- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Trwają „poszukiwania” pieniędzy dla Grecji. Według PAP sytuacja stanie się „dramatyczna” w poniedziałek. Dlaczego akurat wtedy? Bo Grecja ma spłacić część długu wobec EBC. Bank centralny „eurozony” może po prostu przepisać wirtualne zyski z greckich obligacji w pozycji „spłata”. Ale takie rozwiązanie stwarza poważny problem psychologiczny dla bankierów – bo oznacza rezygnację z zysku. A poza tym jest okazja, aby podeliberować, jaka ta Grecja może być kosztowna dla całej Unii Europejskiej. Zupełnie realnym wariantem (przynajmniej w teorii) jest obcięcie „funduszu spójności” w ramach „zrzucania się” na Grecję. W sklepach na terenie ZSRR w okresie stanu wojennego w Polsce były słoiki z napisami „na głodującą Polskę”. Efekt psychologiczny był podobny.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Pokaźne zwycięstwo Borussi Dortmund w półfinale Ligii Mistrzów nad Realem Madryt, wywołało wiele komentarzy. Ponieważ wszystkie bramki strzelił Polak - Robert Lewandowski, w Polsce zapanował wręcz entuzjazm. Prezes PZPN Zbigniew Boniek wyraził opinię, że ten napastnik jest wychowankiem polskich klubów, co dobrze świadczy o naszym futbolu. Jednak o tym, że polska reprezentacja zagra jak Borussia, to raczej nie ma co marzyć. Dlaczego?
Może warto zwrócić uwagę na biznesowy aspekt tego sportu.
W przeddzień wspomnianego meczu półfinałowego ukazał się artykuł w The Guardian, opisujący biznesowe perypetie klubu z Dortmundu. W roku 2005 klub miał 130 mln euro długu i był bankrutem. Wbrew przewidywaniom fundusz Molsiris, będący największym wierzycielem klubu postanowił go ratować. Dziś ma realne szanse na sukces sportowy - zwycięstwo w Lidze Mistrzów i związany z tym sukces finansowy. Zdecydowała rozsądna polityka transferowa, uzdrowienie finansów oraz coś jeszcze: nowy trener, który zbudował prawdziwy zespół. Duch drużyny (team spirit) o którym mówią zawodnicy nie jest tylko mitem. To widać na boisku. Jest to doskonały przykład znaczenia, jakie mają takie pozaekonomiczne czynniki dla uzyskania sukcesu biznesowego.
Niestety w polskim sporcie trudno o coś takiego. Wyrazem braku zrozumienia dla tego biznesu przez nowobogackich właścicieli klubów jest zmiana ich nazw. Marki klubów o dziesiątkach (a nawet setkach) lat tradycji są szpecone nazwami firm stając się przybudówkami działu marketingu.
Inną ciekawą kwestią z tym związaną jest odwrócenie obserwowanych na zachodzie reguł. Małe kluby, którym udaje się osiągnąć względny sukces kupują zawodników i zatrudniają nowych trenerów, niszcząc zwycięski kolektyw. Duże kluby po osiągnięciu sukcesu sprzedają zawodników, bo z jednej strony inwestycja musi się zwrócić, a z drugiej nikt nie wierzy w możliwość zbudowania prawdziwej potęgi i dla zawodników sukces oznacza tylko lepszą cenę.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci

Dzięki portalowi zajmującemu się monitoringiem działań rządu statewatch.org, mamy dostęp do oświadczenia, które ministrowie spraw wewnętrznych 11 stycznia przyjęli w Paryżu. Nieprawomyślne portale internetowe wyrażają obawy, że chodzi o kolejne ograniczanie wolności:
Mając to na uwadze, partnerstwo wśród głównych dostawców usług internetowych jest niezbędne, aby stworzyć warunki do szybkiego zgłaszania materiałów, które mają na celu nakłaniania do nienawiści i terroru oraz możliwość do usunięcia takich treści w stosownych przypadkach.
Rzeczywiście zastanawiające jest, jaki cel miała ta deklaracja – skoro nawet ministerialny portal ograniczył się do relacji ze spotkania, a media przemilczały sprawę. Dokument ten nie ma też żadnej mocy prawnej. Może więc chodziło jedynie o to, że każdy na swoim podwórku ma „tropić terrorystów” jak mu się podoba, a wszyscy wokół będą udawać, że to normalne? Więc normalne jest to, że ten francuski szmatławiec znów będzie szydził z religii, starając się wywołać skraje reakcje, ale jeśli ktoś zadeklaruje, że nie jest „Charlie”, tylko na przykład „Palestyńczykiem”, będzie podejrzanym. Francja zaczęła od aresztowań, a Wielka Brytania chce zakazać szyfrowania wiadomości (koniec Snapchata?).
Warto śledzić dalsze działania tych hipokrytów, bo nie wykluczone, że im się marzy europejska wersja bushowskiej "wojny z terrorzymem”.
ilustracja pochodzi z : wolna-polska.pl
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko

Najbardziej optymistyczna opinia na temat wczorajszego referendum: „Polacy na kilometr wyczuwają fałsz i obłudę, dlatego zostali w domach”. Czy ten optymizm jest uzasadniony? Raczej nie. Gazeta Prawna rozpoczęła cykl publikacji pod tytułem „Wkurzeni.PL”. Pierwszy tekst zawiera tezę, że Polacy czują się oszukani przez państwo. "To nie tak miało być". Jeśli to prawda, to o jakim znowu święcie demokracji może być mowa? Na wybory parlamentarne pójdą głosować przeciw komuś. A w referendum głosowanie przeciw to pozostanie w domu. Wynik jest więc oczywisty i jednoznaczny. Cała reszta to bicie piany – tak jak cała nasza polityka. Jeden z opiniotwórczych dzienników za najważniejszą wiadomość uznał, że „Skończył się pojedynek PO z PiS na referenda. Rozpoczyna się właściwa kampania wyborcza”. Wkurzonych to w większości także nie obchodzi. PiS pewnie wygra i rządzić będzie. Bo jakoś trzeba odsunąć od władzy obecnie rządzącą mafię. Nic więcej. Po wyborach prezydenckich profesor Artur Śliwiński napisał: „Konieczne jest chłodne podejście do wyborów. Konieczne jest ono przede wszystkim dlatego, że lepiej odpowiada pracy organicznej, która czeka na podjęcie ponad dwadzieścia pięć lat. Praca ta musi poprzedzać pożądany przełom, a nadal tej pracy brakuje. Sekwencja jest taka: najpierw trud wyprowadzenia Polski z głębokiego marazmu duchowego, odzyskanie suwerenności, odbudowa siły ekonomicznej, a dopiero potem oczekiwanie na pozytywne zmiany”. Po referendum widać jak bardzo trafne to są słowa. Widać to także po bezradności z jaką podchodzą polscy politycy do wyzwań współczesności. Niemcy mają problem z napływem fali uchodźców. Niemiecki dziennikarz prosi Wiktora Orbana, aby przekazał zaprzyjaźnionym z nim szefów unijnych państw: „wynocha z UE”. Normalny człowiek zapytałby się o co im chodzi. Jeśli macie Niemcy problem, to może poproście o pomoc? Siądziemy razem i zastanowimy się jak go rozwiązać. Ale nie – Niemiec nie będzie prosił „podludzi”. Jemu się należy, a po to ma UE by wymóc co się należy. Reakcji – jakiejkolwiek – z polskiej strony na tą butę spodziewać się nie należy. Polacy mają według mediów żyć tym, czy PO z PiS przejdą do „właściwego pojedynku”, i dlaczego jakiś podżegacz wojenny "przyznanego miejsca w Senacie". Tak sformułowane pytanie mówi wszystko (i nie ma sę łudzić, że to „nie przyznanie” ma coś wspólnego ze skrajnymi poglądami pana Kowala na politykę wschodnią).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
We współczesnym świecie najbardziej skuteczną bronią jest informacja. Ona sama w sobie wprawdzie nie wystarcza do pokonania przeciwnika (chyba że w dyskusji), ale może zwielokrotnić skuteczność innych działań.
Patrząc na to co dzieje się w mediach, można odnieść wrażenie, że jesteśmy w stanie wojny. Nie do końca wiadomo z kim.
Przykładem wrogich wobec Polski działań jest poniedziałkowa „sensacja dnia” wysmażona przez gazetę Adama Michnika: nocny atak ludzi Macierewicza na instytucję NATO w Polsce. Cała historia sprowadza się do tego, że pułkownik Dusza, który był szefem tworzącego się Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO uznał odwołujący go rozkaz za niebyły. Żadna władza w żadnym kraju nie może sobie pozwolić na to, by żołnierze odmawiali wykonywania rozkazów. Jakaś reakcja była konieczna. Czy akurat nocne przejęcie pomieszczeń było najlepszą reakcją? Skoro ujawniono w ten sposób poważne naruszenia bezpieczeństwa (a na deser godło rosyjskiej FSB w miejscu gdzie można by się spodziewać orła w koronie), to chyba nie ma nad czym dyskutować. Niemniej ktoś zadbał o to, aby cały świat obiegła informacja, że były minister i kandydat na szefa PO niejaki Siemoniak uznał bezprecedensowy atak na instytucję NATO za absolutny skandal. Taką właśnie informację przekazał niemiecki dw.com, portal euronews.com i wiele innych portali na całym świecie.
Tego typu informacje budują odpowiedną atmosferę, w której jakiś polityk z państwa które trudno znaleźć na mapie ma czelność grozić, że „jeżeli władze dalej prowadzić będą akcje z zaskoczenia, jeżeli mass media nie będą wolne a wymiar sprawiedliwości nie będzie niezawisły, „zostanie osiągnięty punkt, w którym Warszawie trzeba będzie odebrać prawo głosu na płaszczyźnie europejskiej”. Jego zdaniem „cieszy jedynie to, że - inaczej niż na Węgrzech - polskie społeczeństwo stawia czoła zamachom na podział władzy w państwie”.Może jednak nie całe społeczeństwo? Nawet jeśli opublikowany przez portal wolna-polska.pl przegląd kadr „stawiających czoła” jest stronniczy, to i tak poraża ta sieć powiązań.