- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Według BIS od początku kryzysu zadłużenie na świecie wzrosło o 40% i przekroczyło $100 bilionów. Z tego na rząd USA przypada $12 bln (wzrost blisko trzykrotny). W tym czasie spadła wartość akcji i przeciętna rentowność obligacji. Widać więc, że działania rządów nie rozwiązały żadnych fundamentalnych problemów, a jedynie były kupowaniem czasu.
Poniższa grafika pokazuje długu publicznego w proporcji do PKB w 2013 roku (źródło: Wikipedia):
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Nareszcie! Komisja Europejska zgodziła się na przyznanie spółce Fiat Powertrain Technologies Poland 100 mln zł dofinansowania z programu „Innowacyjna gospodarka".
To dotacja do wartego ponad 1,1 mld zł projektu spółki pn. „Budowa linii produkcyjnej nowatorskiego małego silnika benzynowego" realizowanego w zakładzie w Bielsku-Białej. Inwestycja ma przynieść 400 nowych miejsc pracy w regionie.
Łatwo policzyć, że za zatrudnienie jednego Polaka Fiat dostanie od państwa 250tys PLN. Czyli będzie miał za darmo armię 400 osób przynajmniej przez 4 lata.
Ale to nie wszystko! Kilka miesięcy temu Instytut Samar informował: Rada Ministrów zmieniła 4 grudnia uchwałę dotyczącą wsparcia finansowego inwestycji spółki Fiat Powertrain Technologies Poland w Bielsku-Białej. W latach 2010-2013 firma realizowała tu projekt rozwoju produkcji małych silników benzynowych wart 673,2 mln zł. […] FPT planował, że w związku z rozbudową zakładu do 2013 r. w fabryce ma być zatrudnionych 400 nowych pracowników. Jednak ze względu na „złą koniunkturę na rynku motoryzacyjnym” plan został ograniczony do 280 osób. Zmianie musiała także ulec wysokość pomocy przyznawanej zakładowi na tworzenie nowych miejsc pracy.
Nie wiadomo więc, ilu naprawdę Fiat zatrudni pracowników, ile naprawdę jest warta ta inwestycja i za czyje pieniądze jest realizowana.
zobacz też: Dlaczego Polska gospodarka nie jest innowacyjna
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Młodzi mieszkańcy Europy muszą zmierzyć się z bardzo trudną sytuacją życiową. Według oceny Deutsche Bank Research w najtrudniejszej sytuacji znajdują się bezrobotni w wieku 25-35 lat. - W przeciwieństwie do młodszych nie mają możliwości tymczasowej ucieczki z rynku pracy w edukację czy szkolenia […] - Co więcej wielu z nich w czasach prosperity podjęło ważne życiowe inwestycje, np. kupiło nieruchomość, która nie może być finansowana bez stałego zatrudnienia.
To fragment raportu DB Research, opisującego trudną sytuację młodzieży na rynku pracy. Raport zawiera cztery zalecenia, które mają prowadzić do poprawy sytuacji:
-
Zmniejszyć produkcję wykształconych ignorantów, którzy niskie kwalifikacje łączą z wysokimi oczekiwaniami finansowymi oraz małą elastycznością.
-
Zredukować przepaść dzielącą długoterminowe i tymczasowe formy zatrudnienia pod względem kosztów i stopnia ochrony pracy.
-
Uznać za naturalną dyskryminację młodych na rynku pracy pod względem wynagrodzenia. Ma to im ułatwić wejście na rynek i praktyczną naukę zawodu.
-
Zwiększyć szkolenie specjalistów pod potrzeby rynku. Obecnie pomimo bezrobocia w wielu firmach jest problem z rekrutacją fachowej kadry.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Eksperci nie wierzą w całkowite wycofanie z CETA, „bo to by oznaczało śmierć całej polityki handlowej Unii Europejskiej. Jeśli nie uda się zawrzeć porozumienia, to będzie to sygnał na przyszłość dla wszystkich, że każdy rząd i każdy parlament regionalny będzie mógł zablokować umowy handlowe wynegocjowane przez UE”. No tak nie może być! Nawet jeśli UE wynegocjuje 100% dopłaty do importowanych towarów, to lokalni producenci nie mają nic do gadania. Bo przecież wolny handel to lek cudowny na wszystko. „Szacuje się, że gospodarka unijna zarobiłaby dzięki CETA 11,6 mld euro, a kanadyjska - 12 miliardów dolarów kanadyjskich”.
W tych informacjach zwraca uwagę używany język. Unia Europejska nic nie negocjuje. Robi to Komisja Europejska – niedemokratyczne ciało, którego działalność jest co najmniej kontrowersyjna. Kto konkretnie ma zarobić te miliardy? Jeśli przyjrzeć się strukturze eksportu Kanady – to widać, że dominuje w nim chemia, surowce i przetworzona żywność. Nic czego by Europie (a Polsce w szczególności) brakowało. Wicepremier Morawiecki przekonuje, że dzięki CETA zarobimy w ciągu 5 lat 450 mln euro. Średnio 90 milionów rocznie - kwota po prostu śmieszna w zestawieniu ze skalą polskiego eksportu. Nawet gdyby Kanadyjczycy się obrazili (w końcu tam też mieszka sporo Francuzów) i zamknęli swój rynek – to nawet byśmy tego nie zauważyli. Nie widać żadnych korzyści z tej umowy, a zagrożeń jest wiele. Po co więc mamy jeść tą żabę? Bo KE wynegocjowała? Następny komisarz mości sobie ciepłe gniazdko w jakiejś korporacji? W zamian UE zobowiąże się utrzymywać Tuska z dala od Polski?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Gdyby nie było Rzeplińskiego, trzeba by było go wymyślić. To jest przeciwnik na miarę naszych możliwości. W tej absurdalnej sprawie Premier Szydło potrafi pokazać, że jest „człowiekiem z jajami” (chyba jedynym w polskim rządzie). Powiedziała wreszcie jasno co myśli o KE: „nie wprowadzimy zaleceń niezgodnych z interesem Polski i jej obywateli”. W sprawie CETA już tej odwagi brakło. Rząd wszedł gładko w koleiny wyrzeźbione przez PO: to nie my, to nasi poprzednicy….. (coś koszmarnego).
Francuskie władze podjęły „ostre kontrole firm transportowych”, które mają na celu „wyeliminować Polaków, którzy w tamtejszym rynku przewozów mają 25-proc. Udział”. I co? W Polsce nie ma specjalistów od „ostrych kontroli”? Są. Bywało nawet tak, że z powodu pomyłki księgowej uznano księgi rachunkowe za nierzetelne, co skutkuje poważnymi konsekwencjami prawnymi. My mamy dużo więcej firm do „wyeliminowania”. Może nawet udałoby się odzyskać kontrolę nad zagrabioną infrastrukturą telekomunikacyjną (odpowiednie podatki od kabli w ziemi oraz zakaz łączenia funkcji operatora infrastruktury z dostawcą usług mogłyby pomóc). Francuzi bardzo by chcieli uchodzić za mocarstwo – ale bardziej pasuje tu określenie „chory człowiek Europy”. Obawy przed postawieniem się Niemcom czy USA można zrozumieć, ale nie „żabojadom”.
Nasz wojowniczy rząd nawet z jawnie antypolskimi mediami nie potrafi sobie poradzić. Ulubioną ich metodą w antypolskiej nagonce jest uogólniania nieprzychylnych Polsce wypowiedzi. Nie napiszą na przykład, że piśmie czeskiej „elity” pojawił się krytyczny artykuł, tylko że „Czesi krytykują rządy PiS'u w Polsce”. Gdy lewak z czeskiego TK wsparł swojego odpowiednika w Polsce, natychmiast zinterpretowano słowa, że czeski Sąd Konstytucyjny „stoi razem z polskim trybunałem po stronie rządów prawa” jako czeskie stanowisko. Z kolei wypowiedź Przewodniczącego Bundestagu przypisano całym „niemieckim elitom politycznym”. Nagminnie stosuje się przy tym podgrzewanie tematu nagłówkami w rodzaju „Berlin przerywa milczenie” (i traci cierpliwość wobec Polski). Gdy temat zejdzie z pierwszej strony jakoś dziwnie traci na „wyrazistości” (prawie każdykontrowersyjny tytuł na rp.pl jest zmieniany).
Wojowniczy minister Macierewicz zauważa: „Część mediów lobbuje za obcymi, a nie polskimi interesami”. No i co? Nikt nie widzi związku z tym, że te media nie mają polskich właścicieli? Nic się z tym nie da zrobić? Słowa, słowa, słowa…. O większego trudno zucha, Jak był Stefek Burczymucha….