- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Zmiana polityki banku centralnego Rosji spowodowała, że kurs rubla wobec dolara spadł w dwa dni o kilka procent. Polskie media informują o tym ze zgrozą. „Rubel wciąż na równi pochyłej; rekordowy odpływ kapitału”, „Panika w Rosji. Rubel nurkuje, bank centralny przestaje bronić waluty”.
Teksty tych artykułów nie uzasadniają tezy o jakiejś katastrofie. Najwyraźniej redakcje ulegają stadnej propagandzie. Aby przeciwdziałać osłabianiu się rubla, bank centralny Rosji interweniował poprzez zmniejszanie rezerw walutowych. Teraz uznał, że lepiej zmniejszyć interwencje i pozwolić na to, by kurs waluty ustalił rynek.
Pojawiają się w tej sytuacji dwa pytania:
1. Co to oznacza dla przeciętnego Rosjanina?
2. Czy kurs może rzeczywiście wymknąć się spod kontroli i nastąpi finansowa katastrofa?
Współczesny system finansowy świata jest na tyle złożony, że precyzyjna odpowiedź na takie pytania jest niemożliwa. Oczywiście zapytani o to analitycy udzielają odpowiedzi. Jednak skala ich pomyłek świadczy o tym, że te odpowiedzi nie polegają na wyliczeniach, tylko zgadywaniu.
- Szczegóły
- Kategoria: Polemiki
Jak po każdych wyborach wraca opozycja „Polski jasnej” i „Ciemnogrodu”. Tym razem nawiązuje do niej, niejaki Czapiński. Równocześnie obawia się on, że „plama PiS” ze wschodu rozleje się na resztę Polski. Według tej koncepcji nagle ta reszta Polaków (nie skażona PiS'em) przestanie być wykształcona i drastycznie zmaleje ich samoocena. Myślę więc że w tej sytuacji nikt nie ma problemu z rozstrzygnięciem, kto tu naprawdę jest ciemny. Można się zatem zająć poważniejszym problemem: dlaczego ludzie opowiadający takie głupoty nadają ton tak zwanej debacie publicznej w III RP?
Teza jakiej chcę bronić jest taka, że pan Czapiński należy do ludzi do cna załganych. Dzięki temu doskonale czuje się w załganym kraju jakim jest IIIRP i może odgrywać w nim rolę „elity”. Sądzę, że przedstawiona na wstępie krytyka wystarczy, by uznać pana Czapińskiego za człowieka załganego (bo przecież profesor nie może być po prostu głupi i nie dostrzegać sprzeczności w swoich wywodach). Istotniejsza jest druga część powyższej tezy, dotycząca społecznego znaczenia takich postaw.
Czytaj więcej: O zakłamaniu i braku powagi – z dedykacją dla pana Czapińskiego
- Szczegóły
- Kategoria: Wojna cywilizacji
Niedawno Barack Obama chełpił się, że USA ma najlepszą armię na świecie i poradzą sobie z każdym problemem. Mówił między innymi, że jeśli gdzieś na świecie jest problem, to nikt nie dzwoni do Moskwy lub Pekinu, ale do Waszyngtonu. Jedno z drugim nie musi mieć jednak wiele wspólnego. Najgroźniejszym bokserem jest obecnie Władymir Kliczko. Ale jeśli ktoś chce spuścić manto swoim wrogom, to raczej poszuka jakiegoś osiłka lubiącego przywalić poza ringiem.
Także sprawność tej „najlepszej” armii budzi coraz więcej wątpliwości. Oto opis wydarzenia z wiosny tego roku na Morzu Czarnym: 10 kwietnia niszczyciel „Donald Cook” z pociskami manewrującymi „Tomahawk” wszedł na wody neutralne Morza Czarnego. Pojawienie się amerykańskich okrętów wojennych na tych wodach jest sprzeczne z Konwencją Montreux - o rodzaju i okresie pobytu na Morzu Czarnym okrętów wojskowych krajów, które nie mają dostępu do tego morza.
W odpowiedzi Rosja wysłała nieuzbrojonego Su-24 do oblotu amerykańskiego niszczyciela. Jednocześnie, jak twierdzą eksperci, był on wyposażony w najnowszy rosyjski kompleks walki radioelektronicznej. Według tej wersji „Aegis” już z daleka zauważył podejścia z powietrza, zabrzmiał alarm bojowy. Amerykańskie radary oszacowały kurs kolizji z celem. I nagle wszystkie ekrany zgasły, „Aegis” przestał działać, pociski nie mogły otrzymać informacji z nakierowaniem. A Su-24 w międzyczasie przeleciał nad pokładem niszczyciela, wykonał manewr chandelle i zasymulował atak rakietowy na cel. Potem zawrócił i powtórzył manewr. I tak 12 razy.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Opodatkowanie pracy jest jednym z ekonomicznych absurdów. Więc można by rzec, że każdy podatek od pracy jest za wysoki. Jak jednak Polska wypada na tle innych krajów? Według Eurostatu zupełnie nieźle. Jednak Eurostat nie bierze pod uwagę sprytnego podziału podatku o nazwie „składka ZUS” pomiędzy pracowników i pracodawców. Jeśli weźmiemy pod uwagę całość tych obciążeń, to okazuje się, że Polska ma jedne z najwyższych pozapłacowych kosztów pracy. Według Eurostatu 16,7%, a po uwzględnieniu całej składki 29,7%.
Niestety zamiast refleksji nad możliwością zmiany takiego stanu rzeczy, mamy przerzucanie się argumentami, mającymi pozory prawdziwości. Przykładem może być wskazany tekst w którym eksperci Związku Pracodawców Polskich gładko przechodzą od obliczeń dotyczących pozapłacowych kosztów pracy, do tezy o koszmarnie wysokich kosztach pracy w ogóle, a na koniec wiążą to z poziomem redystrybucji.
Udział kosztów pracy w PKB zmniejsza się w Polsce najszybciej ze wszystkich unijnych krajów i (, 7,8 pkt. proc. w ciągu 10 lat). W Polsce w 2012 r. udział płac w produkcie krajowym brutto stanowił 46 proc. […] Bardziej oszczędni od naszych są tylko pracodawcy na Litwie, Łotwie i Słowacji. W tych krajach udział wynagrodzeń w PKB jest jeszcze mniejszy. Średnia unijna wynosi natomiast aż 58 proc.
Znowu prawdziwe liczby i dyskusyjne wnioski. Prawdą jest, że pracownicy zarabiają mało jeśli wziąć pod uwagę możliwości gospodarki. Ale większości pracodawców po prostu nie stać na płacenie godnego wynagrodzenia, bo musieliby zwinąć biznes. Dlaczego?
Analiza „Polityki” jest interesująca, ale nie bierze pod uwagę wpływu otwartości naszej gospodarki. Z pozoru fakt, że wiele z „polskich” fabryk należy do obcego kapitału, nie ma większego znaczenia dla wyliczenia stosunku kosztów pracy do PKB. Do PKB wlicza się bowiem eksport netto. A więc produkty tworzone z części i surowców importowanych zwiększają PKB tylko w części stanowiącej wartość dodaną. Jednk nie uwzględnia się utraty części PKB poprzez transfer zysków. Gdyby cała wartość dodana stanowiła zysk, który został wytransferowany, to mielibyśmy PKB nie stanowiący w najmniejszym stopniu bogactwa społeczeństwa. Transfer zysków za granicę wynosi w Polsce 20-30mld USD rocznie. Do tego trzeba doliczyć kilka miliardów nielegalnych transferów i kilkadziesiąt miliardów kosztów finansowych związanych z zadłużeniem. Jeśli pomniejszymy PKB o te transfery, to okazę się, że koszty pracy stanowią sporo ponad 50% PKB.
Ale to nie wszystko! Weźmy przykład w skali mikro. Fabrykant kupił maszyny za 10mln zł i zatrudnił 50 pracowników dając każdemu 2tys netto. Fabryka ma obrót 5mln rocznie, a wynagrodzenia to jedynie półtora miliona – a więc 30% tej cząstki PKB. Jednak maszyny się zużywają (amortyzacja) jeśli uwzględnimy amortyzację i podatki – to może się okazać, że wynagrodzenia stanowią ponad 90% reszty. Dla pracodawcy są to więc koszty wysokie, a pomimo tego pracownicy nie są godnie wynagradzani. Tego nie da się zmienić bez zmiany ładu gospodarczego.
Na powyższych przykładach widać dlaczego PKB nie jest dobrą miarą bogactwa. Coraz częściej ta miara jest zresztą poddawana krytyce.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Z okazji wizyty Prezydenta Dudy w Chinach, odżywają nadzieje związane z budową przez Chiny Nowego Jedwabnego Szlaku. Jacek Bartosiak z "Nowej Konfederacji" twierdzi, że jednym z celów tej inwestycji jest transfer zgromadzonych oszczędności do realnej gospodarki. Gra idzie o to, aby w Polsce powstało końcowe centrum przesyłowe. Sprzyja nam położenie geograficzne i polityka. Podejrzliwy wobec Niemiec PiS nie pozwoli na to, aby to niemieckie firmy zawładnęły handlem z Chinami. Jednak ten projekt w oczywisty sposób mocno osłabi dolara. Bardzo wątpliwe, by Amerykanie pozostali bierni – a oni nad Wisłą mogą robić co chcą (może to ma związek z planami rozlokowania tu ich wojska?).