- Szczegóły
- Kategoria: 25 lat Trzeciej RP
Ludzie wpływowi zawsze starali się unikać konsekwencji swoich czynów. W czasach słusznie minionych poziom ich skuteczności wyznaczał dwa bieguny wolności. Dymisja prezydenta Nixona w USA pokazała, że nawet najwyższe stanowisko w państwie nie czyni człowieka bezkarnym. Tymczasem Sołżenicyn pisywał, jak w sowieckiej Rosji „genialny naukowiec” Miczurin kazał siać zboże na śnieg, bo jak śnieg stopnieje, to w sposób naturalny z wodą ziarno wsiąknie w ziemię. Gdy okazało się, że większość ziaren nie wzeszła – ukarano dyrektora PGR'u, który niezbyt starannie wykonał polecenia „geniusza”. Polsce bliżej było do sowietów. Do dzisiaj nie wiadomo, kto wymyślił genialną metodę projektowania żelbetu na granicy płynności (zaprzestano po pierwszej katastrofie), kto wyliczył, że na odpowiedniej głębokości nie trzeba zamulać wyrobisk górniczych (efekt: zapadające się ulice na Śląsku), czy wreszcie – kto zaplanował powszechną meliorację pól (to dlatego efekty suszy są tak dotkliwe).
Jednak dopiero w III RP sentencja „nie myli się tylko ten, kto nic nie robi” stała się prawem fundamentalnym. Po 1989 roku styropianowi kombatanci zaczęli obsadzać różne stanowiska nie bacząc na kompetencje. Bezkarność „mylenia się” zagwarantowali sobie w prawie. To dlatego zamiast odpowiadać przed sądem za czynione straty, straszą się do dzisiaj trybunałem stanu. Ten trybunał jest wyłącznie po to. Jeśli inżynier lub księgowy nawet w dobrej wierze zrobią coś źle – ponoszą tego konsekwencje. Z karnymi włącznie. Kiedy sprzedano na przykład „przez pomyłkę” PZU – nikt za to nie odpowiedział – pomimo wielomiliardowych strat. Nawet ujawnione przez komisję sejmową działania bezprawne pozostały bez prawnych konsekwencji. Takich „katastrof” jest bez liku.
Szczególnie bezkarnie czują się szkodnicy, którzy używają niszczycielskiej mocy słowa. Kiedyś – w czasach PRL'u ludzie w proteście spacerowali w porze Dziennika (czasem z telewizorem). Gdyby teraz chcieli się zachowywać adekwatnie - nie mogliby robić nic innego, tylko spacerować. Dlatego coraz więcej osób stara się unikać polityki. Znika ona jako temat dyskusji w rodzinie lub wśród znajomych. Utrwala się pogląd, że polityka to coś złego. A przecież to politycy decydują o naszej przyszłości i społeczeństwo powinno się interesować tym, co oni robią. Z drugiej strony trudno mieć pretensje o to, że w akcie desperacji większość społeczeństwa dokonuje abdykacji.
Ludzie operujący „złym słowem” po prostu dokonują zniszczenia tak zwanej „tkanki społecznej”. Najbardziej skuteczni w tym wcale nie są politycy. Nie brakuje dziennikarzy i ekspertów, którzy wykorzystując swoją pozycję najwyraźniej zmierzają wyłącznie do destrukcji. Do najbardziej jaskrawych głosów tego typu należy opinia prof. Marka Żylicza na temat konieczności wznowienia śledztwa smoleńskiego. Komentarze pod tekstem pokazują, że dla większości Polaków cel tego wystąpienia jest oczywisty: „Ci kretyni z PO obmyślili sobie , że jak wrzucą kłótnie o Smoleńsk - to spanie poparcie dla PIS i może ocala koryto”.
Kilka innych bieżących przykładów:
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - grexit
Grecki premier uzyskał obietnicę złagodzenia rosyjskiego embarga na greckie produkty. W zamian (?) wezwał do resetu w stosunkach UE z Rosją. Jednak Grecja pilnie potrzebuje pieniędzy na spłatę bieżących zobowiązań. Jeśli liczyli w tej kwestii na pomoc Rosjan, to spotkał ich zawód (skończyło się na obietnicach wsparcia wspólnych projektów). Dlatego chyba rację ma Piotr Aleksandrowicz, pisząc, że Rosja nie jest alternatywą dla Grecji. Niemniej stosunek do Rosji zaczyna coraz wyraźniej definiować nowe linie podziału w Europie. Co będzie, gdy ceny ropy wrócą w pobliże $100 za baryłkę i Rosja wyjdzie wzmocniona z obecnego kryzysu? Już dzisiaj widać, że atak ekonomiczny okazał się nieskuteczny (wszystkie wskaźniki pokazują powolną normalizację sytuacji).
- Szczegóły
- Kategoria: 25 lat Trzeciej RP
… ma się bardzo dobrze. W szeroko komentowanym przemówieniu Baracka Obamy w Warszawie padły słowa, które brzmią jak krytyka rządzącej u nas mafii:
"Przywódcy muszą spełniać wymogi zaufania publicznego i występować przeciwko korupcji, nie zaś ograbiać własnych obywateli"
"Prężne media i rozwijające się społeczeństwo obywatelskie trzyma przywódców w ryzach
odpowiedzialności – rządy bowiem istnieją po to, by stwarzać obywatelom możliwości rozwoju, nie zaś by ich stłamsić"
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Ogłoszona ostatnio przez Google zmiana strategii rozwoju Google+ jest de facto przyznaniem się do porażki w starciu z innymi portalami społecznościowymi. Poniższy wykres pokazuje wzrost ilości użytkowników Google+ (źródło):

Wzrost ilości użytkowników wiąże się z tym, że założenie konta Google+ umożliwia korzystanie z innych usług Google. Grubość linii oznacza aktywne korzystanie ze społecznościowych opcji Google+ (pisanie postów).
Google próbował konkurować z Facebookiem. Obecnie zamierza rozwijać tą usługę w kierunku udostępniania danych multimedialnych. Produkt zostanie podzielony na dwie części.
Według komentarzy Google nigdy nie wykazywał dostatecznej determinacji w rozwoju funkcji społecznościowych, spóźniał się z przechodzeniem na rozwiązania mobilne i traktował Google+ przede wszystkim jako narzędzie integracji swoich usług. Z całą pewnością nie był to produkt tak ważny dla firmy i jej twórców, jak choćby Google Maps. Jeden z głównych inżynierów pracujących przy Google+ opuścił firmę rok temu.
Na rynku globalnych portali społecznościowych pozostała więc tylko trójka: Facebook, Twitter i Linkedin. Z tym, że jedynie Facebook potrafi przekuć swoją pozycję na duże zyski.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - kredyty we frankach
Były prezes NBP odsłania kulisy szwindlów jaki robią w Polsce banki. Oto najciekawsze wątki jego wywiadu:
Żeby udzielić jakiejkolwiek pożyczki, bank powinien sfinansować ją pozyskanym depozytem. Ale w przypadku kredytów walutowych banki nie zbierały przecież depozytów we frankach i musiały znaleźć inne finansowanie. Zaczęły na masową skalę stosować zabezpieczenia, czyli pozyskiwać waluty za pomocą swapów. Były to instrumenty krótkoterminowe, często jednodniowe.
Kto wpadł na pomysł, by zaoferować nam kredyt walutowy? Inspiracja przyszła z zagranicy?
Jak wiele tego typu produktów. Przecież opcje walutowe także przyszły do nas z zagranicy. Jako produkt zabezpieczający opcja jest świetnym rozwiązaniem, ale nasze banki zaczęły sprzedawać ją jako odrębny produkt inwestycyjny. Przez kilka lat zarabiali na nich wszyscy, ale jak przyszedł kryzys, straty były niebotyczne. Bo na opcjach zarabia się miliony, ale jeśli się traci, to już setki milionów.[...]
Ale trzeba powiedzieć jasno: była grupa inwestorów zagranicznych działających na naszym rynku, która stosowała bardziej liberalne podejście do oceny ryzyka niż na własnym podwórku. Niektóre zagraniczne nadzory jasno określały, dla kogo jest kredyt walutowy – że może być tylko dla zamożnych klientów ze zdolnością kredytową rzędu 70 proc., a dopuszczalny okres udzielania pożyczek nie mógł być dłuższy niż 15 lat. A u nas? Okres życia kredytu w skrajnych przypadkach miał trwać nawet 40 lat, a kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości były standardem. Nierzadko trafiały się i na 120 proc.
Jako były prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki jest doskonale zorientowany w sytuacji. Ponieważ zaś jego bank nie brał udziału w tej akcji, a on jest poza branżą,, może o tym ze spokojem opowiadać. To co mówi pasuje zaś jak ulał do określenia III RP jako półkolonii obcego kapitału.