- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Polskie cycki promowane na "festiwalu" Eurowizji przegrały z brodą i cyckami z Austrii. Ciekawe co wygra za rok.
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gosp. - grexit
Grecki premier uzyskał obietnicę złagodzenia rosyjskiego embarga na greckie produkty. W zamian (?) wezwał do resetu w stosunkach UE z Rosją. Jednak Grecja pilnie potrzebuje pieniędzy na spłatę bieżących zobowiązań. Jeśli liczyli w tej kwestii na pomoc Rosjan, to spotkał ich zawód (skończyło się na obietnicach wsparcia wspólnych projektów). Dlatego chyba rację ma Piotr Aleksandrowicz, pisząc, że Rosja nie jest alternatywą dla Grecji. Niemniej stosunek do Rosji zaczyna coraz wyraźniej definiować nowe linie podziału w Europie. Co będzie, gdy ceny ropy wrócą w pobliże $100 za baryłkę i Rosja wyjdzie wzmocniona z obecnego kryzysu? Już dzisiaj widać, że atak ekonomiczny okazał się nieskuteczny (wszystkie wskaźniki pokazują powolną normalizację sytuacji).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
W ostatnim czasie miało miejsce kilka zdarzeń, które kładą się cieniem na odwieczny polsko-amerykański sojusz. Politycy i dziennikarze przekonani, że to USA jest gwarantem naszej wolności i w ogóle dobrobytu we wszechświecie (a przynajmniej w naszej galaktyce) muszą przeżywać trudne chwile.
1. Najpierw dyrektor FBI przeoczył, że w Polsce mamy kampanię wyborczą i trzeba trochę poudawać posiadanie honoru, dumy narodowej i tak dalej. W innym okresie szybciej można by się spodziewać wezwania w szmatławcu Michnika, do upowszechnienia w Polsce włosiennic w pokucie za wymordowanie żydów, niż wyrazów oburzenia za zrównanie Polaków z Niemcami (tak, tak: media pisały o „Niemcach”, a nie jakichś „hitlerowcach”, czy „nazistach”). Prezydent Komorowski, który bez wątpienia należy do czytelników wspomnianego wyżej „organu”, pewnie dalej knułby jak tu sprzedać Lasy Państwowe i zapłacić żydom haracz. Najpierw jednak musi wygrać wybory – chyba nawet Holocaust Industry to rozumie? Więc Komorowski szuka kompromisu, między swą usłużnością a wymogami kampanii wyborczej:
Oceniam jako niesłychanie korzystne, jeśli chodzi o relacje międzypaństwowe i między społeczeństwami. Oczywiście każde tego rodzaju wydarzenie kładzie się jakimś cieniem, ale to nie może oznaczać i - w moim przekonaniu - nie ma takiego skutku w postaci zmniejszenia pozytywnych elementów w relacjach wzajemnych, zarówno między państwami, jak i społeczeństwami - powiedział Komorowski.
I u przyjaciół - dodał - "zdarzają się rzeczy, wypowiedzi, przykre, błędne, szkodliwe". - Trzeba je napiętnować, trzeba je poprawiać, trzeba im przeciwdziałać, ale to nie oznacza, że mamy przestać traktować Stany Zjednoczone jako najważniejszego polskiego sojusznika - powiedział prezydent.
Od dawna wiadomo, że takie duperele jedynie wzmacniają naszą „odwieczną przyjaźń”. Doskonale rozumieją to w Waszyngtonie, gdzie rząd zakazał dyrektorowi FBI przepraszania Polaków.
Czytaj więcej: Stosunki Polski z USA wkraczają w okres "szorstkiej przyjaźni".
- Szczegóły
- Kategoria: 25 lat Trzeciej RP
Ludzie wpływowi zawsze starali się unikać konsekwencji swoich czynów. W czasach słusznie minionych poziom ich skuteczności wyznaczał dwa bieguny wolności. Dymisja prezydenta Nixona w USA pokazała, że nawet najwyższe stanowisko w państwie nie czyni człowieka bezkarnym. Tymczasem Sołżenicyn pisywał, jak w sowieckiej Rosji „genialny naukowiec” Miczurin kazał siać zboże na śnieg, bo jak śnieg stopnieje, to w sposób naturalny z wodą ziarno wsiąknie w ziemię. Gdy okazało się, że większość ziaren nie wzeszła – ukarano dyrektora PGR'u, który niezbyt starannie wykonał polecenia „geniusza”. Polsce bliżej było do sowietów. Do dzisiaj nie wiadomo, kto wymyślił genialną metodę projektowania żelbetu na granicy płynności (zaprzestano po pierwszej katastrofie), kto wyliczył, że na odpowiedniej głębokości nie trzeba zamulać wyrobisk górniczych (efekt: zapadające się ulice na Śląsku), czy wreszcie – kto zaplanował powszechną meliorację pól (to dlatego efekty suszy są tak dotkliwe).
Jednak dopiero w III RP sentencja „nie myli się tylko ten, kto nic nie robi” stała się prawem fundamentalnym. Po 1989 roku styropianowi kombatanci zaczęli obsadzać różne stanowiska nie bacząc na kompetencje. Bezkarność „mylenia się” zagwarantowali sobie w prawie. To dlatego zamiast odpowiadać przed sądem za czynione straty, straszą się do dzisiaj trybunałem stanu. Ten trybunał jest wyłącznie po to. Jeśli inżynier lub księgowy nawet w dobrej wierze zrobią coś źle – ponoszą tego konsekwencje. Z karnymi włącznie. Kiedy sprzedano na przykład „przez pomyłkę” PZU – nikt za to nie odpowiedział – pomimo wielomiliardowych strat. Nawet ujawnione przez komisję sejmową działania bezprawne pozostały bez prawnych konsekwencji. Takich „katastrof” jest bez liku.
Szczególnie bezkarnie czują się szkodnicy, którzy używają niszczycielskiej mocy słowa. Kiedyś – w czasach PRL'u ludzie w proteście spacerowali w porze Dziennika (czasem z telewizorem). Gdyby teraz chcieli się zachowywać adekwatnie - nie mogliby robić nic innego, tylko spacerować. Dlatego coraz więcej osób stara się unikać polityki. Znika ona jako temat dyskusji w rodzinie lub wśród znajomych. Utrwala się pogląd, że polityka to coś złego. A przecież to politycy decydują o naszej przyszłości i społeczeństwo powinno się interesować tym, co oni robią. Z drugiej strony trudno mieć pretensje o to, że w akcie desperacji większość społeczeństwa dokonuje abdykacji.
Ludzie operujący „złym słowem” po prostu dokonują zniszczenia tak zwanej „tkanki społecznej”. Najbardziej skuteczni w tym wcale nie są politycy. Nie brakuje dziennikarzy i ekspertów, którzy wykorzystując swoją pozycję najwyraźniej zmierzają wyłącznie do destrukcji. Do najbardziej jaskrawych głosów tego typu należy opinia prof. Marka Żylicza na temat konieczności wznowienia śledztwa smoleńskiego. Komentarze pod tekstem pokazują, że dla większości Polaków cel tego wystąpienia jest oczywisty: „Ci kretyni z PO obmyślili sobie , że jak wrzucą kłótnie o Smoleńsk - to spanie poparcie dla PIS i może ocala koryto”.
Kilka innych bieżących przykładów:
- Szczegóły
- Kategoria: Konserwatywna Polska
Spirala konfliktu w Polsce nakręca się coraz bardziej. Do akcji wkroczył Sąd Najwyższy. Gdy jedna z posłanek nazwała ich „zespołem kolesi” - swoje oburzenie wyraziły stowarzyszenia sędziów. Tym sposobem konflikt między TK a sejmem został przekształcony w totalną wojnę między władzą sądowniczą a większością sejmową. Najgorsze jest to, że konflikt nie ma charakteru merytorycznego sporu – więc jest nierozwiązywalny.
Tego rodzaju konfliktów po prostu należy unikać. Wystarczy zachować kilka prostych zasad – znanych każdemu, kto uczestniczy w cywilizowanej debacie:
1. Zasada życzliwej lektury. Wiele słów można interpretować na różne sposoby. Zasada ta nakazuje interpretacje najbardziej korzystne dla autora wypowiedzi. W Polsce jest przyjmowana zasada dokładnie odwrotna (jednym z nielicznych polityków, którzy nie dają się w to wciągać jest Mateusz Morawiecki).
2. Cokolwiek robisz – patrz końca. Dotyczy to także konfliktów. To jasny cel, a nie emocje powinny kierować stronami konfliktu (mistrzami w takich negocjacjach są Chińczycy). Jaki cel przyświeca politykom i dziennikarzom nakręcającym konflikt Polsko-Rosyjski? Rozpad Rosji? Co chce osiągnąć opozycja? Dymisję rządu i przedterminowe wybory? Obcą interwencję? Wojnę domową? Wszystkie te hipotetyczne cele są delikatnie mówiąc niemądre. Dlatego wielce prawdopodobne jest, że tak naprawdę politycy działają pod wpływem emocji – bez względu na konsekwencje.
3. Rozmowa zapobiega konfliktom. Po to Bóg dał człowiekowi zdolność mówienia, aby z niej korzystał. Gdy strony konfliktu nie rozmawiają ze sobą, ale w izolacji nakręcają się w wrogości – konflikt przeradza się w nienawiść, a nienawiść w wojnę. Dla polskich polityków rozmowa nie jest ulubioną formą ekspresji. Wolą oświadczenia, listy otwarte i przesłuchania. Oni już chyba nawet nie umieją rozmawiać – co widać, gdy spotykają się czasem na antenie radia lub telewizji.
4. Miej szacunek dla prawdy. Możesz nie szanować przeciwnika. Ale gdy kłamiesz lub manipulujesz ignorując zasady logiki, to nie szanujesz także siebie. Władza, która nie ma szacunku do samego siebie – nie szanuje nikogo.
I na koniec dodatek ekstra dla posłanki, która obraziła władzę najwyższą (to słynne „państwo w państwie”). Mądrość ludowa mówi: 'nie rusz g…., to nie będzie śmierdzieć'. Rząd i sejm mają naprawdę wiele do zrobienia w Polsce i nie muszą dodatkowo angażować się w wojnę z „państwem w państwie”. Zwłaszcza – że przecież kluczowy element w łańcuszku „sprawiedliwości” ma pod kontrolą. Regułkę odmowy wszczęcia mają opanowaną i przećwiczoną.