- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Święty Anzelm przedstawił następujące rozumowanie (nazwane argumentem ontologicznym), obalające tezę, że Bóg nie istnieje:
- Nawet głupiec rozumie pojęcie „Bóg” gdy twierdzi, że „Bóg nie istnieje”.
- Pod pojęciem tym rozumiemy coś najdoskonalszego, czyli coś takiego, że nie możemy nawet pomyśleć o czymś doskonalszym.
- Jednak coś co istnieje naprawdę jest doskonalsze niż coś co istnieje tylko w umyśle.
- Jeśli głupiec twierdzi, że Boga nie ma, to uważa że jedynie rozumie (ma w umyśle) pojęcie, które do niczego się nie odnosi.
- Ale przecież może sobie wyobrazić, że tej doskonałości w jego umyśle odpowiada coś istniejącego naprawdę. Czyli może sobie wyobrazić coś doskonalszego. To przeczy tezie, że najdoskonalsze jest/było pojęcie Boga nie istniejącego. Musi zatem Bóg istnieć realne – bo tylko odnoszące się do niego pojęcie może być pojęciem doskonałości.
Historia tego argumentu jest bardzo ciekawa, bo pokazuje zmiany w relacji między nauką i religią.
Religia przestała być podstawowym sposobem objaśniania świata. Dlatego takie argumenty należą obecnie do sfery kultury i nie są oparte na dedukcji. Pozbawiony pretensji do ścisłości argument ontologiczny może wyglądać następująco:
-
Samo istnienie idei Boga stanowi wystarczającą podstawę do tego, by rozważać Jego istnienie. Ta myśl św Anzelma została podjęta przez Jana Pawła II w encyklice "Fides at Ratio". Papież pisze tam: "Już sama zdolność poszukiwania prawdy i stawiania pytań podsuwa pierwszą odpowiedź. Człowiek nie podejmowałby poszukiwania czegoś, o czym nic by nie wiedział i co uważałby za absolutnie nieosiągalne."
-
Akceptując pojęcie Boga jako bytu najdoskonalszego, musimy uznać iż byt ten istnieje realnie. Skoro bowiem Bóg jest bytem najdoskonalszym, to „w taki sposób realnie istnieje, że nawet nie można pomyśleć, iż nie istnieje” [Mieczysław Gogacz].
W zupełnie odwrotnym kierunku rozwija się światopogląd naukowy, którego wielu wyznawcom marzy się „dyktatura racjonalności”. Kultura i religia może według nich odpowiadać na pewne potrzeby ludzi, ale na pewno nie jest to dobry sposób na dotarcie do fundamentalnych prawd o świecie w którym żyjemy.
Podstawowym wnioskiem z opisanej poniżej historii jest jednak to, że ścisłe oraz pewne odpowiedzi mogą być udzielone wyłącznie wtedy, gdy postawimy właściwe pytania. Pytania te pozostają różne dla religii i nauki. Argument ontologiczny pojawia się w punkcie ich styczności.
Jest to początek tekstu z portalu logic.edu.pl. Zapraszamy do zapoznania się z całością.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Właściciel nowej „Trybuny Ludu” ogłosił, że jego gazeta „to od lat najbardziej opiniotwórczy dziennik w Polsce, który zachowuje neutralność wobec sporów politycznych”.
Swoją troskę o neutralność pan Hajdarowicz udowodnił choćby reakcją na żale "księdza" Sowy.
Tak się złożyło, że na stronie rp.pl, tuż obok można znaleźć link do analizy konfliktu z KE: „Zdaniem red. Haszczyńskiego Komisja Europejska nie wycofa się ze swojego twardego stanowiska i realna jest groźba sankcji, które mogą dotknąć Polskę. - KE tak się rozgrzała, że może być bardzo mocna reakcja”.
Co w tym dziwnego?
Niby nic – poza tytułem gazety: „Rzeczpospolita” sugeruje, że chodzi o gazetę polską. W polskiej gazecie opinia Polaka brzmiałaby mniej więcej tak: „Miejmy nadzieję, że Komisja Europejska wycofa się ze swojego twardego stanowiska i groźba sankcji, które mogą dotknąć Polskę nie będzie realna. Przecież chodzi o merytoryczne rozwiązanie sporu, a nie o emocjonalne „rozgrzanie”.
Jeszcze lepszym dowcipem Grzegorz Hajdarowicz kończy swoje oświadczenie (w którym brakuje jakimś cudem zapowiedzi drogi prawnej przeciw Ministerstwu Skarbu które ponoć obraziło biznesmena-wizjonera): „Liczę, że wolność i niezależność polskich mediów prywatnych będzie przez państwo polskie wspierana i chroniona”.
A ja liczę na to, że media zaczną odpowiadać za swoją antypolską działalność. Na przykład „opiniotwórcza” gazeta przestanie udostępniać swe łamy dla wszystkich, którzy zechcą (niezgodnie z prawem) obrażać Prezydenta Polski. Prezydent uosabia godność Rzeczpospolitej i nieustanne pomówienia pod jego adresem dotykają pośrednio ludzi, których On reprezentuje. Dlatego te pomówienia są podłe i państwo wreszcie powinno zacząć to ścigać.
A oto kilka dość przypadkowych cytatów z Trybuny Ludu:
-
"prezydent nie jest samodzielny, nie jest strażnikiem konstytucji, nawet nie jest skłonny do analizy sytuacji prawnej" [z wypowiedzi Halickiego]
-
Cimoszewicz dodał, że jest mu wstyd, że "doktor prawa prezydent Andrzej Duda mówił o tym, że wyrok TK nie jest sądem faktów.
-
Mamy sytuację, kiedy prezydent Andrzej Duda łamie prawo [z wypowiedzi Petru]
-
"Panie prezydencie już na początku swojej prezydentury, postąpił Pan niegodnie szkalując swój kraj za granicą. Zrobił Pan to w imię doraźnych interesów politycznych swojej macierzystej partii, Prawa i Sprawiedliwości” [cytat z petycji domagającej się dymisji Prezydenta]
-
Cimoszewicz: prezydent jest niedouczony albo jest ignorantem
-
"Duda naruszył konstytucję. Może się boi" [tytuł wzięty z wypowiedzi Giertycha]
Jeśli ktoś ma pamięć dłuższą nić tydzień, to powinien pamiętać pouczenia ze strony „autorytetów”, że nie można mówić o tym, że ktoś złamał prawo, póki sąd tego nie udowodni. Prezydent nie jest tu żadnym wyjątkiem.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Pod koniec ubiegłego roku portal Politico ogłosił swój sensacyjny ranking najbardziej wpływowych osób w Europie. Na czwartym miejscu znalazł się Jarosław Kaczyński: Według serwisu, Kaczyński razem z Viktorem Orbanem dowodzą wschodnią flanką brygad antyestabiliszmentu, "które zaliczyły znaczące zwycięstwa na Zachodzie - od Brexitu po Donalda Trumpa, i szykują się do kluczowych wyborów we Francji, w Niemczech i Holandii w przyszłym roku".
Wkrótce potem Polskę pracujący dla Donalda Trumpa Rudolph Giuliani – by spotkać się z z Prezesem PiS. Podobno planowane jest też spotkanie między nim a Angelą Merkel.
Mamy więc wielkiego męża stanu?
Według Erika von Kuehnelt-Leddihna („Demokracja – opium dla ludu”) ogromna różnica między politykiem a mężem stanu polega na tym, że dla polityka jest ponowny wybór lub sukces wyborczy jego partii, zaś dla męża stanu dobro jego kraju i przyszłych pokoleń. Ronald Reagan mówił z kolei, że politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu – dlatego można ich ocenić jako mężów stanu dopiero po zakończeniu politycznej kariery.
W przypadku Jarosława Kaczyńskiego sytuację komplikuje to, że on nie zajmuje się bieżącą polityką, ale ma spory wpływ na działanie rządu. Bez wątpienia jego osobistym sukcesem było też wskazania Andrzeja Dudę jako kandydata na prezydenta. Prezydent Duda okazał się człowiekiem z wielką klasą, godnie reprezentującym Rzeczpospolitą. Jednak wbrew zapowiedziom Jarosława Kaczyńskiego z kampanii wyborczej – Pałac Prezydencki nie stał się centralnym ośrodkiem kształtowania polskiej polityki. Być może to i lepiej – z uwagi na wyczyny „totalnej opozycji”, dla której Andrzej Duda wydaje się za miękki. Istotniejsze jest jednak to, że Andrzej Duda nie dał się poznać jako autor politycznych wizji. Taka wizja jest kształtowana w trójkącie Kaczyński – Szydło – Morawiecki. Jak to ujął Konrad Morawiecki (ojciec Ministra) – jest to wizja „demokracji solidarnej”. To wydaje się rzeczywiście czymś, czego świat XXI wieku potrzebuje.
Wątpliwości budzi jednak to, czy taką solidarną politykę da się pogodzić z centralizacją państwa i militarnymi ambicjami kojarzonymi z działalnością Ministra Macierewicza. Te zagrożenia niestety także przynajmniej współgrają z poglądami Jarosława Kaczyńskiego. Wątpliwości budzi także jego zaangażowanie w bieżące rozgrywki polityczne. Cały miniony weekend prominentni politycy PiS byli zajęci tłumaczeniem się ze słów Jarosława Kaczyńskiego na temat demonstracji KOD „patrząc na twarze tych osób – to jest tylko domysł – ale obawiam się, że niektórzy z nich byli pracownikami dawnych organów bezpieczeństwa. Z kolei wydaje mi się, że widać tam też twarze osób specjalnej troski”. Można zrozumieć irytację Kaczyńskiego – bo to co wyprawiają jego wrogowie przekracza wszelkie granice. Ale czy tak powinien / może się wypowiadać mąż stanu - zwłaszcza w sytuacji, gdy media tylko czyhają na każde jego potknięcie? Nietrudno zgadnąć, że teraz każda podłość „totalnej opozycji” będzie prezentowana w kontrze do wystąpienia Kaczyńskiego.
Całe szczęście, że ani Beata Szydło ani Mateusz Morawiecki nie dają się ponosić emocjom. Co do Kaczyńskiego – pozostaje trzymać kciuki (jak kiedyś za Wałęsę) – aby takie „odloty” zdarzały się jak najrzadziej.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Hillary Clinton zasłabła i musiała przerwać udział w kampanii wyborczej. Jej lekarz oficjalnie potwierdził, że w piątek zdiagnozowano u niej zapalenie płuc. Jednak od dawna krążyły plotki o tym, że jest ona poważnie chora. Gdy kaszel, który przerywał jej przemówienia – mówiła o ty, że to alergia na Trumpa. Nic więc dziwnego, że teraz też istnieją podejrzenia co do jej zdrowia i trwają spekulacje – co będzie, gdy będzie jednak zmuszona wycofać się z kampanii.
Demokraci będą musieli zwołać nową konwencję, lub w inny sposób zapytać delegatów. Prawdopodobnie będą chcieli ustawić w roli kandydata Tima Kaine, który obecnie kandyduje na wiceprezydenta. Chodzi o to, aby zachować sponsorów Clinton, którzy Kaine zaakceptowali. Rozważa się też kandydaturę Joe Bidena i córki Clintonów.
Najnowszy sondaż pokazuje, że zarówno Trump jak i Clinton popiera mniej więcej tyle samo wyborców. Jednak zdecydowana większość z nich jest przekonana, że to Clinton wygra. Skomplikowany system wyborczy sprawia, że poparcie nie przekłada się wprost na szanse wygranej. Niemniej sprawa zwycięstwa wciąż pozostaje otwarta. Kłopoty zdrowotne Clinton mogą przechylić szalę zwycięstwa na rzecz Trumpa.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
„Rzeczpospolita” publikuje długi wywód prawnika w obronie nagrobku Bieruta. A w zasadzie – przeciw relatywizowaniu prawa. Prawnikowi trudno odmówić racji. Jednak lepszą puentę dopisał jeden z komentatorów: „nie można zmuszać ludzi, by zachowując się przyzwoicie łamali prawo”. Dlatego nagrobki zbrodniarzy powinny z „narodowej nekropolii” zniknąć.