- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
W TVP Info odbyła się rozmowa z księdzem Henrykiem Zielińskim, który przełożył ogólniki używane przez biskupów w świątecznych homiliach na język konkretów. Wyraził on wprost obawy: „Chyba wolą tych, którzy tę prowokację urządzili, było zerwanie Sejmu [...]. Przypomniał, że między wiekami XVII a XVIII Sejm zrywano 73 razy i doprowadziło to do upadku państwa”. Mówił też o możliwej mediacji Kościoła – o ile wszystkie strony konfliktu uznają jego autorytet i przyjmą taką mediację.
Tymczasem opozycja nie darmo siedzi w święta w sejmie. W samą Wigilię „uchwaliła” swój własny „Dekalog” (pięknie „zaorany” przez posłankę Pawłowicz). Czy to tylko wyraz głupoty, czy też rodzi się totalna opozycja także wobec Kościoła z jego kamiennymi tablicami?
Ten liberalny „Dekalog” wraz z komentarzem księdza Zielińskiego i stanowiskiem jakie zajmują biskupi to prawdziwy opis obecnej sytuacji. Jeśli jednak trafna jest teza o post-prawdzie jako głównym tworzywie polityki, to prawda nie ma znaczenia. Nie jest zatem możliwy dialog prowadzony w prawdzie i prowadzący do sensownego kompromisu. Wystarczy poczytać komentarze pod wskazanym wyżej opisem rozmowy z księdzem Zielińskim, by to zrozumieć.
Jeśli rzeczywiście ktoś zarządza tym konfliktem, to na pewno w tej strategii są przewidziane różne warianty rozwoju sytuacji i żadna porażka nie jest ostateczna. Takiego planowania uczy się teraz na kursach zarządzania projektami. Projekt „obalania tyranii PiS” (a de facto poniżenia Polski, której zachciało się suwerenności) na pewno zawiera obszerne rozdziały zarządzania ryzykiem i zarządzania interesariuszami. Machina ruszyła i nie widać siły, która mogłaby ją zatrzymać.
- Szczegóły
- Kategoria: Geopolityka
Obserwujemy zadziwiające podobieństwo między tym, co dzieje się obecnie w Unii Europejskiej i w USA. Co prawda tam wrogiem publicznym „mainstream” uczynił Prezydenta Elekta, a tu oskarżonym jest Polska, ale metody są takie same. Tworzy się nieprawdziwy obraz wroga i atakuje go bez względu na okoliczności. W dzisiejszym świecie powszechnego dostępu do internetu trudno sprawić, by 100% populacji uwierzyło w kłamstwo. Chodzi więc wyłącznie o to, by uwierzyło w nie dostatecznie dużo ludzi, aby udało się wywołać falę oburzenia i uzasadnić podjęcie radykalnych i niedemokratycznych działań. To dlatego akcja rozpoczęła się po wyborach a nie przed. W Europie straszakiem mają być sankcje nałożone na Polskę. W USA rozważa się impeachment – czyli usunięcie z urzędu prezydenta-elekta Donalda Trumpa.
Na razie kłamstwo wydaje się triumfować. Gotowość nałożenia sankcji na Polskę stała się jednym z kryterium wyboru szefa PE! Świat obiegła informacja, że Trump wyśmiewał się z niepełnosprawnego w obronie którego stanęła Meryl Streep. Jeśli to kogoś nie przekonało – to jest jeszcze GW-prawda na temat rosyjskich haków na Trumpa. W zakamarkach internetu można znaleźć informację, że Trump nie atakował dziennikarza z powodu niepełnosprawności, tylko wyssanych z palca „informacji”, natomiast rewelacje CNN są delikatnie mówiąc wątpliwe. Wydaje się, że mainstream jest zbyt potężny i walkę o 20% głupców wygra z całą pewnością. Jednak prawdę mówi przysłowie: „kłamstwo ma krótkie nogi”. Jeśli złu któremu kłamstwo toruje drogę nie uda się szybko zatriumfować, to przegra. Służba kłamstwu przyspieszy upadek tradycyjnych mediów. Sukces planu Morawieckiego w połączeniu z prospołeczną polityką rządu może ugruntować siłę polskiej gospodarki (i uczynić ewentualne sankcje żałosną demonstracją niemocy). Szybkie wzmacnianie polskiej armii, które dzisiaj jest prezentowane jako dążenie do zmiany układu sił wobec Rosji może w rzeczywistości prowadzić do zmiany układu sił w Europie. Proamerykańska polityka Polski, która dotąd jawiła się jako rodzaj wasalstwa może w nowej sytuacji nabrać także innego sensu.
Polska znalazła się ponownie w centrum światowego konfliktu. Tym razem jednak ścierają się tu różne wizje rozwoju świata: tradycyjną grę mocarstw w wykonaniu USA i Rosji, strategię inkluzywnej globalizacji realizowaną przez Chiny oraz socjalistyczną utopię UE. Polska wcale nie musi ani się temu biernie przyglądać, ani dokonywać radykalnych wyborów. Personalistyczna wizja polityki realizowana w Polsce pozwala na stworzenie takiego ładu międzynarodowego, w którym konkurencja prowadzi do wzmocnienia, a nie destrukcji. Dobrą stroną imperium jest stabilizacja. Pozbawiona chęci dominacji globalizacja jest równocześnie promocją oddolnej aktywności. Utrzymywanie zaś europejskich standardów tworzy sensowne ramy tej aktywności.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Ciekawą analizę sytuacji gospodarczej Chin dziennikarza Bloomberga publikuje forsal.pl. Jeśli wzrost PKB w Chinach osłabnie do poziomu poniżej 5%, Chińczycy mogą zdewaluować juana. Efektem byłby wzrost eksportu (chińskie towary stałyby się tańsze). Ułatwiłoby to także obsługę długu państwa (liczone w juanach przychody by wzrosły). To by się jednak bardzo nie spodobało Amerykanom, którzy uważają, że juan i tak jest za tani i dlatego chińszczyzna zalewa USA.
Podobny mechanizm stosuje Wenezuela, która po cichu dewaluuje boliwara (ta waluta nie jest w pełni wymienialna, więc można zmieniać jej wartość bez rozgłosu).
Dewaluacja (czyli utrata wartości waluty) wiąże się najczęściej z inflacją. Dlatego jest to mechanizm bardzo kontrowersyjny. Najgorsze jest to, że nagła zmiana reguł skłania społeczeństwo do „walki o swoje” (o utrzymanie poziomu dochodów). Producenci podnoszą ceny. Pracownicy zaczynają domagać się wyższych płac i spotykają się z argumentem, że przecież to rząd odpowiada za wzrost cen, a nie przedsiębiorcy. Konflikt przenosi się na ulice i często kończy się zmianą rządu. Dlatego dewaluacja nie powinna (wbrew monetarystycznym rojeniom) być elementem szerszego programu reform, społecznie akceptowanego.
Niemniej jednak jest to mechanizm silny i skuteczny. Dlatego w sytuacjach wyjątkowych warto mieć go w swym zasięgu. Dlatego tak kontrowersyjne są ponowne nawoływania do wejścia Polski do strefy euro (plotki mówią, że to nie przypadek, że akurat teraz i ma to związek z karierą Tuska w strukturach europejskich).
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Prezesi największych spółek internetowych gościli w piątek w Białym Domu. Jeśli to spotkanie miało na celu przekonanie klientów, że firmy dostatecznie chronią ich prywatność, to raczej się nie udało. Brak nawet pewności, że ze strony firm nie było nielegalnych działań (NSA twierdzi, że działało za zgodą przedsiębiorstw). Komunikat po tym spotkaniu jest pełen ogólników.
Prezydent skorzystał okazji, aby pochwalić się postępami we wdrażaniu dyrektywy z 17 stycznia, której celem jest uregulowanie zadań wywiadowczych z uwzględnieniem amerykańskich sojuszy, stosunków handlowych i inwestycji. W tym także problemów firm, których funkcjonowanie zależy od poszanowania prywatności i podstawowych swobód.
Rozmawiano także nad problemem prywatności w związku z przetwarzaniem danych masowych („big data”). Zagadnieniem tym zajmuje się doradca Prezydenta, John Podesta.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Jakl ukraść 100 mln dolarów i bezkarnie opływać w luksusach? Wystarczy mieszkać w Rosji a kraść na zachodzie. Globalna wioska coraz bardziej wirtualna, stwarza niejedną okazję dla złodziei. Powstrzymuje ich głównie fakt, że bardzo trudno zatrzeć ślady przestępstwa. Na przykład spustoszenie sieje ostatnio CryptoLocker, który szyfruje dane na dysku ofiary. Po ukończeniu procesu szyfrowania ofierze zostaje wyświetlony komunikat, informujący, że pliki zostały zaszyfrowane algorytmem RSA, z wykorzystaniem 2048-bitowego klucza prywatnego – i ich zawartość zostanie bezpowrotnie utracona, o ile poszkodowany nie zapłaci operatorom CryptoLockera okupu w wysokości 300 dolarów, w ciągu 72 godzin od zarażenia systemu. Od tego momentu zaczyna się odliczanie. Jak informują napastnicy, gdy licznik dojdzie do zera, serwer obsługujący klucze szyfrujące skasuje klucz użyty do zaszyfrowania.
Z tego co pisze wielu poszkodowanych, zignorowanie komunikatu tak się właśnie kończy – szkodnik odinstalowuje się sam, pliki pozostają zaszyfrowane na zawsze, nie ma ma już żadnego sposobu na ich odzyskanie. Nic więc dziwnego, że niejedna ofiara CryptoLockera decyduje się zapłacić.
I tu się pojawia problem. Przecież idąc za pieniędzmi można łatwo namierzyć rozbójnika! No i co z tego? Portal businessinsider opisuje życie w luksusach hakrea o pseudonimie "Slavik". Jest on autorem CryptoLockera. Nazywa się Bogaczew mieszka w Rosji. List gończy FBI może sobie powiesić w ramce na ścianie, jako potwierdzenie swego triumfu:
