- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Kiedyś firma Microsoft była potężnym monopolistą, który wyznaczał kierunki rozwoju informatyki. Dzisiaj nadal jest to potężna firma, zatrudniająca najzdolniejszych inżynierów. Jednak jej zniknięcie byłoby dla rozwoju branży bez znaczenia. Wielu użytkownikom ich Windows może wydawać się, że oni zajmują się głównie wymyślaniem coraz bardziej absurdalnych zmian, które mają uzasadnić kupno nowej wersji tego systemu.
Firma Google dokonała czegoś, co wydawało się niemożliwe: zdetronizowała Microsoft. Podstawą sukcesu nie okazał się lepszy produkt, ale lepszy model biznesowy, bardziej pasujący do nowego rynku – internetu. Ten model biznesowy opiera się na budowaniu sieci użytkowników poprzez dostarczaniu doskonałych usług i produktów – w większości darmowych. Taka sieć pozwala na sprzedaż reklam, które stanowią potężne źródło dochodu.
Jednak nowe inwestycje firmy są poszukiwaniem innych kierunków rozwoju, a nie wzmacnianiem pozycji na rynku sprzedaży reklam. Nie zanosi się na to, aby roboty czy samodzielne samochody pozwoliły na zbudowanie intratnego biznesu. Podobnie jak system Android, na którym Google nie zarabia.
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko
Cały świat potępia morderców z Paryża. W Paryżu ktoś koło meczetu podłożył bombę, ale według policji to nie ma żadnego związku z atakiem na redakcję czasopisma! Zewsząd płyną deklaracje ludzi, którym wydaje się to ważne, że oni też są Charlie Hebdo. Wiele czasopism i portali: od lewicy do prawicy opublikowało obrzydliwe bochomazy tych „satyryków”. Nawet Marie Le Pen, która niedawno mówiła, że islamiści okupują przestrzeń jej kraju, wzywa: „Nie możemy dopuścić by terroryści wykopali rów między obywatelami Francji wyznającymi religie muzułmańską a resztą obywateli”. Takiej histerii nie było ani po zamachu w Madrycie, ani po zamachach w Londynie. Podobno dlatego, że teraz zaatakowano coś więcej, niż jakiś motłoch, a mianowicie „wolność słowa”. Gdy w sercu Europy doszło do mordu politycznego, to był tylko zwykły wybryk? Bo zabito jakiegoś tam trzeciorzędnego „PISdzielca” z Polski? „Każdego roku, pierwszej dekadzie XXI wieku, zginęło 160 tyś. wyznawców Chrystusa. Oznacza to, że co pięć minut ginie chrześcijanin za wiarę. Jest to prawdziwy holokaust, o którym niestety bardzo niechętnie się mówi”. Jak to „niechętnie się mówi”? Mówią o tym ksieża, a czasem problem publicznie podnoszą chrześcijańscy politycy (których z jakichś powodów dopuszczono do stanowisk na których mogą zabierać głos). A media mają „wolność słowa” po to, żeby pisać o tym co chcą.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
W analizach wykorzystania technologii mobilnych (takich jak ta) zwraca uwagę wielkość czasu jaki poświęcamy na rozrywkę:
Można się spierać, czy to dobrze, czy też źle. Chyba najbezpieczniej jest po prostu traktować te dane jako obraz rosnących możliwości. Wiele ludzi ma dużo możliwości miłego spędzania czasu. Jeśli sprzyja to ich rozwojowi, to dobrze. Jeśli zaś niszczy ich wrażliwość i powoduje otępienie to źle.
Czasem trudno rozgraniczyć pracę od zabawy. Czy na przykład konstruktor urządzenia do wspinaczki po gładkich ścianach tracił bezsensownie czas, czy wykonał kawał dobrej roboty:
- Szczegóły
- Kategoria: Polskie drogi
Tak się złożyło, że w dniu debaty o potrzebie reform ustrojowych w Polsce (PWSTE w Jarosławiu 19 kwietnia 2015), ten sam temat podjęła redakcja „Rzeczpospolitej”. Na jej łamach Bogusław Chrabota twierdzi, że potrzebna jest nowa konstytucja: myślmy o nowej konstytucji, by wzmocniona władza mogła podjąć nowe, trudne wyzwania.
Zupełnie inne wnioski wynikają z jarosławskiej debaty. Sytuacji o której pisze Chrabota nie da się przezwyciężyć poprzez inna organizację władz, które pochylą się nad problemami i je rozwiążą. W to mogą uwierzyć tylko ci, którzy zastanawiają się, dlaczego ludzie nie są zadowoleni pomimo ewidentnych sukcesów. W Jarosławiu panowało przekonanie, że najpierw należy zidentyfikować realne problemy i znaleźć ich źródła, a później wybrać władze zdolne do naprawy sytuacji. Najdalej idącym postulatem był powrót do idei Pacta Conventa, czyli zobowiązań królów elekcyjnych, przyjmowanych przed ich wyborem. Panowało przekonanie, że ponad władzą polityczną dominują dwa nowe rodzaje władzy: bankowa i medialna. Aby sprostać tej nowej sytuacji, należy doprowadzić do tego, aby te władze miały wobec społeczeństwa służebny charakter. Dlatego powinno się rozwijać banki municypalne i waluty komplementarne.
Jeszcze większy dysonans pojawia się, jeśli z wynikami jarosławskiej debaty zestawimy inny z serii tekstów „Rzeczpospolitej”, dotyczących reform ustroju Polski: „Ustawa zasadnicza wymaga gospodarczego liftingu”. Jako żywo przypomina on czasy, gdy trupa komunizmu usiłowano wskrzesić zaklęciami: „na kłopoty socjalizmu jeszcze więcej socjalizmu”, albo „socjalizm tak, wypaczenia nie”. Ci sami ludzie, którzy od lat tworzą medialną osłonę bezprawia i działań na szkodę suwerenności gospodarczej kraju, teraz radzą jak sytuację naprawić. Nawet do nich dotarło, że Konstytucja RP nie jest przestrzegana. Jak temu zaradzić? Pozbyć się „pustych” przepisów!
W kwestiach gospodarczych zebranych w Jarosławiu „konfederatów” można sytuować poza głównym nurtem ekonomii. Jednak z całą pewnością nie była to jedynie jałowa krytyka. Uczestnicy debaty doskonale zdawali sobie sprawę ze skali problemów i konieczności uzupełnienia każdej propozycji zmian wskazaniami bezpiecznego przejścia od stanu obecnego do postulowanego. Dyskutowano na przykład na temat wykorzystania renty emisyjnej do rozwoju kraju. Padały propozycje, aby wesprzeć przy jej pomocy wdrożenie minimalnego dochodu gwarantowanego lub/i rozwój produkcji polskich przedsiębiorstw wdrażających różne formy własności pracowniczej.
O wysokim poziomie merytorycznym debaty świadczy fakt, że przedstawiano bardzo konkretne rozwiązania, często poparte danymi liczbowymi.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
![]()
Donald Trump ma realną szansę, aby zostać następnym prezydentem USA. Dysponuje wystarczająco dużymi pieniędzmi, aby „przebić” każdego innego kandydata (a na dodatek pobiera honoraria za swoje wystąpienia). Poza pieniędzmi ponoć w polityce liczy się program. Ale z tym nie ma większego problemu: wypędzić nielegalnych imigrantów. To się wielu Amerykanom podoba.
Nie podoba się właścicielom firm w Dolinie Krzemowej – a zwłaszcza Markowi Zuckerbergowi, który w przeciwieństwie do wielu konkurentów ma swój biznes skoncentrowany w Kalifornii. Te firmy zatrudniają najlepszych specjalistów z całego świata i wszelkie ograniczenia imigracyjne są uważają za szkodliwe. Z tego powodu Zuckerberg powołał do życia inicjatywę FWD.us, która ma na celu lobbowanie na rzecz zmiany prawa imigracyjnego. Zdaniem Zuckerberga „american dream” jest możliwy także w XXI wieku. Pomysły Trumpa, aby deportować 11 milionów nielegalnych imigrantów FWD.us uważa za absurdalne.
Według nich taka deportacja będzie kosztować amerykańskich podatników od 400 do 600 mld dolarów i zmniejszy PKB 1,7 bilionów (ponad 5%). Potrwa też najbliższe 20 lat.
Podobne poglądy głosi Senator Marco Rubio (inny kandydat republikanów), który jest blisko związany z Zuckerbergiem.
Na dzień dzisiejszy jednak żaden kandydat republikanów nie wydaje się zdolny do pokonania murowanej kandydatki Demokratów – Hillary Clinton.

