- Szczegóły
- Kategoria: Geopolityka
Pierwszym poważnym i długofalowym skutkiem brytyjskiego referendum jest obnażenie poziomu europejskich „elit”.
Wyobraźmy sobie firmę, w której zarząd przedstawiając właścicielom plany działania podkreśla, że zupełną katastrofą będzie utrata jednego z kluczowych rynków. Mija rok i okazuje się, że nastąpiła katastrofa, a działania zarządu można uznać za wzmacnianie niekorzystnych trendów. Jeden z prezwwwesów komentując sytuację mówi: „chwila jest historyczna, ale to nie jest moment na histeryczne reakcje”. Czy takich ludzi można traktować poważnie? Gdyby UE działała tak jak działa biznes, to biurka członków „zarządu” byłyby już posprzątane.
Po referendum powagę zachował Premier Wielkiej Brytanii – przyjmując konsekwencje i zapowiadając dymisję.
W Brukseli udają, że nic się nie stało, a „ukochani przywódcy” zaczęli kombinować jak „ratować UE”, poprzez dalsze jej rozwalanie. Czemu innemu miałoby służyć spotkanie w „wąskim gronie” państw założycieli?
O tym jak beznadziejna jest europejska elita Polacy mogą sobie wyrobić opinie na podstawie person z naszego kraju jakie dostąpiły unijnych zaszczytów. Najwyraźniej doskonale do nich pasują Jerzy Buzek i Donald Tusk – ludzie do których określenie „mąż stanu” pasuje jak pięść do nosa.
Nic więc dziwnego, że nie pojawił się nikt, kto patrzyłby na sytuację jak na okazję do głębokiej reformy, jakiej Europa ewidentnie potrzebuje. Dotyczy to niestety także naszego kraju.
Czytaj więcej: Czy Brexit pozostanie tylko zmarnowaną okazją?
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Sąd uznał za bezzasadne umorzenie śledztwa w sprawie odpowiedzialności urzędników przygotowujących lot zakończony katastrofą w Smoleńsku. Dziennikarz Gościa Niedzielnego dotarł do uzasadnienia wyroku:
Powinno zostać rozważone postawienie zarzutów poszczególnym urzędnikom Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – to jeden z najważniejszych wniosków z pisemnego uzasadnienia decyzji sądu, który nakazał prokuraturze wznowienie śledztwa w sprawie odpowiedzialności cywilnych urzędników za organizację lotów prezydenta i premiera do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 roku.
Od tej decyzji do wyroku droga daleka. Ale warto odnotować fakt, że jednak bezkarność władzy nie jest w Polsce gwarantowana w 100%. Przynajmniej do szczebla ministerialnych urzędników.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Na wojnie reguły ekonomii muszą zostać podporządkowane strategii walki. Nie ma się więc co dziwić, że dziennikarze chcą zakręcić kurek na rurociągu „Przyjaźń”. Bo – jak alarmuje "Rzeczpospolita" – korzystając z niego Polska finansuje wojnę Putina:
" Skoro Rosja stała się krajem agresywnym i nieodpowiedzialnym. Skoro na sankcje finansowe nałożone za rozpętanie konfliktu odpowiada własnymi. Skoro wreszcie nie chce naszych jabłek, serów czy mięsa, to czy mamy w nieskończoność finansować jej gospodarkę i budżet miliardami za ropę?"
Po prostu szok!
Nie do uwierzenia, na jakie wyżyny głupoty potrafią się wspiąć dziennikarze. Najzabawniejszy jest zarzut, że oni śmieli odpowiedzieć swoimi sankcjami na nasze. Rosja wydobywa około 500mln ton ropy - z czego 90% eksportuje. Polska importuje trochę ponad 20mln ton. A więc kilka procent całości - Rosjanie bez trudu opchną to Chińczykom.
Z drugiej strony te 20mln to kilkadziesiąt kursów tankowców (każdy kurs liczony w milionach). Ciekawe skąd? Może z Kanady, która właśnie zaczyna się wycofywać z sankcji, by nie szkodzić kanadyjsko-rosyjskim inwestycjom w przemyśle naftowym:
Przedstawiciel kanadyjskiego rządu powiedział, że jego kraj jak najbardziej przyłącza się do sankcji przeciwko Rosji, ale nie mogą one uderzać w kanadyjski interes gospodarczy.
Jeszcze niedawno premier Kanady Stephen Harper bardzo ostro wypowiadał się na temat Rosji i Władimira Putina, porównując go nawet do Adolfa Hitlera, a sytuację na Ukrainie do tej w Europie tuż przed wybuchem II wojny światowej.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Emmanuel Macron - francuski odpowiednik Ryszarda Petru - ma dzisiaj zostać wybrany na prezydenta. Jest to - wbrew temu co piszą niektórzy publicyści - wybór jak najbardziej naturalny. I co z tego, że został on wykreowany przez media. Przecież media nad Sekwaną to ostoja demokracji – nie to co u nas.
Z wypowiedzi namaszczonego przez media (i banksterów) kandydata na temat Polski wnioskować można, że jest on parodią Hitlera. Ale różnica między Hitlerem a „Makaronem” nie wynika z poziomu powagi czy z aparycji, ale z trendów kulturowych, które tych dwóch przywódców wytworzyły. Niemcy głosowali na Hitlera wybierając między komunizmem a egoistycznym nacjonalizmem. Francuzi wybierają między nacjonalizmem a postmodernizmem. Trafną wydaje się spostrzeżenie, że „postmodernistyczny, globalistyczny, nihilistyczny, podżegający do wojny i RZECZYWISTY rasizm w stosunku do muzułmanów, gdziekolwiek są (w formie liczniejszych bombardowań narodów muzułmańskich) na dobre zainstalował się w La Republique”. Postmodernizm podobnie jak faszyzm prowadzi do zatracenia przez jednostki swej wolności. Uczestnicząc "wyścigu lemingów" poddaje się ona dyktatowi korporacji i mediów. Nie przez przypadek to francuscy uczeni są głównymi bohaterami głośnej książki Alana Sokala „Modne Bzdury”. U nas nawet Magdalena Środa zbliża się do takiego poziomu głupoty jedynie gdy sięga po francuskie publikacje feministek. Francuska myśl naukowa jest pełna odkryć typu „pewnik wyboru precyzuje jak każde zdanie zawiera przekaz książki” (cytat Sokala z niejakiej Kryslevej), czy "...męski członek w stanie erekcji […] jest równy pierwiastkowi z 1 najgłębszego, wytworzonego sensu". Możemy się z tego śmiać, ale to ma głęboki sens: takie tezy służą do tresury umysłów. Umysł normalnego człowieka staje bezradny wobec tych bzdur. Jeśli napotyka je raz – może się buntować. Ale gdy jest tak bombardowany bez przerwy przez media i telewizyjne autorytety – to ten dyskomfort poznawczy musi jakoś zniwelować. Wystarczy, że raz sobie powie – widocznie ja czegoś nie rozumiem, a ci mądrzy ludzie muszą mieć rację. Potem już łyka wszystko. Na przykład demokracja i wolność słowa mogą polegać na tym, że można demokratycznie ustalić co media mogą pisać, a co nie. Nie mogą więc „zniecheć do aborcji”, ale mogą – a nawet powinny – zachęcać do głosowania ma „Makaron”. Dziennik Le Mond oświadczył właśnie, że nie będzie publikował informacji z „Macron Leaks” - bo to godzi w demokrację. Według tego samego dziennika w demokrację godzi także Kościół Katolicki we Francji – bo nie chce mieszać się do polityki poprzez nakazanie wiernym, by głosowali na jedynie słusznego kandydata (to według nich „bład moralny”).
Wśród informacji, które można znaleźć w wykradzionych przez hakerów danych jest potwierdzenie, że Macron ma rzeczywiście tajne konto – tyle że nie na Karaibach. Naturalne jest więc to, że pisać o tym nie wolno – po co mącić spokój Francuzom?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Niemcy od lat kupują na czarnym rynku dane o kontach swoich podatników w szwajcarskich bankach. Ostatnio jeden ze złodziei tych danych (zarobił 1,1 mln euro) został skazany na trzy lata więzienia. Szwajcarskie banki obiecały współpracę z niemieckim fiskusem (skoro te dane i tak nie są bezpieczne....). Śladem Niemiec idą inne kraje. Podobne cele (poza inwigilacją i pokazaniem kto tu rządz) ma amerykańska ustawa FATCA. Amerykanie wymagają od swoich obywateli płącenia podatków w kraju, nawet jeśli ci obywatele mieszkają za granicą. Skorzystanie z umów o podwójnym opodatkowaniu jest utrudnione (amerykański system podatkowy jest bardzo skomplikowany). Portal „Głos Rosji” podaje to jako przyczynę dużego wzrostu rezygnacji z amerykańskiego obywatelstwa – zwłaszcza przez ludzi zamożniejszych.