A
  • Przegląd
  • Społeczeństwo sieci
    • Otwarta edukacja
    • Technologia i społeczeństwo
  • Argumenty
    • Najnowsze
    • Argumenty: rss
    • Projekt
    • Co piszą inni...
    • Krótko
    • Polemiki
  • Godne społeczeństwo
  • Gospodarka
    • Monitor gospodarczy
    • Monitor gospodarczy - chf
    • Monitor gospodarczy - grexit
    • Monitor gospodarczy - górnictwo
    • Historia gospodarcza
    • Przedsiębiorczość
  • Polskie drogi
    • Stan bezprawia
    • 25 lat
    • Reformatoł
    • Konserwatywna Polska
    • Kronika upadku
  • Geopolityka
    • Wojna cywilizacji
    • Wybór Ukrainy
    • Teoria spisku
  • Filozoficznie
    • Czas umierania
  • Dialogi z AI
  • Wszystko

Helikoptery - drugie dno

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 30 kwiecień 2015

Wydawało się, że próba otwarcia drogi do sprzedania Lasów Państwowych pod pozorem ich ochrony przed sprzedażą to szczyt przewrotności. Ale hymnem PO powinien być wierszyk Młynarskiego, o facetach, których nie sposób przecenić.

Przedwczoraj w TVP Rzeszów miała miejsce dyskusja na temat kontraktu na zakup helikopterów. Uczestniczył w niej działacz związków zawodowych Roman Jakim, ekonomista dr Krzysztof Kaszuba, Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl i posłanka PO Krystyna Skowrońska.
Pomimo, że mówili niby tym samym językiem, nie było żadnych możliwości porozumienia. Nawet przy najlepszych chęciach  wszystkich stron. Ich role społeczne są bowiem zupełnie inne – stąd zupełnie odmienne widzenie świata. Wszyscy poza posłanką rządzącej partii próbowali znaleźć racjonalne rozwiązanie problemu. Ona miała jedną jedyną rolę do spełnienia: usprawiedliwić działania rządzącej mafii - nieważne jak by one nie wyglądały. Zapewniała więc, że odpadnięcie działających w Polsce firm to wynik zaniedbań formalnych tych firm i żadnego drugiego dna w tym nie ma. Dzień później „Rzeczpospolita” opisała to „drugie dno”, ciesząc się przy tym, że Francja woli Polskę od Rosji. Z tekstu zaś wynika jasno, że Francji zostanie powetowana strata z powodu odstąpienia od sprzedaży mistrali Rosji, poprzez podpisanie kontraktu z Polską. Jeśli w Świdniku lub Mielcu dojdzie do masowych zwolnień, to zwalniani pracownicy będą z dumą przekraczać bramy zakładu, wiedząc że ich krzywda służy dokopaniu Ruskim :-(. Miejmy nadzieję, że nie będą jak ci rolnicy i transportowcy i nie zaczną protestować.

Magdalena Ogórek ujawnia czym różni się bydło od nie-bydła!

Szczegóły
Kategoria: Krótko
Opublikowano: 29 kwiecień 2015

Odszedł wielki autorytet III RP i zaprzyjaźnionych z nią narodów: żydowskiego i niemieckiego (chodzi wyłącznie o tych dobrych Niemców – bo źli dogorywają gdzieś w lasach Argentyny). Pozostawił nam między innymi przykazanie, aby odróżniać bydło od nie-bydła. On sam jest już poza podejrzeniem, bo inne święte prawo III RP mówi, że o zmarłych mówimy dobrze albo wcale (dlatego niniejszy tekst nie będzie o ujadających autorytetach).

Jak zatem odróżnić bydło od nie-bydła?

Bydło jak wiadomo – niczego nie uszanuje i wszystko potrafi zapaskudzić.

Dlatego swoistym papierkiem lakmusowym może być coś, co wygląda estetycznie. Magda Ogórek jest w sam raz: urodziwa, ładnie mówi i ładnie się ubiera. Pokazujemy więc takie zjawisko i obserwujemy reakcję. Kandydatka lewicy jest młoda i nie grozi jej (miejmy nadzieję) szybkie zejście, więc nie chroni jej przykazanie dotyczące zmarłych (lub potencjalnie nieżywych). Dlatego bydło wytrenowane w III RP kiwa z uznaniem głową nad trumną autoryteta, ale folguje sobie wobec młodej kandydatki na prezydenta w dwójnasób (narzeka na to ostatnio Leszek Miller).

I - o zgrozo – okazuje się, że podział na bydło i nie-bydło przebiega inaczej, niż to sobie autorytet wyobrażał. Można by nawet rzec – że przebiega dokładnie odwrotnie. Ale taki sąd byłby jednak nadużyciem. Prawica może być powściągliwa w osądach pani Magdy z innych powodów.

Po pierwsze – zawsze to lepiej, gdy bydło zazwyczaj tratujące nasze poletko idzie na szkodę do sąsiada. Po drugie zaś pani Ogórek przywraca zapewne u wielu osób wiarę we własną kulturę i dobre wychowanie. Potrafimy jednak szanować ludzi o odmiennych poglądach! To nie różnice poglądów wywołują agresję!

Między Andrzejem Dudą i Magdaleną Ogórek różnice te są aż nadto widoczne. On chciałby pozostać wierny konserwatywnym wartościom. Ona deklaruje, że w sprawach światopoglądowych będzie szanować wolę narodu. Co prawda podbudowuje to stanowisko wiarą w zbiorową mądrość narodu, ale nie bierze pod uwagę siły mediów i ich zdolności do manipulowania opinia społeczną. Gdyby jednak doszła ona do władzy – mielibyśmy na lewicy zasadniczą zmianę. Dotąd lewica wygrywała w Europie, gdy na plan pierwszy wybijała wrażliwość społeczną. Po dojściu do władzy okazywało się często (vide Hiszpania), że właśnie sprawy światopoglądowe są najważniejsze – bez względu na opinię społeczeństwa. Kandydatka lewicy stawiając na planie pierwszym społeczeństwo wskazuje zupełnie rozsądne kryterium podziału między lewicą i prawicą w Polsce. Dla konserwatystów bowiem wzięcie w nawias tradycyjnych wartości nie wchodzi w rachubę, a wiara w zbiorową mądrość narodu jest zbyt słaba, aby ją uczynić ostateczną wyrocznią. Dlatego konserwatyści raczej ostrożnie podchodzą do demokracji. Bez żalu więc oddaliby słowo „demokracja” na użytek lewicy. Zbliżylibyśmy się więc do modelu amerykańskiego: podziału na demokratów i republikanów.

No a gdzie miejsce dla obecnie rządzącej mafii? Gdzie lewactwo osierocone przez Palikota? Tam gdzie zazwyczaj trafia bydło. W oborze lub rzeźni. Póki jednak ono grasuje paskudząc wszystko wokół, potrzebny jest sojusz potencjalnych republikanów i potencjalnych demokratów – bo najpierw trzeba bydło ogarnąć, a potem możemy się „pięknie różnić”.

To tak w odpowiedzi wszystkim „naiwnym”, którzy z okazji zbliżających się świat znów podnoszą lamenty nad brakiem jedności w społeczeństwie.

Polska widziana z USA, czyli Max Kolonko o gospodarce

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 29 kwiecień 2015

W najnowszej audycji MaxTV (https://www.youtube.com/watch?v=ySjKLH7ZD_M#t=898) autor mówi sporo o polskiej gospodarce z amerykańskiego punktu widzenia. Nie chodzi przy tym o porównanie sytuacji Polski i USA, albo informacje o tym, co zrobiłby Amerykanin rządząc Polską. „Amerykański punkt widzenia” w tym przypadku to światopogląd ukształtowany w amerykańskiej rzeczywistości. Dziennikarza wręcz irytuje to, że ktoś może myśleć inaczej – nie po amerykańsku. Jak wiadomo USA to centrum świata i jeśli ktoś nie rozumie pojęć takich jak liberalizm i konserwatyzm dokładnie tak, jak rozumie je amerykański konserwatysta, to trudno się z nim porozumieć.

Z polskiej perspektywy widać pewne rzeczy inaczej. Ale tym ciekawiej wygląda konfrontacja poglądów.

1. Wyjaśnienie organizacji społeczeństwa przy pomocy przestrzennego modelu polityki jest bardzo przekonujące.

W tym modelu naród dzieli się na posiadaczy (tych, którzy mają) i ludzi pozbawionych własności. Dzięki pracy istnieje możliwość przechodzenia z warstwy niższej (ludzi bez własności) ku wyższej (właścicieli), a następnie do biznesu. Naród wybiera sobie polityków, którzy nim rządzą i utrzymują te warstwy w równowadze. Media natomiast czuwają nad tym, by nie było przy tym szwindli. Według Kolonko w PRL'u warstwa posiadaczy była bardzo wąska – nie to co w USA. Przede wszystkim zaś zablokowane było przechodzenie do warstwy posiadaczy. Dlatego ten system został rozwalony przez tych, którzy chcieli mieć. Obecnie układ ten został odtworzony, a zamiast przejścia do klasy posiadaczy otworzono wyjście na zewnątrz: na emigrację.

Przyjmując ten model, musimy wziąć pod uwagę fakt, że to jednak spore uproszczenie. Przede wszystkim pomija dwa główne aspekty: dynamiczny rozwój cywilizacji oraz rolę systemu finansowego. Obraz jest zafałszowany w jeszcze jednym ważnym aspekcie: jego dynamiki. Nie wynika ona wyłącznie z chęci przechodzenia między warstwami, ale przede wszystkim z tego, że każdy (!) chce mieć więcej. Amerykański sen przekształca się powoli w koszmar właśnie dlatego, że im ktoś bogatszy, tym łatwiej mu jest powiększać stan posiadania. Następuje więc coraz większe rozwarstwienie, a przechodzenie od tych którzy nic nie mają ku kurczącej się warstwie posiadaczy jest coraz trudniejsze. Stąd narastające konflikty, kończące się coraz częściej tak jak ostatnio w Baltimore (zamieszki i godzina policyjna).

Z kolei w odniesieniu do Polski mamy do czynienia z dużym zafałszowaniem transformacji. Polacy u schyłku PRL'u byli bardzo bogaci. To, co Max Kolonko przedstawia jako efekt dorobku życia przeciętnego Amerykanina – czyli własny dom – było w posiadaniu większości obywateli PRL. Na dodatek przy śladowym zadłużeniu obywateli, którzy w 100% mieli pracę. Ta praca nie pozwalała jednak na dynamiczny wzrost konsumpcji. Na dodatek załamanie się światowego porządku gospodarczego w połowie lat 70-tych wymagało zaciskania pasa, na które nie było społecznego przyzwolenia. Gierek starając się sprostać przyrzeczeniu, że władza do ludu pracującego strzelać nie będzie, ratował sytuacje kredytami, co skończyło się uzależnieniem państwa od nowojorskich bankierów i rządami ich agenta – Balcerowicza.

Alternatywą był model zbliżony do konserwatyzmu niemieckiego: przywrócenie równowagi poprzez wzrost gospodarczej aktywności społeczeństwa. Zwycięstwo Balcerowicza nie było natychmiastowe, gdyż w roku 1989 władza wybrała model amerykański, zapewniając naród, że budujemy „społeczną gospodarkę rynkową”. Ludzie wzięli zatem sprawy w swoje ręce i nastąpił dynamiczny rozwój prywatnej przedsiębiorczości. Z czasem zwyciężyło państwo, a klęskę narodu przypieczętowały „reformy” Buzka i wyprzedaż banków w czasie jego rządów.

Czytaj więcej: Polska widziana z USA, czyli Max Kolonko o gospodarce

Cicha rewolucja

Szczegóły
Kategoria: Społeczeństwo sieci
Opublikowano: 28 kwiecień 2015

Gdy 35 lat temu ogłoszono początek rewolucji naukowo technicznej, mieliśmy do czynienia z dynamicznym rozwojem mikroelektroniki. Pomimo tego, że nie przewidziano wówczas pojawienia się dwóch najważniejszych technologii (internetu i telefonii komórkowej), zarówno dynamika jak i kierunek przemian były dość łatwe do przewidzenia. Dlatego raport dla Klubu Rzymskiego na temat wpływu mikroelektroniki na społeczeństwo okazał się jednym z najbardziej trafnych.

Niestety zwyciężyły warianty rozwoju, które we wspomnianym raporcie opisano jako zagrożenie (narastanie dysproporcji, przywłaszczanie dorobku intelektualnego ludzkości, utrata miejsc pracy, robotyzacja armii). Były one po prostu łatwiejsze i bardziej pasowały do panującego modelu ekonomii, będącego pod wpływem liberalizmu. Obecnie ten model rozwoju doszedł do ściany. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że wchodzimy w schyłkowy okres potęgi korporacji. Powoli ale systematycznie społeczeństwa odzyskują wolność. Korporacje będą musiały zmienić swój model działania przyjmując na powrót rolę służebną wobec konsumentów.

Oto skrótowe zestawienie kilku trendów rozwoju technologii, które mogą mieć największy wpływ na tempo i kierunek zmian:

1. Handel internetowy powoduje otwarcie przedsiębiorstw. Wielu klientów potrafi samodzielnie znaleźć interesujący ich produkt i nie chce być ofiarą telemarketingu. Aby pozyskać takiego klienta, trzeba mu dostarczyć usługi na jego poziomie: kontaktu bezpośrednio z działami merytorycznymi firm. Mówiła o tym na ubiegłorocznym Kongresie Profesjonalistów w Rzeszowie Dyrektor ds Projektów Strategicznych IBM Anna Sienko.

2. Rewolucja w zakresie produkcji mikroprocesorów. Zdecydowaną większość rynku stanowią obecnie procesory ARM. Model ich produkcji jest rewolucjny: ARM charakteryzuje się także innym podejściem produkcyjno-prawnym niż x86. W przypadku tradycyjnych procesorów dla PC-tów Intel i AMD licencjonują sobie wzajemnie technologię i samodzielnie na jej podstawie produkują procesory (pochodzący z 2012 roku tekst zyskuje coraz bardziej na aktualności!).

Sprytny model biznesowy powoduje coraz szybszy wzrost techhnologii ARM. Technologię tą można znaleźć we wszystkim - od aparatów cyfrowych poprzez układy hamulcowe samochodów do cyfrowych dekoderów, nie wspominając w świecie smartfonów, w którym obecnie 95% to ARM. Brytyjska firma czuwająca nad rozwojem technologii ma niekończącą się listę partnerów, którzy wyprodukowali od 1991 roku około 50 miliardów układów. Ten model biznesowy to podział ryzyka według zasady: Twój sukces jest naszym wspólnym sukcesem.

3. Demokratyzacja produkcji. Produkcja staje się coraz bardziej dostępna dla zwykłego zjadacza chleba. Pojawienie się takich przedsięwzięć jak rzeszowska firma hammerland.pl sprawia, że ograniczają nas jedynie wyobraźnia, twórcze zdolności i chęci działania. Dawniej można było samodzielnie zbudować co najwyżej produkt klasy „karmik dla ptaków”. Teraz mamy dostęp do najnowszych technologii z drukiem 3D włącznie.

4. Minimalizacja kosztów funkcjonowania sieci. Nie chodzi tylko o infrastrukturę fizyczną. Samsung właśnie wprowadza płatności bez opłat i prowizji. Kryje się za tym chęć zbudowania sieci klientów, w której dostępne będą zasoby o wiele bardziej wartościowe niż zyski z prowizji. Jest to wartość społeczności. Doskonałym przykładem jej wykorzystania jest Facebook.

Czytaj więcej: Cicha rewolucja

Google uznaje swoją porażkę

Szczegóły
Kategoria: Społeczeństwo sieci
Opublikowano: 26 kwiecień 2015

Ogłoszona ostatnio przez Google zmiana strategii rozwoju Google+ jest de facto przyznaniem się do porażki w starciu z innymi portalami społecznościowymi. Poniższy wykres pokazuje wzrost ilości użytkowników Google+ (źródło):

Wzrost ilości użytkowników wiąże się z tym, że założenie konta Google+ umożliwia korzystanie z innych usług Google. Grubość linii oznacza aktywne korzystanie ze społecznościowych opcji Google+ (pisanie postów).

Google próbował konkurować z Facebookiem. Obecnie zamierza rozwijać tą usługę w kierunku udostępniania danych multimedialnych. Produkt zostanie podzielony na dwie części.

Według komentarzy Google nigdy nie wykazywał dostatecznej determinacji w rozwoju funkcji społecznościowych, spóźniał się z przechodzeniem na rozwiązania mobilne i traktował Google+ przede wszystkim jako narzędzie integracji swoich usług. Z całą pewnością nie był to produkt tak ważny dla firmy i jej twórców, jak choćby Google Maps. Jeden z głównych inżynierów pracujących przy Google+ opuścił firmę rok temu.

Na rynku globalnych portali społecznościowych pozostała więc tylko trójka: Facebook, Twitter i Linkedin. Z tym, że jedynie Facebook potrafi przekuć swoją pozycję na duże zyski.

Czytaj więcej: Google uznaje swoją porażkę

  1. Imperium kontratakuje
  2. „Nocne wilki” - wróg na miarę III RP
  3. Złoto w niespokojnych czasach
  4. Stosunki Polski z USA wkraczają w okres "szorstkiej przyjaźni".
  5. Niebezpieczeństwo greckiego sukcesu

gospodarka

Godne społeczeństwo

Monitor gospodarczy

Monitor gosp. - Górnictwo

Monitor gosp. - kredyty we frankach

Monitor gosp. - grexit

Historia gospodarcza świata

Przedsiębiorczość

społeczeństwo sieci

otwarta edukacja

Społeczeństwo sieci

Filozoficznie

Czas umierania

Redakcyjne

Krótko

Projekt

Zwróć uwagę

Polemiki

Wybory prezydenckie w USA

Prezentacje

Geopolityka

Wybór Ukrainy

Wojna cywilizacji

Teoria spisku

Geopolityka - Bliski Wschód

Polskie drogi

Konserwatywna Polska

25 lat Trzeciej RP

Stan Bezprawia

Wojna polsko-polska

Polska na poważnie

Reformatoł

Dialogi z AI

Strona 185 z 516

  • 180
  • 181
  • 182
  • 183
  • 184
  • 185
  • 186
  • 187
  • 188
  • 189

www.argumenty.net


^TOP^

© 2026 argumenty.net