- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Dlaczego Amerykanie głosują na Trumpa? Intelektualista amerykański z polskim politykiem zastanawiają się nad tym na łamach „Rzeczpospolitej”. Ich artykuł rozpoczyna się od totalnej krytyki Partii Republikańskiej, która nie wyciągnęła wniosków z poprzednich porażek. Kończy zaś ubolewaniem, że ludzie nie głosują tak jak sobie partyjni działacze życzą. No jak to jest możliwe? Czytajcie Jędrzeja Bieleckiego – on wam wszystko wytłumaczy. To „spauperyzowani” nieudacznicy obwiniają rządzących o swe porażki. Przecież wiadomo, że wszędzie na świecie złym rządom winni są ci nieudolni, którzy nie rządzą. Inaczej ludzie w Polsce nie popieraliby PiS ;-). Nawiasem mówiąc w świecie Jędrzeja Bieleckiego Amerykanie mają większe zmartwienia, niż Trump. Sen z powiek spędza im Trybunał Konstytucyjny w Polsce. Polska to chyba ostatni obok Wielkiej Brytanii znaczący kraj w Europie, gdzie blask imperium nie słabnie. Z całą pewnością więc atakowanie proamerykańskich władz w Polsce z powodu jakichś głupich prawników (żeby to przynajmniej byli prawnicy amerykańscy ;-)) leży w amerykańskim interesie. Bielecki w tekście nawet opisuje, że problemem jest podatek bankowy, który może uszczuplić wpływy instytucji z NYC – ale jakoś nie skojarzył.
Amerykanie decydują właśnie o tym, czy nadal pieniądze będą rządziły światem. Trump nie jest aniołem i ma wiele wad – tak jak polski PiS. Jednak społeczeństwo amerykańskie też nie chce, aby ich kraj działał w interesie wąskiej grupy „panów świata”. Rządy pieniądza powodują, że miejsce dynamicznego rozwoju zastąpiła hegemonia, prowadząca nieuchronnie do zmierzchu imperium.
Sytuacja w USA jest podobna jest do sytuacji w Polsce. Wczoraj tłum protestujących przeciw „mowie nienawiści” Trumpa w Chicago był tak zdeterminowany, w demonstrowaniu swojej nienawiści do kandydata, że pierwszy chętny pojawił się o 3 rano. Spotkanie z Trumpem miało się rozpocząć o 6 po południu, ale ten je odwołał.

- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Jest oczywiste, że pragniemy wiedzy niesprzecznej. Wiedza sprzeczna nie jest bowiem żadną wiedzą, skoro przeczy temu co sama kiedy indziej twierdzi (*).
Dobrze, że autor tych słów, wybitny polski logik Andrzej Grzegorczyk nie dożył dzisiejszych czasów. Dzisiaj dowiadujemy się, że są w naszym państwie osoby, dla których logika nie ma znaczenia. Oni są bowiem „niezależni”. Ta ich niezależność oznacza niestety pogardę dla prawdy.
Cóż to jest prawda?
Chrystus rzekł do Piłata, ż przyszedł na świat dać świadectwo prawdzie. Piłat – przedstawiciel potężnego cesarstwa – miał prawo wątpić w sens prawdy. Wydawało się wówczas, że siła polityczna i militarna jest potężniejsza od prawdy. Jednak prawda zatriumfowała. Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi i wiemy dość dobrze co to jest prawda. Nie może więc być żadnego usprawiedliwienia dla głupoty. Nie wolno nam umywać rąk.
Prawdę wyrażamy w zdaniach języka opisujących pewną rzeczywistość. Te zdania nie mogą sobie przeczyć. Nie możemy twierdzić, że coś istnieje i równocześnie nie istnieje. Ta zasada niesprzeczności od czasów Arystotelesa jest uznawana za fundamentalną (choć Janowi Woleńskiemu się wydaje, że jest ona kwestionowana). Dla każdego zdania istotne jest jego znaczenie, czyli semantyka. Zdania o świecie odnoszą się do rzeczywistości. Dzięki polskim logikom rozumiemy, że tak naprawdę dysponujemy jedynie opisem (modelem) rzeczywistości, a prawdziwość większości zdań rozważamy w odniesieniu do tego opisu (posługując się metajęzykiem).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
W kolejnej debacie prezydenckiej w USA Hillary Clinton musiała zmierzyć się z zarzutami dotyczącymi jej działalności na stanowisku Sekretarza Stanu. Prowadzący debatę dziennikarz zapytał ją, czy zrezygnuje z wyścigu, gdy zostaną jej postawione zarzuty związane z ujawnieniem tajemnicy państwowej w korespondencji mailowej. Clinton uchyliła się od odpowiedzi – twierdząc, że do tego nie dojdzie. Drugie pytanie było jeszcze trudniejsze – bo dotyczyło jawnego kłamstwa na temat ataku na amerykańską placówkę dyplomatyczną w Bengazi.
Sprawa jest bowiem dość jasna: Amerykanie ginęli, a Clinton kłamała. Śledztwo senackiej komisji ujawniło, że „przedstawiciele administracji Baracka Obamy kłamali tej sprawie, twierdząc m.in., że zamach na konsulat poprzedziły demonstracje przeciwko bluźnierczemu filmowi. Według przygotowanego raportu, atak został przygotowany przez Al-Kaidę Islamskiego Maghrebu, Al-Kaidę w Iraku oraz egipską organizację Jamal. Kluczową rolę w przeprowadzeniu akcji odegrali Faraj al-Szalabi i były więzień Guantanamo - Sufian bin Qumu. W operację włączyli się m. in. libijscy agenci”.
W sprawę zamieszane było CIA, która „próbowała przejąć składy broni obalonego dyktatora Muammara Kaddafiego. Zabezpieczona w ten sposób broń miała trafić do grup walczących z syryjskim reżimem. Część sprzętu przetransportowano do Turcji, później trafił on w ręce dżihadystów”.
Przed komisją stawała także Clinton, ale podobno wyszła z niego obronną ręką. Jednak wśród jej maili wysyłanych do córki w tym samym czasie, gdy publicznie kłamała, znaleziono informację że faktycznym sprawcą zamachu była Al Kaida.
Buczenie publiczności uniemożliwiło dziennikarzowi drążenie tematu – ale w ewentualnym starciu z Trumpem chyba tak łatwo ikonie zakłamanych elit nie pójdzie.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia

Polskę przygniata bezmierny ciężar głupoty. Obywatele zamiast zająć się czymś pożytecznym, tracą czas na kolejne wyskoki głupców. Nie chodzi bynajmniej o anonimowych trolli internetowych, których można ignorować. Chodzi o głupotę zinstytucjonalizowaną, której ignorować nie sposób. Oto kilka najnowszych jej przykładów:
1. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego postanowili zademonstrować swoją bezgraniczną pogardę dla prawa - „obradując” z naruszeniem ustawy, która ich obowiązuje.
2. Profesor prawa komentując powyższe wydarzenie ujawnia elementarne problemy z logiką. To wydarzenie ma na szczęście również pozytywny aspekt, gdyż to inny prawnik – były sędzia Adam Tomczyński obnażył bezmiar głupoty profesora Matczaka (UW – a jakże). Może więc idiotą prawnik zostaje dopiero po otrzymaniu profesorskiego tytułu?
3. Sowiecka tłuszcza udająca ludzi kultury rży jak dzika z dowcipów na temat katastrofy smoleńskiej i poważnego wypadku Prezydenta.
Tymczasem polski rząd, polski parlament i czołowi politycy nadal nic z tym nie robią – udając, że funkcjonujemy w normalnym państwie. No bo co mieliby robić?
Mogliby.
1. Natychmiast skończyć z państwowym mecenatem dla sztuki, a telewizję publiczną zlikwidować. Istniejącą infrastrukturę można wykorzystać jako środowisko rozwoju oddolnej twórczości. Tak jak w roku 1989 drobni przedsiębiorcy z łatwością wypełnili lukę po likwidowanych (inna sprawa – czy zawsze z sensem) państwowych firmach, tak teraz młodzi ludzie z łatwością wypełnią potrzeby kulturalne społeczeństwa.
2. Natychmiast zmienić sposób finansowania uczelni wyższych. W miejsce dotacji można opodatkować pobory absolwentów (w pierwszych latach pracy) na rzecz ich macierzystych uczelni. Zapotrzebowanie na profesorów-idiotów szybko spadnie do zera, a wylęgarnia lemingów na UW przejdzie głęboką restrukturyzację.
3. Zorganizowana grupa porzestępcza utworzona przez „sędziów” TK powinna zostać natychmiast rozbita, a jej członkowie aresztowani. Należy też natychmiast nowelizować Kodeks Karny, wprowadzając wysokie kary za łamanie Konstytucji.
Oczywiście międzynarodówka głupców stanie w obronę swoich członków. Będzie skowyt z powodu łamania standardów. Standardy ważna rzecz – ale nie mogą chronić głupców przed skutkiem ich głupoty, która nie powstrzymana zalewa społeczeństwo i niszczy podstawy państwa. Poważne państwa nie wahają się przed użyciem siły w obronie tych fundamentów.
Ostatecznym argumentem będzie zapewne modne ostatnio określenie: „putynizacja”. Pomijając fakt jego nieadekwatności, warto zwrócić uwagę na to, że Putin jest poważnym prezydentem poważnego państwa. Może więc warto się zastanowić, czy chcemy mieć państwo poważne, czy arenę dla głupich komediantów.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybory prezydenckie w USA
W Niemczech w początkach lat 30-tych realne było zagrożenie komunizmu. Przemysłowcy i bankierzy znaleźli na to sposób, wspierając faszystów. Od tamtej pory sojusz polityki i biznesu jest traktowany jako zagrożenie dla demokracji i pokoju. Rosnące rozwarstwienie społeczeństw sprzyja plutokracji, ale wąskie grupy zamożnych ludzi starały się dotąd utrzymać pozory demokracji. Obecne wybory prezydenckie w USA stanowią pod tym względem przełom, gdyż zakłamany establishment waszyngtoński stał się jednym z głównych celów ataków. Co prawda jawiąca się jako przedstawiciel tegoż establishmentu Hillary Clinton dzięki „superdelegatom” jest nieomal pewna nominacji, ale jej ewentualna przegrana w normalnej walce wyborczej bardzo ją osłabi przed listopadowymi wyborami powszechnymi. Tym bardziej przerażenie władców świata budzi przebieg prawyborów wśród Republikanów. Republikańscy politycy desperacko szukają sposobu ratowania sytuacji i powstrzymania Trumpa, który wprawdzie sam jest miliarderem, ale nie jest „ich”.
O skali desperacji świadczy tajne spotkanie tych przywódców z prezesami największych firm z Doliny Krzemowej, na którym miano radzić jak powstrzymać Trumpa. Spotkanie jest kuriozalne, gdyż wśród miliarderów z Doliny Krzemowej rozpowszechnione są poglądy lewackie, które oficjalnie Republikanom są obce. Usprawiedliwieniem jest dla nich – jak napisał jeden z uczestników spotkania – widmo Donalda Trumpa. Nawiązał w ten sposób do Manifestu Komunistycznego, który zaczynał się od słów „widmo krąży po Europie – widmo komunizmu”.
Problem w tym, że jedyną alternatywą jest w chwili obecnej Ted Cruz, który jest dla przywódców partyjnych tak samo nie do zaakceptowania, gdyż jak się zdaje więcej dla niego znaczą zasady niż pieniądze.
Na razie Trump triumfuje (po przeliczeniu połowy głosów) w kolejnych stanach: Michigan, Mississippi.