- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Kolejny ważny tekst na temat azjatyckiego modelu gospodarczego opublikowano na portalu szczesniak.pl. Autor (Joe Studwell) podaje trzy kolejne kroki do sukcesu
1. Reformy rolnictwa – wysoka wydajność dzięki drobnej prywatnej własności.
2. Uprzemysłowienie – powiązane z bardzo ważną rolą państwa w gospodarce.
3. System finansowy nakierowany na wsparcie dwóch pierwszych kroków.
Na tle innych tekstów dotyczących azjatyckiego fenomenu omawiany artykuł wyróżnia się tym, że z jednej strony zwraca uwagę na rolnictwo, a z drugiej system finansowy.
Autor stawia mocną tezę:
To właśnie silny związek sektora finansowego z rozwojem rolnictwa i przemysłu był podstawą sukcesu gospodarek Azji północno-wschodniej.
Podobnie jak powojenne Niemcy, Azjaci mieli sporo szczęścia: „Azjatyckie tygrysy nie były atrakcyjne dla inwestorów finansowych, gdyż preferowały dostarczanie kapitału na rozwój rolnictwa, potem przemysłu – przede wszystkim technologii. To nie było otoczenie dla anglosaskiego modelu rynków finansowych. Pomysły oferowane im w rodzaju finansowania konsumpcji, rozwoju małej przedsiębiorczości czy mikro pożyczek prowadzić mogły do sytuacji, gdy biedni ludzie sprzedają innym biednym produkty zachodnich gospodarek. To nie jest ścieżka rozwoju i dobrobytu, a utrwalania biedy”.
A można było inaczej: „Azja południowa (w odróżnieniu od północnej) zrobiła właśnie ten błąd, że za radą instytucji finansowych weszła w model anglosaskich rynków kapitałowych (np. wczesna deregulacja banków na Filipinach)”.
Dla nas pytaniem otwartym pozostaje to, na ile na naszych losach zaważyła jednostka (Leszek Balcerowicz), a na ile dominacja anglosaskich bankierów była nieunikniona.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Krzysztof Rybiński relacjonuje przebieg Kongresu Kultury Akademickiej:
Występują profesorowie, byli rektorzy i osoby które pełniły kluczowe funkcje państwowe. I co mówią, o to kilka ocen, cytuję:
- uczeni fałszują wyniki badań
- uczeni produkują badania pod polityczne zamówienia
- uczeni piszą recenzje, które nie mają nic wspólnego z merytoryką, ale wynikają z układu towarzyskiego, jak napisze dobrą twojemu człowiekowi, a ty dobrą mojemu
- recenzenci wniosków badawczych piszą recenzje, które nie są merytoryczne
- jest powszechna praktyka dopisywania do publikacji naukowych nazwisk osób, które nic wspólnego z tymi badaniami nie miały
- uczelnie przyjmują tylu studentów, że nie ma kontaktu profesora ze studentem, co niszczy ideę studiowania
- trwa chów wsobny, habilitacji nie weryfikuje rynek, a rady wydziałów akceptują niskiej jakości habilitacje swoich ludzi
Każdy, kto widział wielkie gmaszysko Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ jest w stanie uwierzyć, że powyższe działania mieszczą się w definicji misji tej uczelni.

Zresztą w tym katalogu „osiągnięć” są też duże pozytywy. Miło wiedzieć, że studenci mają utrudniony kontakt z takimi osobnikami, jak mason Jan Woleński i intelektualny oszust Jan Harman.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Prezentując bardzo dobre wyniki SKOK'ów za ubiegły rok, spółdzielcy podkreślili, że „sukces ten udało się osiągnąć mimo niestabilnego otoczenia prawnego Kas oraz restrykcyjnych, utrudniających SKOK-om codzienną pracę działań Komisji Nadzoru Finansowego”.
Z drugiej strony w takim systemie finansowym, jaki mamy w Polsce trudno nie odnieść sukcesu. Lichwiarskie oprocentowanie kredytów w bankach i minimalne oprocentowanie odsetek sprawiają, że jedynie oszustwa i wyłudzenia na masową skalę mogą zaszkodzić instytucjom finansowym. Tymczasem wbrew powszechnej opinii poziom złych kredytów maleje wraz ze zmniejszaniem kwoty kredytu (stąd sukces mikrokredytów).
Spółdzielczość bankowa na pewno ma przyszłość, zwłaszcza jeśli zaangażuje się w rozwój nowoczesnych form płatności (w tym wsparcie dla walut komplementarnych).
- Szczegóły
- Kategoria: Geopolityka
Upadek USA, rozkład UE, rosnąca potęga Chin oraz mocarstwowe ambicje Rosji sprawiają, że Brexit stał się pretekstem do nadzwyczajnych działań na arenie międzynarodowej. Nie należy się więc dziwić, że szczyt G20 i Forum Ekonomiczne w Krynicy są dalekie od zwyczajowej rutyny.
Chińczycy postanowili pokazać Obamie, co myślą o nim i jego państwie. Gdy do Air Force One przyleciał do USA, zabrakło nie tylko czerwonego dywanu, ale nawet schodów! Na dodatek prezydent Filipin nazwał Obamę s...synem – na wieść o tym, że prezydent USA troszczy się o „demokrację” na Filipinach.
W tej sytuacji wzywanie przez Obamę do „deeskalacji” konfliktu między mocarstwami (wśród których o dziwo dostrzegł Rosję) można odczytywać jako wyraz słabości. Jak słusznie zauważył Obama - mamy sytuację podobną do okresu zimnej wojny, ale teraz „wyścig zbrojeń” trwa w cyberprzestrzeni. Podobnie jak wtedy, wezwania do rozbrojenia pojawiły się gdy tylko USA zaczęły tracić przewagę technologiczną. John McCafee wręcz twierdzi, że Ameryka już przegrywa tą wojnę.
W tej sytuacji Brytyjczykom zamarzył się powrót do Imperium (pani May chyba przespała ostatnie 100 lat w zamrażalce). Kraje UE (w tym Niemcy) już ostrzą sobie apetyty na obsługę miliardowych transakcji jakie do tej pory przechodziły przez Londyn. Japończycy ostrzegają, żeby „poważnie zastanowili się” co robią. Może więc polscy dyplomaci też powinni się zastanowić – czy aby na pewno to my powinniśmy próbować ratować stosunki polsko-brytyjskie.
Pozycja Polski rośnie dzięki ożywieniu Grupy Wyszehradzkiej. Wyrazem tego jest nadzwyczajna ranga, jaką uzyskało tegoroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy. Przyjechali na nie przedstawiciele aż 50 państw. Polski rząd zjawił się prawie w komplecie. Wszyscy mają poczucie, że dzieje się coś naprawdę ważnego.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

W jednej ze scen filmu „Psy” stojący przed komisją ubek grany przez Bogusława Lindę wygłasza kwestię: „czasy się zmieniają, a Pan ciągle jest w komisjach”.
Ta kwestia przychodzi na myśl, gdy czyta się o kolejnych ważnych konferencjach gospodarczych dziejących się na zapleczu bieżących wydarzeń. Mają one podjąć na nowo refleksję nad polską gospodarką i jak należy domniemywać – wskazać jedynie słuszny kierunek.
Wystarczy popatrzeć na nazwiska uczestników Polskiego Kongresu Gospodarczego, by przestać się dziwić, że sięgnięto po jeden z dyżurnych (choć równie ważnych jak sznurek do snopowiązałek w PRL'u) tematów: „stop biurokratyzmowi”. Równie „twórcza” była debata zorganizowana przez PTE na temat polskiego systemu bankowego. Konserwatorzy obecnego systemu (prezesi banków i reprezentujący ich prezes ZBP) radzili, czy może coś by jednak zmienić. Nie wiadomo po co, skoro w ich ocenie sektor bankowy jest bardzo nowoczesny i jest wypracowanym dobrem wspólnym.
Niestety nic nie wskazuje na to, by wśród rządzących istniała świadomość tego, że wraz ze zmianą priorytetów gospodarczych (na bardziej prospołeczne) zachodzi konieczność wypracowania nowego gospodarczego paradygmatu.
O tym jak głęboko tkwimy w starych koleinach może świadczyć fragment wystąpienia Ministra Waszczykowskiego na temat TTIP: W relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, nasze partnerstwo w coraz większym stopniu obejmuje wymiar gospodarczy, współpracę energetyczną, a także obiecujący obszar innowacji i rozwoju wysokich technologii. Polsko-amerykańskie relacje gospodarcze są elementem partnerstwa ekonomicznego Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, które mamy zamiar rozwinąć z korzyścią dla wszystkich stron w ramach Transatlantyckiego Partnerstwa na rzecz Handlu i Inwestycji (tzw. TTIP).
Ciekawe, czy pan Kaczyński ma świadomość tego, że TTIP praktycznie przekreśla jego ideę „nowej fali polskiego kapitalizmu”.
Rząd premier Szydło liczy na to, że wstrzyknięte do gospodarki poprzez program 500+ pieniądze wygenerują wzrost, który pozwoli sfinansować dalsze prospołeczne działania w przyszłym roku. Co jednak się stanie, gdy efekt będzie mniejszy niż oczekiwano? Jeśli po drodze zdarzy się kryzys? Dodatkowe dochody państwa w bieżącym roku (zysk NBP i wpływy z aukcji LTE) powinny być traktowane jako środki na zakup czasu potrzebnego do wypracowania nowej gospodarczej strategii. Pytanie tylko kto miałby to zrobić? Panowie którzy od zawsze są w każdej komisji?