- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Według CBOS Polacy oceniają bardzo dobrze politykę prorodzinną rządu. Najgorzej oceniana jest natomiast polityka zagraniczna, rolna i zdrowotna.
Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP
Sondaże zazwyczaj oddają jedynie „ogólne wrażenie”, a brak głębszej analizy nie pozwala na ocenę luki między możliwościami i osiągnięciami. W tych najsłabiej ocenianych dziedzinach bez wątpienia najtrudniejsza jest ochrona zdrowia. Tego nie da się zreformować w ciągu roku, a na ocenę efektów trwających prac trzeba będzie czekać wiele lat.
Inaczej wygląda sprawa polityki zagranicznej, w której istotne są bieżące wydarzenia i reakcja na nie. Polityka rządu została w całości podporządkowana rusofobii. Brak rzeczowej dyskusji na ten temat nie pozwala nawet na realną ocenę skali zagrożenia, a co dopiero mówić o wypracowaniu strategii. MON planuje zwiększenie siły armii w ciągu najbliższych 10 lat – więc chyba obawa agresji nie jest oceniana na realną. Bez wątpienia dużym plusem polityki zagranicznej jest ożywienie Grupy Wyszehradzkiej. Także kontakty na linii Warszawa-Pekin to przykład działań zmierzających do wykorzystania możliwości. Porażką są kontakty z UE, a w szczególności brak jakiejkolwiek reakcji (nie mówiąc już o reakcji adekwatnej) na toczoną przeciw polskim przewoźnikom wojnę ekonomiczną.
Polityka zagraniczna niestety negatywnie wpływa także na rolnictwo. Z jednej strony embargo na handel z Rosją, a z drugiej – fatalne traktaty handlowe (CETA).
I tu dotykamy największej słabości rządu, która nie uwidacznia się ani w sondażach, ani w branżowej analizie. Jarosław Kaczyński złożył obietnicę pobudzenia „nowej fali polskiego kapitalizmu”. Tymczasem sukcesy gospodarcze rządu to głównie nowe inwestycje zagraniczne. Dalszy kierunek rozwoju wyznacza Plan Morawieckiego, w którego centrum są kapitałochłonne inwestycje. Rząd nie ma pomysłu jak pobudzić drobną przedsiębiorczość lokalną, która mogłaby służyć budowie prawdziwej klasy średniej. Bez tego nie uda się założenie, że programy 500+ i Mieszkanie+ nie są transferami socjalnymi, ale służą przesterowaniu całej gospodarki. Praca solidarna nadal czeka na odkrycie.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Polscy libertarianie cierpią na brak sensownego przywódcy. Dowcipy kabareciarza JKM śmieszyć już przestały, a jego obrona „praw nabytych” przez ubeków mało komu w smak. Nic więc dziwnego, że Jarosław Gowin poczuł nagle wiew wolności.
W ramach „oczyszczania przedpola” J. Gowin zmierzył się z siedmioma trudnymi pytaniami libertarian. Najciekawsza jest odpowiedź na piąte z nich: „dlaczego głosowałem przeciw zniesieniu bankowego tytułu egzekucyjnego?” W odpowiedzi - zamiast przyznać, że głosował tak, jak mu „Donaldinio” kazał, opowiada coś o Trybunale Konstytucyjnym (on chyba rzeczywiście wierzy, że to ostoja naszej wolności). Wskazany przez byłego ministra wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest znakomity. „nie narusza zasady zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa, prawa do sądu ani zasady równości regulacja […] w zakresie, w jakim nadaje określonym dokumentom bankowym moc tytułu wykonawczego, bez potrzeby uzyskiwania sądowej klauzuli wykonalności, o ile dłużnik, zawierając umowę z bankiem, mógł znać wszystkie skutki prawne, jakie ona wywoła, łącznie z egzekucją” (WYROK z dnia 26 stycznia 2005 r. Sygn. akt P 10/04). Czyż to nie znakomita logika? Sejm może zgodnie z Konstytucją wprowadzić prawo, że bankierzy mogą wyjątkowo zatwardziałych dłużników wbijać na pal. Jeśli dłużnik będzie wiedział o tym prawie, no to jak najbardziej w porządku.
Pewnymi osiągnięciami pan Gowin jednak może się pochwalić: „w Ministerstwie Sprawiedliwości udało mi się usprawnić proces wystawiania bankowych tytułów egzekucyjnych wprowadzając elektroniczny obieg dokumentów pomiędzy sądami i bankami”. A jakby tak pominąć sądy i wprowadzić elektroniczny obieg dokumentów o razu między bankami a komornikami – to byłoby dopiero usprawnienie.
Libertarianom wypada pogratulować nowego kandydata na przywódcę.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Mitomania Polskich polityków chyba przekracza już wszelkie granice. Może dlatego ambasador Francji zwraca ich uwagę na coś oczywistego: amerykański gaz wcale nie popłynie do Europy (pisaliśmy o tym w notce „Amerykański gaz dla każdego”). Nasz minister od wojska uznał właśnie, że porozumień NATO-Rosja nie należy traktować jako wiążących. A więc Rosja powinna – logicznie rzecz biorąc – zacieśnić swe sojusze i sprzedać broń jądrową Iranowi? Dobrze jest wiedzieć w tych trudnych czasach, że armia ma takiego wodza – bo ktoś bardziej rozgarnięty mógłby jeszcze nas w jakąś poważną awanturę wpakować. Bo w tym wypadku poszło jedynie o fakt medialny wymyślony przez naszego dyplomatoła na konferencji prasowej (10 tys żołnierzy NATO w Polsce). Zasłużony komentator "Rzeczpospolitej", Jerzy Haszczyński zaczyna dostrzegać absurdy polskiej dyplomacji, ale zdziwienie ogarnia go, gdy spostrzega, że inni postępują tak, jak można się tego spodziewać. Że "wystarczyło, że prezydent Rosji zadzwonił do prezydenta USA i nagle się okazało...". No właśnie: co się okazało? Że machanie szabelką przez Polaków nie ma znaczenia?

Pomoc Ukrainie w rosyjskiej karykaturze
- Szczegóły
- Kategoria: Filozoficznie
Logika jest trudna i pełna paradoksów.
Logika jest łatwa – bo to tylko uogólniony opis poprawnego rozumowania, znany każdemu myślącemu człowiekowi.
Które z powyższych zdań jest prawdziwe?
Logika nauczana w szkołach średnich jest łatwa (w zasadzie całość tej wiedzy można zmieścić na jednej niezbyt pojemnej stronie1). Logika rozwijana na uniwersytetach jest trudna (czasem nawet można użyć określenia „hermetyczna”).
Ponieważ logika to także narzędzie odkrywania prawdy – występowania tych dwóch skrajności nie można lekceważyć. Powszechne nauczanie logiki (może nawet należałoby rozpocząć je wcześniej niż w liceum) jest procesem uświadamiania i poznawania niezawodnych reguł rozumowania. Jaki jest zaś jest / powinien być cel logiki uniwersyteckiej (poza umysłową rozrywką ludzi, którzy najwyraźniej mają bardzo dużo czasu)? Spór o to wybuchł na początku XX wieku, gdy proces oczyszczania logiki z wszelkich związków ze zmysłowym poznaniem sprawiał, że przestawała ona być intuicyjnie zrozumiała. Jednym z wielkich krytyków takiego kierunku rozwoju był francuski matematyk, filozof i logik Henri_Poincare. Uważał on, że fundamentalne zasady winne być zgodne z intuicją („zdrową psychologią”). W jednym z komentarzy pisał2: „Russell odpowie mi bez wątpienia, że chodzi nie o psychologię, ale logikę i teorię poznania, na co musiałbym replikować, że nie istnieje żadna logika i teoria poznania niezależne od psychologii. To wyznanie wiary zakończyłoby jednak prawdopodobnie dyskusję, ponieważ ujawnia ona nieprzezwyciężalne różnice poglądów”.
Czy jednak pragmatyzm charakterystyczny dla XXI wieku nie pozwala na zupełnie nowe podejście do tego sporu?
Naukowcy i inżynierowie opisują rzeczywistość, używając algebry oraz klasycznej logiki, nie przejmują się sporami filozoficznymi. Dlaczego? Bo w praktyce nie istnieją dwa główne źródła tych sporów:
-
Użycie nieskończoności. Już starożytni dostrzegli, że nieskończoność prowadzi do paradoksów (Achilles, który nigdy nie dogoni żółwia3). Nie wzbudzało to kontrowersji, póki nieskończoność używano do określenia granic (dla każdej liczby można podać liczbę od niej większą). Ale od czasów Cantora nieskończoność zagościła w matematyce jako pełnoprawny przedmiot badań - liczby kardynalne. To przeciw temu oponował Poincare.
-
Problem poznania zmysłowego: czy pojęcia którymi operujemy pochodzą z doświadczenia, czy też dane zmysłowe są porządkowane przez platonowskie idee? W praktyce jesteśmy platonikami w tym sensie, że teoria poprzedza praktykę. Na etapie tworzenia teorii operujemy pojęciami abstrakcyjnymi. Teorię konfrontujemy z praktyką poprzez doświadczenia (weryfikacja) lub dzieła inżynierskie (wykorzystanie).
Bardziej złożone konstrukcje matematyczne potrzebne są wówczas, gdy chcemy opisać złożoną rzeczywistość, a nie wtedy, gdy chcemy tworzyć skomplikowane sposoby zapisu i argumentowania. Takie pragmatyczne podejście jest szczególnie widoczne w informatyce. W komputerach nie ma bowiem nieskończoności, a problem poznania zmysłowego został zmarginalizowany do cyfrowych interfejsów (wejścia i wyjścia).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Dzisiejsza „Rzeczpospolita” donosi, że 'Ojciec drze koty z prezesem'. Chodzi o rzekome starcie o. Tadeusza Rydzyka z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Skąd dziennikarze to wiedzą? Musi być – któryś siedział pod stołem przy którym trwała kłótnia, kto ma kandydować do PE.
![]()
Bo chyba poważny dziennik nie oparł swojej sensacji (kilka artykułów) na twierdzeniu jakiegoś anonima, ponoć europosła PiS, że „Nasi kandydaci muszą się kierować jedną lojalnością: wobec prezesa. A z kandydatami ojca dyrektora różnie do tej pory bywało”.
