- Szczegóły
- Kategoria: Teoria spisku
Zestawienie pierwszej i drugiej tury wyborów samorządowych robi wrażenie! Nie dość, że błyskawicznie podano wyniki, to jeszcze zgadzają się one bardzo dobrze z sondażami, a ilość nieważnych głosów jest pomijalne. I tylko zawistni malkontenci mogą insynuować, że chodzi o pokazanie bezsensu projektu OpenPKW, który mógłby wyjąć z rąk waadzy proces liczenia głosów.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Kończąca się kampania wyborcza w Polsce była wyjątkowo gorąca. Niemrawy jej początek był typową licytacją kto zrobi Polakom lepiej za unijne pieniądze. Wszystko się zmieniło po informacjach o tym, że polski rząd współpracował z NSA przy podsłuchiwaniu Polaków. To rodzi zasadne podejrzenia, że łamane były (są?) nie tylko przepisy prawa, ale podstawowe normy wedle których państwa działają dla dobra swych obywateli. Opozycja zażądała swym zwyczajem komisji śledczej. Rozgorzała jednak także merytoryczna dyskusja na temat współpracy z USA – także w kontekście przygotowywanego traktatu o wolnym handlu. Nieoczekiwanie więc to właśnie współpraca UE-USA stała się głównym tematem zażartych dyskusji w kampanii. Dzięki temu masy wyborców uzyskały wiedzę na temat TTIP. Opozycja zażądała ujawnienia szczegółów negocjowanych zapisów oraz zapewnienia, że w Polsce ratyfikacja traktatu zostanie poprzedzona referendum. Dyskutowano także o FACTA. Euroentuzjaści wskazywali na to, że tylko działając razem Europa jest w stanie przeciwstawić się nachalności amerykańskich służb. Przedstawiciele mniejszych ugrupowań politycznych zwietrzyli szansę na wyróżnienie się i trafienie do znaczących grup wyborców. Zażądano nawet natychmiastowego wprowadzenia na zasadach wzajemności wiz dla Amerykanów. Gorące dyskusje biły rekordy popularności, a frekwencja wyborcza po raz pierwszy w wyborach do PE zapowiada się na poziomie co najmniej takim, jak w wyborach krajowych....
To oczywiście political fiction.
Przy pomocy przeglądarki Google nie udało się znaleźć wzmianki o skandalicznej działalności rządu Tuska w głównych mediach polskojęzycznych.
Nie brak natomiast obaw o niską frekwencję w wyborach. Czy to nie dziwne?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Ameryka, to kraj spełniających się marzeń. Marzeń o dobrobycie, który jest na wyciągnięcie ręki. Co prawda w 20087 roku nastąpił wielki kryzys, ale od tamtej pory gospodarka odbudowuje swoją potęgę. Świadczy o tym silny dolar, wzrosty na giełdzie i niskie stopy procentowe. Paul Craig Roberts nazywa te opowieści bajką, która skłania bezrobotnych Amerykanów do obwiniania za ten los siebie, a nie gospodarki.
Oficjalne dane o gospodarce amerykańskiej nie są złe. Według opublikowanej właśnie w The Economist analizy, gospodarka USA kwitnie. W ciągu trzech miesięcy – do stycznia, powstało ponad 1 mln nowych miejsc pracy. To najlepszy wynik od 1997 roku. Wskaźnik bezrobocia 5,7% jest jednym najniższych wśród krajów OECD. Jednak stopa bezrobocia jest wciąż o jeden punkt procentowy wyższa niż przed recesją. Wyższa jest też liczba Amerykanów, którzy muszą pracować w niepełnym wymiarze godzin.
Gospodarka mierzona PKB rozwijała się w czwartym kwartale 2014 w tempie 2,2%. Pesymiści wskazują na to, że latach 90-tych wzrost wynosił średnio to około 4% rocznie. Spadek cen energii spowodował deflację (0,1%).
Dużym zaskoczeniem jest ostatni odczyt Chicago Purchasing Managers Index (wskaźnik aktywności finansowej). Wyniósł on w lutym jedynie 45,8, co wskazuje na spadek optymizmu w sektorze produkcji na Środkowym Zachodzie - po raz pierwszy od kwietnia 2013 (wartość powyżej 50 oznaczają ekspansję). Obecna wartość jest najniższa od lipca 2009 roku. Oczekiwano wartości 58, gdyż w poprzednim miesiącu wyniósł on aż 59,4. Analitycy winią za ten spadek warunki atmosferyczne (sroga zima), choć w ubiegłym roku „zima stulecia” spowodowała tylko niewielki spadek.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
W Polsce każdy nowy akt prawny i każdą decyzję bada się pod kątem zgodności z prawem Unii Europejskiej. Istnieje także instytucja nazwana „Trybunał Konstytucyjny”, która – jak sama nazwa wskazuje - ma czuwać nad zgodnością aktów prawa z Konstytucją.
Instytucja ta służy WYŁĄCZNIE stwarzaniu pozorów praworządności i póki ona istnieje, Polska nie jest i nie będzie państwem prawa. Jeśli bowiem Konstytucja jest najwyższym aktem prawnym, przewidującym jej stosowanie bezpośrednio, powinna być dopuszczona do stosowania przez sądy.
Zagadnienie to wyjaśnia dobrze odpowiedni fragment Wikipedii, zaczynający się od „Postanowienie art. 8 ust. 2 Konstytucji, nakazujące jej bezpośrednie stosowanie byłoby iluzją, gdyby nie można się było na nie powoływać przed sądami i innymi organami stosującymi prawo i gdyby nie istniały mechanizmy kontroli zgodności prawa z konstytucją”.
Streszczając: jeśli istnieje ustawa regulująca rozważaną sytuację, ani sąd, ani strony nie może mogą powoływać się na Konstytucję wprost, tylko co najwyżej posłużyć się skargę konstytucyjną. W przypadku zwykłego Kowalskiego jest to pozbawione większego sensu.
Czytaj więcej: Komisja badająca czy prawo nie szkodzi Janowi Kowalskiemu
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
W ciekawej analizie zmian w światowej gospodarce, profesor Bogdan Góralczyk opisuje ekspansję Chin: w logice zachodniej, a głównie amerykańskiej, na czele jest biznes, zysk oraz interes korporacji, podczas gdy w logice Chin interes państwa. My się dzielimy, oni trzymają się uzgodnionej, wspólnej linii. My jesteśmy poszatkowani, oni – jak dotychczas – zwarci i skuteczni. Czy trzeba pytać, w którym kierunku zmierza świat? Pacyfik spycha w cień Atlantyk, który dominował przez kilkaset lat.
Początek XXI wieku dawał jeszcze nadzieję na utrzymaniu technologicznej przewagi firm z Doliny Krzemowej. Jednak skrajnie nierówny podział dochodów (czego niechlubnym przykładem jest Apple), był bardzo silnym bodźcem do rozwoju własnych technologii. Usztywnienie stanowiska Chin w relacjach z amerykańskimi korporacjami wskazuje na to, że Chińczycy czują się bardzo mocni.
Agencja Reuters poinformowała właśnie, że w Chinach pojawił się projekt ustawy, która dawałaby władzom chińskim takie same możliwości inwigilacji, jakie ma amerykańska NSA.
Chodzi oczywiście o chińską odmianę „wojny z terrorem”. Jest to kolejna regulacja, która ma utrudnić działanie zachodnim firmom (wcześniej uchwalono przepisy antymonopolowe oraz zasady utrudniające dostęp obcych firm do zamówień publicznych).
Nowe przepisy oznaczają, że w biznesie elektronicznym nie będzie mowy o informacjach poufnych, które będą poza zasięgiem władz. Nic więc dziwnego, że administracja Obamy wyraziła swoje zaniepokojenie projektem ustawy. Według nich chodzi o protekcjonizm, a nie o bezpieczeństwo. Ale wobec wyczynów NSA są to szczyty obłudy. Niedawno FBI i NSA publicznie przestrzegały firmy internetowe, w tym Apple i Google, by nie używały szyfrowania, którego organy ścigania nie mogłyby złamać. Chińczycy chcą dokładnie tego samego.
Już obowiązują obostrzenia dotyczące systemów używanych w bankowości (dostęp do kodu źródłowego systemów operacyjnych, bazy danych i oprogramowania middleware).
Amerykanie przestrzegają, że te zmiany mogą „izolować Chiny technologicznie od reszty świata”. Chińczycy nie należą jednak do ludzi działających pochopnie. Jeśli się zdecydują na takie regulacje, to na pewno w oparciu o zimną kalkulację.