- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Pomysł poprzednich władz Microsoftu, aby firma zaczęła produkować urządzenia z wbudowanym systemem operacyjnym Windows skutkował między innymi pojawieniem się tableta Microsoft Surface. Od jego debiutu firma straciła na tym projekcie już 1,7 mld dolarów! Komentatorzy zastanawiają się, czy w końcu nie nastąpi zatrzymanie produkcji tego urządzenia. Nowy zarząd firmy ma bowiem inną koncepcję rozwoju – nie związaną z produkcją urządzeń. Pod znakiem zapytania stoi w tej sytuacji sens przejęcia Nokii, które z pewnością nie przyniosło żadnych korzyści finansowych.

- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Kilka dni przez internet przelewa się fala oburzenia z powodu podwyżek jakie zafundowała sobie władza. Szczególnie dostaje się Andrzejowi Dudzie, który teraz już na pewno nie zostanie prezydentem na drugą kadencję – skoro jego żona ma dostawać od państwa pensję.
Zwolennicy PiS są szoku, a jego przeciwnicy dopytują się z satysfakcją – co „pisiory” na to?
Ten gniew ludu przypomina sytuację w pewnym państwowym przedsiębiorstwie w latach 90-tych. Jego dyrektor popełnił równie niewybaczalny błąd jak Andrzej Duda. Kupił sobie mianowicie nowy samochód (prywatnie i za własne pieniądze). Zbiegło się to z batalią związków zawodowych o podwyżki. Dyrektor argumentował, że firmy na nie nie stać, pokazując sprawozdania finansowe i symulacje. Problem w tym, że pensję dyrektorowi ustalał właściciel – czyli skarb państwa. Skoro więc stać go było na samochód – to ani chybi musiał prowadzić podwójną księgowość i co innego przedstawiać pracownikom, a co innego w ministerstwie. Wybuchł strajk i dyrektora usunięto. Na jego miejsce przyszedł autentyczny idiota, który nie miał zielonego pojęcia o prowadzeniu przedsiębiorstwa, ale znał się na intrygach i strajkach. On pasował jak ulał do głupków, którzy byli w stanie uwierzyć w to, że państwowa firma może prowadzić podwójną księgowość.
Jaki prezydent pasowałby ludowi, który uniósł się słusznym gniewem? Bronisław K. byłby chyba w sam raz?
Do obecnej władzy można mieć o wiele poważniejsze zastrzeżenia, niż dbanie o własną kieszeń. Na przykład to płaszczenie się przed Amerykanami (a w szczególności bezwarunkowe poparcie TTiP). Nie wiadomo po jaką cholerę mamy wysyłać wojska na amerykańskie wojny. Nie wiadomo jakim cudem obce wojska na naszym terytorium mają zapewnić nam bezpieczeństwo. Jesteśmy bezradni wobec bezczelnych ataków person takich jak „rozczochrany Belg”, czy nawet warchoła Rzeplińskiego, ale politycy śnią swój sen o potędze. Telewizję przekształcono z antypolskiej (jak prywatne stacje) w antyrosyjską szczekaczkę. Żenujący jes kult jednostki jakim „dwór” otacza Kaczyńskiego (co skutkuje między innymi krzewieniem „religii smoleńskiej”). Z tym wszystkim jednak da się żyć. Można znieść błędy rządu – póki wierzymy, że to nasz, polski rząd.
Na portalu www.argumenty.net nieraz pojawiały się komentarze krytyczne wobec polityki społeczno-gospodarczej rządu. Po zmianie władzy wiele z postulowanych zmian zaczęły być realizowane przez rząd – co wcześniej praktycznie się nie zdarzało. Na przykład wczoraj rząd zapowiedział skończenie z haniebnym procederem lichwy. To dużo ważniejsze, niż pensja premiera. Chcemy mieć dobre rządy, to powinniśmy im dobrze płacić. To nie jest kwestia sprawiedliwości, ani wyraz przekonania, że mamy do czynienia z ludźmi bezideowymi. To kwestia profesjonalizmu.
Obecna władza jest na gniew ludu wrażliwa. Wycofano się więc z podwyżek. Dla mediów – kolejny temat dnia (będą starały się utrwalić wrażenie, że „niesmak pozostał”).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Portal www.businessinsider.com poleca na weekend tekst, w którym autor ostrzega posiadaczy akcji w USA, że mogą one stanieć o 40%-55%. Swoje prognozy opiera on na fundamentalnych wskaźnikach ekonomicznych. Wynika z nich, że ceny akcji są znacząco zawyżone:
-
wskaźnik P/E (cena/zysk za rok) wynosi teraz średnio 25, podczas gdy przeciętnie było to 15;
-
wartość rynkowa (market cap) do przychodów to 1,6 wobec przeciętnej 1,0;
-
wartość rynkowa (kapitalizacja) do PKB dwukrotnie przekracza wielkość, którą można uznać za historyczną normę przed 1990 rokiem.
Nie powinno być więc zaskoczenia, jeśli na giełdzie nastąpi krach. Tyle, że nikt nie wie, kiedy to może nastąpić. Jednak prawdopodobieństwo tego rośnie. Artykuł zawiera szczegółowe uzasadnienie tego niebezpieczeństwa. W tym kontekście na postawione w tytule pytanie należałoby odpowiedzieć twierdząco. Analiza wskaźników gospodarczych dobrze sprawdza się w takim teoretyzowaniu. Jej wartość dla stawiania krótkoterminowych prognoz i trendów rynkowych jest jednak obecnie wątpliwa.
Kilka miesięcy temu podobną analizę umieścił na swym popularnym blogu ekonomicznym John Aziz. Dla niego przyczyny pompowania bańki były oczywiste: ceny akcji (i zyski przedsiębiorstw) rosną przy stagnacji płac, czyli gospodarka działa na korzyść bankierów i rynków finansowych, kosztem pracowników najemnych i producentów.
W USA (tak jak w wielu innych krajach zachodu) akcje stanowią ważny składnik przychodów pracowników (poprzez systemy emerytalne, albo premii wypłacanych w formie akcji). Pompowanie giełdowej bańki spekulacyjnej to prosty sposób na okradzenie tych ludzi.
W tym kontekście można lepiej zrozumieć utyskiwania pana Wiesława Rozłuckiego, który uważa, że „przeciw gieldzie jest czarny PR”. Jego oburzenie jest w sumie dość zrozumiałe, bo PR-em ze złodziejami jeszcze nikt nie wygrał. Ale jemu raczej nie o to chodzi.....;-).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Ameryka ekscytuje się nowym reality show, w którym para obcych sobie nagusów „walczy o przetrwanie” w trudnych warunkach, pod okiem kamer. Można się spodziewać, że wkrótce zaczną się tym ekscytować także Polacy. Pod artykułem reklamującym to badziewie w „konserwatywnej” gazecie „Rzeczpospolita” ktoś umieścił przytomny komentarz:
Survival w III RP - mieszkanie 50 m/2 + media 800 zł żywność 400 zł, kultura 0 zł, TV + internet 100 zł, komunikacja 70 zł, piwo 40 zł, ubrania szmatex od wyboru do koloru 30 zł, pensja bardzo optymistycznie 10 zł na godzinę 170 godz śmieciowych x 10 zł = 1200 zł netto, wydatki 1440 zł. I już mamy discovery PO polsku, bez gapienia się na mało wysublimowaną goliznę w buszu.
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Początek kampanii promowania homoseksualizmu nie może być zbyt nachalny ani dosłowny. Oczywiście podstawą jest dobre hasło. „Przekażcie sobie znak pokoju” jest w sam raz.
W kampanię zaangażowały się media uchodzące za chrześcijańskie. Tłumaczą, że „Przed znakiem pokoju nie pytamy sąsiada w kościelnej ławce, czy jest w stanie łaski uświęcającej. W kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju” chodzi właśnie o wzajemny szacunek między osobami, bez warunków wstępnych. O różnicach możemy, nawet stanowczo, porozmawiać później.
Jednak to nie jest promocja pojednania osób, ale ideologii. Świadczy o tym udział w charakterze liderów środowiska promujących homoseksualizm („Kampania przeciw Homofobii”, Wiara i tęcza, „Tolerado”). Sam plakat jest też dość jednoznaczny.
Tak ocenia to Marcin Przeciszewski z KAI. Tak samo oceniają to teologowie i hierarchowie Kościoła. Nawet uważany za „liberała” ksiądz Kardynał Dziwisz mówi: „Niestety jasno widać, że kampania, która odwołuje się do nauki chrześcijańskiej, ma na celu nie tylko promowanie szacunku dla osób homoseksualnych, ale również uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre. Z ubolewaniem stwierdzam, że w fałszowanie niezmiennej nauki Kościoła włączyły się również niektóre środowiska katolickie, których wypowiedzi i publikacje odeszły od Magisterium. Powołując się wybiórczo na wypowiedzi papieża Franciszka, przemilcza się te, w których Ojciec Święty tłumaczy, że w sprawie homoseksualizmu „powtarza tylko naukę zawartą w Katechizmie”