- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Naczelna Prokuratura Wojskowa (NPW) wyraziła swoją opinię na temat medialnych doniesień o „nowych stenogramach” z katastrofy Smoleńskiej. Według niej: publikacja jedynie części opracowanych przez zespół ekspertów materiałów doprowadziła do tego, iż "pojawiające się później komentarze w przestrzeni publicznej doprowadziły do niepełnego, wybiórczego i niezgodnego z rzeczywistością obrazu treści opinii biegłych".
Mówiąc wprost mamy po raz kolejny do czynienia z wielkim kłamstwem poskładanym z półprawd, insynuacji i małych kłamstewek. Takie działania – rodem z PRL'u zostały w III RP doprowadzone do perfekcji dzięki bezgranicznemu oddaniu mediów „jedynie słusznej opcji”. Takie stadne zachowania łatwo jest ukierunkować i wykorzystywać w politycznej walce.
Nic więc dziwnego, że nawet niemiecki autor książki o Smoleńsku, chcąc dociekać prawdy, czuje się w obowiązku ciągłego usprawiedliwiania odstępstw od "mętnego nurtu”.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Pokaźne zwycięstwo Borussi Dortmund w półfinale Ligii Mistrzów nad Realem Madryt, wywołało wiele komentarzy. Ponieważ wszystkie bramki strzelił Polak - Robert Lewandowski, w Polsce zapanował wręcz entuzjazm. Prezes PZPN Zbigniew Boniek wyraził opinię, że ten napastnik jest wychowankiem polskich klubów, co dobrze świadczy o naszym futbolu. Jednak o tym, że polska reprezentacja zagra jak Borussia, to raczej nie ma co marzyć. Dlaczego?
Może warto zwrócić uwagę na biznesowy aspekt tego sportu.
W przeddzień wspomnianego meczu półfinałowego ukazał się artykuł w The Guardian, opisujący biznesowe perypetie klubu z Dortmundu. W roku 2005 klub miał 130 mln euro długu i był bankrutem. Wbrew przewidywaniom fundusz Molsiris, będący największym wierzycielem klubu postanowił go ratować. Dziś ma realne szanse na sukces sportowy - zwycięstwo w Lidze Mistrzów i związany z tym sukces finansowy. Zdecydowała rozsądna polityka transferowa, uzdrowienie finansów oraz coś jeszcze: nowy trener, który zbudował prawdziwy zespół. Duch drużyny (team spirit) o którym mówią zawodnicy nie jest tylko mitem. To widać na boisku. Jest to doskonały przykład znaczenia, jakie mają takie pozaekonomiczne czynniki dla uzyskania sukcesu biznesowego.
Niestety w polskim sporcie trudno o coś takiego. Wyrazem braku zrozumienia dla tego biznesu przez nowobogackich właścicieli klubów jest zmiana ich nazw. Marki klubów o dziesiątkach (a nawet setkach) lat tradycji są szpecone nazwami firm stając się przybudówkami działu marketingu.
Inną ciekawą kwestią z tym związaną jest odwrócenie obserwowanych na zachodzie reguł. Małe kluby, którym udaje się osiągnąć względny sukces kupują zawodników i zatrudniają nowych trenerów, niszcząc zwycięski kolektyw. Duże kluby po osiągnięciu sukcesu sprzedają zawodników, bo z jednej strony inwestycja musi się zwrócić, a z drugiej nikt nie wierzy w możliwość zbudowania prawdziwej potęgi i dla zawodników sukces oznacza tylko lepszą cenę.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Saudyjczycy nadal twierdzą, że ich działania w OPEC, które doprowadziły w ubiegłym roku do gwałtownego spadku cen ropy nie były motywowane politycznie. Ibrahim Al-Muhanna, doradca ministra ropy Arabii, wygłosił w niedzielę w Doha przemówienie, w którym powtórzył tezy ministra ds ropy Ali Al-Naimi sprzed kilku tygodn: decyzja aby nie zmniejszać produkcji nie miała nic wspólnego z polityką, a wszystkie teorie spiskowe są bzdurne. OPEC nie podjęła decyzji o ograniczeniu wydobycia ponieważ producenci spoza OPEC (konkretnie, Rosja i Meksyk) nie zgodzi się na cięcia, na spotkaniu na dzień przed oficjalnym posiedzeniem OPEC.
Minister stwierdził także, że popyt i podaż wskazują na to, że rozsądne ceny to w okolicach $60 za baryłkę i jego zdaniem na tym poziomie ceny się ustabilizują.
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Wyrok nie zapada nagle, samo postępowanie przechodzi stopniowo w wyrok.
[Franz Kafka – Proces]
Opisany przez Kafkę proces nie służył ustaleniu winy. Był to raczej proces akceptacji przez Józefa K tego, co nieuchronne. Oswajanie się z tym, że „nie trzeba wszystkiego uważać za prawdę, trzeba to tylko uważać za konieczne”. Konieczne nie są plany i pragnienia Józefa K. One stają się nieważne w obliczu konieczności. Gdy K w pełni sobie to uświadomił – zrozumiał, że „nie było nic bohaterskiego w jego oporze, w tym, [...] że opierając się starał nasycić się raz jeszcze ostatnim odblaskiem życia. Ruszył w drogę i z radości, jaką tym sprawił panom, także i na niego samego coś spłynęło”. Niestosowne byłoby napisać, że Józef K. z radością szedł na śmierć. Taki opis zakładałby bowiem podmiotowość skazańca. Tymczasem ego Józefa K ustąpiło miejsca konieczności. Pozostała tylko wdzięczność za to, że jemu samemu pozostawiono, aby „powiedział sobie o tym, co nieuchronne”.
Posiadanie własnego ego stwarza trudności. Porywy serca nieuchronnie prowadzą do zawodów i cierpienia. Nieprawomyślna jest też miłość inna niż ukochanie totalitarnej władzy. Ukojenie można znaleźć w alkoholowym zamroczeniu, uległości lub fanatyzmie religijnym (proces rozpływania się ego w zetknięciu z sacrum opisał Mirca Eliade).
Działanie na masową skalę środków opartych na zakłamaniu, pozwala na przekształcenie całych społeczeństw w bezwolną masę. Polacy znają to doskonale. Ich proces przechodzi właśnie wyrok. Już zostali skazani na wieczną hańbę morderców żydów. Wszelka obrona tylko pogarsza sytuację. Prowadzi do dodatkowych oskarżeń o próby pisania na nowo historii o Holokauście. Żydzi przybyli pod polską placówkę dyplomatyczną z tablicami na których widniały hasła: "3 miliony Żydów zamordowanych w Polsce" oraz "Nie zapomnimy!". Wznosili też okrzyki, że "Polska spłynęła krwią". Kwitowanie tego opinią, że „zarzuty te wynikają z niewiedzy” jest po prostu śmieszne. Im bardziej absurdalne zarzuty, im więcej w tym kłamstwa, tym szybciej zaakceptujemy to co konieczne. W dużej społeczności zawsze znajdzie się ktoś, kto się nie podda – kurczowo chwytając resztki gwałconej prawdy. Z niedowierzaniem będzie patrzył jak podłe żydostwo robi biznes na jego poniżaniu. Jak spadkobiercy Hitlera stroją się w piórka dobroczyńców Europy. Jak rodzima wspólnota ciemniaków opanowuje przestrzeń publiczną. Ich zdumienie zostało już wkalkulowane w cały proces i skazane na pożarcie – tak po prostu.
W słusznie minionym okresie społeczny eksperyment zakończył się niepowodzeniem. Prosty lud skupiony na pracy i wierze ojców okazał się zbyt odporny na zastosowane środki. Dlatego po zmianie ustroju rozpoczął się atak na głupie i pazerne chłopstwo i zmasowana scholaryzacja – aby jak najwięcej ludzi poddać działaniom ludzi podłych i złych wyhodowanych na uniwersytetach. Równocześnie zastosowano propagandę „nowoczesności” połączoną z „pedagogiką wstydu”. Wszelkie punkty oporu są izolowane przez „nienawistniki” w rodzaju „faszyści”, „kibole”, czy „mohery”. Wytworzoną presję społeczną Andrzej Gwiazda porównał kiedyś do zatrutej studni z której powinien się napić by tak jak wszyscy wokół zapomnieć o prawdzie.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci

Jednym z podstaw fenomenu Doliny Krzemowej jest swobodny przepływ inżynierów między zlokalizowanymi tam firmami. Portal www.businessinsider.com opublikował ciekawy wywiad, w którym były pracownik Google, Microsoft i Facebook, Dima Korolev porównuje organizację pracy w tych firmach.
Google zdaniem Koroleva to najlepsze miejsce dla młodego inżyniera, który chce się dużo nauczyć. Pierwsze 9-18 miesięcy w Google jest z tego punktu widzenia bezcenne. Ludzie bardziej doświadczeni i z większą wiedzą są bardzo chętni do pomocy. Przyswajane są najlepsze praktyki i procedury.
Facebook z kolei to idealne miejsce dla kogoś, kto chce skupić się na tworzeniu innowacji. Ta firma, która nadal uważa siebie za startup-a nie ma rozbudowanej organizacji. Pracownicy są pogrupowani w zespoły, które są nastawione szybkie dostarczanie rozwiązań i nie narzuca im się specjalnych reguł – jak mają to robić. Praca w Facebooku jest przesiąknięta kulturą hakerską.
Microsoft jest to firma bardziej uporządkowana, w której nowi pracownicy mają silniejsze poczucie dołączania do dużego organizmu. Proces ten trwa znacznie dłużej niż w Facebooku, gdzie już po 1-3 miesięcy inżynier może w pełni wykorzystywać swe możliwości. W firmie Microsoft może to trwać nawet rok. Biorąc pod uwagę skalę złożoności tworzonych produktów to nie jest niczym dziwnym.
Jedną z różnic między powyższymi firmami, na którą zwrócił uwagę Korolev, jest otwartość Prezesa dla szarych pracowników. W Google i Facebook, prawie co tydzień są spotkania z prezesem, na których każdy może zadać mu dowolne pytanie. Dostęp do prezesa Microsoft nie jest już tak swobodny.
