- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Ujawniono treść kolejnych podsłuchów. Tym razem Radosław Sikorski w chwili szczerości mówi o współpracy Polski z USA:
Sikorski: - Wiesz, że polsko amerykański sojusz jest nic nie warty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza w Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Rostowski: - Dlaczego?
Sikorski: - Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Rosją, Niemcami, będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy.
[...]
Sikorski: - Problem w Polsce jest, że mamy bardzo płytka dumę i samoocenę.
Rostowski: - Taki sentymentalizm.
Sikorski: - Taka murzyńskość.
Rostowski: - Jak, jak?
Sikorski: - Murzyńskość.
Pozostaje tylko pytanie: skoro Sikorski ma wiedzę i poglądy takie jak większość rozsądnych Polaków, to czemu jego polityka jest z nimi całkowicie sprzeczna?
Tym razem dymisja jest pewna. Ale czy to coś zmieni?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Szwajcarzy w referendum odrzucili propozycję wprowadzenia wypłacania przez państwo świadczenia, które „ma umożliwić całemu społeczeństwu godny byt człowieka i udział w życiu publicznym”. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 22% Szwajcarów, co jeden z jego inicjatorów - Daniel Haeni uznał za sukces. Z relacji prasowych wynika, że sukces mógłby być większy, gdyby projekt był lepiej przygotowany: „ważnym argumentem za odrzuceniem tego pomysłu były do końca niewyjaśnione wątpliwości co do jego finansowania. Według rządowych obliczeń realizacja inicjatywy kosztowałaby corocznie 208 mld franków, przy czym znaczną większość tych kosztów pokryłby transfer środków przeznaczanych do tej pory na inne cele, w tym świadczenia społeczne. Nie dałoby się jednak uniknąć konieczności dofinansowywania budżetu każdego roku kwotą 25 mld franków, na co potrzebne byłyby znaczne oszczędności lub podwyżki podatków”.
Przeciwnicy tego projektu sięgnęli po cały arsenał środków propagandowych. Straszono, że takie rozwiązanie (przypomnijmy: godny byt i udział w życiu publicznym wszystkich obywateli) jest szkodliwe dla gospodarki. Że to utopia. I koronny argument: że jest to rozwiązanie lewicowe. Bo to lewica chce rozdawać pieniądze (money for nothing).
Przykład Kanady pokazuje, że wszystkie te argumenty są chybione. W Kanadzie eksperymentalnie obalono tezę, że darmowe pieniądze zniechęcają ludzi do pracy (kontrargumenty sięgające do zupełnie innego kręgu kulturowego trudno uznać za poważne). Nad wprowadzeniem gwarantowanego dochodu pracuje liberalny rząd Justina Trudeau. Jednak to ekonomia a nie ideologia decyduje o poszukiwaniu tego typu rozwiązań (system polityczny Kanady jest nieco podobny do amerykańskiego). Kanadyjczycy uznali, że państwa nie stać na to, aby ludzie byli biedni, gdyż to jest groźne dla gospodarki kraju. W ekonomii dokonuje się zatem prawdziwy „przewrót kopernikański”: dzięki bogactwu ludzi rozwijać się ma ekonomia kraju, a nie dzięki rozwojowi państwa bogacić się ludzie. Nikt już się nie przejmuje demagogicznymi argumentami w rodzaju „nie ma darmowych obiadów”. Akurat w przypadku tych dwóch państw taki argument brzmi wyjątkowo śmiesznie. Szwajcarzy mają nie tylko ujemne oprocentowanie depozytów bankowych ale też sprzedają obligacje z ujemną rentownością. Nikt jakoś nie płacze, że to „money for nothing”. Kanada z kolei jest jednym z państw o największych zasobach naturalnych. Dlaczego dochody z eksploatacji tych zasobów mają być przejmowane przez wąską elitę? Bo liberałowie wymyślili, że to ci którzy wydobywają surowce (za zgodą państwa zresztą) nadają im wartość? Czy w XXI wieku – gdy na przykład duża część programistów (kilka milionów) pracuje dla idei - w te osiemnastowieczne głupoty ktoś jeszcze wierzy?
„Konsekwencją przyjętej teorii wartości jest teza o 'świętym prawie wolności', której ochrona ma być głównym (jeśli nie jedynym) zadaniem państwa. W czasach kolonialnych pisać takie rzeczy mógł tylko człowiek podły lub głupi. Jeśli na dodatek uświadomimy sobie, że słowa te wyszły spod pióra urzędnika państwowego, zajmującego się koloniami, to można się dziwić, że 'kradzione' w gardle ością mu nie stanęło. Gdyby Locke ograniczył prawo własności do wytworów pracy, byłoby to w pełni zrozumiałe. Ale takie prawo byłoby wobec potrzeb ówczesnych grabieżców bezwartościowe. Stąd pomysł „mieszania”. Mieszając pracę w dobrem naturalnym nadaję mu wartość i przez to uzyskuję prawo do własności. To tak idiotyczne, że aż trudno uwierzyć!! Robert Nozick w swej książce „Anarchia, państwo, utopia” podaje przykład z wylewaniem soku do oceanu. Wskutek tej czynności zmarnujemy trochę soku, a nie staniemy się właścicielami oceanu”.
Czytaj więcej: Bezwarunkowy dochód podstawowy – jeszcze nie teraz
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
W czasach ZSRR opowiadało się, że mamy trzy typy agresji przeciw państwu: z wypowiedzeniem wojny, bez wypowiedzenia wojny i na zaproszenie. W Warszawie trwa chyba ten trzeci rodzaj agresji. Po oddaniu w obce ręce systemu finansowego i infrastruktury telekomunikacyjnej oraz likwidacji przemysłu stoczniowego przyszła pora na przemysł ciężki oparty na węglu. Jest powód do szczytowania....
Niemiecka prasa uznała Polskę za największego „grzesznika klimatycznego” Europy. Jaka będzie pokuta, zanim otrzymamy rozgrzeszenie?
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Joanna Szczepkowska zasłynęła telewizyjnym oświadczeniem z 1989 roku, że czwartego czerwca tegoż roku zakończył się w Polsce komunizm. Z historycznej perspektywy należy ocenić to jako oświadczenie szczere, ale naiwne. Podobny charakter ma jej wypowiedź na temat skandalu w Teatrze Starym. Aktorka wdaje się w polemikę z pismakami od Michnika i ministrem Zdrojewskim. Naiwnie i szczerze wierzy w to, że Polak z Polakiem mogą się przecież dogadać.
- Szczegóły
- Kategoria: Geopolityka
Polacy z uwagą śledzą doniesienia na temat formułowania rządu przez Prezydenta – elekta USA, Donalda Trumpa. Ogłoszone kandydatury potwierdzają, że Trump zamierza prowadzić politykę taką, jaką zapowiedział w kampanii wyborczej. Dotyczy to także polityki międzynarodowej – choć tu dużą niespodzianką może być nominacja na sekretarza stanu (odpowiednik ministra spraw zagranicznych) Mitta Romneya. Donald Trump spotkał się z tym politykiem w ostatni weekend. Jednak po rozmowie poinformowano jedynie, że dotyczyła ona geopolityki i obie strony są bardzo zadowolone z jej przebiegu. Zaskoczeniem jest nie tylko to, że Romney ostro krytykował wcześniej Trumpa, ale także to, że jest postrzegany jako krytyk Rosji Putina. Były ambasador Polski w USA wyznał nawet, że w razie tej nominacji, Polacy powinni w podzięce pielgrzymować do Częstochowy. Grozi nam bowiem ciągle, że Polska stanie się kartą w grze między Rosją a USA.
Innego zdania jest Jacek Bartosiak - który uważa, że wynik wyborów nie będzie miał znaczącego wpływu na geopolitykę prowadzoną przez USA. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" zarysował on swoje postrzeganie sytuacji geopolitycznej następująco:
Amerykanie nie są już tak wszechpotężni jak w ostatnich 25 latach ani też, co oczywiste, nie dysponują niekończącymi się zasobami, zwłaszcza w porównaniu z łącznymi zasobami Chin i Rosji. Dlatego mogą mieć pokusę prowadzenia coraz bardziej elastycznej polityki wobec procesów zachodzących w Eurazji. [...]
Jeśli Chinom uda się odwrócić znaczenie „lądu" i „morza" [projektem „Nowy Jedwabny Szlak”], to wywrócony zostanie także niekorzystny dla nas dualizm gospodarczy, oczywiście kosztem zachodnich społeczeństw. Powstałaby wtedy zupełnie nowa architektura gospodarcza świata. Problem tylko w tym, że nie wiadomo, czy po drodze nie byłoby wojny. […]
W naszej sytuacji do dalszego rozwoju po strasznym XX wieku bezwzględnie potrzebujemy pokoju, ale jednocześnie dobrze by było, gdybyśmy znaleźli się w końcu w centrum systemu światowego handlu, a nie na jego peryferiach czy półperyferiach, gdzie jedynym naszym atutem jest tańsza siła robocza. […]
Powinniśmy z Chinami robić interesy, przyciągać do siebie chiński biznes, oczywiście na mądrych i korzystnych dla nas zasadach. Ale powinniśmy zarazem pamiętać, że jeszcze przez długie dziesięciolecia oddziaływanie kapitałowe Pekinu nie będzie miało większego znaczenia dla bezpieczeństwa Polski. […]
Chiny są supermocarstwem gospodarczym i moglibyśmy dzięki nim spróbować odwrócić pewne niekorzystne relacje, jakie mamy choćby z Niemcami, którzy cały czas dbają o to, by mieć nad nami przewagę organizacyjno-kapitałową. […]
Druga strona tego medalu jest taka, że im będziemy ważniejsi dla Amerykanów, tym większe będzie niebezpieczeństwo, że staniemy się ofiarą coraz większego napięcia między USA a Rosją. W tym zakresie nie ma prostych i łatwych decyzji.
Wystarczy jednak przyjąć, że Putin to samo zło, a każdy kto myśli inaczej to ruski szpion, aby wszystko stało się proste i łatwe. Przestaje mieć znaczenie problem dominacji Niemiec, straty gospodarcze związane z sankcjami, niebezpieczeństwo uwikłania Polski w wojnę z Rosją, korzyści z Nowego Jedwabnego Szlaku, czy odradzanie się faszyzmu na Ukrainie. Ważne jest tylko to, abyśmy wytropili wszystkich szpionów i nie ulegli ruskiej propagandzie. Takie postawienie sprawy w ostatnim programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” doprowadziło dziennikarza do prostego wniosku – że sam jest „pożytecznym idiotą”, który ulega ruskiej propagandzie – wierząc, że Bandera to zbrodniarz i zaglądając na stronę internetową zmianynaziemi.pl.
I co teraz będzie z Panem Janem? Jak sobie poradzi ze swymi poglądami grożącymi schizofrenią? Nadal będzie twierdził, że „warto rozmawiać”, czy też doda do tytułu audycji: „ale nie ze szpionami”, po czym złoży dymisję?
Problem nie dotyczy jednego dziennikarza. Niestety tak samo ukształtowana jest umysłowość ludzi, którzy są odpowiedzialni za kształt polskiej polityki zagranicznej – także w sferze intelektualnej. Nawet w teoryjce Bartosiaka nie ma mowy o nowej sytuacji geopolitycznej wynikającej z rezygnacji z ekspansywnej polityki polegającej na bogaceniu się silniejszych kosztem słabszych. Tymczasem wygrana Trumpa to także wyraz tęsknoty za światem w którym szuka się strategii w której wszyscy wygrywają (wi-win), a nie „nowej gry” ze z góry rozdanymi rolami (USA – główny rozgrywający, Polska pionek, Chiny – przeciwnik, Rosja – wróg).