- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Ukraina ma płacić za rosyjski gaz $385 za 1000 m3. Uważa, że to za dużo, więc nie płaci, a Gazprom nie przesyła. A idzie zima. Ukraińcy mają zapasy, ale z pewnością to nie wystarczy (ponoć brakuje im jeszcze 10 mld m3). Teraz okazało się, że Polska dokonuje „rewersu”, przesyłając im dziennie 4mln kubików gazu. Dowiedzieliśmy się o tym, bo w tych dostawach nastąpiła przerwa i Ukraińcy poskarżyli się, że to z pewnością przez Rosjan, którzy zmniejszyli dostawy do Polski o te 4mln dziennie. Polacy - a konkretnie PGNiG potwierdzili (ale nie chcą powiedzieć ile dokładnie mniej jest gazu), a Rosjanie zaprzeczyli.
Jaki to ma sens ekonomiczny? Wicepremier Pawlak „wywalczył” dla nas cenę $575 za tysiąc metrów sześciennych. To się nie spodobało w UE (nie wiedzieć czemu - przecież my lubimy płacić, a Donald Tusk był premierem tysiąclecia). Rozpoczęły się negocjacje (+groźba zwrócenia się do Trybunału Arbitrażowego), po których Gazprom obniżył cenę o około 15%. Wychodzi więc około 480 dolarów – a więc dużo drożej, niż mogą kupić Ukraińcy w Rosji. Ukrainie przesyłamy go zapewne za darmo - bo Ukraina nie ma pieniędzy. Czyli rurami płynie na wschód 1,5 do 2 mln dolarów dziennie. Jeśli Gazprom zerwie kontrakt (z powodu jego naruszania przez Polski „rewers”), to padną tarnowskie Azoty o które tyle było niedawno bojów i Rosjanie będą mogli je kupić na wyprzedaży (muszą tylko znaleźć jakiegoś pośrednika wyglądającego na Niemca lub Amerykanina). Takie interesy to tylko w Polsce.
Na razie to jednak „strachy na lachy”. Nie dzieje się nic poza mało wiarygodnymi i nieprecyzyjnymi informacjami o zmniejszeniu gazu. Ale - sensacja rewelacja już się rozeszła po polskich mediach podgrzewając prowojenną atmosferę :-(.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Dawnymi czasy kupcy unikali podróżowania samotnie przez niebezpieczne okolice, bo mogli ich napaść zbójcy. Do dzisiaj przetrwała taka ostrożność wśród kobiet, które boją się samotnie chodzić po mieście późną nocą. Rodzice zaś nie puszczają samych dzieci, póki nie nauczą ich elementarnej ostrożności.
Niestety świat idzie z postępem i byłoby dziwne, gdyby współcześni rozbójnicy nie korzystali z tego rozwoju. Powszechnie wiadomo, że istnieją przestępstwa popełniane z użyciem nowoczesnych narzędzi komunikacyjnych i informatycznych. Jednak prawdziwa zbrodnia jest ukryta w sieciach wielkich banków i innych instytucji finansowych. Taka sieć jest podobna do sieci telekomunikacyjnej. Z tą jednak różnicą, że nie jest pasywna. Przesyłane przez nią są impulsy informacji, które powodują kłopoty finansowe, utratę własności a niekiedy życia przez anonimowych ludzi gdzieś na odległych krańcach świata.
W ten sposób na przykład spekulacje cenami żywności doporowadziły do "arabskiej wiosny", której skutki obserwujemy obecnie na ulicach miast Europy. To banksterzy dbają o to, aby Polacy nie zarabiali za dużo, ale za to zadłużali się jak najbardziej. Dawniej ostrzegano dzieci, aby nie chodziły same po lesie w którym mogą być zbójcy. Teraz przestrzega się ich, by nie chodziły same do banku. Filtry rodzicielskie w przeglądarkach internetowych potrafią chronić je przed pornografią, a policja ściga pedofilię. Ale niestety nie ma filtrów chroniących nas przed agentami finansowymi i innymi tego typu naciągaczami. Oni chcą się z nami zaprzyjaźniać – tak samo jak pedofile z dziećmi i tak samo niecne są ich zamiary. Taki agent mając na ekranie komputera wyświetlony wyłącznie numer telefonu potrafi wytwarzać niesamowite opowieści o swoim zatroskaniu o nasze dobro. Przestrzeganie przed kontaktami z nimi niewiele daje. Poza najnowszą techniką komputerową i komunikacyjną dysponują zaprzęgli oni bowiem dla swych celów matematykę – a konkretniej jej dział zwany statystyką. Zwykli gangsterzy także z niej korzystają tworząc automaty do gier - ale nie na taką skalę. W programie „Chodzi o pieniądze” Jacka Łęskiego ujawniono na przykład, że banksterzy oszacowali ile osób będzie zmuszonych zrezygnować z kontynuowania polis przed końcem okresu, wpadając w zastawioną pułapkę opłat likwidacyjnych (dochodzących do 100% oszczędności). Nikt nikogo nie zmusza do podpisania takiej umowy i każdy ma nadzieję, że potencjalny problem jego nie dotknie. Ale warunki polisolokat zostały tak skalkulowane, aby poziom ryzyka wyniósł 80%! To statystyka daje możliwość bezkarnego grabienia ludzi. Oczywiście potrzebna jest jeszcze zgoda państwa na taką działalność – ale akurat z tym w III RP nigdy nie było problemów. Na naszych słupach granicznych powinien pojawić się napis: żerowisko dla banksterów.
Wyobraźmy sobie, że ktoś dostaje od państwa pozwolenie, aby zastrzelić od czasu do czasu losowo wybraną osobę na przejściu dla pieszych. Moglibyśmy zachowywać ostrożność, uczyć dzieci szybko przechodzić przez przejścia itd… Ale nie zrezygnujemy z chodzenia po mieście, póki ryzyko jest niewielkie (tak jak nie rezygnujemy z podróżowania samochodem – choć od czasu do czasu ktoś w takiej podróży ginie). Najlepsze jest jednak to, że kierowcy powodujący wypadki są przez państwo sądzeni, co zmusza ich do ostrożności. W przypadku banksterów jest inaczej: ich ofiary są pozostawione same sobie. To nie jest nasz sprawa. To sprawa indywidualna. Pięć milionów indywidualnych przypadków. Państwo nie ma zamiaru w nie ingerować znosząc bandyckie opłaty i wprowadzając prawdziwy zakaz lichwy. A jeśli nawet ktoś z tego powodu odbierze sobie życie, to przecież nie jest to na pewno wina nas, którzyśmy prawi i sprawiedliwi .
Oczywiście tego rodzaju zbrodnicza działalność nie byłaby możliwa bez istnienia liberalizmu. To liberałowie dają osłonę ideologiczną, wmawiając wszystkim, że pech jest sprawą indywidualną, którą nie powinniśmy się interesować. Nie mamy więc problemu społecznego frankowiczów i nabitych w polisolokaty. To są wyłącznie problemy dwustronnych umów.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Szerokim echem odbiło się ostatnie wystąpienie prezesa Google, Larry'ego Page, na spotkaniu w TED. Powiedział on między innymi, że działalność NSA zagraża demokracji i przeszkadza w technologicznych innowacjach.
Wśród ciekawych pomysłów innowacyjnych, o jakich on mówił jest udostępnienie odpersonalizowanej dokumentacji medycznej wszystkim badaczom. Jego zdaniem może to ocalić 100 tysięcy osób rocznie.
To dobry przykład na to, że knowania polityków są nie z tej epoki. Już u początków rewolucji naukowo-technicznej wiadomo było, że postęp technologiczny wymaga zmian w wielu sferach życia. Zwłaszcza politycznych i gospodarczych. Tymczasem światem rządzą nadal troglodyci z czasów zimnej wojny.
Problem w tym, że przekonanie prezesów technologicznych potentatów, że technologia pozwoli „czynić świat lepszym” jest strasznie naiwne. On potrafią spełniać (lub kreować) ludzkie potrzeby i nieźle na tym zarabiać. Ale bolączek współczesności nie da się usunąć przez ich ulepszanie. Mało tego. Egzystencja potentatów internetowych jest związana z wadami globalnego systemu gospodarczego (oderwanie giełdy od „fundamentów”, koncentracja bogactwa, konkurencja wizerunków a nie produktów itd...).
Skoro jednak brak dla nich przeciwwagi...
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Firma Microsoft po zmianie kierownictwa stara się nadgonić stracony czas. Ważnym elementem tej strategii jest Windows 8.1, wyposażony między innymi w asystenta sterowanego głosem Cortana. Pozycja Androida jest jednak już tak mocna, że Windows Mobile raczej pozostanie systemem niszowym. Na dodatek firma Google postanowiła podjąć walkę z Microsoftem w segmencie PC-tów, gdzie dotąd królował Windows. Odpowiednikiem Androida ma być ChromeOS, czyli system z jądrem Linuxa i przeglądarką Chrome zamiast tradycyjnego interfejsu graficznego. Pierwsze notebooki z tym systemem sprzedają się w USA jak ciepłe bułeczki.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Prezydent Duda podejmował w restauracji krakowskiego hotelu senatorów z USA. Portal „wPolityce” poświęcił cykl testów temu wydarzeniu z powodu ordynarnego komentarza działaczki KOD. Jest ona współwłaścicielką kamienicy w której mieści się restauracja. Podając się za współwłaściciela restauracji pytała, czy Prezydentowi smakowało jedzenie z jej „koryta”. Taki wpis w ewidentny sposób szkodzi firmie – nic więc dziwnego, że zarząd odcina się od niego i przeprasza Prezydenta – ku oburzeniu KOD-iarzy.
Zupełnie inaczej postrzega to wydarzenie Jędrzej Bielecki z „Rzeczpospolitej”, według którego „Ameryka nie zapomina o TK”, bo aż „pięciu spośród 15 członków wpływowej Senackiej Komisji ds. Wywiadu USA przyjechało w sobotę do Krakowa, aby omówić sytuację w Polsce”. Trudno to komentować – może pan Bielecki siedział pod stołem i wie o czym rozmawiano. Faktem jest, że akurat pięciu spośród obecnych „sędziów” TK powołał obecny parlament. Przypadek?
Najciekawszą relację z wizyty senatorów zamieścił portal „wGospodarce.pl”: Senatorowie Raytheona z wizytą w Polsce: kolejna odsłona agresywnego lobbingu w sprawie "Patriotów". O tym, że rzeczywiście chodzi o ordynarny lobbing świadczy fakt, że senatorowie spotkali się także z Ministrem Obrony Narodowej Antonim Macierewiczem. Także strona amerykańska była „ciekawa”. Na przykład senator Mark R. Warner - „jeden z najbardziej zaangażowanych bojowników o prawa gejów do zawierania legalnych małżeństw w Stanach Zjednoczonych”, powiązany z firmą Raytheon: „Mark R. Warner w zasadzie od początku swojej kariery politycznej jest blisko związany z koncernem Raytheon. O jego współpracy z tym koncernem zrobiło się głośno 2006 roku gdy jako gubernator stanu Virginia, stał się inicjatorem dużej inwestycji Raytheona w mieście Suffolk. Po wejściu do Senatu Warner zagościł na stałe w zestawieniu polityków dotowanych przez Raytheona. W tym roku zdążył już otrzymać 5 tys. dolarów”.
O takim lobbingu opinia publiczna powinna być poinformowana i to powinno być przedmiotem publicznej debaty. Tymczasem funkcjonowanie KOD'u sprawia, że ta debata została sprowadzona do poziomu koryta.