- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
W USA rozgorzała dyskusja po tym, gdy zawieszono czasowo konto na Facebooku kobiety opisującej urodzenie w warunkach domowych dziecka.
Według krytyków tej decyzji poszło ponoć o powyższą fotografię (ona nadal jest dostępna na należącym do Facebooka „Instagramie”): „Facebook suspends womans account because of home birth photos”.
Tymczasem to nie jest prawda, gdyż młoda matka opublikowała zdjęcia dużo bardziej drastyczne. I chociaż trudno zakwalifikować zdjęcie nagiej kobiety tulącej dziecko jako pornograficzne, trudno też zrozumieć aż taką chęć uzewnętrzniania się. Facebook jest medium światowym i stara się trzymać takie standardy, które nie są kontrowersyjne dla wszystkich. Nie zawsze im się to udaje. Krytykowano firmę na przykład za tolerowanie stron wielbicieli morderców jak James Holmes (strona ostatecznie zniknęła, ale nie wiadomo, czy usunął ją Facebook, czy też jej twórca).
Dla wielu osób ustalenie granic tego, co intymne i nie powinno być publikowane pozostaje ważne. Dawniej kobiety pisały pamiętniki, do których rzadko kto miał dostęp. Większość z nich przeżyłaby jako osobistą tragedię udostępnienie ich całemu światu. Czyżby natura ludzka aż tak się zmieniła, że teraz media społecznościowe zastąpią pamiętniki?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
To wręcz niesamowite, że we współczesnej ekonomii nadal panuje przekonanie, że nic nie jest za darmo. Jeśli przeanalizować argumenty za takim podejściem, to odnajdujemy w nich okropny błąd logiczny. W ekonomicznych analizach wartość ma tylko to, za co trzeba płacić. A skoro tak – to oczywiście ktoś musi za wszystko zapłacić. Jeśli mamy „darmową” służbę zdrowia, a lekarze nie pracują za darmo to ktoś im musi zapłacić. Płaci im państwo z naszych podatków. Błąd polega na tym, że z góry bierze się pod uwagę tylko to, co nie jest darmowe (zakładamy to co mamy udowodnić).
Jednak nawet w medycynie pełno jest działań altruistycznych. Nie zawsze wiążą się one z kosztami. Na przykład praca wolontariuszy i zakonnic w hospicjach. Darmowe rozwiązania już dawno zdominowały informatykę.
Dlatego potrzebna jest refleksja nad nową doktryną ekonomiczną, która uwzględniałaby wartość pracy wykonywanej bez wynagrodzenia, wartość dostępnych za darmo dóbr i infrastruktury.
W tym ostatnim przypadku sytuacja jest szczególna. Bo wytworzenie infrastruktury (na przykład dróg) oczywiście jest kosztowne i udostępnianie jej za darmo może budzić kontrowersje. Jednak znaczącą część infrastruktury dostaliśmy w spadku po PRL. Biorąc pod uwagę stan obecny nawet w tym wypadku nie można w pełni uznać, że nic nie jest za darmo. Dal uproszczenia załóżmy, że służącą wszystkim bezpłatnie infrastrukturę zaliczamy do „darmowych”.
Eliminacja tego, co jest lub powinno być darmowe prowadzi do wielu patologii. Jak na przykład sprzedawanie programów za złotówkę, żeby się urząd skarbowy nie przyczepił. Trwa też zażarta walka o przywłaszczenie tego, co jeszcze jest darmowe. Wielu cwaniaków potrafi zbudować biznes polegający na pośredniczeniu w dostępnie do tego, co darmowe. Trzymając się medycznych przykładów, można wskazać dość powszechną praktykę, gdy specjalista przyjmujący w prywatnym gabinecie kieruje pacjenta do szpitala na bezpłatne badania. Później z wynikami znów trzeba się pojawić prywatnie. Płacimy mu za wizyty, które nie miałyby sensu, gdyby nie wiązały się z dostępem do tego co „darmowe”. Czasem, gdy biznesowi brakuje tego co darmowe, udaje się wytworzyć nowe dobra do podziału. W ten sposób zbudowano na przykład sieć naziemnej telewizji cyfrowej, ograniczając równocześnie do niej dostęp. Podobny charakter ma przymuszanie coraz większej ilości ludzi do pracy w charakterze wolontariuszy. Taka praca może być czymś chwalebnym. Ale jeśli jest z tym związany przymus – to łamane jest prawo do wynagrodzenia (zob. „Najlepszy pracownik - darmowy”).
- Szczegóły
- Kategoria: Teoria spisku
Jednym z tematów kampanii przed referendum dotyczącym wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stała się kwestia udziału CIA w projekcie jednoczenia Europy. Publicysta The Telegraph przestrzega, że wyjście z UE będzie więc także rzutować na stosunki brytyjsko-amerykańskie. Historia ta nie jest nowa (informacje o tym pojawiły się już w 2000 roku). Jednak obecnie nabierają one szczególnego znaczenia i mogą mieć wpływ na bieżące wydarzenia.
Portal zerohedge.com porusza temat udziału CIA w projekcie jednoczenia Europy – jako części strategii umacniania amerykańskiej hegemonii. W świetle tych faktów zupełnie inaczej wygląda zaangażowanie Baracka Obamy w obronę europejskiej jedności. Mamy do czynienia z wyjątkową w historii grą w otwarte karty.
Aneks do historii UE
Inicjator powstania z początkiem lat 50-tych „Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali” był Jean Monnet – określany jako oczy i uszy Roosevelta w Europie. Być może był on agentem USA. Deklaracja Schumana została przygotowana przez amerykańskiego sekretarza stanu Deana Achesona. Wśród argumentów za jej przyjęciem pojawiła się nawet groźba wstrzymania Planu Marchalla. Integracja europejska była potajemnie finansowana przez kolejne amerykańskie administracje: Trumana, Eisenhowera, Kennedy’ego, Johnsona i Nixona. Amerykanie mocno naciskali także na Brytyjczyków, aby przystąpili do sojuszu.
Trzeba przyznać, że strategia współpracy w oparciu o UE oraz NATO była korzystna dla obu stron. W zimnowojennej rzeczywistości inna strategia („dziel i rządź”) mogła mieć zgubne skutki.
Ujawnione dokumenty amerykańskie pokazują jednak także, jak bardzo mylą się ci, którzy postrzegają historię najnowszą Europy jako wynik działania sił spontanicznych i demokratycznych. Generał William Donovan, szef amerykańskiej wojennej Office of Strategic Services (prekursora CIA) kierował równocześnie Amerykańskim Komitetem na rzecz Zjednoczonej Europy (ACUE), finansowanym nie tylko przez CIA ale i Fundacje Rockefellera oraz Forda. Finansowali oni w ten sposób „spontaniczne” ruchy na rzecz zjednoczenia. Odtajniona notatka Departamentu Stanu USA z 11 czerwca 1965 instruuje Roberta Marjolina, jak doprowadzić do unii monetarnej poprzez tłumienie debaty na ten temat.
Inaczej wygląda w świetle tych dokumentów francuski sceptycyzm wobec integracji pod amerykańskim przewodnictwem. Jeden z byłych premierów Francji wprost twierdził, że projekt europejskiego zjednoczenia jest antyeuropejski: „opiera się na klasycznym liberalizmie XIX wieku, według którego podstawowa i prosta konkurencja rozwiązuje problemy”.
Przyznaje to poniekąd współczesny brytyjski publicysta, ostro krytykując eurosceptycyzm swoich rodaków. Jego zdaniem bardziej spójne jest stanowisko eurosceptyków kontynentalnych, którzy postrzegają UE jako mechanizm anglosaskiej dominacji.
Jego zdaniem pewne problemy z UE wystąpiły w latach 80-tych, gdy wzrosły wpływy „fanatyków” pragnących przekształcić Europę w supermocarstwo zdolne prześcignąć USA. Frustracja Amerykanów z tego powodu minęła, gdy Polska i inne państwa postkomunistyczne przystąpiły do UE w 2004 roku, wywierając wpływ na bardziej proatlantycki kierunek europejskiej polityki.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Niemieckie (i polskie) media traktują miasto Kobane jako symbol w walce cywilizacji. Czasem rzeczywiście pojedyncze bitwy miały historyczne znaczenie większe znaczenie, niż wynikałoby to z sytuacji militarnej. Któż nie zna historii Termopil lub Alamo? A w Polsce pamiętamy o Westerplatte i obronie Częstochowy. Czy jednak Kobane także przejdzie do historii? Być może jest to jedynie sposób na wywarcie presji na Turcję, by zaangażowała Syrii swoją armię.... Sytuacja jest skomplikowana. Turcja nie chce wspierać Kurdów, którzy marzą o swym państwie – częściowo na terenach dzisiejszej Turcji. Ich stosunek do USA zawsze charakteryzował pragmatyzm. Dlatego w sytuacji, gdy Amerykanie odmawiają współpracy z lokalnymi wrogami ISIS (Syria, Iran), Turcja nie chce ich wyręczać.
- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Obecne wybory prezydenckie są w Polsce wyjątkowo ważne i wyjątkowo trudne. Trudność polega na tym, że żaden z kandydatów nie reprezentuje wartości, jakie przez lata stanowiły fundament politycznego konsensusu.
W czasach PRL ukształtował się podział społeczeństwa na rządzących („oni”) i rządzonych (”my”). Po roku 1989 nastąpiło rozszerzenie „onych” o „styropianową elitę”. Polska pod ich kierunkiem zaczęła realizować politykę półkolonii (jak to ujął Jarosław Kaczyński: kondominium obcych sił politycznych). Polacy generalnie akceptują taki stan rzeczy, o czym świadczą dobitnie kolejne wybory, oraz pozycja społeczna takich osób jak Balcerowicz, Buzek i Tusk.
Wybór Polaków nie był zupełnie irracjonalny. Podobnie jak w czasach rzymskich, utrata suwerenności wiązała się z przyjęciem pewnych reguł cywilizacyjnych „zachodu”.
Mickiewicz pisał kiedyś „lepszy w wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki”. Ale w jego czasach przysmaki nie były na tyle atrakcyjne, by stanowić silną pokusę. Nie było idei państwa dobrobytu, europejskich funduszy i europejskich wartości.
Niestety przystąpienie Polski do UE, które miało zwieńczyć naszą integrację z „zachodem” zbiegło się w czasie z degeneracją tegoż zachodu. Najpierw w kont poszła idea państwa dobrobytu, która została zastąpiona ideą państwa efektywnego, zdolnego konkurować na rynku globalnym. Zaciera się różnica między państwami a korporacjami, a te drugie zyskują coraz silniejszą pozycję. Zmianę zasad wytłumaczono nam jako dziejową konieczność państwa na dorobku. Polskie dzieci muszą głodować, a Polacy pracować ciężej, dłużej i za niższe wynagrodzenie, niż ich koledzy zza Odry, bo jesteśmy państwem na dorobku. Jak to wymyślił Milton Friedman (ten to miał zdolności do teoretycznego uzasadnienia każdej użytecznej bredni): mamy stosować takie zasady, jakie „zachód” stosował na naszym etapie rozwoju. Nawiasem mówiąc wojna na Ukrainie zgodnie z teoryjką Friedmana to coś zupełnie naturalnego – najwyraźniej ten kraj cofnął się się w rozwoju do lat 40-tych XX wieku.