- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Wolne oprogramowanie otwarte jest odporne na zawirowania polityczne i ekonomiczne. Jedynym kryterium decydującym o jego rozwoju z założenia powinno być istnienie chętnych do jego używania i tworzenia. To się jednak zmieniło, gdy „opiekę” nad częścią znanych produktów przejął Oracle. Od tamtej pory firmie udało się rozbić na dwa projekt Open Office i wygrać z Google absurdalny proces o ochronę praw autorskich API Javy. Kolejnym takim wątpliwym osiągnięciem jest zablokowanie możliwości pobierania Javy (JDK i JRE) z terytorium Rosji.
Informację o tym umieścił szanowany portal www.zdnet.com, więc raczej nie jest to bujda – choć naprawdę trudno w to uwierzyć. Redaktor ZDNet informuje, że poprosił Oracle o komentarz. Ciekawe czy (i co) odpowiedzą.
Przy próbie pobraniu Javy z Rosji pojawia się komunikat o zablokowaniu takiej możliwości z powodu embarga.
Sprawa ta jest absurdalna z wielu powodów. Przede wszystkim Rosjanie mogą sobie postawić niezależny serwer z oprogramowaniem, a ponieważ źródła Javy zostały opublikowane na otwartej licencji GPL, w skrajnej sytuacji może powstać niezależna implementacja.
Jszcze większe kontrowersje budzi fakt, że prywatna firma postanowiła podjąć taką decyzję zupełnie nie wiadomo jakim prawem i w czyim imieniu. Wolne oprogramowanie tworzą wolni ludzie – nie wykluczone że także Rosjanie. Nikt ich o zdanie nie pytał.
Gdy ludzie biznesu starają się kreować przemiany polityczne, rzadko przynosi to pozytywne efekty. Z drugiej strony zawirowania polityczne mogą szkodzić przedsiębiorstwom zbyt zaangażowanym w bieżącą politykę. Ale Oracle jest widać czuje się zbyt potężny, aby się tym przejmować.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Inżynier IT to młody biały mężczyzna. Taka jest norma. Tymczasem jedno z kluczowych funkcji inżynierskich w Google pełni pochodząca z Iranu Parisa Tabriz. Nosi ona tytuł „księżniczki bezpieczeństwa” ("Security Princess") i odpowiada za bezpieczeństwo użytkowników przeglądarki Google Chrome. Tytuł "Security Princess" Parisa wymyśliła, bo inżynier bezpieczeństwa informacji było zbyt nudne. .
Na początku tego roku, Google stał się pierwszym w Dolinie publikować dane na różnorodność swoich pracowników. Wykazały one, tylko 30 z każdych 100 pracowników to kobiety.
Działania na rzecz różnorodności są w Dolinie Krzemowej popularne. W Google na 100 osób 30 to kobiety. Oczywiście nie ma mowy o tym, aby zatrudniać dziewczyny tylko dla statystyki. Jednak pewne preferencje dla kobiet są faktem. Business Insider też nie opublikował tekstu na temat Parisy Tabriz z uwagi na jej niezwykłe osiągnięcia, tylko dlatego, że jest zaprzeczeniem stereotypów.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Czarny charakter naszych mediów Jacek Kurski „doniósł” wedle tych mediów na byłego szefa MSZ: Kurski tak starł się dopiec byłemu szefowi MSZ, że nawet przedstawił śledczym kalendarz spotkań, który sam przygotował na podstawie stron internetowych www.msz.gov.pl, www.radeksikorski.pl, kalendarza posiedzeń Sejmu, w których uczestniczył Sikorski i zestawienia dni wolnych od pracy w 2011 r. W oparciu o te dane Kurski przedstawił szczegółowe, matematyczne wyliczenia, które w jego ocenie wskazują, iż przejechanie przez Radosława Sikorskiego prywatnym samochodem 32 000 km w roku 2011 było niemożliwe”.
No i po co mu to było? W tej samej gazecie donoszą (wróć – to dziennikarze, więc chyba raczej „informują”): Po analizie zgromadzonego materiału dowodowego brak jest podstaw do stwierdzenia, iż posłowie dopuścili się przestępstwa - ogłosiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Śledczy badali, czy w związku z rozliczeniem wyjazdów służbowych prywatnymi autami wprowadzani w błąd byli pracownicy Kancelarii Sejmu oraz czy parlamentarzyści poświadczali nieprawdę.
A wyliczenia Kurskiego? Kto by sobie tym głowę zawracał – wszak to tylko matematyka. Jak by to wyglądało, gdyby prokuratorzy zaczęli posługiwać się kalkulatorem (nie wiadomo nawet, czy wszyscy potrafią). To tylko jątrzące „pisiory” chcą wszystkich rozliczać. Nie podoba im się na przykład, że rząd urządza sobie wycieczki po kraju ("wyjazdowe posiedzenia"). Niegospodarność? A jak nazwać wrześniowe referendum. Przedstawiciel Ruchu Kukiza (to jednak nie tylko pisiory brużdżą?) zauważa: „Referendum jest inicjatywą prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale ani go nie promuje, ani nie dba o edukację obywateli w zakresie przedmiotowym tejże inicjatywy". To on nie wie, że to było w kampanii wyborczej? Że „wszystkie ręce na pokład”? Czy tego chcemy – czy nie. Ciekawe, kto zapłaci i w jakiej formie za fikcyjne budowanie obwodnicy Inowrocławia. Pytanie o to, czy zajmie się tym prokurator jest (chyba?) retoryczne.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Za sprawą Ryszarda Czarnieckiego i współpracującego z nim Jerzego Bielewicza, powraca propozycja "repolonizacji" banków: Dramatyczna sytuacja w sektorze bankowym (świadczą o niej daleko idące żądania ZBP), wymaga natychmiastowych decyzji dotyczących struktury właścicielskiej poszczególnych banków lub też o niezwłocznym dokapitalizowaniu ich przez zagraniczne centrale, zmian w Prawie Bankowym, czyli mówiąc wprost i bez ogródek repolonizacji od zaraz działających w Polsce banków.
Autorzy twierdzą, że „podobne rozwiązania sprawdziły się w USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Hiszpanii, Irlandii czy Islandii. Z korzyścią dla tych państw i ich obywateli”. Zachodzi jednak obawa, granicząca z pewnością, że to co zrobią polskie władze, także będzie "z korzyścią dla tych państw i ich obywateli". Myślenie o korzyściach dla Polaków jest nie na miejscu.
Polska to nie Węgry, a Victor Orban jest już nad Wisłą krytykowany równie mocno jak w Berlinie. Nawiasem mówiąc warto przeczytać relację z najnowszego wystąpienia Prezydenta Węgier, bo w dzisiejszych czasach trudno znaleźć kogoś, do kogo bardziej pasowałoby określenie „mąż stanu”.
W kwestii „węgierskiej drogi” do udomowienia banków wypowiedział się liberalny dziennikarz Tomasz Wróblewski: „Repolonizacja czyli demolka banków”. Artykuł powstał półtora roku temu. W międzyczasie mogliśmy porównać węgierską i polską drogę w działaniu po skokowej zmianie kursu szwajcarskiego franka. Nawet wrogowie Orbana uznali wówczas jego sukces. Jednak imperatyw obrony kapitału zagranicznego jest u polskich liberałów na tyle silny, że żadne fakty nie są w stanie go zmienić.
To nie znaczy, że program repolonizacji nie jest do zrealizowania. Wystarczy, że prezesi wielkich banków zaczną ten proces postrzegać jako okazję do pozbycia się dużej ilości „toksycznych” aktywów. Po upchnięciu w polskim oddziale banku finansowego śmiecia przekraczającego wielokrotnie wartość banku, można taki „kontener” upchnąć Polakom za "przysłowiową złotówkę". Tylko nad Wisłą udają się takie „cwane” numery. Wsparcie banków w 2008 roku bez udzielania oficjalnej pomocy to był przecież majstersztyk cwaniactwa.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
W USA toczy się precedensowy proces, który rozstrzygnie o poziomie wolności słowa na jaki mogą sobie pozwolić uczeni. Profesor dziennikarstwa Florida Atlantic University (FAU) dr James Tracy pozwał tą uczelnię z powodu rozwiązania z nim umowy o pracę motywowanego jego działalnością blogerską. Tracy prowadzi blog memoryholeblog.com poświęcony zagadnieniom społeczno-politycznych. Jest to jedna z wielu stron internetowych demaskujących zakłamanie mediów głównego nurtu. Tracy ujawnia pomijane w tych mediach fakty oraz stosowane przez nie manipulacje. Na karierze dr Tracy prawdopodobnie zaważyła sprawa strzelaniny w szkole w Newtown. Jednym z zabitych tam podobno dzieci był Noah Pozner. James Tracy twierdzi, że jego akt zgonu został sfabrykowany, a rodzina zarabia na jego śmierci zbierając datki z całego świata. Rzeczywiście nieco dziwne jest to, że na opublikowanym świadectwie zgonu występują jaśniejsze i ciemniejsze obszary, a czcionki napisów nie są jednolite. Na dodatek na akcie zgonu zaznaczono, że autopsja nie została przeprowadzona, gdy tymczasem oficjalny raport z tej masakry zawiera stwierdzenie, że dokonano autopsji wszystkich ofiar. W odpowiedzi na te zarzuty państwo Pozner rozpętali kampanię – jak widać skuteczną – zmierzającą do zwolnienia Tracy'ego z pracy.
W Polsce ten problem praktycznie nie występuje i to z kilku powodów.
-
W Polsce mamy zupełnie inny system prawny i wyroki sądów mają charakter jednostkowy – rzadko wpływają na działanie instytucji. Mamy też doskonały mechanizm „utraty zaufania”, który chroni pracodawcę przed konsekwencjami prawnymi tego typu zwolnień.
-
Przykłady dr Ratajczaka, oskarżonego przez Gazetę Wyborczą o kłamstwo oświęcimskie, czy Zbigniewa Kękusia skazanego pomimo dowodów niewinności są wystarczająco wymowne, by działać odstraszająco. Uleganie „teoriom spiskowym” może być niebezpieczne
-
Polscy naukowcy szerokim łukiem omijają tematy kontrowersyjne. Dobrym przykładem jest tutaj teoria ewolucji Darwina. Niedawno na UW odbyło się seminarium na ten temat. Jednak organizatorzy to koło studenckie i prywatny Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi (związany ze znanym portalem PCh24.pl, sposób finansowania instytutu jest nieco kontrowersyjny).
-
Znany mechanizm funkcjonowania paradygmatów naukowych został w Polsce wzmocniony poprawnością polityczną. Jak zauważa prof. Anna Raźny: „przytłaczająca większość politologicznych doktoratów, habilitacji, książek profesorskich jest przetworzonym amerykańskim produktem z doklejonym polskim certyfikatem politycznej poprawności”. To samo dotyczy ekonomii – dlatego żaden polski ekonomista nie odważy się wprost zaatakować fundamentów liberalnej ekonomii (choć chyba już wszyscy wiedzą, że to po prostu nie działa).
