- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Do klasyki manipulacji przejdzie informacja z wczorajszej „Panoramy” TVP na temat inicjatywy ustawodawczej wymierzonej przeciwko takiej (!) edukacji seksualnej dzieci. O tym, że nie chodzi o edukację seksualną jako taką świadczy sformułowanie proponowanych zmian: Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15, zachowań seksualnych, lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań.
Pani Lisowa poinformowała zaś, że pojawiła się inicjatywa ustawodawcza zmierzająca do karania za edukację seksualną. Mało tego – jest to problem cywilizacyjny: czy nasza szkoła będzie nowoczesna, czy katolicka. Strona www.stoppedofilii.pl należy do fundacji PRO – Prawo do życia, która nie jest organizacją religijną. Na wspomnianej stronie słowo „katolicki” pojawia się jedynie w informacji dotyczącej wywiadu przeprowadzonego przez katolicką działaczkę. Deprawowanie dzieci pod przykrywką edukacji budzi sprzeciw każdej normalnej osoby – bez względu na przekonania religijne. A najważniejsze jest to, że to rodzice mają prawo i obowiązek decydować o kształcie edukacji w tej dziedzinie (zwłaszcza w tak młodym wieku). Jednak telewizja zwana „publiczną” ma prawo i obowiązek służyć reżimowi – dlatego nie ma sensu się oburzać na to, co nadaje.
Wprawdzie to sprawa bez porównania mniejszej wagi, ale telewizja zwana „publiczną” nie nada mistrzostw świata w siatkówce, które są organizowane w Polsce i w których reprezentacja Polski ma realne szanse na sukces. Rządzący co prawda wysmarowali jakąś ustawę zobowiązującą do transmisji w otwartym kanale ważnych wydarzeń sportowych, aby jednak nie było wątpliwości dodano – że ważna jest tylko piłka kopana.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jeśli kogoś oburza porównanie ekonomistów do prostytutek - to ma rację. Różnice są istotne. Prostytucja jest przejawem pewnego rodzaju problemów w społeczeństwie, natomiast z ekonomią jest odwrotnie – to ona prowadzi do społecznej nędzy. Pomimo rozluźnienia norm społecznych, prostytucja nadal jest czymś wstydliwym, gdy tymczasem ekonomiczni eksperci nie mają żadnego wstydu.
Dobrym przykładem tego bezwstydu jest rola ekonomicznych ekspertów (z Nowoczesnym Ryśkiem na czele) w prywatyzacji emerytur. Teraz - gdy tylko bankierzy wyczuli świeżą krew – ekonomiści znów ruszyli do dzieła jak przed laty, gdy obiecywali emerytury pod palmami. W polskich popłuczynach po amerykańskim businessinsider.com, można znów przeczytać, że „inwestowanie długoterminowe na giełdzie może zapewnić nam dużo lepszą emeryturę niż to, co obiecuje nam obecny system emerytalny”. Inne portale oferują wdzięki ekonomicznych mądrości w sposób mniej nachalny (na razie jedynie się troszczą o poziom naszych oszczędności).
Na szczęście nawet wśród ekonomistów można spotkać uczciwych ludzi głoszących od dawna prawdę na ten temat. W wydanej 2 lata temu książce „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce” profesor Leokadia Oręziak napisała: „Ponieważ idea prywatyzacji emerytur, motywowana interesami instytucji działających na rynku finansowym, oraz ich dążeniem do międzynarodowej ekspansji, okazała się praktycznie niemożliwa do zaakceptowania w krajach wysoko rozwiniętych, polem do jej realizacji stały się kraje słabo, a nawet bardzo słabo rozwinięte”.
Poza niskim poziomem rozwoju, do zostania ofiarą banksterkskiej agresji predysponował brak demokracji. Dlatego pierwszą ofiarą padło Chile, gdzie z pomocą Amerykanów zabito demokratycznie wybranego prezydenta. Wśród ofiar była także Polska będąca wówczas w szponach własnej głupoty (której przejawem była rządząca banda Buzka ze „szkodnikiem” Balcerowiczem w składzie). Żadna Komisja Wenecka nie troszczyła się wówczas o stan naszej demokracji.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Jak wiadomo Polską rządzi klasa polityczna, dla istnienia której jedynym usprawiedliwieniem jest ochrona przed tym okropnym PiS'em. Niedawno jeden z tych „pisiorów” ciężko zachorował i zaapelował o pomoc. Fronda cytuje wybrane życzenia dla niego, ze strony kulturalnych ludzi w internecie. Na przykład takie: „Życzę panu Górskiemu, za jego wszystkie słowa i przynależność do klasy politycznej, wszystkiego najgorszego i rychłego obchodzenia 1 listopada".
W dniu katastrofy Smoleńskiej na portalu wp.pl jeden z pierwszych komentarzy brzmiał: „nie wierzę, że Polska ma tyle szczęścia” (komentarz został usunięty – ale dopiero po południu).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Od czasów Hitlera nie było w Niemczech takiego entuzjazmu, tylu marszów i takiego przekonania o cywilizacyjnej misji wobec wschodu Europy. Tyle, że zamiast ponurej gęby Hitlera mamy uśmiechniętą twarz Schulza. Oczywiście żadnemu Niemcowi do głowy nie przyjdzie takie porównanie, a sam Schulz zapewne uznałby to za podłą potwarz. To on jest przecież od tego, by decydować kto jest obecnie spadkobiercą Hitlera („Alternatywa dla Niemiec” oraz państwa sprzeciwiające się niemieckiej polityce migracyjnej). 
Skoro żyjemy w epoce post-prawdy, to bezpardonowy atak na Polskę i Węgry można nazywać „obroną wartości” - zwłaszcza solidarności. Piąta kolumna w Polsce poświadczy, że to słuszne. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to morda w kubeł – bo kto ma fundusze, ten ma rację.
To jest najciekawszy element całej układanki. Skąd się bierze to samozadowolenie w bogactwie? Poniższy wykres wyjaśnia wszystko:
Pokazuje on jak banki centralne „drukują” bogactwo poprzez mechanizmy finansowe. Czarnym kolorem zaznaczono na nim Europejski Bank Centralny drukujący euro. Wykres pochodzi z artykułu w którym autor broni tezy, że banki to zło. W Europie zło znów mówi po niemiecku.
Tym razem Polska nie była pierwsza. Ten przywilej spotkał Grecję. To jest bardzo ważna lekcja. „Polskim ekonomistom” może się wydawać, że wystarczy potulnie spełniać niemieckie zachcianki i jak najszybciej przyjąć euro – to EBC będzie drukował bogactwo także dla nas. Jeśli zestawimy te 100 bilionów euro „wydrukowane” przez EBC (dla niepoznaki nazwano to "luzowaniem ilościowym") z 300 miliardami greckiego długu, to pojawia się pytanie: dlaczego nie pozwala się Grekom wyjść z tej pętli zadłużenia? Czyż nie dlatego, że odważyli się być zbyt hardzi wobec Wielkich Niemiec?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Technologia identyfikacji zbliżeniowej jest bardzo wygodna. A że spełnia marzenia marketingowców - na pewno będzie się rozwijać. Zdecydowana większość nowych kart bankowych ma wbudowaną opcję zbliżeniową, która umożliwia wykonywanie drobnych transakcji bez podawania kodu PIN.
Ta technologia jest jednak narażona na ataki polegające na odczycie z bliska kodu - bez wiedzy posiadacza.
Biorąc pod uwagę obawy o bezpieczeństwo i prywatność, NBP wydało rekomendację, aby banki umożliwiły w każdym wypadku klientom wybór - czy chcą posługiwać się kartami zbliżeniowymi. Od dzisiaj wchodzi w życie rekomendacja NBP w sprawie kart zbliżeniowych.
Miejmy nadzieję, że wypełnienie rekomendacji nie skończy się zaleceniem "włóż kartę na 3 sekundy do mikrofalówki", albo odsyłaczem do strony, na której pewien majsterkowicz unieszkodliwia RFID wiertarką.
Tymczasem BBC snuje wizję nowego, wspaniałego świata, w którym wszczepiony pod skórę każdego obywatela czip "rozwiązuje wiele problemów".