×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.

TVP2 pokazała wczoraj film kolejny odcinek filmu BBC, poświęcony Hitlerowi jako przywódcy Niemiec: Złowroga charyzma Adolfa Hitlera – miliony prowadzone ku przepaści. Główną myśl filmu można ująć w jednym zdaniu: Niemcy nie zostali zahipnotyzowani przez szaleńca, ale poparli charyzmatycznego przywódcę, który poprowadził ich ku zwycięstwom.

Niby to oczywistość, ale my wolimy wierzyć w mity. To jednak utrudnia zrozumienie historii, utrudnia dotarcie do głębszych procesów i przyczyn. Uniemożliwia wyciągnięcie nauki na przyszłość.

Gdyby po zajęciu przez Hitlera Francji, Brytyjczycy uznali jego sukces i usiedli do stołu rokowań, to Rzesza Niemiecka trwałaby zapewne do dzisiaj (a Polaków jako narodu by nie było). Kontynuowanie walki pod dowództwem Brytyjczyków było więc nie tylko słuszną, ale i jedyną rozsądną opcją dla Polski. Polacy pokazali, że mając do wyboru jedno rozwiązanie, są w stanie postępować racjonalnie.

 

Niestety zazwyczaj rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. A wtedy zaczyna się problem.

 

Historia konfliktu ukraińskiego nie jest zdeterminowana. Jednak od początku przeważał wariant proponowany Niemcom przez Władimira Putina: dogadajmy się między sobą, a Amerykanie idą w odstawkę. Gdy pojawiły się pogłoski o negocjacjach Niemiec z Rosją, Francuzi zrobili wszystko, by znaleźć się po właściwej stronie. Obawiając się, że podtrzymanie kontraktów zbrojeniowych może nie być wystarczająco jasnym sygnałem, prezydent Hollande wezwał Ukrainę do umiarkowania w działaniach wobec separatystow. Sprawa stała się zupełnie oczywista dla wszystkich, oczywiście poza amerykańskimi mapetami w Polsce.

 

 

Polacy niestety nie są w stanie zrozumieć, że niektóre państwa kierują się zasadą: nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, tylko wieczne interesy. Stało się jasne, że NATO (czytaj: Amerykanie) nie będzie broniło Ukrainy, a Rosja jest zainteresowana w podtrzymywaniu konfliktu, póki nie osiągnie zadowalających ją efektów (ktoś sądzi, że przechwałki jakiegoś watażki o rosyjskiej pomocy, to jego prywatna inicjatywa?). Prezydent Ukrainy prawidłowo odczytał gdzie w tej sytuacji leżą żywotne interesy jego kraju. Bynajmniej nie w Warszawie.

Co pozostaje więc Polakom? To co zwykle: głupie odgrywania roli pokrzywdzonego. Oto fragmenty przykładowego komentarza:

„Albowiem rosyjski prezydent udowodnił, że rozmawia tylko z tymi, z którymi chce rozmawiać. Zaś ci, którzy z nim rozmawiają muszą przyjąć wszystkie jego warunki, zanim rozmowa w ogóle się odbędzie”.

„Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie uczestniczył w spotkaniu w Berlinie 17 sierpnia bieżącego roku. Warto pamiętać, że Radosław Sikorski nie brał również udziału w spotkaniu odbywającym się w stolicy Niemiec na początku lipca bieżącego roku; spotkaniu, które także miało na celu zażegnanie rozlewu krwi na Ukrainie. Dlaczego polska strona nie została zaproszona na te spotkania? Ponieważ Władimir Putin sobie tego nie życzył”.

„Zarówno Niemcy, jak i Francja prowadzą z Rosją bardzo rozwinięte kontakty biznesowe. Paryż sprzedaje Moskwie broń i niemało na tym zarabia. Niemcy uczestniczą z kolei w rozwoju infrastrukturalnym Rosji (choćby w rozwoju kolejowym) i zarabiają na tym jeszcze więcej, niż Francja na sprzedaży broni do Rosji. Sytuacja panująca na Ukrainie przeszkadza Niemcom i Francji, albowiem zakłóca biznesową współpracę z Rosją”.

Zarówno Niemcy, jak i Francja z pewnością liczą na to, że kiedy uda się jakoś uregulować « ukraińską sprawę », to w kontaktach z Rosją i z Władimirem Putinem wszystko będzie po staremu. Dlatego Polska, jako największy w Europie obrońca niepodległej i wolnej od Rosji Ukrainy jest przez Niemcy i Francję w rozmowach z rosyjskim prezydentem o Ukrainie - najdelikatniej to ujmując - podmiotem niepożądanym …”

„Jakkolwiek w przyszłości ukraińskie władze nie postanowiłyby definiować swoje strategiczne sojusze, to już teraz można dostrzec dwuznaczność polityki zagranicznej Petra Poroszenki, który - jak może się zdawać - oddala się od Polski i obiera polityczny kurs na Niemcy. 'Polak zrobił swoje, Polak może odejść' - czy taki komunikat płynie do Polski z Kijowa?”

Ten komentarz można rozdzielić na dwie części. Początek to racjonalny opis rzeczywistości. Reszta to irracjonalne pretensje do świata, że nie przystaje do naszej mitologii :-(.

 

Ilustracja: sowiecki plakat propagandowy z 1920 roku.