- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla anglojęzycznego kanału Russia Today oświadczył, że Moskwa będzie rozważać ataki na rosyjskich obywateli jako atak na Rosję – z możliwością odwetu włącznie. Według „Głosu Rosji” ten wywiad „stał się bezpośrednią odezwą do społeczności Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych ponad głowami amerykańskiej administracji i europejskich rządów. Ton wywiadu pokazuje, że Moskwa nie zamierza dalej godzić się z ogromną ilością kłamstw, zniekształceniami polityki Rosji, prowokacjami władz w Kijowie i intrygami administracji Obamy u swoich granic”.

Zrzut ekranu: RT
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tak mówi Kodeks Karny ustanowiony nam miłościwie przez nasze prawnicze autorytety (art. 135. § 2). Nie ma chyba większej zniewagi Prezydenta, niż pomówienie go o to, że łamie prawo, a Konstytucję w szczególności. Tymczasem prawnicze autorytety robią to gremialnie. W tym gronie mamy promotora Prezydenta prof. Zimmermanna (który przy okazji wyraził ubolewanie – że Prezydent jest absolwentem UJ), koledzy Zimmermanna apelowali o o uszanowanie prawa – sugerując, że je łamie. Mamy profesoro-magistra Stępnia, który odgraża się Trybunałem Stanu). Mamy też innego prezesa TK, Andrzeja Zolla. I wielu, wielu innych. Ostatnio znów dał o sobie zasłużony w betonowaniu prawniczej postkomuny profesor Strzembosz.
Może jednak Prezydent jest przestępcą – bo te wszystkie prawnicze autorytety mylić się nie mogą? Gdy kiedyś ówczesny (i obecny) Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro publicznie oskarżył o łamanie prawa Doktora G. - te same autorytety jednoznacznie orzekły, że nie można rzucać takich oskarżeń bez wyroku sądu. Prezydentowi należy się chyba co najmniej taka ochrona jak doktorowi G. (ostatecznie skazanego zresztą przez sąd)? Tymczasem nie podjęto przeciw Prezydentowi nawet żadnych kroków prawnych. Dlaczego? Czyżby autorytety zapomniały w naszym systemie prawnym zapewnić możliwości przeciwdziałania łamaniu prawa? A może oni doskonale wiedzą, że ich oskarżenia nie mają podstaw? Dlaczego więc je rzucają? Czy może być w tym inny cel, niż poniżanie Prezydenta.
Jeśli tak – to rodzi się kolejny problem: zgodnie z treścią art. 304 § 2 KPK instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa.
Uniwersytet Jagieloński jest instytucją państwową, a jej władze w związku ze swoją działalnością musiały wiedzieć o pomówieniach profesorów prawa. Przestępstwo to jest zaś ścigane z urzędu. Dlatego ewidentnie zostało złamane prawo zarówno przez władze Wydziału Prawa i Administracji UJ, jak i władze tej uczelni.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Można bez przesady stwierdzić, że swoimi planami wizowymi zmierzającymi do ograniczenia napływu imigrantów do USA Trump wywołał wściekłość w Dolinie Krzemowej. To jest bowiem centrum technologiczne świata, a nie tylko region USA. Swoboda przepływu ludzi jest podstawą egzystencji firm tam zlokalizowanych. Jeszcze bardziej korporacje obawiają się wojny handlowej z Chinami. Nie chodzi tylko o to, że Chiny to obecnie fabryka świata, a przenoszenie produkcji do USA może być problematyczne. Drastycznie może się zmniejszyć sprzedaż do Chin produktów Apple. W Chinach jest 700 milionów użytkowników Internetu i firmy takie jak Apple, Facebook i Google nie chcą rezygnować z tego rynku. Facebook bezskutecznie – jak na razie – stara się o powrót do Chin po tym, gdy tamtejsze władze zablokowały możliwość korzystania z tego portalu społecznościowego. Ten przykład każe się zastanowić nad tym, czy czasem nie jest tak, że Chiny mogą istnieć bez Doliny Krzemowej ale odwrotnie niekoniecznie?
Facebook zablokowano – gdyż władze uznały, że to kanał informacyjny dysydentów (w 2009 roku). To też daje do myślenia – czyżby nie udało się zapewnić politycznej neutralności technologii?
Tu dotykamy problemu, który chyba nie jest doceniany w Dolinie Krzemowej.
O ile można zrozumieć biznesowe motywy działania firm informatycznych, to przekształcanie tego w wojnę ideologiczną znacząco osłabia ich pozycję. Hojne datki popłynęły z Doliny Krzemowej dla Amerykańskiego Związku Swobód Obywatelskich (ACLU) – który ma walczyć z Trumpem. Tymczasem ACLU to lewacka organizacja znana między innymi z walki sądowej ze świętem Bożego Narodzenia (na razie nie udało im się tego święta zdelegalizować, ale na przykład w Indianie zdelegalizowali krzyże na choinkach).
Kiedyś mówiono: co dobre dla General Motors – dobre dla Ameryki. Czyżby teraz doszliśmy do: co dobre dla Ameryki, nie jest dobre dla Doliny Krzemowej? Czyżby kierując się dobrem narodu Trump musiał walczyć z korporacyjną Ameryką?
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Prawdopodobnie czeka nas wkrótce prawdziwa rewolucja w motoryzacji. Jednym z jej zwiastunów jest popyt na nowe samochody elektryczne Tesli. Samochód który ma wejść do produkcji seryjnej za rok zamówiło ponad 300 tys osób w 7 dni od premiery. Nowy model samochodu Tesli to limuzyna za 35tys dolarów. Także w Polsce są oferowane samochody elektryczne w cenach niezbyt konkurencyjnych w stosunku do samochodów tradycyjnych. W Europie wśród samochodów z silnikiem elektrycznym znajdują się modele już od 7,2tys euro. Jeśli uwzględnimy pojazdy z otwartą kabiną zwane popularnie „wózkami elektrycznymi” (produkowane między innymi przez mielecki Melex), to można znaleźć oferty poniżej 10tys PLN.
Takie pojazdy mogą się sprawdzać w ruchu miejskim – zwłaszcza w mniejszych miastach, lub centrach dużych metropolii. Jeśli uda się usunąć bariery rozwojowe takiej komunikacji, to prognozy ministra Tchórzewskiego, mówiące o milionie samochodów elektrycznych w Polsce za 10 lat mogą okazać się bardzo zaniżone. Rząd przygotowuje regulacje stymulujące rozwój infrastruktury dla samochodów elektrycznych. Projekt energia dla mobilności realizuje Tauron. Pojawia się coraz więcej firm oferujących różne pojazdy elektryczne.
Gazeta Polska Codziennie zamieściła relację ze spotkania z wicepremierem Morawieckim, na którym odniósł się do tej mobilnej rewolucji:
Polska powinna zaistnieć w nowej rewolucji przemysłowej i rozpocząć produkcję na światową skalę autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym. Tak jak mówiłem podczas mojego wystąpienia, gdy na świecie trwały rewolucje gospodarcze, my w nich nie uczestniczyliśmy, bo walczyliśmy o istnienie własnego państwa. Podczas pierwszej rewolucji w XVIII w. Polska w wyniku rozbiorów traciła niepodległość. Gdy przyszła era elektryczności, biliśmy się o niepodległość Ojczyzny. Podczas rewolucji informatycznej lat 70. i 80. byliśmy niszczeni przez komunizm i okradani z naszych odkryć naukowych przez Związek Sowiecki. Teraz, gdy mamy rząd Prawa i Sprawiedliwości, możemy zacząć konkurować na polach, na których tworzy się nowy układ sił w gospodarce. Takim obszarem jest m.in. produkcja autobusów i samochodów o napędzie elektrycznym, wodorowym i mieszanym. Od kilku miesięcy w Ministerstwie Rozwoju we współpracy z Ministerstwem Energii pracujemy nad takim projektem.
- Szczegóły
- Kategoria: Stan Bezprawia
Sąd Najwyższy to jak wiadomo gwarancja praworządności, ostoja demokracji i wszelki atak na tą instytucję musi niepokoić mędrców Europy. W Polsce wznowiono właśnie śledztwo w sprawie korupcji w Sądzie Najwyższym. Rozczochrany Belg z pewnością stanie w obronie „praworządności”. Przy okazji TVP Info dała przykład pluralizmu - zapraszając obok dwójki dziennikarzy mających coś do powiedzenia, jakiegoś liberalnego idiotę, dla którego prokuratura dwukrotne umorzenie śledztwa przez prokuraturę świadczy o tym, że korupcji nie było (pomimo niezbitych dowodów w postaci nagrań), a jego wznowienie to tylko objaw walki PiS z sądami.
Zupełnie inną rolę dla Sądu Najwyższego widzą mędrcy Europy dla Greków. Tam sąd Najwyższy nie jest dobry, bo podjął decyzję uderzającą w interesy eurokratów: podważył w tym miesiącu uniewinnienie Georgiu, uznając, że powinien być sądzony za sprzeniewierzanie się interesowi narodowemu. Grozi za to kara do 10 lat więzienia. Dane dostarczone przez grecki ELSTAT były potwierdzane przez unijny urząd statystyczny Eurostat, ale Georgiu jest oskarżany o zmowę z tą instytucją, w celu zawyżenia wielkości deficytu greckich finansów publicznych.
To się bardzo nie podoba KE. Wychodzi na to że Sąd Najwyższy jest dobry (jak w Polsce) i Sąd Najwyższy jest zły (jak w Grecji). Teza i antyteza daje syntezę: Sąd Najwyższy jest niezależny. To dialektyczne myślenie tak jak za komuny kryje w sobie chęć władz – tym razem w Brukseli – stawiania się nie tylko ponad prawem ale i zasadami logiki (i przyzwoitości na dodatek).