- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
To wręcz niesamowite, że we współczesnej ekonomii nadal panuje przekonanie, że nic nie jest za darmo. Jeśli przeanalizować argumenty za takim podejściem, to odnajdujemy w nich okropny błąd logiczny. W ekonomicznych analizach wartość ma tylko to, za co trzeba płacić. A skoro tak – to oczywiście ktoś musi za wszystko zapłacić. Jeśli mamy „darmową” służbę zdrowia, a lekarze nie pracują za darmo to ktoś im musi zapłacić. Płaci im państwo z naszych podatków. Błąd polega na tym, że z góry bierze się pod uwagę tylko to, co nie jest darmowe (zakładamy to co mamy udowodnić).
Jednak nawet w medycynie pełno jest działań altruistycznych. Nie zawsze wiążą się one z kosztami. Na przykład praca wolontariuszy i zakonnic w hospicjach. Darmowe rozwiązania już dawno zdominowały informatykę.
Dlatego potrzebna jest refleksja nad nową doktryną ekonomiczną, która uwzględniałaby wartość pracy wykonywanej bez wynagrodzenia, wartość dostępnych za darmo dóbr i infrastruktury.
W tym ostatnim przypadku sytuacja jest szczególna. Bo wytworzenie infrastruktury (na przykład dróg) oczywiście jest kosztowne i udostępnianie jej za darmo może budzić kontrowersje. Jednak znaczącą część infrastruktury dostaliśmy w spadku po PRL. Biorąc pod uwagę stan obecny nawet w tym wypadku nie można w pełni uznać, że nic nie jest za darmo. Dal uproszczenia załóżmy, że służącą wszystkim bezpłatnie infrastrukturę zaliczamy do „darmowych”.
Eliminacja tego, co jest lub powinno być darmowe prowadzi do wielu patologii. Jak na przykład sprzedawanie programów za złotówkę, żeby się urząd skarbowy nie przyczepił. Trwa też zażarta walka o przywłaszczenie tego, co jeszcze jest darmowe. Wielu cwaniaków potrafi zbudować biznes polegający na pośredniczeniu w dostępnie do tego, co darmowe. Trzymając się medycznych przykładów, można wskazać dość powszechną praktykę, gdy specjalista przyjmujący w prywatnym gabinecie kieruje pacjenta do szpitala na bezpłatne badania. Później z wynikami znów trzeba się pojawić prywatnie. Płacimy mu za wizyty, które nie miałyby sensu, gdyby nie wiązały się z dostępem do tego co „darmowe”. Czasem, gdy biznesowi brakuje tego co darmowe, udaje się wytworzyć nowe dobra do podziału. W ten sposób zbudowano na przykład sieć naziemnej telewizji cyfrowej, ograniczając równocześnie do niej dostęp. Podobny charakter ma przymuszanie coraz większej ilości ludzi do pracy w charakterze wolontariuszy. Taka praca może być czymś chwalebnym. Ale jeśli jest z tym związany przymus – to łamane jest prawo do wynagrodzenia (zob. „Najlepszy pracownik - darmowy”).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jedna z najbardziej znanych kreskówek w USA przedstawia Bank Rezerwy Federalnej (FED), jako gigantyczną ośmiornicę, która wysysa życie z wszystkich amerykańskich instytucji oraz wolnego rynku. Obraz z tej kreskówki ("Aldrich plan") przypomina portal www.zerohedge.com w tekście opisującym historię „ośmiornicy”.

Autor przywołuje artykuł z Wall Street Journal, który krótko objaśnia ten proces.
Okazuje się, że Amerykanie przewidywali od początku do czego prowadzi taki scentralizowany i zmonopolizowany system monetarny.
Kluczowym dla rozwoju FED było przeniesienie na tą instytucję (w roku 1913) prawa do drukowania pieniędzy. Jednocześnie jednak wprowadzono szereg ograniczeń. Banki miały zakaz kupowania długu publicznego i obowiązek utrzymywania rezerwy złota w wysokości 40% dolarów będących obiegu. Ponadto, każdy z banków systemu rezerwy federalnej został zobowiązany do wymiany dolarów na złoto po stałej cenie w nieograniczonych ilościach.
Później wszystkie te ograniczenia stopniowo usunięto.
Dziś FED jest scentralizowaną instytucją o bilansie $4 bln. Jest największym nabywcą obligacji skarbowych USA (w Polsce takie operacje są zakazane). Dolar nie jest już powiązany ze złotem.
FED stał się jedną najpotężniejszych i najbardziej destrukcyjnych sił na ziemi.
Dlatego krytycy postulują, aby zakończyć ten monopol i przywrócić walutę opartą o złoto.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Weekendowy Guardian porównuje modele gospodarcze Europy i Stanów Zjednoczonych. Autor przypomina, że podczas wyborów prezydenckich 2012 roku, republikański kandydat Mitt Romney regularnie kpił z prezydenta Obamy, zarzucając mu, że chciałby, aby gospodarka USA wyglądała jak europejska. Bo dla Amerykanina Europa to synonim słabości, niezdecydowania i (co być może to najgorsze) - socjalizmu. To przeciwieństwo indywidualizmu i wyjątkowości amerykańskiego samorządnego społeczeństwa.
Ale artykuł New York Timesw zeszłym tygodniu pokazuje wyraźnie, że Ameryka wiele mogłaby się od Europy nauczyć. Amerykańska klasa średnia -filar powojennego rozwoju gospodarczego kraju - nie jest już najbogatsza na świecie. Najbogatsi Amerykanie nadal są najbogatsi w skali globu. Ale biedniejsi Amerykanie pozostają w tyle za swoimi europejskimi odpowiednikami, podczas gdy jeszcze 35 lat temu było odwrotnie.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
We współczesnej ekonomii można wydzielić dwa podejścia: personalistyczne i mechanicystyczne. Szkoła austriacka to ekonomia ludzkiego działania. Szkoła anglosaska zaś skupia się na badaniu mechanizmów gospodarczych i sterowaniu nimi. Jeśli popatrzymy na działania polityków o różnych poglądach od strony celów, można mieć wrażenie wspólnoty, przy zachowaniu różnicy poglądów co do strategii. Jeśli jednak popatrzymy na to od strony kosztów i wyrzeczeń, różnica staje się bardziej fundamentalna. Ekonomia mechanizmów zakłada, że wzrost gospodarczy jest celem głównym, bo dzięki niemu wszystkim będzie lepiej. Ekonomia personalistyczna nie zgadza się na podporządkowanie dobra człowieka dobru „systemu”, nawet w szczytnym celu.
Jednym ze zwiastunów przesunięcia w kierunku personalistycznym jest krytyka wskaźnika PKB (ang. GDP), jako wyróżnika postępu.
Nawiązując do swojej niedawnej publikacji o przełamaniu kryzysu w Europie, portal www.businessinsider.com wskazuje, że za wcześnie na optymizm, gdyż fundamentalne problemy nie są rozwiązywane. Wśród nich najważniejsze jest bezrobocie.

Tuż obok artykuł nawiązujący do raportu o zmianach bezrobocia w USA. Autorzy piszą o tym, że na czołówkach wiadomości podaje się dane o PKB (właśnie pokazał się raport za drugi kwartał), gdy tymczasem prawdziwa historia, to historia bezrobocia. Dlatego raport ADP na ten temat jest ważniejszy.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
W USA rozgorzała dyskusja po tym, gdy zawieszono czasowo konto na Facebooku kobiety opisującej urodzenie w warunkach domowych dziecka.
Według krytyków tej decyzji poszło ponoć o powyższą fotografię (ona nadal jest dostępna na należącym do Facebooka „Instagramie”): „Facebook suspends womans account because of home birth photos”.
Tymczasem to nie jest prawda, gdyż młoda matka opublikowała zdjęcia dużo bardziej drastyczne. I chociaż trudno zakwalifikować zdjęcie nagiej kobiety tulącej dziecko jako pornograficzne, trudno też zrozumieć aż taką chęć uzewnętrzniania się. Facebook jest medium światowym i stara się trzymać takie standardy, które nie są kontrowersyjne dla wszystkich. Nie zawsze im się to udaje. Krytykowano firmę na przykład za tolerowanie stron wielbicieli morderców jak James Holmes (strona ostatecznie zniknęła, ale nie wiadomo, czy usunął ją Facebook, czy też jej twórca).
Dla wielu osób ustalenie granic tego, co intymne i nie powinno być publikowane pozostaje ważne. Dawniej kobiety pisały pamiętniki, do których rzadko kto miał dostęp. Większość z nich przeżyłaby jako osobistą tragedię udostępnienie ich całemu światu. Czyżby natura ludzka aż tak się zmieniła, że teraz media społecznościowe zastąpią pamiętniki?