- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Poniższy wykres wartości debiutów giełdowych (IPO) spółek „internetowych” wskazuje na to, że obecnie mamy do czynienia z powtórką z początku wieku. Wkrótce powinno więc nastąpić pęknięcie technologicznej bańki. Artykuł z którego pochodzi wykres jest odpowiedzią na inny tekst, w którym przedstawiono „dowody” na to, że mamy do czynienia z ogromną bańką spekulacyjną. Autor zwraca się jednak uwagę na to, że liczy się nie tylko wartość (niebieskie słupki), ale ilość debiutów (zielone strzałki). Jeśli to uwzględnimy – sytuacja nie wygląda tak groźnie.
Przy okazji pojawia się jednak kwestia adekwatności tak zwanej analizy technicznej do tego rodzaju prognoz. Aby zrozumieć sytuację giełdową spółek „internetowych”, konieczne jest zrozumienie zasad, na których zbudowano te biznesy. Wszystkie one powielają model Google, który udostępnia darmowe usługi, by zarabiać przy okazji na sprzedaży reklam. Niewyobrażalnie wielkie kapitały pozwalają na oferowanie usług lepszych niż konkurencja (która wszakże nie może także konkurować ceną). Ilość klientów zmierza ku całej aktywnej w internecie populacji planety.
Póki ten model biznesowy jest stabilny, nie ma najmniejszego znaczenia jakie aktualnie zyski (a w konsekwencji wskaźniki w rodzaju P/E) osiąga spółka. Liczy się tylko to, czy jest lub ma szansę zostać liderem w danym segmencie rynku. Widać to bardzo dobrze na przykładzie niedawnego debiutu Twittera, dla którego P/E wynosiło nieskończoność. W przypadku każdej z czołowych spółek internetowych wskaźnik ten był bez porównania wyższy, niż wartości z podręczników dla inwestorów (dla spółek z indeksu S&P500 średnie P/E waha się między 15 a 20).
Istnieje jednak „igła”, która może przekuć ten balon. Może mianowicie pojawić się nowy model biznesowy, w którym dochody rozkładałyby się między dostawców treści. Dotyczy to zwłaszcza „social media”. W takiej sytuacji mogłoby nastąpić masowe przejście klientów.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Opisana przez chińskiego ekonomistę wojna o pieniądz w wielu miejscach świata przybiera formę budowy struktur alternatywnych dla dominującego systemu finansowego. Polskie Radio poinformowało niedawno, że w Hiszpanii funkcjonuje już 70 społecznych walut. Wielkim zwolennikiem takich działań jest Julio Gisbert, autor popularnego w ogarniętym kryzysem kraju bloga "Vivir sin empleo" (czyli „Życie bez zatrudnienia” vivirsinempleo.org). W Katalonii trwają przygotowania do uruchomienia kolejnego tego typu projektu: euro-cat.cat. Projekt wspiera organizacja zrzeszająca drobne przedsiębiorstwa PIMEC, która 4 kwietnia br zorganizowała konferencję promocyjną. Mówcy jednoznacznie postrzegali tego typu projekty, jako alternatywę dla liberalnej ekonomii oraz bankowości odsetkowej.
Tego typu działania można porównać do partyzantki, gdyż w organizacji oporu wobec ekonomicznej agresji nie uczestniczą państwa.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Loren Thompson z Forbesa uważa, że Chiny nie zdetronizują USA w roli największej potęgi gospodarczej świata. Wylicza on pięć czynników, które stoją temu na przeszkodzie:
1. Ograniczenia geograficzne.
Thompson opisał to bardzo oględnie, ale odniesienie do doktryny Boskie Przeznaczenie(Manifest Destiny)wskazuje, że chodzi po prostu o agresywną politykę podbojów. Tymczasem Chiny chciałyby się rozwijać na swoim terytorium. Na zachodzie jałowy Tybet i pustynia Gobi. Na południu Himalaje odgradzające państwo od Indii. Na północy rozległe i w dużej mierze puste stepy odgradzające Chiny od Rosji. Na wschodzie rozciąga się największy ocean świata (ponad 6000 mil morskich między Szanghajem i San Francisco). Więc mogą sobie co najwyżej podbić Wietnam albo przyłączyć Tajwan.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Wśród amerykańskich inwestorów finansowych panuje nastrój niepewności. Ilustruje go poniższy obrazek – niedźwiedź (symbol bessy) czai się już za kulisami, gdy ktoś go powstrzymuje: jeszcze nie.

Niepokojące wieści zaczęły się pojawiać w środę. Wśród nich w komentarzach zwracano uwagę na kondycję gospodarki chińskiej, oraz na spekulacje dotyczące podwyżki stóp procentowych w USA. W efekcie główne indeksy giełdy amerykańskiej spadły do końca tygodnia o kilka procent. Podobno był to najgorszy tydzień od czterech lat.
Szczególny niepokój wzbudzają plany FED podniesienia stóp procentowych. Portal businessinsider.com opublikwał analizę, w której porównuje obecną sytuację do roku 1937. Wówczas także wydawało się, że amerykańska gospodarka wychodzi z kryzysu, ale nastąpił nierozważny krok FED, który miał bardzo opłakane skutki.
Autorzy zauważają jednak istotne różnice. Z jednej strony obecnie banki nie działają tak „po omacku” jak wówczas. Z drugiej zaś – raczej trudno będzie „poprawić” ewentualny niepożądany efekt wydatkami zbrojeniowymi – tak jak 80 lat temu.
Czasy są bardzo niepewne, a gospodarka światowa wciąż silnie uzależniona jest od dolara. Dlatego gwałtowne zmiany w USA mogą doprowadzić do jeszcze silniejszych reakcji na całym świecie.
W tej sytuacji zmniejszenie ryzyka kursowego w Polsce przez uregulowanie kredytów w CHF byłoby krokiem rozsądnym. Gdyby banki nie były tak pewne, że w razie czego NBP im pomoże w takiej skali, jakiej sobie zażyczą – pewnie same by parły do jakiegoś porozumienia.
- Szczegóły
- Kategoria: Wybór Ukrainy
Holenderscy śledczy już są niemal pewni, że samolot został trafiony rosyjskim pociskiem ziemia-powietrze „Buk”. Do ustalenia pozostaje, kto go wystrzelił – prorosyjscy terroryści, czy sami Rosjanie. Taką informację przekazał portal niezalezna.pl.
Ten sam portal cytował kilka lat wcześniej bardzo podobną w treści wiadomość: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił.”
Według redaktorów zapewne pierwsza wiadomość to najprawdziwsza prawda, a druga to podłe pomówienie motywowane politycznie.
Problem w tym, że informacja na temat zestrzelenia samolotu malezyjskiego wydaje się być tak samo wiarygodna, jak SMS na temat Smoleńska: „Mogę powiedzieć dokładnie, że oni nie mają racji”, — tak skomentował doniesienia ukraińskich mediów w wywiadzie dla sieci telewizyjnej Russia Today (RT) przedstawiciel państwowej prokuratury Holandii Wim de Bruin; podkreślił on również, że grupa ekspertów na razie nie jest gotowa do wyciągania jakichkolwiek wniosków.
Niedawno media zachodnie informowały, że holenderskie służby specjalne AIVD zostały oskarżone o utrudnianie śledztwa i ukrywanie dowodów w tej sprawie. Holendrzy są przekonani, że takie działania są motywowane politycznie. Być może chodzi jedynie o utrudnienie rodzinom ofiar dochodzenia odszkodowań od Ukrainy (która przecież walczy w imieniu „wolnego świata” z Putinem). Ale prawda może być o wiele gorsza.
