- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
USA wprowadza nowe sankcje gospodarcze wobec Rosji. Według Obamy sankcje "nasilą izolację polityczną Rosji i ponoszone przez nią koszty, zwłaszcza w dziedzinach ważnych dla prezydenta (Władimira) Putina i ludzi z jego otoczenia".
Sankcje dotyczą sektora naftowego i finansowego. O ile dalsze restrykcje dotyczące transakcji rosyjskich banków dotkną głównie te banki, to z sektorem naftowym sprawa jest bardziej złożona. Sankcje mają ograniczyć dostęp rosyjskich firm do technologii umożliwiających poszukiwanie nowych złóż. Dotyczy to w szczególności Arktyki i gazu łupkowego. Problem w tym, że taka działalność jest prowadzona przez spółki z udziałem firm zachodnich (Exxon i BP).
- Szczegóły
- Kategoria: Geopolityka

Witold Waszczykowski udzielił wywiadu w którym odniósł się do gróźb Prezydenta Rosji: „Prezydent Władimir Putin powinien doskonale wiedzieć, że tarcza antyrakietowa w Polsce nie ma żadnego odniesienia do rosyjskiego bezpieczeństwa. Ten system ma bronić Europy przed atakiem rakietowym z Bliskiego Wschodu”. Dobrze, że nie powiedział o obronie przed Europy przed Marsjanami.
Temat „tarczy antyrakietowej” pojawił się jeszcze w czasach Reagana – jako część projektu „Gwiezdnych Wojen”. Miał on na celu złamanie równowagi sił i umożliwienie strategii, o której często ostatnio mówi amerykański analityk George Friedman: USA może zaatakować każde państwo, a żadne państwo nie może zaatakować skutecznie USA.
Mariusz Marchliński z Portalu Spraw Zagranicznych pisał w 2007 roku: Federacja Rosyjska jako drugie byłe mocarstwo światowe ma prawo obawiać się o swoje bezpieczeństwo tym bardziej, że Waszyngton wyraźnie dąży do instalacji poszczególnych części tarczy rakietowej w strategicznych punktach geograficznych. W Gruzji ma być wybudowany radar i jeśli będzie posiadał daleki zasięg to umożliwi Amerykanom doskonałą obserwację ruchów wojsk rosyjskich w południowej części Rosji. Dodatkowo dzięki takiemu rozwiązaniu Amerykanie będą mieli „jak na tacy” region Azji Środkowej wraz z basenem Morza Kaspijskiego, bogatego w złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Z kolei ze strony ukraińskiej można dostrzec pewne sygnały o gotowości Kijowa do współpracy w dziedzinie produkcji jednego z elementów tarczy. Potencjalny udział Ukrainy w amerykańskim projekcie wzmocni pozycję Stanów Zjednoczonych wobec Rosji.
Jeszcze ciekawsze informacje opublikował tygodnik Polityka: „Theodore Postol, który obnażył manipulacje Pentagonu przy Patriotach, skalkulował czasy dolotu antyrakiet z Redzikowa i nałożył je na trajektorie rosyjskich pocisków międzykontynentalnych w drodze do Ameryki. Z jego wyliczeń wynika, że tarcza, jeśli zaczęłaby działać, będzie w stanie strącić każdy rosyjski pocisk atomowy wystrzelony na zachód od Uralu, gdzie stacjonuje większość strategicznego arsenału rosyjskiego. Pentagon podważa te kalkulacje, ale odmawia pokazania własnych, które obaliłyby wersję Postola. Zamiast tego przysłał do jego biura wywiad, by ustalił, skąd fizyk z MIT ma zastrzeżone dane o pocisku przechwytującym”.
Czemu więc Waszczykowski robi z siebie idiotę?
Rosja oczywiście odpowie na te działania NATO. Prawdopodobnie dojdzie do zerwania traktatu o redukcji rakiet średniego zasięgu i rozpoczną się przygotowania do wojny w Europie o której marzy George Friedman. Wszystko w imię bezpieczeństwa.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Taka diagnoza wynika z badań PISA. Polska wyróżnia się szczególnie w matematyce. Autorka książki „The Smartest Kids in the World” uważa, że to efekt reform ministra Handke'go. To chyba jednak dość pochopna opinia. Chyba nie jest przypadkiem to, że mieliśmy szkołę Lwowsko-Warszawską. Predyspozycje Słowian do nauk ścisłych są powszechnie znane i znajdują potwierdzenie w zawodach programistycznych. W niedawnym Google Code Jam większość z 24 finalistów to byli Słowianie – w tym dwóch Polaków (wygrał Białorusin, choć oni zdaje się nie mieli „reform”). Poziom nauczania matematyki w polskich szkołach nigdy nie był zły, a kolejne reformy (które między innymi zlikwidowały obowiązkowy egzamin maturalny z matematyki) raczej nie zdołały go całkiem zepsuć.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jeden z najbogatszych ludzi w USA, Nick Hanauer (jak sam mówi - należy do 0,01% uprzywilejowanych) rozważa problem rosnących nierówności.
Problemem nie są same nierówności, ale ich wysokość. Przepaść między bogatymi a biednymi pogłębia się coraz szybciej. W roku 1980 1% najbogatszych przejmowało 8% dochodu narodowego USA, a udziałem 50% najbiedniejszych było 18%PKB. Dzisiaj jest to odpowiednio 20% i tylko 12%! Wskutek tego społeczeństwo kapitalistyczne przekształca się w społeczeństwo feudalne.
Nick Hanauer uważa, że ten system nie ma szans przetrwać. Nie ma bowiem przykładów w historii ludzkości, w których takie nierówności byłyby trwałe. Efektem może być albo państwo policyjne albo rewolucja. Wielu ludzi myśli, że Ameryka jest wyjątkowa także pod tym względem. Ale to nieprawda.
Tą opinię potwierdza analiza opublikowana przez businessinsider.com.
Autor rozprawia się przy okazji z popularnym mitem, który ma uzasadniać tolerancję dal bezgranicznej chciwości: „bogaci tworzą miejsca pracy”.
Tezę tą porównuje do tezy, że nasiona tworzą drzewa. Nasiona jedynie zaczynają wzrost drzew. Ale do wzrostu jest potrzebna żyzna gleba, słońce, woda, atmosfera itd..
Analogicznie miejsca pracy tworzą głównie klienci przedsiębiorstw. A więc amerykańska klasa średnia. Dlatego ubożenie tej klasy wpływa wprost na bezrobocie, pogłębiając problem rozwarstwienia.
Udział wynagrodzeń w PKB drastycznie się obniżył: 
Z polskiej perspektywy możemy się cieszyć, że u nas ten problem jeszcze nie jest tak wielki, ale obawy budzi zapał z jakim podążamy amerykańską ścieżką.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wczoraj sam Steve Forbes zajął się polską „reformą” w artykule „Polands Piggish Pols -- They're Not Alone”. W Polsce oględnie przetłumaczono to jako „Pazerni polscy politycy”.
Przykro patrzeć, jak ten niszczący od kilku lat nasze państwo rząd chyli się ku upadkowi bynajmniej nie dlatego, że społeczeństwo otrzeźwiało, tylko dlatego że naraził się bankierom.
Istotę reformy emerytalnej z 1999 roku łatwo zrozumieć na prostej analogii. Gdy małżeństwo przywołuje na ten świat potomka, zobowiązuje się do jego utrzymania do pełnoletności. To nie są małe koszty. Minimum jakieś 100 tys zł. Aby dzieciom zapewnić utrzymanie – niezależnie od bieżącej kondycji rodziców, mogliby oni założyć odpowiedni fundusz, zaciągając w bankach kredyt. A od tego kredytu banki będą sobie pobierać niemałe odsetki. Nikt rozsądny czegoś takiego nie zrobi – chyba że pod przymusem. Ale my jako społeczeństwo to właśnie zrobiliśmy w 1999 roku (tyle, że w odniesieniu do rodziców, a nie dzieci).
Pan Forbes zapewne nie jest idiotą i doskonale to rozumie. Po co więc udaje to zatroskanie o polskie społeczeństwo? Po co sięga po argumenty (porównanie do Stalina), które są godne jakiegoś pieniacza, a nie szacownego redaktora? To są oczywiście retoryczne pytania......
