- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
W Watykanie trwa Synod Biskupów. Po pierwszym tygodniu opublikowano dokument, w którym postuluje się między innymi większą dostępność do instytucji „unieważnienia małżeństwa” oraz docenia stadła tworzone przez homoseksualistów. Nic więc dziwnego, że według biskupa Gądeckiego ten dokument jest nie do zaakceptowania.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Czas zacząć tłumaczyć dlaczego premiera Kopacz nie zawetuje wbrew buńczucznym zapowiedziom . Tylko w ten sposób da się wyjaśnić ogłoszenie roku 2014 za najcieplejszy w historii już jesienią (dość chłodną zresztą). Biedaczysko z „rzepy” ubolewa nad tym, że politycy nie słuchają naukowców, bo naukowcy nie wychodzą z kilofami na ulicę.
Może by ci naukowcy wyjaśnili dlaczego mamy się koncentrować nad redukcją CO2, tamując rozwój biedniejszych regionów? Dlaczego zamiast niszczyć militarnie północną Afrykę, zachód nie użyje swych technologii do budowy tam elektrowni słonecznych, albo nie zajmą się zalesianiem olbrzymich obszarów pustych przestrzeni, przyczyniając się do zwiększenia absorpcji CO2? W rachunkach bankierów nie styka?
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Jak co roku, feministki w okolicy 8 marca demonstrują domagając się liberalizacji prawa do aborcji oraz edukacji seksualnej w szkole.
W Polsce edukacja seksualna jest realizowana w ramach przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Jednak taka edukacja nie podoba się lewicowym działaczom, dla których seks i rodzina to nie są sprawy ze sobą związane. Edukacja seksualna realizowana w Polsce jest określana jako „typ A” - w odróżnieniu od typu „B” - realizowanego w niektórych państwach zachodu Europy. Redaktor naczelny katolickiego magazynu nauczycieli i wychowawców „Wychowawca” krytykuje typ B edukacji seksualnej: Wychowania do życia w rodzinie nie wolno zastąpić edukacją seksualną. Wdrożenie edukacji seksualnej, takiej jaka jest realizowana np. w Szwecji, Anglii czy USA, może przyczynić się do instrumentalnego, zabawowego traktowania ludzkiej seksualności, zniszczenia wartości rodziny, deprecjacji wartości czystości i wierności, a także wzrostu chorób przenoszonych drogą płciową i ciąż nieletnich.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Europa będzie sprzedawać Rosji sznur, na którym ona powiesi Ukrainę. Tak – parafrazując Stalina – określił Frank Umbach z Europejskiego Centrum Bezpieczeństwa Energii i Surowców (EUCERS) uruchomienie transportu gazu przez South Stream do Austrii.
Austriacka firma energetyczna OMV uzgodniła w zeszłym tygodniu z Gazpromem, że od 2017 roku gaz popłynie tym rurociągiem z Rosji do węzła (huba) gazowego Baumgarten w Austrii.
Głównym celem South Stream, tak jak i niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream na dnie Bałtyku, jest ominięcie Ukrainy (a przy okazji Polski), przez którą przechodzi większość starych rurociągów z Rosji do UE.
Austria rozpoczęła starania o taki przebieg rurociągu South Stream, gdy przegrała rywalizację z Włochami o gazociąg z Azerbejdżanu. Zamiast projektu OMV o nazwie Nabucco ma być realizowany Trans Adriatic Pipeline – TAP do Włoch.
Komisja Europejska twierdzi, że South Stream nie jest zgodny z unijnymi przepisami o własności i dostępie do rurociągów. Ale Austria i Rosja uważają, że to umowa dwustronna, a nie porozumienie UE. Porozumienie to jest więc kontynuacją strategii Rosji dokonywania dwustronnych umów, które podważają rolę KE jako organu wykonawczego UE.
Projekt poparła Bułgaria, która jest jednym z najsilniej uzależnionych od Rosyjskiego gazu krajem w Europie.
Projekt ma też ciche poparcie Niemiec. Podobno doradca niemieckiego rządu wyraził zadowolenie, że nowy rurociąg będzie prowadził do Austrii, a nie we Włoszech. Niemiecki koncern BASF jest partnerem w South Stream przez spółkę zależną Wintershall. Szefem rady doradczej BASF jest Eggert Voscherau, brat Henning Voscherau, który z kolei jest przewodniczącym rady dyrektorów South Stream. Jest to były minister z rządu Schroedera, który ostatnio na urodzinach Putina dał wyraz europejskiej solidarności:
Zdjęcie: fakt.pl, Informacja na podstawie: www.businessinsider.com.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Mądrzy ludzie regularnie straszą nas sztuczną inteligencją. Do tego grona dołączył twórca pierwszych komputerów Appple Steve Wozniak: „Jeśli nadal będziemy projektować urządzenia, które zrobią za nas wszystko, to – koniec końców – zaczną one myśleć szybciej niż my i pozbędą się powolnych ludzi, aby zarządzać przedsiębiorstwami bardziej efektywnie”.
Także Musk, Gates i Hawking zgodnie twierdzą, że stworzona przez nas sztuczna inteligencja prędzej, czy później może "myśleć" zupełnie inaczej niż ludzie, przez co jej działania nie będą zgodne z naszym szeroko pojętym interesem.
Hawking wręcz twierdzi, że sztuczna inteligencja (AI) należy do największych zagrożeń, które mogą doprowadzić do zagłady ludzkości.
Zadziwia ta koncentracja ludzi możnych i wpływowych na przyszłości. Nic nie wskazuje na to, aby komputery uzyskały świadomość i mogły podejmować decyzje kierując się własnym kryterium wartości. Co nie znaczy, że nie mogą działać autonomicznie. Już teraz „inteligentne” maszyny zabijają ludzi bez udziału człowieka (vide drony), choć pozostawiono ludziom ostateczną decyzję wystrzelenia rakiet (co bynajmniej nie eliminuje pomyłek). Gdyby doszło do wojny na wielką skalę, z pewnością prędzej, czy później podjęto by decyzję o rezygnacji z takiej kontroli. Czy maszyny stałyby się przez to bardziej inteligentne?
Na razie toczy się zażarta wojna w sferze finansów („wojna o pieniądz”), gdzie autonomicznie działające komputery zastąpiły finansistów w najbardziej newralgicznych działaniach. Dzięki technologii uległy zmianie fundamenty systemu finansowego. Najważniejszą rolę odgrywa hazard, a autonomicznie działające komputery są najbardziej efektywnymi graczami.
To są tylko niektóre przykłady systemów, które zyskują panowanie nad ludzkością. Komputery pozwalają na bardziej efektywne ich funkcjonowanie, ale to nie one stanowią problem. Problemem jest odrzucenie zasad etyki, które przez wieki były regulatorem w funkcjonujących systemach. Każdy z nas doświadcza efektów odrzucenia etyki w ekonomii. To ludzie, a nie komputery ustanowili minimalizację kosztów finansowych jako najważniejsze kryterium efektywności. Jedną z oczywistych konsekwencji jest technologiczne bezrobocie. Zmieniła się także rola marketingu w biznesie. Skoro zaspokajanie racjonalnych potrzeb klientów nie musi być najważniejsze, marketing ma na celu przede wszystkim kreowanie takich potrzeb, które dają największy zysk. Dlatego jemy gorsze jedzenie i zadowalamy się niższym poziomem kultury, niż nasi rodzice. Za to smartfon, którego koszty produkcji stale maleją stał się artykułem pierwszej potrzeby.
Ten proces postępuje, choć od dziesięcioleci myśliciele wskazują na konieczność zmiany kryterium efektywności z uwzględnieniem zasad etyki. Na razie zwycięża zasada: „chciwość jest cnotą”. Właśnie jeden z apostołów tej nowej ewangelii został nowym redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”. Taki znak czasów :-(.
