- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Staje się coraz bardziej prawdopodobne, że to PiS bedzie po wyborach partią rządzącą w Polsce. Wczoraj odbyła sie konwencja programowa tej partii. Spośród wyborczych obietnic jedną z najważniejszych jest obniżenie podatków poprzez podniesienie kwoty wolnej. Choć w wyborach stawia się amboitne cele, z programu wynika, że są one rozłożone na wiele lat.
Oto co proponują eksperci PiS w dziedzinie podatków:
-
Powrót do niższych stawek VAT
-
Zmiany w podatku dochodowym:
-
kwartalne zaliczki na podatek dochodowy
-
jednorazowa amortyzacja wydatków inwestycyjnych
-
w przypadku wydatków na badania naukowe i rozwój podatnik będzie mógł obniżyć podstawę opodatkowania o kwotę tych wydatków w podwójnej wysokości w momencie opatentowania lub wdrożenia wynalazku.
-
trzecia stawka w podatku PIT – 39% od dochodów powyżej 300 tys. zł rocznie, przy czym podatnik inwestujący, tworzący nowe miejsca pracy, będzie mógł uniknąć tej stawki, odliczając kwotę wydatków inwestycyjnych od podstawy opodatkowania.
-
wzrost kwoty wolnej co roku o jedną dziesiątą, tak długo aż dochód zwolniony nie osiągnie poziomu minimum egzystencji. Oznacza to podwojenie kwoty wolnej z 3091 zł rocznie do ok 6000 zł rocznie.
-
15-procentowa stawka CIT dla mikroprzedsiębiorców zatrudniających co najmniej trzech pracowników na podstawie umowy o pracę za wynagrodzeniem równym średniej krajowej
-
-
Podatek od instytucji finansowych
-
Podatek od sklepów wielkopowierzchniowych
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jeden z najbardziej znanych polskich przedsiębiorców, Marek Roleski (właściciel marki „Roleski”) udzielił wywiadu "Dziennikowi". Prawie jak zawsze w takich wypadkach narzeka na biurokrację, choć tak dokładniej, to przeszkadza mu po prostu mafia: Ponieważ przełamałem monopol na produkcję majonezu, to „muszą mnie załatwić”. I w efekcie nasłano na mnie kontrolę. Wśród przedsiębiorców panuje uzasadniona opinia, że urzędnicy rzucają kłody pod nogi. Oraz radosna twórczość twórców prawa: „brak jest jednoznaczności decyzji i stabilnej wykładni przepisów”.
Marek Roleski wygłosił w tym wywiadzie kilka innych interesujących opinii. O Warszawie: Poza nią, choćby tu, gdzie mieszkam, też prowadzi się interesy. Dobrze, niekiedy nawet lepiej, uczciwiej, bo więzi są tu silniejsze i łatwiej wyczuć ludzi i zrozumieć, co nimi kieruje. Bo wszyscy się tu znają, a to pomaga eliminować niewłaściwe zachowania. W wielkich miastach więzi takich nie ma, słabsza jest wzajemna kontrola wewnątrz środowisk. Wydaje się, że więcej wolno, że wolno na przykład relatywizować zasady. Że „cwaniactwo” może być uznane za dopuszczalną metodą prowadzenia biznesu. Że dobre mniemanie o sobie zastąpi profesjonalizm. Taka jest w ogóle natura wielkich miast, szczególnie miast młodych, w których koncentrują się ogromne interesy i do których spływają zewsząd ludzie o różnej kulturze. Cóż można na to poradzić?
I najciekawsza - o niskich zarobkach w Polsce: Na tym, by w Polsce zarabiało się mało, zależy głównie globalnym korporacjom. Kultura korporacyjna nie jest przygotowana do tworzenia stanowisk opartych na pracy własnych rąk. Nie stworzyła szkół zawodowych, szkół uczących fachu. Kultura korporacyjna wykreowała modę na szkoły biznesu, handlu, a nie na tokarzy, piekarzy, frezerów, spawaczy. Nie ma tych specjalistów za granicą, więc sięga się po Polaków, którzy są bardzo dobrymi fachowcami. Przez lata wykształciliśmy wspaniałych pracowników, a Zachód ich nam teraz zabiera.
Na tym przykładzie widać, że przedsiębiorcy nie są w stanie sami skorygować polityki niskich płac. Mogliby to zrobić pod wpływem rynku. To jednak będą ruchy niewielkie i tylko tam, gdzie będzie brakować rąk do pracy. Potrzebna jest korekta w polityce gospodarczej, którą można wykonać tylko w skali całego kraju.
Rzeczpospolita z kolei publikuje wywiad z innym przedsiębiorcą, osiągającym sukcesy w skali globalnej: Zbigniewem Inglotem. Firma „Inglot” także funkcjonuje z dala od stolicy (pod Przemyślem). Zmarły założyciel firmy Wojciech Inglot zwykł mawiać: prowincja jest w nas. Teraz „Inglot” posiada już 530 salonów w 75 krajach świata. Najciekawsza jest odpowiedź na pytanie o wejście na giełdę: Absolutnie wykluczamy taką opcję. Po wielu latach samodzielnego rozwoju i chyba nie najmniejszego doświadczenia, nie wyobrażam sobie, że musielibyśmy się przed kimś tłumaczyć z naszych planów i prosić akcjonariuszy o akceptację.
Te i wiele innych przykładów pokazują, że w świecie zdominowanym przez korporacje polskie firmy rodzinne nie są bez szans.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Książka Scotta Adamsa „Zasada Dilberta” stała się bestselerem na całym świecie. Jest to zbiór celnych i zabawnych komentarzy krytykujących życie w korporacji. W najnowszym dziele zatytułowanym "How to make more money in stocks" (jak zarobić więcej pieniędzy na akcjach), Dilbert skupia się na krytyce sektora finansowego. Adams mówi bez ogródek: doradcy inwestycyjni muszą jakoś uzasadnić swe wysokie zarobki, dlatego uprawiają rodzaj magii, która nie ma nic wspólnego z racjonalnym myśleniem. Badania potwierdzają, że wyniki uzyskiwane przez fundusze inwestycyjne w dłuższym czasie nie przekraczają średniej. Dlatego tak zwana gra na giełdzie zgodnie z ich radami to czysta strata czasu. O wiele prościej i bez zbędnego ryzyka jest inwestycja w fundusze typu ETF (które odzwierciedlają indeks całej giełdy) dla rosnących giełd.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Rafał Woś komentuje coraz gorętsze spory zachodnich ekonomistów, którzy podważają wszystkie dotychczasowe świętości. Prym wiedzie w nich Paul Krugman, atakujący tezę o szkodliwości zaangażowania państwa w gospodarce. Podobno intelektualnym patronem noblisty jest nasz rodak Michał Kalecki. Kalecki już 1943 r. pisał, że opór biznesu przed interwencjami państwa w gospodarkę nie jest niczym zaskakującym. „Bo biznes wie, że ta interwencja ma sens. Państwo może przy pomocy rozsądnego zawiadowania swoim budżetem gwarantować dobrą koniunkturę gospodarczą. I w momencie, kiedy ta świadomość dotrze do społeczeństwa, przedsiębiorcy utracą ogromną władzę. I nie będą już mogli trzymać w szachu klasy politycznej oraz pracowników. Argumentując, że wszystko, co podważy ich dobry nastrój (na przykład rosnąca presja związków zawodowych na podwyżki płac), natychmiast przełoży się na pogorszenie koniunkturyi w konsekwencji bezrobocie.
Dlaczego taki spór nie toczy się w Polsce? Może dlatego, że wszyscy zdają sobie sprawę z tego iż ma on znaczenie wyłącznie w przypadku państw o umiarkowanym stopniu korupcji i rządach w których dominuje myślenie w kategoriach dobra wspólnoty, racji stanu i przyzwoitości.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Jeśli szukać pozytywów w obecnej sytuacji, to z całą pewnością jest wśród nich rozwój sztuki pisania listów:
-
Paweł Kukiz przesyła muzyczne wyznanie głębokich uczuć „obrońcom demokracji” z KOD: „Jak ja was k...y nienawidzę!”. W tekście piosenki między innymi słowa „Rozpasłe mordy, krzywe ryje. Ku…two wszędzie, tam gdzie wy. Jak ja was k…y nienawidzę. Jak do was bym z kałacha bił”.
-
Jacek Żakowski do Pawła Kukiza: Walisz, Paweł. Serią. Normalnie. Tak z biodra. Jak ci się marzyło. Długą serią. Tratatatata. I już leżą. Starzy i młodzi. Kobiety, dzieci, mężczyźni. Jedni na drugich. Ciała jeszcze ciepłe. Krew się sączy. Ze sterty czy dołu z wapnem jeszcze słychać jęki. Zmiana magazynka. [...] Aż przestaną się ruszać i zapadnie cisza. Uff, zabezpieczasz kałacha. Nareszcie dobrze się czujesz.
-
Bronisław Wildstein przesyła życzenia świąteczne – między innymi „Przegranym politykom, aby pogodzili się z porażką i nie próbowali zmienić wyroków narodu manipulując i szczując Polaków przeciw sobie”. Natomiast Lisowi (Tomaszowi) życzy, aby przynajmniej na Wigilię przemówił ludzkim głosem.
-
Tomasz Lis oczywiście przemówił (choć póki co - trudno to uznać za ludzki głos). Uznał, że dziennikarz Super Expressu, który ujawnił, że nowy kandydat na obrońcę narodu nie potrafi zająć się własną rodziną i nie płaci alimentów, to „PIS-owski piesek i cymbał”.
-
Lech Wałęsa za pośrednictwem mediów niemieckich przesyła wyrazy uczucia do Andrzeja Dudy: wstydzę się za prezydenta. Wcześniej uznał, że „Prezydent robi wszystko, aby Polaków dzielić. Trzeba jak najszybciej skrócić kadencję jego i parlamentu”
-
Wałęsa doczekał się wielu odpowiedzi. Między innymi wyznania: byliśmy w Pana wpatrzeni... Ale „klapki opadły” i pokazał się człowiek mały, zadufany w sobie, kompletnie wobec siebie bezkrytyczny, zwalczający bezpardonowo tych, którzy widzą szerzej i mądrzej oraz prośby: Prosiłbym łaskawie o oddanie skradzionych kart z IPN, a potem o ewentualne krytyki następcy.
-
Kolejny polityk UE przesyła swoje żądania wobec Polski: oczekuję, że nowelizacja zostanie wstrzymana do czasu wyjaśnienia jej wpływu na działanie TK. Nie wiadomo, czy wyjaśnienia należy wysłać do Brukseli, bezpośrednio do Berlina, czy do gazety w której opublikowano list.
Historia naprawdę lubi się powtarzać, a spadkobiercy Targowiczan trwają przez pokolenia. Po 1989 roku Jacek Kaczmarski relacjonował fikcyjną rozmowę Rakowskiego z Gorbaczowem:
Partia nie ma już na swoje rządy kraju.
Zdies' buntowszcziki uż padnimajut łby
I odeszły od nas sojusznicze partie.
Głodny naród zaraz będzie pragnął krwi.
Towarzyszu, pomagitie! Ja się martwię.
[...]
My pamożem wam, kak smożem, no inacze -
A paka wy s opozicjej nie barojties;
Szto eta za kamunist, katoryj płaczet?
[…]
- Towarzyszu Gorbaczow, a może by
Dać do prasy coś o tej rozmowie naszej?
Że rozmawiam z wami - przecież to nie wstyd
A przynajmniej może naród się przestraszy?
Oczywiście naród się nie przestraszył. Politycy europejscy chyba jednak bardzo głęboko się mylą sądząc, że teraz może być inaczej. Te listy, to raczej dla Polaków dobry prezent świąteczny, bo to kolejny dowód na to, że nie mamy się czego wstydzić. Nasi eliciarze wcale nie są głupsi od tych brukselskich.