- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jedna z „miejskich legend” głosi, że kiedyś małpie udało się zdać test wstępny na jeden z uniwersytetów. Oczywiście przypadkowe skreślanie odpowiedzi (co małpy można nauczyć) daje jakieś szanse. W przypadku zadań niewerbalnych szanse człekokształtnych rosną i można nawet podejrzewać je o przejawy myślenia.
Ekonomiści traktują niektóre państwa tak, jak te małpy. Nawet jeśli dostrzegają w ich działaniach jakieś pozytywy, to wypada się dziwić – tak jak tym małpom. Do takich krajów należą Węgry. W ubiegłym roku dziwiono się, że w I kwartale 2013 r. gospodarka Węgier wyszła z recesji i osiągnęła nieoczekiwanie wysokie tempo ekspansji 0,7 proc. w ujęciu kwartalnym, wobec -0,9 proc. rdr. W tym samym kwartale polski PKB wzrósł o 0,4 proc. rdr i 0,1 proc. kdk (rdr = rok do roku, kdk = kwartał do kwartału).
W tym roku okazuje się, że zagrażająca demokracji polityka Orbana rozpedziła gospodarkę Wegier w sposób trwały. W drugim kwartale tego roku Węgry pod wodzą Viktora Orbana zanotowały wzrost PKB na poziomie 3,9 proc. – to najlepszy wynik od 2006 roku. Choć wiele reform wdrożonych przez rząd Fidesz poddawanych jest krytyce, obrany kierunek powoli zaczyna przynosić wymierne korzyści.
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Nie trzeba mędrca by dostrzec, że dla idei „dobrej zmiany” najgroźniejsza jest pazerność na władzę. Taki szturm na stanowiska. Paweł Kukiz ma rację, mówiąc o partyjniactwie. Po PRL'u odziedziczyliśmy państwo w którym pozycja zależy od tego jakich ma się znajomych, a nie od tego jakie ma się kompetencje. Dziwne byłoby, gdyby w partiach politycznych było inaczej – bo wspólnota idei sprzyja stawianiu kryterium zaufania przed kryterium kompetencji. Problemy zaczynają się, gdy mamy partyjne rządy w postkomunistycznym państwie. Wtedy okazuje się nagle, że idee ideami – ale żyć trzeba. A dlaczego zwycięzcy nie mieliby żyć odrobinę lepiej….
Ten drażliwy problem jest śmiertelnym zagrożeniem dla tak słabego rządu jak obecnie (o jego słabości świadczy konieczność tolerowania jawnie bezprawnych wystąpień szajki prawników i „obrońców demokracji”). Gdyby zgodnie z zapowiedziami poczyniono zmiany, które pozwalają na powstanie nowej fali polskiego kapitalizmu, być może ten szturm na stanowiska byłby nieistotny. Na razie jednak mamy jedynie nową falę oddolnego TKM.
To razi. Nic więc dziwnego, że Paweł Kukiz protestuje i grozi wnioskiem o wotum nieufności wobec Ministra Skarbu.
Dość szokująca jest reakcja polityków PiS. Ich komentarze można by spokojnie dołączyć do zbioru wystąpień Donalda Tuska z czasów jego premierostwa i nikt nie spostrzegłby różnicy. Elżbieta Witek bez wątpienia ma rację, że „każdy ma znajomych, do których ma zaufanie” (dla większego efektu gazeta pomija słowo "kompetencje"). Gdyby jednak przynajmniej dodała, że dostrzega i rozumie problem – byłaby choć minimalna odmiana. Rację ma także marszałek Karczewski, gdy mówi „każdy musi gdzieś pracować”. Kariery rodzin prominentnych polityków (vide syn Premiera Tuska) zawsze budzą szczególne zainteresowanie. Istnieje cienka granica pomiędzy oddolną chęcią zatrudnienia takiej osoby z uwagi na pożyteczne dla firmy kontakty, a odgórnymi naciskami aby ułatwić komuś karierę. Stanisław Karczewski mógłby przynajmniej wyrazić nadzieję, że nie mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Byłaby taka drobna „dobra zmiana”.
Niestety Pani Premier postanowiła także wejść w buty Donalda Tuska, mówiąc: PO i PSL to ostatnie partie, które mogą mówić o nepotyzmie. Przez osiem lat słuchaliśmy obrzydliwego usprawiedliwiania wszystkich błędów tym, że PiS był jest albo mógłby być jeszcze gorszy. Politycy PO doszli w tym do takiej wprawy, że w zasadzie nie wiadomo po co dziennikarze pytają ich o cokolwiek, skoro wiadomo jaka będzie odpowiedź. Gdy na przykład zapytać któregoś z „byłych” o aferę Amber Gold, na pewno zacznie opowiadać o SKOK'ach sugerując, że to pisowska afera.
Wielką nadzieją napawała reakcja na wcześniejsze błędy popełniane przez rząd Beaty Szydło. To była naprawdę miła odmiana. Miejmy nadzieję, że po świętach Pani Premier wróci do dobrej formy i przywróci Polakom nadzieję na dobrą zmianę.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Rozwój wirtualnej waluty bitcoin oraz sieci Tor sprawiły, że każdy może zostać ofiarą internetowych przestępców. Wystarczy chwila bezmyślności i/lub nieuwagi…. Oraz – oczywiście – stworzony dla wirusów system Microsoft. W dokumentach Microsoft Office można zamieścić skrypty (makra), które powinny służyć usprawnieniu redagowania i przetwarzania treści. Niestety pozwalają także ściągnąć z internetu i uruchomić wirusa. Pojawiły się wykorzystujące to wirusy, które szyfrują wszystkie pliki na których może nam zależeć (teksty, prezentacje, zdjęcia). Jednym z nich jest szalejący w Polsce wirus Locky (strona poświęcona programowie Kaspersky, ale inne antywirusy też sobie radzą).
Szyfrowanie jest tak mocne (kluczem asymetrycznym RSA), że praktycznie nie ma sposobu na złamanie szyfru. Jednak po uiszczeniu odpowiedniej opłaty dostajemy klucz deszyfrujący. Komunikacja między przestępcą a ofiarą odbywa się przez sieć Tor, a należność płacimy w bitcoinach. Obecnie jest to 4BTC – czyli przy obecnym kursie wymiany około 8tys PLN. Dużo – ale jeśli potraktujemy to jako opłatę za przyspieszony kurs bezpieczeństwa internetowego, to może się opłaci? Przy okazji dowiemy się:
- że ciekawość to pierwszy stopień do piekła: nie otwiera się załączników do maili otrzymanych z nieznanych źródeł, lub z podejrzaną treścią;
- że niektóre metody szyfrowania i transmisji danych są naprawdę bezpieczne;
- jak komunikować się poprzez sieć Tor;
- jak posługiwać się walutą Bitcoin;
- że może warto rozważyć przejście na system Linux Ubuntu – którego twórcy nie są tak łaskawi dla przestępców jak Microsoft.
Najnowsze wersje Microsoft Office mają domyślnie wyłączone wirusy. Jednak Locky potrafi zarazić także posiadaczy takich programów. Użytkownicy bowiem potrafią bezmyślnie włączyć uruchamianie makr. Poza tym pojawiły się maile w których przestępcy uprzejmie proszą o uruchomienie wirusa – zapewniając, że to ważna informacja (na przykład potwierdzenie internetowej płatności).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Podobni Lech Wałęsa powiedział w wywiadzie dla ITAR-TASS, że „z Polski i Niemiec trzeba stworzyć jedno państwo”. Byłemu prezydentowi chodziło zapewne o sojusz ekonomiczny w jednoczącej się Europie (gdybyż to żył Falandysz …..). Bez wątpienia mamy trzy całkowicie odmienne kierunki rozwoju: brytyjski (liberalny), francuski (socjalistyczny) i niemiecki (konserwatywny), a Polsce najbliżej do tego trzeciego (nie tylko geograficznie). Kiedyś prof. Paweł Wieczorkiewicz postawił tezę, że Polska powinna była zawrzeć sojusz z Niemcami i wspólnie pokonalibyśmy ZSRR. Na pytanie dziennikarza, co wówczas by się działo. Odparł: mielibyśmy UE trochę wcześniej, ale byłaby to Europa, w której dominują Polacy z Niemcami. Teza mocno kontrowersyjna, ale nikt z Profesora nie próbował zrobić idioty, tak jak z Wałęsy. Swoją arogancją Lechu zasłużył sobie na otaczającą go niechęć. Chyba jednak komentatorzy trochę przeginają.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Z sieci Adobe została skradziona baza klientów wraz z zaszyfrowanymi hasłami. Niestety algorytm szyfrowania nie był dostatecznie mocny, dlatego pojawiło się realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Użytkownicy różnych usług mają bowiem zwyczaj używania tego samego hasła. Facebook jako pierwszy duży usługodawca zareagował na tą sytuację. Stara się wyłowić z sieci informacje o klientach, jacy znaleźli się w bazie Adobe i wymusza zmianę hasła na swoich stronach.
