcy na budowach mawiali niegdyś o sobie, że ich charakteryzuje but gumowy, krok metrowy (bo krokami wymierzali odległości) i łyk setkowy (często z dala od domu – za kołnierz się nie wylewało). Obecnie najbardziej widocznym tego rodzaju atrybutem, jest chamski rechot ekonomicznych ekspertów. Taki obraz kreują media. Uśmiech politowania dla tych, którzy „nie rozumieją” nieodmiennie wzmacnia argumentację. (Królami uśmieszku są na przykład poseł Szeinfeld i towarzysz Balcerowicz).
Jeśli z argumentami szczególnie cienko – to uśmieszek przechodzi w rechot. Na przykład jedna z komercyjnych stacji telewizyjnych „z ambicjami” pokazała w tym tygodniu rozmowę z ekspertem BCC na temat postulatu rezygnacji z wydłużenia wieku emerytalnego. Rzeczony ekspert złapał się za głowę (autentycznie) i z uśmiechem skwitował: jesteśmy w stacji, którą – zakładam – oglądają ludzie rozsądni, a nie tacy, którzy wierzą w takie bajania.
Czego jeszcze potrzeba wytrawnemu odbiorcy? W świecie informacji pełno jest bzdur, nad którymi nie warto się nawet zastanawiać. Dobrze, że jest ekspert, który nas w taki ekspresyjny sposób przed nimi ostrzega. Rechot chroni nas przed stratą czasu na bezsensowne debaty. W takich debatach mogłyby pojawić się problemy trudne do skwitowania uśmieszkiem politowania – i co wtedy?
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Kiedyś firma Microsoft była potężnym monopolistą, który wyznaczał kierunki rozwoju informatyki. Dzisiaj nadal jest to potężna firma, zatrudniająca najzdolniejszych inżynierów. Jednak jej zniknięcie byłoby dla rozwoju branży bez znaczenia. Wielu użytkownikom ich Windows może wydawać się, że oni zajmują się głównie wymyślaniem coraz bardziej absurdalnych zmian, które mają uzasadnić kupno nowej wersji tego systemu.
Firma Google dokonała czegoś, co wydawało się niemożliwe: zdetronizowała Microsoft. Podstawą sukcesu nie okazał się lepszy produkt, ale lepszy model biznesowy, bardziej pasujący do nowego rynku – internetu. Ten model biznesowy opiera się na budowaniu sieci użytkowników poprzez dostarczaniu doskonałych usług i produktów – w większości darmowych. Taka sieć pozwala na sprzedaż reklam, które stanowią potężne źródło dochodu.
Jednak nowe inwestycje firmy są poszukiwaniem innych kierunków rozwoju, a nie wzmacnianiem pozycji na rynku sprzedaży reklam. Nie zanosi się na to, aby roboty czy samodzielne samochody pozwoliły na zbudowanie intratnego biznesu. Podobnie jak system Android, na którym Google nie zarabia.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Techniczne środki bezpieczeństwa nie wyeliminują groźby katastrof. Człowiek pozostaje "najsłabszym ogniwem".
Okazało się, że drugi pilot świadomie doprowadził do katastrofy samolotu w Alpach: Po krótkiej wymianie zdań dotyczącej aspektów technicznych lotu, kapitan poprosił Lubitza, by przejął stery maszyny (wówczas autopilot był już włączony) i poszedł do toalety, co było zgodne z przepisami. Gdy wrócił drzwi były zaryglowane od środka i nie był w stanie się dostać do kokpitu.
Słychać jak kapitan prosi drugiego pilota, by go wpuścił z powrotem do kokpitu, ten jednak nie odpowiada. Słychać jak kapitan najpierw puka, a potem usiłuje wyłamać drzwi. Kapitan przez cały ten czas widział drugiego pilota, ale nie było między nimi komunikacji . Dźwięk oddychania w kokpicie słychać aż do samego końca.
Drzwi do kokpitu zostały po 11 września wzmocnione i wyposażone w zamki cyfrowe. Można je otworzyć z zewnątrz wprowadzając odpowiedni kod, ale jeśli ze środka następuje odmowa, drzwi blokowane są na 5 minut. Wystarczy aby doprowadzić do katastrofy. Teoretycznie jest możliwe przejęcie kontroli samolotu z ziemi, ale nie wprowadzono takich rozwiązań między innymi z obawy przed możliwością przejęcia kontroli przez osoby trzecie. Po tej katastrofie zapewne zostanie dopuszczona taka możliwość. Nie wykluczone, że linie lotnicze wykorzystają ją do obniżenia kosztów i rezygnacji z jednego pilota.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Mądrzy ludzie regularnie straszą nas sztuczną inteligencją. Do tego grona dołączył twórca pierwszych komputerów Appple Steve Wozniak: „Jeśli nadal będziemy projektować urządzenia, które zrobią za nas wszystko, to – koniec końców – zaczną one myśleć szybciej niż my i pozbędą się powolnych ludzi, aby zarządzać przedsiębiorstwami bardziej efektywnie”.
Także Musk, Gates i Hawking zgodnie twierdzą, że stworzona przez nas sztuczna inteligencja prędzej, czy później może "myśleć" zupełnie inaczej niż ludzie, przez co jej działania nie będą zgodne z naszym szeroko pojętym interesem.
Hawking wręcz twierdzi, że sztuczna inteligencja (AI) należy do największych zagrożeń, które mogą doprowadzić do zagłady ludzkości.
Zadziwia ta koncentracja ludzi możnych i wpływowych na przyszłości. Nic nie wskazuje na to, aby komputery uzyskały świadomość i mogły podejmować decyzje kierując się własnym kryterium wartości. Co nie znaczy, że nie mogą działać autonomicznie. Już teraz „inteligentne” maszyny zabijają ludzi bez udziału człowieka (vide drony), choć pozostawiono ludziom ostateczną decyzję wystrzelenia rakiet (co bynajmniej nie eliminuje pomyłek). Gdyby doszło do wojny na wielką skalę, z pewnością prędzej, czy później podjęto by decyzję o rezygnacji z takiej kontroli. Czy maszyny stałyby się przez to bardziej inteligentne?
Na razie toczy się zażarta wojna w sferze finansów („wojna o pieniądz”), gdzie autonomicznie działające komputery zastąpiły finansistów w najbardziej newralgicznych działaniach. Dzięki technologii uległy zmianie fundamenty systemu finansowego. Najważniejszą rolę odgrywa hazard, a autonomicznie działające komputery są najbardziej efektywnymi graczami.
To są tylko niektóre przykłady systemów, które zyskują panowanie nad ludzkością. Komputery pozwalają na bardziej efektywne ich funkcjonowanie, ale to nie one stanowią problem. Problemem jest odrzucenie zasad etyki, które przez wieki były regulatorem w funkcjonujących systemach. Każdy z nas doświadcza efektów odrzucenia etyki w ekonomii. To ludzie, a nie komputery ustanowili minimalizację kosztów finansowych jako najważniejsze kryterium efektywności. Jedną z oczywistych konsekwencji jest technologiczne bezrobocie. Zmieniła się także rola marketingu w biznesie. Skoro zaspokajanie racjonalnych potrzeb klientów nie musi być najważniejsze, marketing ma na celu przede wszystkim kreowanie takich potrzeb, które dają największy zysk. Dlatego jemy gorsze jedzenie i zadowalamy się niższym poziomem kultury, niż nasi rodzice. Za to smartfon, którego koszty produkcji stale maleją stał się artykułem pierwszej potrzeby.
Ten proces postępuje, choć od dziesięcioleci myśliciele wskazują na konieczność zmiany kryterium efektywności z uwzględnieniem zasad etyki. Na razie zwycięża zasada: „chciwość jest cnotą”. Właśnie jeden z apostołów tej nowej ewangelii został nowym redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”. Taki znak czasów :-(.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybór Ukrainy
Często prawdziwe cele wojen stają się widoczne dopiero po ich zakończeniu. Walki na wschodzie Ukrainy ustają (miejmy nadzieję, że trwale). Rusza walka między oligarchami. Sponsor ochotniczych batalionów, oligarcha Kołomojski jest gotów zbrojnie walczyć o ukraiński sektor energetyczny.
Według Wiktora Batera - wieloletniego korespondenta Telewizji Polskiej "to koniec złudzeń i marzeń o demokratycznej, wolnej Ukrainie. Jeden z najpotężniejszych, ukraińskich oligarchów, 52-letni Igor Kołomojski, przeprowadzając pod osłoną nocy zbrojny atak na spółkę, potwierdził najczarniejsze prognozy dla rozwoju naszego wschodniego sąsiada: Ukraina pozostaje oligarchiczną Republiką, bezlitośnie grabioną przez skorumpowanych urzędników i sterujących nimi biznesmenów".
Stabilizacji sytuacji chyba nie chcą Amerykanie. Prezydent Obama może by i chciał. Ale zdominowany przez Republikanów Kongres żąda wysłania broni na Ukrainę.
Do podziału jest nie tylko Ukraina. Naddniestrze (prorosyjska część Mołdawii) bardzo chciałoby do Rosji. Poroszenko chciałby otworzyć tam nowy front wojny. Tymczasem Rosja chyba nie jest zainteresowana: jest gotowa zrezygnować z Naddniestrza w zamian za powstrzymanie ekspansji NATO i uznanie aneksji Krymu.
Tymczasem NATO - a głównie Polska i USA - szykuje się do wojny. Przez terytorium Polski i Czech przemieszcza się kolumna wojsk USA. W Polsce witana entuzjastycznie. W Czechach może być całkiem odwrotnie. Prawie jak w 1968, gdy zdarzały się powitania w Polsce kwiatami obcych wojsk udających się w kierunku Czechosłowacji ;-).
Tym razem nie chodzi jednak nie tyle o "bratnią pomoc", co znaczenie terytorium i podtrzymanie w Europie konfliktu. Tak sądzi coraz więcej osób. Ostatnio w ostrych słowach mówiła o tym deputowana do Bundestagu: „Czy pojawienie się doradców wojskowych i sprzedaż broni przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię da się zrozumieć jako wyraz poparcia dla rozstrzygania konfliktu zbrojnego środkami pokojowymi? Czy nikt nie chce wprowadzić sankcji przeciwko Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii?”.