- Szczegóły
- Kategoria: Wybór Ukrainy
Na Ukrainie trwa wojna domowa. To proste stwierdzenie wydaje się wyrażać coś zupełnie oczywistego. Tymczasem jesteśmy cały czas pod działaniem propagandy, która mówi, że to jest wojna z terrorystami. A terrorysta to coś jak Marsjanin – tyle, że można (a nawet trzeba) go zabić.
W tej sytuacji warto odnotować głos otrzeźwienia, który zaważyli (i przetłumaczyli na język polski) publicyści portalu kresy.pl. Jest to wywiad z ukraińskim generałem Rubanem. W najciekawszym fragmencie wchodzi on w polemikę z dziennikarką:
- Dla Pani sześć milionów mieszkańców obwodu ługańskiego i donieckiego nagle stało się wrogami?
- Nie, cywile nie są wrogami.
- A ci, co chodzą z bronią – jest ich 15 tysięcy – to wrogowie?
- No, ogólnie, to tak. To ludzie, którzy zagrażają życiu i zdrowiu cywilów.
- Armia zagraża życiu i zdrowiu cywilów. Po to ona jest. Oficerowie, którzy kończą akademie wojskowe, - to profesjonalni zabójcy, jak by oni mogli o tym nie wiedzieć? Nie wiedziała Pani? To nie człowiek, który chodzi z flagą na paradzie, to człowiek, który w okopie zabija innego człowieka.
Oni tego się uczyli, tak samo, jak ja – pilot-strzelec. Piękne słowo, zdążyliśmy przywyknąć. Zabierzcie słowo pilot i zrozumcie, że ja – strzelec. Co powinienem robić? – Strzelać.
Nie odnoszę się do tych ludzi tak, jak Pani odnosi się do wrogów. Łatwo Pani patrzeć z tej pozycji. A ja tych ludzi już dawno znam. Tam są oficerowie, tam weterani wojny afgańskiej, z którymi protestowaliśmy przeciwko Janukowyczowi. Tam są ludzie, z którymi staliśmy na Majdanie. Na Euromajdanie. Ale my tego tak nie nazywaliśmy.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Tak zwane „rynki wschodzące” to dla inwestorów z jednej strony łakomy kąsek, bo można zarobić na ich wzroście gospodarczym, z drugiej zaś ryzyko wynikające z niestabilności. Świąteczny „Forbes” postanowił więc ulżyć ciężkiej doli inwestorów i zauważył, że poszczególne kraje się między sobą różnią! Zamiast jednego koszyka dziennikarz proponuje dwa, które nazwał: owcami i kozłami (może w nawiązaniu do Biblii, a może od łatwości strzyżenia? ;-)). Do owiec zaliczył Koreę Południową, Malezję, Tajwan i Filipiny. Kraje mają te więcej sprzedają niż kupują zza granicy, co daje im środki do łagodzenia wpływu spekulacji. W celu sfinansowania odpływu „gorącego pieniądza” nie musiały więc podnosić stóp procentowych. Mają też waluty o stabilnej wartości wobec dolara, umiarkowaną inflację i stabilne kursy na giełdach.
Natomiast kraje - kozły mają rosnące deficyty na rachunku obrotów bieżących (czyli więcej kupują niż sprzedają). Do krajów tych należą Brazylia, Indie, Indonezja, RPA, Turcja, i Argentyna (która jest przypadkiem szczególnym). Ich waluty są w przeważającej części słabe, inflacja duża a ceny akcji spadają. Deficyt muszą pokrywać środkami zza granicy. Podnoszą więc stopy procentowe, aby je przyciągnąć i utrzymać.
Ponieważ salda na rachunkach obrotów bieżących sumują się do zera dla całego świata, nie ma za bardzo chętnych do pomocy krajom – kozłom, które na dodatek mają swe indywidualne problemy. W Brazyli irośnie konsumpcja kosztem inwestycji w przemysł i infrastrukturę. Dodatkowo gospodarka jest uzależniona od eksportu surowców i produktów rolnych. W Turcji trwa wielki kryzys polityczny związany z korupcją. W RPA niepokoje społeczne, a zależnej od surowców energetycznych Rosji grożą sankcje.
Taki mniej więcej tekst przeczytali spekulanci całego świata, którzy teraz dobrze się zastanowią, czy ryzykować inwestycje w „kozły”. Co w tym tekście jest najciekawsze? To, że ni z tego, ni z owego, wśród „kozłów” pojawia się Rosja, która nijak nie pasuje do podanych kryteriów (ma stale dodatnie saldo). Tego raczej nie należy rozważać w kategoriach błędów czy przypadku. Może to raczej wyraz mobilizacji świata finansów przeciw Rosji.
Aktualizacja:
"Wypchnięcie Rosji z rynków finansowych wydaje się być najskuteczniejszym narzędziem dla Baracka Obamy, jeżeli chce on zastopować terytorialne aspiracje Rosji" - do takich wniosków dochodzą Amerykanie. Więcej na ten temat: http://forsal.pl/artykuly/791644,wykluczenie-rosji-z-rynkow-finansowych-to-najlepsza-bron-przeciw-moskwie.html
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Sejm uchwalił ustawę inicjującą program wsparcia rodzin 500+. Przeciw niemu wypowiedzieli się już chyba wszyscy – od prawa do lewa. Na prawicy martwią się, czy dzieci wychowane przy wsparciu państwa będą miały za co kochać rodziców. Na lewicy płaczą, że miało być równo, a przecież nie każdy jest dzieckiem – a tym bardziej drugim. Tak zwani „ekonomiści” martwią się, że to zrujnuje budżet, albo doprowadzi do wzrostu podatków i/lub zadłużenia. Liberałowie z bolszewicką pryncypialnością piętnują socjalizm. Petru płacze, że program realizuje partia, która się „nie zna” na gospodarce (bo „zna się” tylko on i jego mentor Balcerowicz – to znaczy on zna Balcerowicza, a Balcerowicz zna kogoś, kto się zna na gospodarce ;-)). Klasą dla siebie jest oczywiście partia ludzi zmodernizowanych, która jest za a nawet przeciw. Byli przeciw z powodu zagrożenia dla budżetu, ale wajchowy rozesłał SMS z nową „mądrością etapu” i są przeciw z powodu zbyt małych kosztów dla budżetu. Teraz domagają się kilka razy droższego programu obejmującego wszystkie dzieci. Wysłali nawet do Prezydenta żądanie, by zawetował tą niesprawiedliwość (to nie żart). Spytana o to przez telewizyjnego dziennikarza przedstawicielka PO z rozbrajającą szczerością odparła: zmieniła się sytuacja. Niestety zmieniła się także w telewizji (kto wcześniej słyszał, by się dopytywać „eliciarzy” miast kontemplować ich mądrości?) i dziennikarz drążył dalej: na czym polega ta zmiana? Na tym, że były wybory i społeczeństwo się opowiedziało za tego typu programami. Patrzcie no – ledwo minęło trzy miesiące od porażki, a do nich dotarło, że były wybory!!! Może w tej sytuacji przestaną się bawić w Targowicę 2.0 (żart)?
- Szczegóły
- Kategoria: Polemiki
Dominik Zdort w komentarzu napisanym w kolejną rocznicę katastrofy twierdzi:Niezależnie od tego, czego dowiemy się w przyszłości o przyczynach katastrofy, już teraz można
z pewnością stwierdzić, iż Rosja miała ogromny udział w wykopaniu głębokiego rowu, który podzielił Polaków po Smoleńsku. I nie da się zaprzeczyć, że była to polityka zamierzona.
Główną winą Tuska zaś jest to, że „zapomniał, czym jest Moskwa i kto w niej rządzi”.
Załóżmy, że w tej opowiastce jest jakaś odrobina prawdy. Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że stojący po dwóch stronach rowu jednakowo nienawidzą Moskwy. Włączmy więc telewizor i obserwujmy ich zachowanie, pozbawione moskiewskich wpływów....
Andrzej Bursa jest autorem wiersza, który opisuje żałobników w tramwaju:
wsiedli nieprawidłowo
niosąc boleść po tatusiu
konduktor ani nie pisnął
zablokowali pół wozu
nikt ani nie mrugnął
boleść po tatusiu
wielka rzecz
po tatusiu boleść
….
Czy żałobnicy po ofiarach smoleńskiej katastrofy nie zachowują się podobnie?
- Szczegóły
- Kategoria: Wybór Ukrainy
Biały Dom i siedzibę MFW w Waszyngtonie dzieli tylko 3 przecznice (17-ta,18-ta i 19-ta). Przecznice te wyznaczają symboliczną linię frontu w zmaganiach o Krym.
Oderwanie Krymu od Ukrainy będzie miało olbrzymie znaczenie dla USA. Putin nie tylko podważył wiarygodność Stanów Zjednoczonych, które gwarantowały wszakże integralność terytorialną Ukrainy. Posługując się strategią tak podobną do działań USA w różnych zakątkach świata, zmusił polityków zachodu do hipokryzji, którą długo jeszcze będzie wykorzystywał.
Dlatego odzyskanie Krymu dla Ukrainy jest sprawą prestiżową. Problem w tym, że prawdopodobnie jedyna sensowna strategia została opisana w ostatnio przez The Economics („Asymmetric wars”). Według tego artykułu program ekonomicznego wsparcia Ukrainy (nowy Plan Marshalla), może doprowadzić do dobrowolnego powrotu Krymu do Ukrainy.
Problem w tym, że dobrobytu na Ukrainie nie da się osiągnąć, bez powstrzymania ekonomicznej agresji MFW. Recepty MFW zadziałają w tym kraju znacznie gorzej, niż w Polsce. U nas można było wytworzyć całkiem sporą grupę beneficjentów transformacji kosztem reszty. Na Ukrainie nie ma już za bardzo czego dzielić (chyba, że kosztem oligarchów).
Interesy USA i reprezentującego go (przynajmniej teoretycznie) Prezydenta są więc diametralnie różne od interesów MFW. Czyje racje zwyciężą?