- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Doszło do ugody między rządem USA Bank of America. Bank ma zapłacić 17 mld USD za narażenie na straty klientów poprzez sprzedaż papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi wysokiego ryzyka. Chodzi o operacje, które stały się jedną z przyczyn kryzysu w 2008 roku. Klienci otrzymają część tych pieniędzy (resztę zatrzyma rząd) i dzięki temu stracą prawo dochodzenia swych praw z tego tytułu na drodze procesów cywilnych. Kwota może wydawać się szokująco duża (w przypadku JP Morgan było to 13mld, a Citygroup 7 mld). To jednak nie wyrówna strat klientów. Sam Merrill Lynch (przejęty przez Bank of America) w ciągu roku przed kryzysem stracił 19mld. Jest ona krytykowana przez organizacje konsumenckie. Między innymi za to, że ocenę rzeczywistej wysokości wynegocjowanej ugody utrudniają manewry podatkowe oraz różnego rodzaju kruczki stosowane przez księgowych. Umowa nie zawiera także szczegółowych ustaleń w sprawie programu pomocy dla właścicieli domów.
Ta umowa chroni po prostu bank w sposób, na jaki nie ma co liczyć na przykład próbująca uniknąć bankructwa Argentyna.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Pomysł poprzednich władz Microsoftu, aby firma zaczęła produkować urządzenia z wbudowanym systemem operacyjnym Windows skutkował między innymi pojawieniem się tableta Microsoft Surface. Od jego debiutu firma straciła na tym projekcie już 1,7 mld dolarów! Komentatorzy zastanawiają się, czy w końcu nie nastąpi zatrzymanie produkcji tego urządzenia. Nowy zarząd firmy ma bowiem inną koncepcję rozwoju – nie związaną z produkcją urządzeń. Pod znakiem zapytania stoi w tej sytuacji sens przejęcia Nokii, które z pewnością nie przyniosło żadnych korzyści finansowych.

- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Początek kampanii promowania homoseksualizmu nie może być zbyt nachalny ani dosłowny. Oczywiście podstawą jest dobre hasło. „Przekażcie sobie znak pokoju” jest w sam raz.
W kampanię zaangażowały się media uchodzące za chrześcijańskie. Tłumaczą, że „Przed znakiem pokoju nie pytamy sąsiada w kościelnej ławce, czy jest w stanie łaski uświęcającej. W kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju” chodzi właśnie o wzajemny szacunek między osobami, bez warunków wstępnych. O różnicach możemy, nawet stanowczo, porozmawiać później.
Jednak to nie jest promocja pojednania osób, ale ideologii. Świadczy o tym udział w charakterze liderów środowiska promujących homoseksualizm („Kampania przeciw Homofobii”, Wiara i tęcza, „Tolerado”). Sam plakat jest też dość jednoznaczny.
Tak ocenia to Marcin Przeciszewski z KAI. Tak samo oceniają to teologowie i hierarchowie Kościoła. Nawet uważany za „liberała” ksiądz Kardynał Dziwisz mówi: „Niestety jasno widać, że kampania, która odwołuje się do nauki chrześcijańskiej, ma na celu nie tylko promowanie szacunku dla osób homoseksualnych, ale również uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre. Z ubolewaniem stwierdzam, że w fałszowanie niezmiennej nauki Kościoła włączyły się również niektóre środowiska katolickie, których wypowiedzi i publikacje odeszły od Magisterium. Powołując się wybiórczo na wypowiedzi papieża Franciszka, przemilcza się te, w których Ojciec Święty tłumaczy, że w sprawie homoseksualizmu „powtarza tylko naukę zawartą w Katechizmie”
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy

Zadziwiające jest to, że pomimo wielu przykładów nierzetelności i zwyczajnych kłamstw, GW jest nadal cenionym przez niektórych źródłem informacji. Tym razem organ Michnika puścił w obieg informację o niszczeniu projektu „Nowy Jedwabny Szlak” przez Antoniego Macierewicza. Tekst wywołał burzę we wszystkich mediach: od prawa do lewa. Stał się podstawą krytyki ze strony polityków lokalnych i posłów (głównie Kukiz’15).
Nieoczekiwanie w obronę Ministra wziął Radosław Pyffel - wicedyrektor Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Odniósł się on do publikacji Wojciecha Jakóbika z Biznes Alert „Macierewicz wypisuje Polske z Nowego Jedwabnego Szlaku”. Prostując szereg błędów i nieścisłości napisał on między innymi: „zwracałem uwagę, że w Łodzi mamy do czynienia z przerostem PR-u nad treścią ( o co wiele osób miało do mnie pretensje). Optowałem też i optuję przede wszystkim za planem Morawieckiego i uważałem ( i nadal uważam) iż terminale Jedwabnego Szlaku na terenie RP tylko wtedy będą korzystne, kiedy jako Polska przeskoczymy pułapkę średniego dochodu i będziemy w stanie zapakować pociągi do Chin. Dziś eksportujemy tam głównie miedź i coraz więcej, artykułów spożywczych ( jednak w większości nie opłaca się ich transportować drogą lądową, tylko morską). Cała debata o polskim Jedwabnym Szlaku i emocjonalne reakcje związanych z budową terminalu na tej czy innej działce nie mają chyba sensu, jeśli nie uda nam się przeskoczyć pułapki średniego dochodu i stworzyć atrakcyjną ofertę dla konsumentów z regionu Pacyfiku ( w tym oczywiście Chin)”.
Odniósł się także do zarzutów wobec Ministra Macierewicza: „Stawianie moich poglądów w jednym artykule, niejako w kontrze do szefa MON jest nieporozumieniem. Tak samo jak łączenie wyrwanej z kontekstu wypowiedzi ( w zasadzie wycięcie 90 sekundowego fragmentu z 46 minutowej rozmowy) Antoniego Macierewicza dla polonijnych mediów z zamieszaniem wokół budowy terminalu w Łodzi.
Rozmowa ta miała miejsce 3 października 2015 roku ( czyli kilkanaście miesięcy temu, kiedy Antoni Macierewicz nie był jeszcze szefem MONu). […] O tym czy Antoni Macierewicz jest przeciw Jedwabnemu Szlakowi, proponuję rozstrzygnąć po tym, jak wyda w tej sprawie jakieś oficjalne oświadczenie. Z całym szacunkiem, ale jeden artykuł w Gazecie Wyborczej, w którym cytuje się wypowiedz z Youtube sprzed kilkunastu miesięcy, a także „nieoficjalne źródła Biznes Alert” to dla mnie zdecydowanie za mało. Nawet w tej YouTubowej i wyrwanej z kontekstu wypowiedzi szef MONu mówi o tym, ze to jego prywatna opinia ( a nie partii) i że nie ma nic przeciwko, gdyby prowadziło to do „jakiś korzyści ekonomicznych”.
Cała teza o zablokowaniu Jedwabnego Szlaku jest więc albo nieprawdziwa, albo w najlepszym wypadku słabo udokumentowana”.
Samą sprawę terminala w Łodzi wyjaśnił radny Włodzimierz Tomaszewski. To on prosił Ministra o unieważnienie przetargu, gdyż jego formuła pozwalała na przeznaczenie działki na dowolny cel. Chodziło mu o to, by ogłosić przetarg łączny na zakup gruntu i realizację konkretnego przedsięwzięcia. Minister do tej prośby się przychylił i tak jak to w Polsce w zwyczaju – dostał zamiast podziękowań wiadro pomyj (albo i wiele wiader).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Portal www.businessinsider.com poleca na weekend tekst, w którym autor ostrzega posiadaczy akcji w USA, że mogą one stanieć o 40%-55%. Swoje prognozy opiera on na fundamentalnych wskaźnikach ekonomicznych. Wynika z nich, że ceny akcji są znacząco zawyżone:
-
wskaźnik P/E (cena/zysk za rok) wynosi teraz średnio 25, podczas gdy przeciętnie było to 15;
-
wartość rynkowa (market cap) do przychodów to 1,6 wobec przeciętnej 1,0;
-
wartość rynkowa (kapitalizacja) do PKB dwukrotnie przekracza wielkość, którą można uznać za historyczną normę przed 1990 rokiem.
Nie powinno być więc zaskoczenia, jeśli na giełdzie nastąpi krach. Tyle, że nikt nie wie, kiedy to może nastąpić. Jednak prawdopodobieństwo tego rośnie. Artykuł zawiera szczegółowe uzasadnienie tego niebezpieczeństwa. W tym kontekście na postawione w tytule pytanie należałoby odpowiedzieć twierdząco. Analiza wskaźników gospodarczych dobrze sprawdza się w takim teoretyzowaniu. Jej wartość dla stawiania krótkoterminowych prognoz i trendów rynkowych jest jednak obecnie wątpliwa.
Kilka miesięcy temu podobną analizę umieścił na swym popularnym blogu ekonomicznym John Aziz. Dla niego przyczyny pompowania bańki były oczywiste: ceny akcji (i zyski przedsiębiorstw) rosną przy stagnacji płac, czyli gospodarka działa na korzyść bankierów i rynków finansowych, kosztem pracowników najemnych i producentów.
W USA (tak jak w wielu innych krajach zachodu) akcje stanowią ważny składnik przychodów pracowników (poprzez systemy emerytalne, albo premii wypłacanych w formie akcji). Pompowanie giełdowej bańki spekulacyjnej to prosty sposób na okradzenie tych ludzi.
W tym kontekście można lepiej zrozumieć utyskiwania pana Wiesława Rozłuckiego, który uważa, że „przeciw gieldzie jest czarny PR”. Jego oburzenie jest w sumie dość zrozumiałe, bo PR-em ze złodziejami jeszcze nikt nie wygrał. Ale jemu raczej nie o to chodzi.....;-).