- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Niedawno FBI aresztowało Rossa Williama Ulbricht - właściciela portalu, na którym za bitcoiny można było kupić narkotyki, albo zlecić morderstwo (Silk Road). Przejęta została znacząca kwota bitcoinów (144tys o wartości setek milionów dolarów). Transakcje bitcoinem są anonimowe w tym sensie, że nie są znane strony transakcji. Jednak można uzyskać informacje o tym, jakie transakcje były wykonywane przez poszczególnych właścicieli (bez rozszyfrowania ich tożsamości). Wykorzystując te możliwości, dwaj matematycy izraelscy przeanalizowali domniemane transakcje przejętymi przez FBI pieniędzmi. Stwierdzili oni, że łańcuch transakcji między pierwszymi bitoinami w historii, a Silk Road jest bardzo krótki. Stąd podejrzenia, że między twórcą bitcoina, a Rossem Ulbrichtem mogą istnieć jakieś związki.
Niezależnie od tego, ile w tym obiektywnych informacji, a ile czarnego PR'u, historia Silk Road odsłania słabości kryptograficznej waluty. Nie leżą one jednak w samej idei takiej waluty, ale w założeniach systemu kreacji i wymiany.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Do tego, że dziennikarze ekonomiczni średnio raz na tydzień opisują gospodarczą katastrofę Rosji zdążyliśmy się przyzwyczaić. Wraz ze spadkiem cen ropy zmienia się jedynie granica przy której ma nastąpić załamanie. Kiedyś twierdzono, że Rosja potrzebuje ceny w granicach $100 za baryłkę aby zrównoważyć budżet. Dziś ceny są poniżej $50 (co według starszych gazet jest znacznie poniżej kosztów wydobycia) a deficyt budżetowy spada. No i - o dziwo – według ekonomistów coś się pozmieniało, bo „tania ropa nie zatopi Putina”. Może za to zatopić amerykańskie korporacje.
Na taniej ropie mają korzystać polscy konsumenci. Najlepsi na świecie „analitycy” podkreślają, że cena ropy wyrażona w złotych spadła w Polsce do poziomu najniższego od 10 lat. Szacują oni, że trwały spadek cen energii do poziomu sprzed 10 lat przynosi polskim gospodarstwom domowych oszczędności rzędu 3 proc. Tyle, że dziesięć lat temu mieliśmy cenę benzyny na stacji poniżej 4 PLN, a obecnie jest około złotówki więcej.

[źródło]
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - kredyty we frankach
Kancelaria Prezydenta ogłosiła, zakończenie prac nad ustawą o restrukturyzacji kredyów walutowych. Podstawową koncepcją przyjętą w tej ustawie jest (podobnie jak we wcześniejszych propozycjach) zamiana na kredyt złotówkowy z równoczesnym zastąpieniem stawki LIBOR przez WIBOR. Nie wprowadza się jednak jednego kursu przeliczenia, ale kalkulacje oparte na „sprawiedliwym kursie przeliczenia” (to jest takim, który sprawi, że kredyty walutowe staną się porównywalne z wziętymi w tym samym czasie kredytami złotówkowymi).
Wprowadza się także pewien poziom dobrowolności:
- Restrukturyzacja dobrowolna jest to restrukturyzacja – przeliczenie następuje za zgodą banku (ale na warunkach z ustawy).
- Procedura przymusowa – na wniosek konsumenta.
- Przeniesienie na wniosek konsumenta własności nieruchomości na banki w zamian za zwolnienie z długu.
Ustawa będzie dotyczyć wszystkich kredytów "denominowanych" w obcych walutach (nie tylko we frankach).
Dostępny jest :klakulator” (arkusz w Excelu) umożliwiający wyliczenia sprawiedliwych kursów” [Pobierz kalkulator]
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Kolejna rocznica tragedii smoleńskiej stała się kolejną okazją do utyskiwań nad tym, że Polacy są podzieleni.
Jednak to nie po Smoleńsku wymyślono przysłowie: gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania – więc czemu akurat w sprawie katastrofy miałaby być jakaś jedność?
W kontaktach między zwykłymi ludźmi tragedia smoleńska nie stanowi jakiegoś punktu zapalnego. Dlaczego więc Prezydent Andrzej Duda zaapelował o niezbędne Polsce wzajemne wybaczenie: „Zabliźnienie rany smoleńskiej to kwestia dobra Polski"? W tym samym przemówieniu powiedział, że katastrofa była świadectwem "bylejakości" państwa, błędów, które nie powinny się zdarzyć. Naprawdę trudno się nie zgodzić z taką oceną. Jak zatem można rozumieć słowa Prezydenta?
1. Rządzący do niedawna Polską politycy reagują alergicznie na opinię o „bylejakości”. Dziwić się im nie należy – bo za taką oceną mogą iść konkretne zagrożenia (także procesowe). To jedna z przyczyn tak ostrych podziałów wśród polityków. Czy bylejakość państwa jest zatem czymś nieważnym? Czymś mniej ważnym od „zgody” w każdym razie? Przecież to już przeżyliśmy, gdy po Okrągłym Stole triumfowała bylejakość PRL-owska. Ale tym razem miała być „dobra zmiana”!
2. Inną możliwością jest przyznanie, że nasze państwo jest do tego stopnia słabe, jedynym sposobem na „opozycję” sięgającą do najgorszych polskich tradycji (Targowica, pieniactwo) jest jej obłaskawienie. Co by to się działo, gdyby polski premier albo prezydent nawiązując do tamtych czasów powiedział na forum europejskim, że nasza demokracja jest starsza od tej którą mają na zachodzie i w związku z tym mamy doświadczenie nie tylko w tym, jak osiągać sztuczną - często oparty na zakłamaniu – zgodę, ale też jak radzić sobie z warchołami takimi jak Rzepliński. Może więc Niemcy zajęliby się łaskawie swoimi problemami, których im nie brakuje?
Być może Polska ma za słabe karty. Taka ocena jest do zaakceptowania i łagodne postępowanie władz – zrozumiałe. Jednak tylko pod warunkiem, że istnieje jakiś plan naprawczy (na razie go nie widać).
3. Jest jeszcze trzecia możliwa interpretacja słów Andrzeja Dudy. Jest to wyraz pasywności w polityce. Polityka Andrzeja Dudy podobnie jak Premier Szydło jest w znacznym stopniu determinowana reakcją na to co się dzieje, niż kreacją własnych koncepcji. Taka postawa ma swoje zalety. Choćby taką, że władza staje się bardziej wrażliwa na opinie społeczeństwa. Jednak w tak niespokojnych czasach, jak obecnie - taka pasywność jest szkodliwa. Na przykład wszyscy wiedzą, że światowy system finansowy się chwieje i kolejny wielki kryzys musi nastąpić (może nawet w bieżącym roku). Czy rządzący Polską pracują nad tym, jak go wykorzystać do „repolonizacji” banków, czy też tak jak poprzednio czekamy w gotowości zabawy w dobrego wujka dla bankierów?
Pasywność w polityce wyraża się między innymi dążeniem do zgody za wszelką cenę. Bo konflikt jest czymś, na co się reaguje, a nie czymś czym zarządza się dla osiągnięcia swoich celów. Nie brakuje osób, które sądzą, że obecnym konfliktem zarządza Jarosław Kaczyński. Nie wydaje się jednak aby to było coś więcej niż dawanie wiary czarnej propagandzie prowadzonej wobec tego polityka.
- Szczegóły
- Kategoria: Teoria spisku
W kończącej się kampanii wyborczej w USA bez wątpienia można wyróżnić dwa punkty zwrotne. Najpierw zainicjowana podsłuchaną rozmową kampania oskarżeń Trumpa o molestowanie kobiet. Później informacja FBI o znalezieniu tajnej korespondencji w laptopie oskarżonego o pedofilię, byłego męża współpracownicy Clinton.
Dlaczego jednak wątek obyczajowy nie jest eksploatowany i zdaje się nie wpływać na stan rywalizacji? Kluczem do wyjaśnienia tego fenomenu może być sprawa miliarder Jeffrey Epsteina.
Według pewnej spiskowej teorii – w Polsce propagowanej przez portal wolna-polska.pl, kandydaci na Prezydenta USA mogą być dobrani według podatności na potencjalny szantaż.
Jak na dobrą teorię spiskową przystało, nie zawiera ona kłamstw, a wątpliwości może budzić jedynie połączenie faktów:
1. Jeffrej Epstein organizował seksualne ekscesy dla swoich możnych gości (wśród których był brytyjski książę Andrzej). Został on skazany za pedofilię zaledwie na kilkanaście miesięcy więzienia. Prawdopodobnie „występy” jego gości były nagrywane.
2. Donald Trump został oskarżony o to, że wraz z Epsteinem zgwałcił 13-latkę. Jednak według jego prawników nawet dane adresowe skarżącej go dziewczyny okazały się dałszywe. Faktem jednak jest, że Trump należał do kręgu bliskich znajomych Epsteina. Temat zniknął, gdy Trump wspomniał o „Lolita Express”. Tak nazwano samolot Epsteina, którym woził gości na swoją prywatną wyspę. Atrakcją tej podróży było towarzystwo nieletnich dziewcząt.
3. Bill Clinton podróżował na wyspę 20 razy, ale tylko 5 razy towarzyszyła mu przysługująca mu ochrona. Ilość lotów początkowo zaniżano. To dość silne przesłanki dla podejrzeń co do celów podróży.
4. Szantaż związany z seksualnymi ekscesami zastosował wobec Clintona izraelski premier Netanyahu. Tak się dziwnie składa, że Epstein jest żydem – oskarżanym o współpracę z Mossadem.
Media głównego nurtu rozważają dwa powody desperackiego wystąpienia szefa FBI na finiszu kampanii: zaangażowanie polityczne, albo rezygnacje agentów oburzonych „zamiataniem sprawy pod dywan”. A może świat nie jest tak do końca zepsuty i w ocenie szefa FBI związki Clintona z pedofilską aferą są na tyle silne, że nowa para prezydencka rzeczywiście byłaby szantażowana?