A
  • Przegląd
  • Społeczeństwo sieci
    • Otwarta edukacja
    • Technologia i społeczeństwo
  • Argumenty
    • Najnowsze
    • Najczęściej czytane
    • Argumenty: rss
    • Projekt
    • Co piszą inni...
    • Krótko
    • Polemiki
  • Godne społeczeństwo
  • Gospodarka
    • Monitor gospodarczy
    • Monitor gospodarczy - chf
    • Monitor gospodarczy - grexit
    • Monitor gospodarczy - górnictwo
    • Historia gospodarcza
    • Przedsiębiorczość
  • Polskie drogi
    • Stan bezprawia
    • 25 lat
    • Reformatoł
    • Konserwatywna Polska
    • Kronika upadku
  • Geopolityka
    • Wojna cywilizacji
    • Wybór Ukrainy
    • Teoria spisku
  • Filozoficznie
    • Refleksje
    • Kościół
  • Dialogi z AI
  • Wszystko

Odrażający, brudni, źli

Szczegóły
Kategoria: Krótko
Opublikowano: 04 czerwiec 2015

Po tajnej naradzie miłującej pokój i pojednanie przewodniej siły narodu, „czołowi politycy” PO dzielą się wnioskami. Iwona Śledzińska-Katarasińska mówiła w TV, że platformie została przyklejona „gęba”, a oni nie potrafili społeczeństwa przekonać, że nie są tacy źli.

Tymczasem „Rzeczpospolita” ujawnia, jak ma wyglądać to przekonywanie: PO zatrudniła internetowych hejterów. Setka ludzi + rodziny polityków będą w internecie przekonywać, że to PiS jest zły. Rola hejterów jest zawsze negatywna (nazwa wywodzi się od słowa „nienawiść”). Nijak więc nie da się w ten sposób przekonać społeczeństwa, że platformersi to aniołki, a nie żadna mafia. Na razie więc udaje się im jedynie ugruntować opinie o własnej głupocie.

Sądząc po komentarzach pod najnowszą informacją o Pawle Kukizie, platformerskie heitery poszły w internet. Efekty dość żałosne i łatwe do zidentyfikowania. Niemniej jakieś ostrzeżenia dla zwykłych użytkowników internetu by się przydały:


 

Czy można „zamknąć” internet?

Szczegóły
Kategoria: Społeczeństwo sieci
Opublikowano: 08 grudzień 2015

Jeśli establishment całego świata potraktować jako jedną klasę polityczną, to bez wątpienia największym jej zmartwieniem jest obecnie kandydujący na prezydenta USA Donald Trump. Nic więc dziwnego, że każdy krok tego polityka i przedsiębiorcy jest śledzony w poszukiwaniu „wpadek”, które mogą go zdyskredytować. Tym razem chyba się udało. Na polskojęzycznych stronach można znaleźć informację, że „Donald Trump chce zamknąć internet”: Kandydat na prezydenta stwierdził, że "trzeba coś zrobić z internetem", bo jest używany do "radykalizowania" ludzi. Zapowiedział, że będzie chciał spotkać się z Billem Gatesem, by lepiej zrozumieć, jak działa sieć i jak można ją "zamknąć".

Na tym przykładzie dobrze widać, czym różni się debilna polska (?) propaganda od amerykańskich wzorców. Amerykanie nie posuwają się do tak ordynarnych manipulacji, ale dodają komentarz „autorytata” - w tym wypadku Jeffa Bezosa – szefa Amazonu, który w komentarzu na Twitterze stwierdził, że to Trump stanowi największe zagrożenie i należałoby go wysłać w kosmos.

Donald Trump zauważył (co jest zgodne z prawdą), że islamiści z Daesz wykorzystują internet do werbowania zwolenników i komunikacji z nimi. Dlatego należałoby w niektórych obszarach wyłączyć dostęp do internetu. Jak to zrobić? Trzeba pogadać z ludźmi, którzy się na tym znają – na przykład z Billem Gatesem.

Czy wypowiedź Trumpa jest tak głupia, jak się wydaje? Czy odcięcie od internetu jakiegoś państwa lub obszaru nie jest możliwe?

Może nie w 100%, ale przecinając światłowody łączące kontynenty można poważnie zakłócić funkcjonowanie nawet całego internetu. Jeszcze prościej jest po prostu odciąć dopływ zasilania – co przecież niedawno paru Tatarów pokazało na przykładzie Krymu. Skoro wszyscy niby się zgadzają z tym, że Daesz należy zniszczyć to w czym problem? Można nawet ogłosić dokładne daty bombardowań poszczególnych elektrowni i węzłów sieci – aby uniknąć zbędnych strat w ludziach. Problem jednak jest, gdyż Daesz to w rzeczywistości nie jest odrębne państwo, ale zajęte obszary Syrii i Iraku. Te państwa chyba nie będą zaś zbyt chętne do niszczenia własnej infrastruktury.

Na szczęście aby odciąć Daesz od internetu nie trzeba nawet tak drastycznych środków. Chińczycy od dawna skutecznie cenzurują internet, więc w takim policyjnym państwie jak USA to na pewno jest także możliwe. Tyle, że władze musiałyby przyznać jaki naprawdę jest zakres „wolności słowa” (Trump twierdzi, że tym pojęciem szermują tylko głupcy). Prace nad „odcięciem” USA od internetu prawdopodobnie są prowadzone. Eksperyment z zablokowaniem internetu zrobiono także w Rosji. Ma to polegać na skoordynowanych działaniach wszystkich kluczowych dostawców internetu. Idąc tym tropem można znaleźć najbardziej skuteczną metodę odłączenia jakiegoś terytorium od internetu. Firma Renesys przeanalizowała pod tym kątem różne kraje i okazalo się, że w 61 krajach za komunikacje ze światem zewnętrznym odpowiedzialny jest jeden lub dwóch operatorów. Tam wystarczy odpowiedni rozkaz ze strony rządu lub nawet atak fizyczny, aby pozbawić obywateli łączności. W Polsce jest to 40 operatorów:

W Syrii jest dokładnie jeden operator, a odcięcie internetu było tam już ćwiczone (nie było łączności przez 52 godziny).

Swoboda dostępu do internetu i wielotorowość komunikacji jest w dużym stopniu fikcją i nie trzeba Billa Gatesa aby to zrozumieć (tak naprawdę to gdyby Gates „znał się” na internecie, to pewnie byłby nadal strategiem Microsoftu ;-)). Każdy komputer przyłączony do sieci dostaje swój adres IP, który jest zależny od urządzenia (routera) sterującego danym segmentem sieci. Nawet takie najprostsze routery za kilkaset złotych mają równocześnie wbudowane mechanizmy filtrowania (firewall), co daje teoretyczną możliwość pełnej kontroli – przynajmniej sieci naziemnej. Pozostaje oczywiście jeszcze łączność satelitarna. Jednak Daesz nie posiada swoich satelitów.

Wprowadzając odpowiednie regulacje międzynarodowe można zmusić operatorów do zastosowania odpowiednich filtrów. Gdyby dzięki internetowi ludzie na masową skalę odłączali się od źródeł mądrości opanowanych przez bankierów, „ekspertów” od globcio itp…, to wprowadzenie kontroli internetu nie zajęłoby tym obłudnikom więcej niż tydzień.

Ekonomiści w natarciu

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 27 maj 2016

Jesteśmy głupcami nie rozumiejącymi coraz mniej z tego co się dzieje, a każda złotówka wydana na ekonomiczne instytuty to pieniądze wyrzucone w błoto. Gdyby ekonomiści mieli choć odrobinę przyzwoitości – takie właśnie powinni wydać oświadczenie. Każdy jednak musi z czegoś żyć. Eksperci od ekonomii też – więc tworzą swe bombastyczne prognozy, dbając o to, aby były po myśli możnych tego świata.

Ile te prognozy są warte najlepiej widać po cenach ropy naftowej:

  • wrzesień 2014: Baryłka ropy Brent crude z Morza Północnego może stanieć w najbliższych latach do 90 USD/b do końca 2015 r. i 85 USD/b do końca 2016 r. – przewidują ekonomiści ośrodka analitycznego Capital Economics.

  • W połowie 2015 roku eksperci ostrzegają, że ceny ropy naftowej w USA mogą spaść nawet do 10 dolarów za baryłkę.

  • Na początku 2016 roku – gdy na rynki wszedł Iran, analitycy ostrzegali, że surowiec może kosztować tylko 20 dolarów za baryłkę. Niektórzy jednak mówią: "Ropa po 20 dolarów za baryłkę? Zapomnij! Nawet po 10 USD". Podobnie przewidywał „słynny inwestor” Dennis Gartman: załamanie cen ropy może okazać się nową normą.

  • Potem było fiasko rozmów OPEC, po którym przewidywano: ropa drożeć nie będzie.

Tymczasem cena ropy przekroczyła właśnie 50 dolarów za baryłkę. Co ciekawe – w notatce na temat fiaska rozmów krajów OPEC pojawiła się informacja, że na taką właśnie cenę ($50) ubezpieczali się w połowie kwietnia przewoźnicy. To co jest nieodgadnione dla ekspertów okazuje się więc możliwe do ogarnięcia przez ludzi, których biznes zależy od tych cen.

Cena ropy nie jest tym samym, co cena kartofli. To podstawowy surowiec dla przemysłu. Przyznanie, że nie mamy wiedzy na temat tego - jak ta cena będzie się kształtować w przyszłości jest więc równoznaczne z wnioskiem, że przyszłość gospodarki jest jedną wielką niewiadomą. Jednak ekonomiści posiadają umiejętność formułowania fachowych prognoz bez jakiejkolwiek wiedzy. Wystarczy publicystyczne hasło, które będąc często powtarzanym stereotypem wygląda na prawdę. Tak właśnie należy rozumieć zatroskanie Bloomberga o Polskę: wzrost jest zbyt wolny aby dogonić Europę.

W czasie gdy unijni biurokracji martwią się stanem polskiej demokracji, unijni ekonomiści martwią się polską gospodarką. To nic, że rozwija się dobrze – ale przecież nie tak dobrze, jak rozwijałaby się bez PiS.

Polska usiłuje od lat „dogonić zachód”. Nie za bardzo wiadomo jakie są reguły tych zawodów, ale są. Nikt ich nie widział, ale są na pewno. Inaczej ludzie nie poświęcaliby przecież życia na „doganianie”. Niewyobrażalne są cierpienia „doganiaczy” z powodu ignorowania oczywistych dla nich zasad doganiania przez nowe władze – na dodatek z poparciem większości społeczeństwa.

No jak tak można! Jest powód do zmartwienia (choć oczywiście Bloomberg nie napisze, że każda próba wzrostu gospodarczej suwerenności to koniec marzeń o „dogonieniu”).

Czytaj więcej: Ekonomiści w natarciu

Czy Węgrzy mają prawo do własnej drogi?

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 18 maj 2013

Opublikowano niedawno apel węgierskich intelektualistów, obawiających się zbrojnej interwencji w ich kraju. W tle jest oczywiście polityka gospodarcza premiera Orbana.

Jak twierdzą analitycy BNP Paribas: rząd Węgier zdołał usunąć lub odwrócić najważniejsze czynniki nierównowagi makroekonomicznej, znacjonalizował prywatne fundusze emerytalne, a dzięki poprawie kondycji finansów publicznych w latach 2013-15 planuje zwiększenie wydatków na inwestycje. Stwarza to obiecującą perspektywę dla ożywienia. [...]

W I kwartale 2013 r. gospodarka Węgier wyszła z recesji i osiągnęła nieoczekiwanie wysokie tempo ekspansji 0,7 proc. w ujęciu kwartalnym, wobec -0,9 proc. rdr. W tym samym kwartale polski PKB wzrósł o 0,4 proc. rdr i 0,1 proc. kdk - wynika z wstępnych danych z ostatnich dwóch dni.[...]

Teraz strukturalny deficyt budżetu i deficyt finansów publicznych jest pod kontrolą, a saldo obrotów bieżących jest dodatnie.

Węgierski program konwergencji przedłożony Komisji Europejskiej przez Budapeszt przewiduje, iż rządowe inwestycje przyrosną z 3 proc. PKB w 2012 r. do 4,8 proc. PKB w latach 2014-15.

 

Kluczem do sukcesu okazało się duże i szybkie oddłużanie oraz renacjonalizacja niektórych gałęzi gospodarki. Relacje nieprzyjaznego Orbanowi dziennikarza zawierają (poza jawnie antyrządową retoryką) ciekawe informacje na ten temat. Państwowy koncern MVN prawdopodobnie przejmie aktywa prywatnych E-ON i MOL i „stanie się prawdziwym, państwowym gigantem łączącym prąd z gazem, a to wszystko z telekomunikacją”. Na dodatek Orban jednoznaczne wspiera powrót do rolnictwa opartego na małych, rodzinnych gospodarstwach rolnych, uważając, że one też mogą być konkurencyjne, jeżeli działają w takich dziedzinach produkcji rolnej, gdzie wartość dodana jest większa dzięki intensywniejszej pracy ludzi. Wskazują na zachodnie przykłady współpracy poziomej między małymi gospodarstwami oraz samoorganizacji umożliwiającej stawanie jak równy z równym z wielkimi sieciami detalicznymi.

Suwerenność gospodarcza była jednym z głównych tematów konferencji na temat gospodarki Węgier, która odbyła się rok temu na UW.

 

Ostatnio Victor Obran dał się sprowokować i zareagował na słowa Angeli Merkel o sprowadzaniu Węgier na właściwą drogę. Bardzo pouczającym jest porównanie relacji z tego wydarzenia

na portalu wpolityce.pl oraz na portalu w gazecie "Rzeczpospolita”

Odrobina optymizmu

Szczegóły
Kategoria: Krótko
Opublikowano: 11 listopad 2014

Zaczyna pękać monolit, jakim była polska „pseudoelita”. Do niedawna była tylko jedna narracja i jedna strategia. Wykluczenie wszelkimi możliwymi metodami inaczej myślących, a potem ubolewanie, że oni nie potrafią dorosnąć do roli światłych Europejczyków.

 

Najbardziej nieznośne jest przekonanie, że wykształcenie i elokwencja są wyznacznikiem kultury. Można odwalać najgorszą chamówę, byle było „kulturalnie”. A więc nie „odwalanie chamówy” (bo to ta wredna opozycja), tylko co najwyżej „płomienna polemika”.

 

Coroczna celebracja Święta Niepodległości była okazją, żeby poubolewać nad tym, że naród nie dorasta do demokracji. A także nad tym, że „dlaczego nie możemy świętować razem”. Gdyby nieszczęście hitleryzmu wydarzyło się w Polsce, to pewnie Hitler spocząłby na Powązkach, a „elyta” też chciałaby wspólnej celebracji rocznicy jego śmierci.

 

W tym roku jednak coś się zmieniło. Telewizyjna relacja była bardziej obiektywna i rzetelna. Na dodatek wśród komentatorów zamiast naindyczonego i oburzonego „autoryteta moralnego”, pojawiła się młoda pani socjolog, która z naturalnym uśmiechem (bynajmniej nie uśmiechem politowania a'la Szeinfeld) wyraziła opinię, że Polska jest fascynującym krajem, bo nasze spory są takie gorące. Czyżby następowała zmiana pokoleniowa?

 

A może te coś innego się zmienia, skoro nawet pani Magdalena Środa mówi bez ogródek, że telewizja pana Wajdy i jego kumpli nadaje gówno (podobnie zresztą jak TVP). W tym przypadku trudno zresztą odmówić jej racji.

  1. Google uznaje swoją porażkę
  2. Banderowcom wolno więcej?
  3. Koniec banków jakie znamy?
  4. Nie ma mocnych
  5. Astrolog wieszczy katastrofę!

gospodarka

Godne społeczeństwo

Monitor gospodarczy

Monitor gosp. - Górnictwo

Monitor gosp. - kredyty we frankach

Monitor gosp. - grexit

Historia gospodarcza świata

Przedsiębiorczość

społeczeństwo sieci

otwarta edukacja

Społeczeństwo sieci

Filozoficznie

Kościół

Refleksje o życiu

Redakcyjne

Krótko

Projekt

Zwróć uwagę

Polemiki

Wybory prezydenckie w USA

Prezentacje

Geopolityka

Wybór Ukrainy

Wojna cywilizacji

Teoria spisku

Geopolityka - Bliski Wschód

Polskie drogi

Konserwatywna Polska

25 lat Trzeciej RP

Stan Bezprawia

Wojna polsko-polska

Polska na poważnie

Reformatoł

Dialogi z AI

Strona 143 z 519

  • 138
  • 139
  • 140
  • 141
  • 142
  • 143
  • 144
  • 145
  • 146
  • 147

www.argumenty.net


^TOP^

© 2026 argumenty.net