- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wskazuje na to indeks PMI, obrazujący koniunkturę w przemyśle. Przekroczył on 50pkt, co oznacza ożywienie. Zwraca się uwagę zwłaszcza na duże kraje: Francję i Niemcy, w których wszystkie indeksy poprawiają się bardziej, niż spodziewali się tego ekonomiści. Także w przeżywającej kryzys Hiszpanii spadek PKB był w drugim kwartale mniejszy, niż można się było spodziewać. Rośnie sprzedaż samochodów, a banki na nowo zwiększają ilość kredytów.
Tymczasem w Polsce wyczerpały się możliwości kreatywnej księgowości ministra Rostowskiego. Dziura w budżecie zbliża się do tej, którą osiągnął równie genialny Leszek B. (a którą nie wiedzieć czemu nazwano „dziurą Bauca”). Koszty obsługi długu, dotąd udało się PO podwoić:
A oni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa!!! Silne euro to dla nas dodatkowy „nóż w plecy” - bo powoduje dodatkowy wzrost kosztów obsługi długu. Istnieje obawa, że te koszty mogą się w krótkim czasie podwoić.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Wbrew pozorom konsumpcja sałatki na sali sejmowej przez posłankę opozycji jest sprawą śmiertelnie poważną. Nie w tym bowiem problem, że posłanka „obżerała się”, ani w tym że z tego powodu posłowie sypiącego się „Ruchu” zrobili awanturę. Reakcja mediów sprawia wrażenie, że ta afera ma coś przykryć. Prawdopodobnie chodzi o przesłuchanie w charakterze świadka Bronisława Komorowskiego. Sprawa musi być poważna, skoro we wspomnianej awanturze pojawiły się okrzyki „siadaj kurduplu” skierowane do lidera opozycji, a „Stokrotka” na pytanie o to czemu media nie informują o przesłuchaniu odrzekła „Jak pan sobie kupi telewizję, to pan będzie transmitował co pan chce”.
Samo przesłuchanie urzędującego prezydenta nie jest jakąś wielką sensacją. Jednak sprawa w jakiej zeznawał jest tak ważna, jak chyba żadna inna w III RP. Według oskarżonego dziennikarza, chodziło o niezgodną z prawem grę w którą uwikłał się Komorowski, a która miała na celu skompromitowanie komisji weryfikującej WSI. Komorowski spotykał się z głównymi aktorami tej akcji. Dwóch z nich nie żyje. W tym kluczowy dla sprawy pułkownik Tobiasz, który „po zakończeniu tańca upadł na podłogę, stracił przytomność i mimo podjętej reanimacji nie udało się go uratować”.
Fragment relacji Wojciecha Sumlińskiego z przesłuchania: „Po odczytaniu Prezydentowi jego zeznań z lipca 2007 roku powiedział on podczas rozprawy sądowej: skoro tak zeznałem w prokuraturze, to jest to prawda. Po chwili nastąpiło odczytanie Prezydentowi kolejnych jego zeznań, tym razem ze stycznia 2008 roku (które podważały jego zeznania z lipca 2007 roku). Po ich odczytaniu, ku zdumieniu obecnych, Prezydent odpowiedział jak wcześniej: tak zeznałem w Prokuraturze, więc jest to prawda. Zadałem więc proste pytanie: proszę świadka, to wreszcie które z tych dwóch zeznań są prawdziwe, bo przecież jedne podważają i wykluczają drugie? Na tak postawione pytanie Prezydent RP, najważniejsza osoba w państwie, odpowiedział: wszystko, co zeznałem w prokuraturze, jest prawdą i nic więcej nie mam do dodania”.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Pani Kopacz otworzyła w tym tygodniu biurko i bardzo się zdziwiła. Jakiś dwa miliardy? Jak to się szczęśliwie składa… Damy ludziom podwyżkę i znów na nas zagłosują! Cieszmy się: „Rząd znalazł 2 miliardy. Budżetówka dostanie wyczekiwane podwyżki”. Co prawda podwyżki planuje dopiero w 2016 roku, ale w końcu teraz są inne polne wydatki (jak utrzymanie armii hejterów na przykład).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
W telewizji powiedzieli, że Polacy są szczęśliwi. Zabrakło informacji, że to dzięki światłym rządom przodującej siły narodu, ale mądrej głowie dość pół słowie…..
Spełniło się oto marzenie naszych elit, które są ultra-szczęśliwe. Jak mówi Wielki Badacz profesor Czapiński: biorąc pod uwagę wskaźnik szczęśliwości, „Polska należy już do Europy Zachodniej”. Do końca nie wiadomo, czy Polacy są szczęśliwi, bo należą do Europy Zachodniej, czy też należą do Europy Zachodniej, bo są szczęśliwi. Elity na pewno są w ekstazie z powodu „przynależności”, która wynika z możliwości szerzenia przez nich lewackich pomysłów i uprawiania „nauki”. Pan Czapiński ma tu wkład szczególny. Znalazł on taki mianowicie sposób na podniesienie wskaźnika szczęśliwości: Emigracja Polaków do zamożniejszych państw przeważnie jest przedstawiana jako problem, z którym powinni się zmierzyć politycy. Dla psychologa społecznego prof. Janusza Czapińskiego emigracja młodych Polaków nie jest jednak taka zła, o ile wyjeżdżają osoby reprezentujące zagrażający porządkowi „fundamentalistyczny radykalizm”.
Gdyby Pan Czapiński zajmował pozycję społeczną godną jego intelektu, to powiedziałby po prostu: komu się nie podoba ten niech wyp…. Ale jak powszechnie wiadomo menela od takiego profesora różni w Polsce umiejętność używania określeń w rodzaju „fundamentalistyczny radykalizm”.
Aby się przekonać ile jest warta ta „diagnoza społeczna”, przeanalizujmy szczegóły jednej z badanych dziedzin. Jak donosi prasa – z badań tych wynika, że „Edukacyjna bańka pęka. Nawet doktorat przestaje mieć wielką wartość”. Naukowcy ostrzegają młodzież: „Dzisiejszy przyrost magistrów w przyszłości będzie powodował większe bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem [...]. Już dziś pokazują to analizy GUS. Według nich co ósmy bezrobotny ma wyższe wykształcenie. To także grupa, która najmniej korzysta na poprawiającej się na rynku pracy koniunkturze – w pierwszej kolejności praca znajduje się dla tych, którzy mają niskie wykształcenie i kwalifikacje”. Innymi słowy: do łopaty, a nie na studia!
Jakie są oficjalne dane (GUS) na ten temat? Dane dotyczą tylko bezrobocia rejestrowanego. „Świadectwem ukończenia szkół policealnych i średnich zawodowych legitymowało się 21,9% ogółu bezrobotnych, średnich ogólnokształcących – 10,9%, a dyplomem ukończenia szkół wyższych – 11,6%”.
Rzeczywiście 11,6% to prawie co ósmy. Jednak nie widać tendencji rosnącej.
Człowiek pozbawiony takich narzędzi badawczych jakimi dysponują nasi socjolodzy (brudny sufit?) pomyślałby sobie, że skoro rośnie powszechność wykształcenia, a równocześnie bezrobocie dotyka szczególnie ludzi młodych (i lepiej wykształconych) – to naturalnym jest to, że poziom bezrobocia wśród magistrów może rosnąć. Dla pewności można tą hipotezę zweryfikować na podstawie jakiegoś mniej „diagnostycznego” opracowania. Weźmy na przykład opublikowany przez PARP bardzo interesujący artykuł „Edukacja a rynek pracy” („Polski rynek pracy – aktywność zawodowa i struktura wykształcenia Na podstawie badań ludności zrealizowanych w 2014 roku w ramach V edycji projektu Bilans Kapitału Ludzkiego”). No i siupryza! Wyniki dokładnie odwrotne, niż głoszą badacze Czapińskiego: „Przez cały okres objęty Bilansem Kapitału Ludzkiego mniejsze problemy z zatrudnieniem miały osoby z wykształceniem wyższym, wśród których odnotowujemy najwyższy poziom aktywności zawodowej i zatrudnienia. One także są najaktywniejszymi uczestnikami procesu kształcenia przez całe życie we wszystkich postaciach: formalnego, pozaformalnego i nieformalnego. […] W kategorii wykształcenia wyższego stopa bezrobocia wyniosła jedynie 7%, średniego 13%, zasadniczego zawodowego 18%, zaś niższego 30%. [...]
Najogólniejsza prawidłowość jest taka, ze niezależnie od płci i wieku poziom aktywności zawodowej jest dodatnio związany z poziomem wykształcenia”.
- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Marzeniem Polaków po zmianie ustroju było „dogonić Europę”. Jednak Europa traci swój blask. Wśród Polaków odradza się duma z własnego kraju i poczucie jego wyjątkowości.
Dlatego atak na konserwatywne władze Polski osiągnął skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast wywołać poczucie wstydu z tego powodu, że jesteśmy za mało europejscy, obnażył fałsz europejskich elit. Wystarczyło, że w Polsce wygrała formacja polityczna nie akceptowana przez "elity", by obnażyć pustkę, głupotę i głęboko skrywaną pogardę do inaczej myślących wyznawców "praw człowieka" i "liberalnej demokracji".
Polscy politycy, którzy w walce o władzę nie wahali się sięgnąć po zagraniczne wsparcie, zostali słusznie uznani za neo-targowicę. Niewiele pomogło zrównywanie tych działań z powszechnie dotąd akceptowaną walką o własne prawa na europejskim forum. Bo demonstracje żądające uwzględnienia telewizji „Trwam” w podziale łączy telewizji cyfrowej (dla przykładu) nie miały na celu zmiany demokratycznie wybranych władz. Nikt nie szantażował władz, że jeśli nie złamią prawa demonstranci poprą antypolskie działania (por. żądania od Prezydenta Dudy, by zaprzysiągł więcej sędziów TK, niż przewiduje to konstytucja).
To wydaje się oczywiste. Może jednak nie dla wszystkich?
Polaków od „europejczyków” różni stosunek do prawdy. Polacy nadal wierzą w proste i powszechne prawdy: 'niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie' (Mt 5,37). Takie stawianie sprawy doprowadza do furii polskich „europejczyków”, którzy postrzegają współistnienie różnych narracji jako fundament liberalnego ładu. W zasadzie mają oni rację o tyle, że takie współistnienie różnych narracji jest powszechnie akceptowane. Jarosław Kaczyński nie mówił o konieczności zmiany narracji liberalnej na konserwatywną, ale o konieczności pluralizmu.
W Polsce chyba brak jest świadomości tego, że ten nasz problem wpisuje się w najbardziej fundamentalny spór o tożsamość Europy. Nie odrobiliśmy lekcji.
Na zachodzie Europy panuje ideologia praw człowieka, której elementami są swoiście rozumiana tolerancja i wynikający z niej relatywizm.
Jean-François Lyotard w książce „Kondycja ponowoczesna. Raport o stanie wiedzy” ogłosił koniec charakterystycznych dla nowoczesności „wielkich narracji” wraz z wkroczeniem społeczeństwa i kultury w epokę ponowoczesną. Zdaniem tego francuskiego filozofa nastał czas wielości gier językowych – czas małych, równorzędnych narracji.
Zachodnia tolerancja jest więc związana z „wolnym rynkiem” różnych idei. Jednak ten rynek nie jest wolny a idea równości jest wymysłem oderwanym od rzeczywistości.