- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Jak co roku, feministki w okolicy 8 marca demonstrują domagając się liberalizacji prawa do aborcji oraz edukacji seksualnej w szkole.
W Polsce edukacja seksualna jest realizowana w ramach przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Jednak taka edukacja nie podoba się lewicowym działaczom, dla których seks i rodzina to nie są sprawy ze sobą związane. Edukacja seksualna realizowana w Polsce jest określana jako „typ A” - w odróżnieniu od typu „B” - realizowanego w niektórych państwach zachodu Europy. Redaktor naczelny katolickiego magazynu nauczycieli i wychowawców „Wychowawca” krytykuje typ B edukacji seksualnej: Wychowania do życia w rodzinie nie wolno zastąpić edukacją seksualną. Wdrożenie edukacji seksualnej, takiej jaka jest realizowana np. w Szwecji, Anglii czy USA, może przyczynić się do instrumentalnego, zabawowego traktowania ludzkiej seksualności, zniszczenia wartości rodziny, deprecjacji wartości czystości i wierności, a także wzrostu chorób przenoszonych drogą płciową i ciąż nieletnich.
- Szczegóły
- Kategoria: Polemiki
Przed wojną to panie było, że ho..., ho...
Chyba każdy, kto dostatecznie długo żyje na tym świecie, zetknął się z kimś, kto tak opowiadał. Kiedy jednak w analogiczny sposób opowiadają naukowcy, to niestety jest to dowód na ich infantylność i brak zdolności do zmierzenia się ze współczesnością.
Na tej zasadzie ekonomiści od jakiegoś czasu prezentują „Ustawę Wilczka” jako „lek na sytuację ekonomiczną w Polsce”. Prym wiodą tutaj eksperci z „Centrum im Smitha”.
Nie ma wątpliwości co do tego, że ta ustawa wprowadziła w Polsce wolność gospodarczą i pozwoliła nam przetrwać rządy „Balcerowiczów”, które nastąpiły po 1989 roku. Czy można jednak wejść dwa razy do tej samej wody?
- Szczegóły
- Kategoria: Godne społeczeństwo
Wbrew obiegowym opiniom społeczna gospodarka rynkowa ma w Niemczech ściśle określone ramy czasowe. Są to lata 1948-1966. W tym czasie udało się zbudować podstawy potęgi niemieckiej gospodarki. Później nastąpił rozwój państwa opiekuńczego.
Zasady społecznej gospodarki rynkowej odwołują się do nauki społecznej Kościoła Katolickiego. Obecnie znaczenie religii w życiu społeczeństw europejskich znacznie osłabło. Jednak trwający kryzys jest okazją do refleksji nad gospodarką. Nie należy się więc dziwić, że niemieckie Kościoły chrześcijańskie wystąpiły z inicjatywą budowy „kapitalizmu nacechowanego odpowiedzialnością za ludzi”.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Mądrzy ludzie regularnie straszą nas sztuczną inteligencją. Do tego grona dołączył twórca pierwszych komputerów Appple Steve Wozniak: „Jeśli nadal będziemy projektować urządzenia, które zrobią za nas wszystko, to – koniec końców – zaczną one myśleć szybciej niż my i pozbędą się powolnych ludzi, aby zarządzać przedsiębiorstwami bardziej efektywnie”.
Także Musk, Gates i Hawking zgodnie twierdzą, że stworzona przez nas sztuczna inteligencja prędzej, czy później może "myśleć" zupełnie inaczej niż ludzie, przez co jej działania nie będą zgodne z naszym szeroko pojętym interesem.
Hawking wręcz twierdzi, że sztuczna inteligencja (AI) należy do największych zagrożeń, które mogą doprowadzić do zagłady ludzkości.
Zadziwia ta koncentracja ludzi możnych i wpływowych na przyszłości. Nic nie wskazuje na to, aby komputery uzyskały świadomość i mogły podejmować decyzje kierując się własnym kryterium wartości. Co nie znaczy, że nie mogą działać autonomicznie. Już teraz „inteligentne” maszyny zabijają ludzi bez udziału człowieka (vide drony), choć pozostawiono ludziom ostateczną decyzję wystrzelenia rakiet (co bynajmniej nie eliminuje pomyłek). Gdyby doszło do wojny na wielką skalę, z pewnością prędzej, czy później podjęto by decyzję o rezygnacji z takiej kontroli. Czy maszyny stałyby się przez to bardziej inteligentne?
Na razie toczy się zażarta wojna w sferze finansów („wojna o pieniądz”), gdzie autonomicznie działające komputery zastąpiły finansistów w najbardziej newralgicznych działaniach. Dzięki technologii uległy zmianie fundamenty systemu finansowego. Najważniejszą rolę odgrywa hazard, a autonomicznie działające komputery są najbardziej efektywnymi graczami.
To są tylko niektóre przykłady systemów, które zyskują panowanie nad ludzkością. Komputery pozwalają na bardziej efektywne ich funkcjonowanie, ale to nie one stanowią problem. Problemem jest odrzucenie zasad etyki, które przez wieki były regulatorem w funkcjonujących systemach. Każdy z nas doświadcza efektów odrzucenia etyki w ekonomii. To ludzie, a nie komputery ustanowili minimalizację kosztów finansowych jako najważniejsze kryterium efektywności. Jedną z oczywistych konsekwencji jest technologiczne bezrobocie. Zmieniła się także rola marketingu w biznesie. Skoro zaspokajanie racjonalnych potrzeb klientów nie musi być najważniejsze, marketing ma na celu przede wszystkim kreowanie takich potrzeb, które dają największy zysk. Dlatego jemy gorsze jedzenie i zadowalamy się niższym poziomem kultury, niż nasi rodzice. Za to smartfon, którego koszty produkcji stale maleją stał się artykułem pierwszej potrzeby.
Ten proces postępuje, choć od dziesięcioleci myśliciele wskazują na konieczność zmiany kryterium efektywności z uwzględnieniem zasad etyki. Na razie zwycięża zasada: „chciwość jest cnotą”. Właśnie jeden z apostołów tej nowej ewangelii został nowym redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”. Taki znak czasów :-(.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Portal Huffington Post opublikował poważną analizę amerykańskiego zaangażowania wojskowego. Autor zauważa, że od czasów wojny w Wietnamie, USA bez przerwy angażuje się w różne konflikty zbrojne, wydają horrendalne kwoty na doskonalenie broni i finansowanie wojen. Tak długi czas dostarcza materiału do analiz i pozwala wyciągnąć wnioski. Są one porażające:
-
Niezależnie od tego, jak zdefiniujemy wojnę w stylu amerykańskim i cele USA, to nie działa. Nigdy.
-
Bez względu na to, w jaki sposób zdefiniujemy problemy naszego świata, to nie prowadzi do ich rozwiązania. Nigdy.
-
Bez względu na to, jak często Amerykanie uzasadniają użycie siły militarnej celami takimi jak "stabilizacja" lub "ochrona" lub "wyzwolenie" krajów lub regionów, to zawsze są siły destabilizujące.
-
Bez względu na to, jak regularnie bardzo chwalone są amerykański styl wojny i amerykańscy "wojownicy", armia USA nie jest w stanie wygrywać swoich wojen.
-
Bez względu na to, jak często Amerykańscy prezydenci zapewniają, że armia USA jest "najlepszą siłą w historii wojen" mamy dowody świadczące o tym, że tak nie jest.
Konkluzja powinna być oczywista. USA powinny przestać prowadzić niekończące się wojny, które niszczą finanse kraju. (Do tego dochodzi problem weteranów.)
Na przeszkodzie stoi niesamowita propaganda przemysłu militarnego. Przykładem jest głośna ostatnio historia sierżanta Bowe Bergdahla, który spędził pięć lat w niewoli u talibów. Odzyskał wolność wskutek wymiany za więźniów z Guantanamo. W wielu komentarzach Bergdahl jest przedstawiany w negatywnym świetle – prawie jakby był zdrajcą lub więźniem z własnej woli. Dlaczego? Bo w mailach z wojny krytykował politykę USA. Pisał, że tubylcy bez wątpienia potrzebują pomocy, ale nie ze strony ludzi, którzy uważają ich za głupków nie potrafiących żyć.
Najmocniejszym argumentem sektora militarno-przemysłowego jest legenda „noża w plecy” (Stab in the back). Ta koncepcja pojawiła się po pierwszej wojnie światowej. Według niej przyczyną przegranej Niemiec były socjalistyczne ruchy w Niemczech. Po wojnie w Wietnamie w podobny sposób prezentowano rolę pacyfistycznych ruchów w USA.
Niezależnie od tego, na ile rzeczywiście ten czynnik wpływał na decyzje polityków, używanie go przy każdej okazji jest nadużyciem. Tłumi się bowiem w taki sposób krytykę. A przecież w wielu konfliktach trudno jednoznacznie rozróżnić dobro od zła. Przykładem są działania w Syrii i Iraku. Wzmacniając opozycję w Syrii, Stany Zjednoczone doprowadziły do powstania sił, które mogą doprowadzić do rozpadu sąsiedniego Iraku.
Rozwój sytuacji w sposób oczywisty osłabia pozycję USA. Jeden z amerykańskich dyplomatów podsumował to przypuszczeniem, że USA stają się ofiarami własnego przywództwa.
źródło ilustracji: Wikipedia