- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
W dyskusji nad przyszłością firmy Apple, jaka rozgorzała po prezentacji nowych iPadów, głos zabrał Farhad Manjoo z Wall Street Journal. Artykuł jest wręcz entuzjastyczny. Według autora, nowy iPad pozwoli przejąć rolę odpowiednika Microsoftu, Intela i Della razem wziętych w komputerowym biznesie jutra. Ujednolicenie systemu operacyjnego pozwoli na podjęcie przez tablet roli PC-ta poza biurem. Ta zaleta wytworzy samonapędzający się mechanizm. Wytworzy się efekt sieci. Więcej ludzi, którzy kupią iPada, więcej programistów, wzbogacenie platformy, a tym samym przyciągnąć więcej użytkowników.
Tyle, że efekt „ujednolicenia” ma drugie dno, znane programistom w Polsce. Chcesz tworzyć aplikacje na urządzenia Apple'a, to musisz się wyposażyć w zaplecze Apple'a, które jest horrendalnie drogie.
Uaktualnienie:
Darmowy system Apple można uruchomić w formie wirtualizacji. Więc powyższe uwagi dotyczące kosztów środowiska dla programistów nie są aktualne.
Uaktualnienie 2:
Informacja o możliwej wirtualizacji jest nieco przesadzona. Na odpowiedniej stronie „App Store” jest wyjaśnienie, że aby pobrać OS X Mavericks, trzeba być posiadaczem OS X w wersji co najmniej 10.6.6. Wygląda więc na to, że pan Farhad Manjoo zmajstrował jednak luźno związaną z rzeczywistością reklamę.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Chińczycy odpowiadają na oskarżenia o szpiegostwo obszernym artykułem („America's Global Surveillance Record”) opisującym działania Amerykanów.
Artykuł rozpoczyna przypomnienie o programie inwigilacji NSA o kryptonimie PRISM. Informacje o nim wywołały „szok i oburzenie”. Dochodzenie przeprowadzone przez różne chińskie służby rządowe w ciągu kilku miesięcy potwierdziło istnienie planu działań skierowanych przeciwko Chinom.
Operacje szpiegowskie pod pretekstem "walki z terroryzmem" w rażący sposób naruszająprawo międzynarodowe i prawa człowieka orazzagrażają bezpieczeństwu cyberprzestrzeni. Skierowane są przeciw państwom, które nie mają niczego wspólnego z terroryzmem (jak Chiny właśnie). Dlatego – zdaniem Chińczyków – zasługują na potępienie przez cały świat. Chińczycy przypominają o:
-
gromadzeniu danych prawie 5 miliardów połączeń telefonii komórkowej na całym świecie każdego dnia;
-
monitorowaniu komórki kanclerz Niemiec Angeli Merkel przez co najmniej 10 lat;
-
podłączenie do głównych łączy centrów danych Yahoo oraz Google i kradzież w ten sposób danych setek milionów klientów;
-
modyfikowaniu aplikacji do telefonów komórkowych w celu kradziezy danych osobowych;
-
operacjach szpiegowskich na dużą skalę zarówno przeciw chińskim przywódcomi chińskim instytutom badawczym i chińskim firmom – w tym gigantowi telekomunikacyjnemu Huawei.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci

Technologie określane mianem sztucznej inteligencji (automatyczna analiza obrazów, przetwarzanie mowy, uczenie się maszyn itd...) są już obecnie w codziennym użyciu. Często nawet nie uświadamiamy sobie tego, że informacje jakie uzyskujemy powstały właśnie wskutek zastosowania takich technologii. Na przykład elementy „uczenia się maszyn” są używane w grach oraz na zapleczu portali społecznościowych. Facebook w ten sposób dobiera wyświetlane treści, które mogą być atrakcyjne dla odbiorcy.
Do tych celów Facebook używa specjalizowanych komputerów, których konstrukcję firma właśnie postanowiła opublikować jako open source. Powodem tej decyzji jest chęć pobudzenia badań i eksperymentów w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jeszcze dalej w kierunku otwartości idzie inicjatywa openai.com, która właśnie powstała w Dolinie Krzemowej. Ma ona na celu rozwój technologii AI na zasadach non-profit. Na czele tej inicjatywy stanęli Sam Altman (prezes „fabryki startupów” Y Combinator) i Elon Musk (Tesla).
Czy rzeczywiście takie działania są przeciwieństwem protekcjonizmu i sprawią, że nie grozi nam pogłębianie technologicznych dysproporcji rozwoju? A może chodzi jedynie o to, by zaangażować tysiące ludzi do pracy, której efekty i tak będą w stanie wykorzystać nieliczni? Prawda zapewne leży pośrodku. Nawet jeśli przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej mają na uwadze przede wszystkim rozwój swojego biznesu, to taka otwartość stwarza szansę dla wszystkich, aby stali się aktywnymi uczestnikami tego procesu.
- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Rola prasy w czasie wojny jest zupełnie inna niż w czasie pokoju. Wojna wyklucza dialog, a pewien poziom propagandy wymierzonej w wroga jest czymś naturalnym. Otwarty dialog i rozważanie racji mógłby wręcz być uznane za działalność wywrotową lub dywersyjną.
Współcześnie miejsce tradycyjnych wojen zajmuje walka w każdym możliwym obszarze, a dezinformacja ma kluczowe znaczenie (stąd pojęcie wojen hybrydowych). Posługując się informacją można wygenerować ruchy społeczne osłabiające przeciwnika (tak jak u nas KOD, Nowoczesna, czy PO), przedstawiać aktywa jako problem (niezależność energetyczna i żywnościowa Polski), przejmować ważne aktywa (promocja prywatyzacji z udziałem obcego kapitału, przejęcie infrastruktury telekomunikacyjnej i bankowej).
Nie żyjemy w matriksie i nikt nie jest tak potężny, by kontrolować wszystkie procesy gospodarcze i społeczne jakie zachodzą w naszym kraju. Jednak czasem wystarczą niewielkie bodźce, by uzyskać pożądaną korektę zachowań. Gdy wpływ na zachodzące w kraju procesy uzyskują ludzie których działania są trudno przewidywalne – te bodźce muszą być silniejsze. Ale w takiej sytuacji dochodzi do polaryzacji stanowisk i można z większą dozą prawdopodobieństwa określić, kogo należy się obawiać.
Na podstawie tekstów dotyczących Polski publikowanych przez niemiecki portal www.dw.com/pl (na tym portalu pojawiają się też omówienia tekstów różnych niemieckich gazet) można nabrać przekonania, że jednym z naszych wrogów są Niemcy. Nawet jeśli pojawiają się na niemieckim portalu głosy rozsądku, to są one pełne protekcjonalizmu. Podsycanie nienawiści do Polski i Polaków jest w pełni zrozumiałe tylko przy założeniu, że jesteśmy w stanie wojny.
Przykładem ofensywy propagandowej Niemiec jest reakcja na wywiad Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście Kaczyński ma rację, że działania Komisji Europejskiej są pozatraktatowe. Niemcy twierdzą co innego – przywołując słynny „artykuł 7”. Tymczasem ten artykuł dotyczy Rady Europejskiej a nie Komisji Europejskiej. Słusznie więc Jarosław Kaczyński kpiną kwituje działania pana Timmermasa. Niestety w Polsce znacznie silniejsze są wpływy obcej agentury niż zrozumienie polskiej racji stanu. I dotyczy to nie tylko mediów należących do Niemców :-(. To jest obecnie największe zagrożenie dla Polski.
Dlaczego Niemcy prowadzą przeciw Polsce wojnę?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wprowadzenie w Polsce e-myta (systemu ViaToll) wiązało się ze zwolnieniem samochodów ciężarowych z opłat autostradowych. Państwo dzieli się za to operatorami autostrad zebranymi opłatami. W marcu bieżącego roku rząd przekazał na autostrady A1 i A2 kwotę 1,6mld zł. Druga z tych autostrad jest prywatna (należy do spółki Autostrada Wielkopolska Jana Kulczyka). Dziennikarzy interesowało, jak zostanie powyższa kwota podzielona. Jak zawsze, gdy rząd chce coś ukryć przed społeczeństwem, przywołano tajemnicę handlową: Strony umowy o budowę i eksploatację autostrady płatnej przyjęły za zasadę, że całość zapisów stanowiących umowę, a także dokumentów finansowych podlegają ochronie tajemnicy państwowej i handlowej, zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i dostępie do informacji publicznej.
Tym razem jednak te transfery zwróciły uwagę Komisji Europejskiej, według której państwo przekazało spółce Autostrada Wielkopolska o 1 mld zł za dużo.
Do umowy Autostrady Wielkopolskiej z rządem już wnoszono poważne zastrzeżenia:
Przetarg wzbudził kontrowersje, bowiem jego zasady opracował założyciel i były szef Autostrady Wielkopolskiej, którego ówczesny minister transportu Andrzej Liberadzki zatrudnił na stanowisku prezesa ABiEA. Konkurenci zwycięskiego konsorcjum sugerowali też stronniczość - wybranych przez ministra - członków komisji przetargowej; byli wśród nich ludzie zawdzięczający w sporej mierze swe kariery i awanse znanemu biznesmenowi Janowi Kulczykowi, udziałowcowi AW SA.
We wrześniu 1997 r., na 12 dni przed wyprowadzką z ministerstwa (nowy rząd), Liberadzki podpisał z AW SA umowę koncesyjną, jak zapewniał - bardzo restrykcyjną. Można mu było jedynie wierzyć na słowo, bo treść umowy została utajniona.
Tydzień później Autostrada Wielkopolska obiecała, że odda do użytku swoje odcinki A2 w ciągu 8-10 lat. Zapowiedziała, że weźmie udział w przetargach na kolejne (wschodnie) fragmenty "dwójki". Pod koniec 1997 r. ujawniła jednak, jak rozumie zawartą przez siebie z rządem umowę. Okazało się, że oczekuje od państwa wsparcia w postaci 1,5 mld dolarów gwarancji kredytowych. Ministerialni urzędnicy byli mocno zdziwieni.
W 1998 r. wiceminister transportu Witold Chodakiewicz stwierdził, że podpisana przez Liberadzkiego umowa jest rażąco niekorzystna dla budżetu państwa. Ujawnił, że koncesjonariusz może budować swoje trzy odcinki przez 17 lat, a nawet dłużej, bez płacenia z tego tytułu kar. Poza tym AW SA zagwarantowała sobie, że w pasie 150 km od autostrady nie będą modernizowane drogi alternatywne. Później - w toku kolejnych negocjacji - koncesjonariusz wyliczył koszt budowy kilometra autostrady na 8 mln euro, czyli ponad 30 mln zł. Chodakiewicz twierdził, że konkurenci gotowi są budować o wiele szybciej, taniej i na korzystniejszych warunkach.