- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
W USA wtorek był dniem wyborów (Election Day). W tym roku Amerykanie nie wybierają prezydenta. Jednak decyzje wyborców mogą być nawet bardziej brzemienne w skutki, niż zmiana prezydenta.
Sprawa wydaje się z pozoru błaha. Stan Waszyngton decyduje dzisiaj, czy produkty spożywcze zawierające GMO winne być oznakowane w sposób informujący klientów o tym fakcie. Tak zwana „Inicjatywa 522” zmierza do wprowadzenia takich oznakowań. To bez wątpienia jedna z decyzji politycznych, które mogą zdecydować o przyszłości całej ludzkości. I nie chodzi tylko o potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Najważniejszym efektem upowszechnienia GMO będą patenty na żywność.
To głosowanie jest bardzo ciekawe z jeszcze jednego powodu. Na zrobienie ludziom wody z mózgu i skłonieniem ich z rezygnacji z dochodzenia swych praw (by wiedzieli co jedzą) wydano 22mln USD. Z tego tylko 550 dolarów wpłynęło od mieszkańców i firm lokalnych.
W tym kontekście optymistycznym wydaje się strach polskich polityków przed tego typu wyrażaniem opinii przez społeczeństwo. Bo to znaczy, że jeszcze nie zostaliśmy tak urobieni, by marne $22 mln wystarczyło do manipulacji.
Aktualizacja z 6-11-2013, g. 6:50
Zgodnie z przewidywaniami wyborcy odrzucili pomysł znakowania produktów GMO. Bodziec $22mln okazał się nawet zbyt silny. Sondaże mówiły o przewadze przeciwników GMO 60/40. Zastosowanie bodźca zmieniło układ sił do 45/55. My na krótką metę możemy się spodziewać wzrostu cen biletów do Waszyngtonu. Pewnie znajdzie się bowiem wielu chętnych do oglądania, jak w praktyce wygląda orwellowski świat.
- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Rolnictwo którego z powodu uporu chłopów nie udało się zniszczyć okazało się jedną z podstaw dynamicznego rozwoju eksportu. Górnictwo, które zostało uratowane dzięki palącym opony „pasożytom” nadal jest podstawą polskiej energetyki, co – jak pokazał we wczorajszym programie „Chodzi o pieniądze” Jacek Łeski – pozwala oszczędzić nam około 100tys PLN na rodzinę. Na dodatek udana restrukturyzacja sektora i rosnące ceny węgla (+zmiany technologiczne na horyzoncie) znów pozwalają górnikom patrzeć z optymizmem w przyszłość. Teraz ekonomisty co to nie o take Polske walczyły – wzięły sobie na cel matki wychowujące dzieci i zachęcający je do tego program 500+. Zdaniem ekonomistów, rząd mógłby pomyśleć nad modyfikacją programu 500+, tak by przede wszystkim promował on pracę, a jak wiadomo – matka opiekująca się dzieckiem jej nie wykonuje. Co innego gdyby najęła opiekunkę, a sama poszła do pracy zarobkowej, aby na tą opiekunkę zarobić. A jeszcze lepiej jak pójdzie do Urzędu Pracy i skoryguje skandalicznie niskie bezrobocie (zbliżające się do naturalnego). Wskutek spadku bezrobocie rosną przecież płace, które – to wie każdy ekonomista – są podstawowym kosztem jaki musimy ponosić. (Te hasła w stylu „największym bogactwem firmy jest pracownik” fajnie brzmią, ale nie przekładają się na ekonomiczy rachunek). Mądrość naszych ekonomistów jest doprawdy porażająca. Minister Marczuk polemizując z publikacjami wiodącej gazety liberałów pisze delikatnie, że te mądrości go „parzą”. Tekst Ministra Marczuka (nawiasem mówiąc byłego dziennikarza „Rzeczpospolitej”) jest celny i mocny. Nie wszystkie zagadnienia zostały w nim poruszone, ale jak widać po komentarzach – to co pisze jest nie do podważenia. Efekty programu 500+ są dużo lepsze niż się spodziewano. Podobnie jak stan finansów publicznych. Pół roku temu nasi doskonali ekonomiści głosili, że „ambitne plany rządu spinają się tylko na papierze”. Teraz są pod wrażeniem danych o PMI, świadczących o tym, że "przychodzi do nas ożywienie". Były wichury to i przywiało ;-).
Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że niektórzy przedstawiciele ekonomii są zdolni do refleksji. Na przykład Grzegorz Kołodko zauważa: koszmar polega na tym, że znowu teoria nie nadąża z podpowiedziami dla praktyki i tym bardziej staje się ona ryzykowna, a niekiedy wręcz fatalna. Niestety trudno traktować poważnie jego propozycje przyjęcia euro w sytuacji, gdy ta waluta jest pod kontrolą Niemiec i osobników takich jak nienawidzący Polski Timmermans, czy aferzysta Juncker. Oczywiście przyjęcie euro miałoby swoje zalety (Kołodko je punktuje), ale po pierwsze to nie tylko polska polityka musiałaby się zmienić, a po drugie należałoby się zastanowić, czy najlepszym wyjściem nie jest obecnie jest wielowalutowość (w tym waluty cyfrowe).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wczoraj mogliśmy obserwować prawdziwą medialną burzę. Transfer ponad 150mld zł z OFE do ZUS to rewelacyjny nius. Przykuwa uwagę i robi wrażenie. Jak to z medialnymi burzami bywa – piorunów w nich nie uświadczysz, a jutro nikt nie będzie o niej pamiętał. Tym, którzy jeszcze nie wyrobili sobie jeszcze zdania na ten temat można polecić dwa krótkie artykuły. Pierwszy: „4 powody dlaczego OFE nie mogły przetrwać w dotychczasowej postaci” kończy się niezbyt precyzyjną konkluzją: „Niestety wszystkie te grupy nieźle zarobiły na tym, a koszty ponieśli Ci, którzy nie mieli na to wpływu czyli przyszli emeryci”. O szczegółach tych zarobków informuje prof. Leokadii Oręziak w drugim tekście: „Jak wprowadzono w Polsce OFE”.
Gdy mowa o burzy bez piorunów, to warto zadać pytanie o odpowiedzialność za wielomiliardowe straty społeczeństwa. Zgódźmy się z argumentacją rządu i zaakceptujmy odwrócenie „reformy”. W takim razie łatwo będzie podliczyć kwoty, jakie na niej zyskali bankierzy nie dając nic w zamian. Ktoś zyskał – ktoś stracił. Polacy – nic się nie stało?
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Za sprawą pomysłu Ryszarda Kalisza rozgorzała dyskusja o dochodzie minimalnym. Pomysł na pewno wart rozważenia, ale nie w kontekście obecnego systemu finansowego. Póki między wytwórcami dóbr, a beneficjentami systemu będą banki, to nie ma prawa się zbilansować.
Dyskusja o dochodzi minimalnym rozbija się o pytanie: skąd wziąć pieniądze, by dać je potrzebującym?
Jeśli je zastąpić pytaniem: 'skąd wziąć dobra, których oni potrzebują?', to stajemy przed rozwiązywalnym problemem technicznym (wszak mamy olbrzymią nadprodukcję).