- Szczegóły
- Kategoria: Wojna cywilizacji
Stanisław Lem stwierdził kiedyś, że gdyby nie internet, nie zdawałby sobie sprawy z tego, ilu idiotów jest na świecie. Dzisiaj w zalewie informacji ta prawda jakoś nam umyka z pola widzenia. Dlatego od czasu do czasu potrzebna jest jakaś konwencja – jak ta o „o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, aby pozwolić głupocie świecić pełnym blaskiem. Taka myśl zapewne też przyświecała redakcji blogowiska „Salon24”, która promowała co głupsze teksty. Na przykład ten, w którym autor wyraża radość: Kościołowi utarto nosa. Nie jakieś tam „przeciwdziałanie” jest ważne, tylko to – że „nosa utarto” Kościołowi. Czyli pewnie co najmniej połowie społeczeństwa (choć autor tego idiotyzmu najwyraźniej utożsamia Kościół z eposkopatem). W innym tekście informację o tym, że w regionach, gdzie panuje tradycyjny model rodziny (Podkarpacie) problem przemocy jest najmniejszy została skwitowana następująco:
Wynikałoby z tego, że Polska powinna zainicjować konwencję o powtórnym zaangażowaniu kobiet przy garach, aby uniknęły bicia ich przez mężczyzn, złoszczonych ich zdrożnymi aspiracjami do równouprawnienia. Osoby zaś zależne tej samej płci co mężowie mają siedzieć cicho, bo jak dostaną w nos, to z własnej winy. I w ten sposób też będzie załatwiony problem płci kulturowej.
W trakcie debaty przeciwnicy Konwncji niejednokrotnie odnosili się do jej wad, które wylicza Joanna Banasiuk w "Naszym Dzienniku":
-
Jest sprzeczna z polską Konstytucją (szersze uzasadnienie znajdziesz tutaj).
-
Prawdziwym celem konwencji jest wprowadzenie ideologii „gender”. „Polska niejednokrotnie spełnia wyższe standardy w kwestii polityki antyprzemocowej niż przewiduje to unijna Konwencja. I są one skuteczne. Dowodem na to są wyniki badań Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, w świetle których wypadliśmy najlepiej na tle innych państw członkowskich UE – Polska jest tym krajem UE, w którym jest najniższy wskaźnik przemocy wobec kobiet. Nasze mechanizmy są dobre. Oczywiście możemy je ulepszać, ale do tego nie potrzebujemy ratyfikacji manifestu ideologicznego”.
-
Konwencja ingeruje w procesy wychowawcze: nakazuje uwzględnianie informacji o niestereotypowych rolach genderowych na wszystkich etapach nauczania.
-
Dokument stygmatyzując również naturalne role kobiece i męskie deprecjonuje naszą tradycję i kulturę.
-
Konwencja przewiduje istnienie komitetu monitorującego, czyli organizacji która zapewne będzie przypisywał sobie prawo do wykładni traktatu – czyli kolejne pozakonstytucyjne źródło prawa.
-
Wdrożenie do polskiego prawa rozwiązań konwencyjnych będzie skutkowało ponoszeniem istotnych zobowiązań finansowych przez Polskę, których beneficjentami nie będą obywatele RP.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci

Obserwując wyczyny polskich polityków można się zastanawiać, gdzie jest kres tej głupoty. Okazuje się jednak, że jeszcze wiele przed nimi. Co by powiedział jakiś polski polityk, gdyby się dowiedział, że Prezydent Duda tak nienawidzi Komorowskiego, że najął dwie prostytutki, aby nasikały na łóżko w którym spał Komorowski? Pewnie puknął by się w czoło i byłaby to cała reakcja (miejmy nadzieję). Ale jak się okazuje, są na świecie politycy tak zaślepieni nienawiścią, że nawet w takie brednie są w stanie uwierzyć. Kiedyś podobną historię wymyślili hakerzy na portalu 4chan i podrzucili ją kilku komentatorom szczególnie atakującym Trumpa. W tej historii prostytutki były rosyjskie, a Trump wynajął je, by w moskiewskim hotelu Ritz obsikały łóżko, na którym wcześniej spał Barack Obama. Historia zaczęła krążyć w internecie, aż trafiła do senatora McCaina. Ten ją podrzucił dyrektorowi FBI, który miał sprawdzić jej autentyczność. Genialne służby amerykańskie – najlepsze na świecie i wszechwiedzące – nie były jednak w stanie wytropić źródła tej informacji (z czego hakerzy mieli niezły ubaw). Historia znalazła się za to jako opowieść o seksualnych perwersjach (#goldenshower - złoty prysznic) w tajnym raporcie na temat "haków" na Trumpa, który ponoć zebrali Rosjanie. Raport wyciekł do mediów i był omawiany między innymi przez CNN.
Jeśli reszta „niezbitych dowodów” o którym od jakiegoś czasu mówi McCain i podobni mu „geniusze” wygląda podobnie, to należy się spodziewać już wkrótce poważnych zmian w podręcznikach. Dzieci będą się uczyć o tym, do jak głębokiego upadku prowadzi długie przebywanie w kręgach władzy.
Odrębną kwestią jest upadek mediów („presstitutia”). Tak zwani "dziennikarze" na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Bywalcy 4chan.org nie pierwszy raz ośmieszyli media. Kiedyś ich ofiarą padł opiniotwórczy magazyn „Time”. Teraz wygłupił się CNN. W Polsce popis dał "skrzywdzony" usunięciem z TVP Kraśko. Na TVN-owskim kanale "Biznes i Świat" puścił fragment wypowiedzi w której Trump zapewnia, że informacje CNN to stek bzdur (w proteście odmówił odpowiedzi na pytania CNN) - nie informując nawet do czego to się odnosi. Komentarz utrzymany w stylu: te głupki głosujące na Trumpa na pewno mu uwierzą.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Internet sprawił, że pornografia stała się łatwo dostępna dla każdego. W USA, które jak wiadomo jest kolebką cywilizacji i wyznacza kierunki jej rozwoju, wymyślono „reality show” dla gwiazd porno. Główna nagroda w „Sex Factor” to milion dolarów. Kultura XXI wieku demokratyzuje się. Dlatego seks na wizji to także nie jest rozrywka elitarna. Wśród młodzieży dużą popularność zdobył tak zwany "snapping", czyli wysyłanie programem Snapchat zdjęć i krótkich filmów, które znikały po krótkiej chwili. Podobno wiele z tych zdjęć było delikatnie mówiąc nieprzyzwoitych. Przykrą niespodzianką dla wielu osób może być to, że ktoś jednak te transmisje monitorował i właśnie pojawiła się informacja o około 100tys zdjęć i filmów przygotowanych do publikacji. (Hackers Access At Least 100,000 Snapchat Photos And Prepare To Leak Them, Including Underage Nude PicturesRead). Widać wcześniejszy „wyciek” zdjęć nagich celebrytek z Hollywood to było tylko preludium tego co nas czeka. Duch czasu znajduje też odbicie w amerykańskim prawodawstwie. Pornografia w pruderyjnym społeczeństwie amerykańskim funkcjonuje dzięki prawu do wolności wypowiedzi. Jednak jej granice wyznaczało prawo do prywatności. To się jednak zmienia. Sąd oddalił sprawę pewnego podglądacza, który korzystając na nowoczesnych technologii filmował kobiety ubrane w spódnice od dołu. Sędzia uznał, że ktoś tak ubrany (czyli w spódnicę) w miejscu publicznym, w biały dzień, w obecności niezliczonych innych osób nie może liczyć na prawo do prywatności. Wiwat podglądactwo! Może rząd, to czemu nie może obywatel? W ramach wojny z ISIS pojawiło się na youtube nagranie z drona, na którym jeden z islamskich bojowników zaspokaja swe potrzeby seksualne z osłem. Warta wiele milionów dolarów technologia przydaje się jak widać nie tylko do bombardowania pakistańskich pastuchów....
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Nowoczesna reklama stara się być jak najmniej uciążliwa dla odbiorcy. Dlatego zamiast dostarczać niechcianych treści, stara się moderować strumień dostarczanych informacji. To jest podstawą działania dwóch gigantów internetu: Google i Facebooka. Obaj mają z tego tytułu problemy. Komisja Europejska chce nałożyć 3mld euro kary na Google za to, że firma manipulowała wynikami wyszukiwania promując własne usługi handlowe kosztem firm trzecich. Z kolei Facebook został oskarżony o pomijanie w wyświetlanych trendach treści konserwatywnych. Republikanie zażądali wyjaśnień, a nawet padła propozycja publicznego przesłuchania kierownictwa Facebook’a. Według nich to niedopuszczalne manipulowanie debatą publiczną i złamanie zasad neutralności internetu. Zuckenberg odrzuca zarzuty i zapowiada wewnętrzne śledztwo – by ustalić, czy pracownicy nie manipulują informacją.
Czy jednak każdego moderowania nie można nazwać „manipulacją” - nawet jeśli wykonuje to automat, a nie człowiek? Nie można się więc dziwić, że „święte oburzenie” republikańskich senatorów bywa komentowane z kpiną: może by się zajęli ważniejszymi sprawami?
Problem jest jednak poważny, ale leży w zupełnym braku dopasowania starych modeli funkcjonowania biznesu, mediów i polityki do nowoczesnych systemów informacyjnych. Polityka oparta na marketingu i biznes korporacyjny muszą prowadzić do manipulowania społeczeństwami – niezależnie od tego czy to się komuś podoba, czy nie.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko

W internecie jest dostępna ciekawa praca z kulturoznawstwa Mateusza Romanowskiego „Droga do wykluczenia - neoliberalizm jako doktryna i praktyka organizacji życia społecznego”. Praca dotyczy demokracji na poziomie samorządowym i jest próbą ukazania, jak działa dyskurs neoliberalny, próbą ukazania, jak bardzo zamknięty jest na rzeczywisty dialog i jak przyczynia się do wyznaczania granic demokratyczności i rzeczywistej partycypacji. Intencją autora było ukazanie makro-problemu (neoliberalizmu) w skali mikro.
Fragment podsumowania dokładnie ukazuje problem terroru ze strony „elity społeczeństwa” zgromadzonej wokół „przewodniej siły narodu”: Namacalna obecność obywateli powoduje natychmiastową reakcję, wywołuje mechanizm obronny, często słowną agresję. W pracy skupiłem się na analizowaniu stenogramów z sesji rad miasta i dzielnic a co za tym idzie pominąłem inne, bardziej bezpośrednie formy przemocy. Od zajmowania miejsc przeznaczonych dla mieszkańców przez radnych PO (opisywana powyżej rada dzielnicy Bemowo), po wyjątkowo drastyczne przejawy przemocy symbolicznej, w rodzaju wypuszczania wynajętych klaunów w celu ośmieszenia postulatów mieszkańców, przerywania wypowiedzi mieszkańców czy puszczania slajdów zarzucających im myślenie propagandowe (rada dzielnicy Bemowo i przedstawianie ajentów z wampirzymi zębami) albo bezrozumne (rada miasta, slajd z obrazem Goi i napisem „kiedy rozum śpi budzą się koszmary”). W czasach, kiedy tak dużo mówi się o społeczeństwie obywatelskim, nie ma miejsca na dyskusję i współdziałanie tylko na walkę, do której mieszkańcy są zmuszani przez brak innych form oporu. Jak pisała Chantal Mouffe: „społeczeństwo demokratyczne nie może traktować tych, którzy podważają jego podstawowe zasady jako uprawomocnionych adwersarzy”, władza oceniając „niepokornych” mieszkańców w kategoriach moralnych (a takie zarzuty w wypowiedziach radnych przewijały się bardzo często) nie daje im pola do działania politycznego. Terror racjonalności i słuszności, który formalnie dokonuje operacji od-ideologizowania polityki, zamiast stwarzać pole do dyskusji, dyskryminuje, umoralnia polityczne działania mieszkańców. Od-ideologizowanie polityki nie jest niczym innym, jak jej unieważnieniem, stworzeniem z polityki tematu, na który się nie dyskutuje, tematu należącego się i uzależnionego od władzy. Jest kastracją demokracji z „demos”.
Świat w skali makro różni się od tego w skali mikro jedynie tym, że więcej ludzi jest dotkniętych „terrorem racjonalizmu”. Deprecjonowane i ośmieszane są całe potężne grupy społeczne. Propagandowy atak na polskie społeczeństwo, w którym polskie tak zwane „elity” współdziałają z wrogimi nam ośrodkami na zachodzie jest czymś zupełnie niebywałym. Wczoraj jedna ze stacji informacyjnych (chyba Polsat News) kanwą do dyskusji o imigrantach uczyniła sondaż uliczny, w czasie którego ludzie mieli odpowiadać na pytanie: czy imigranci powinni przyjmować naszą religię? Jaki inny może być cel tak debilnego pytania, jak doprowadzenie problemu do absurdu?